Sąsiad to istota ludzka, która potrafi być nieobliczalna i ma kilka odmian. Podsłuchujący, plotkujący, czasem skrywający mroczne tajemnice, ale też są bardziej otwarci i serdeczni. A przynajmniej tak słyszałem. Nigdy nie wiadomo, czego się po nim spodziewać. Właśnie wokół relacji sąsiedzkich skupia się „Zaproszenie” – jedna z inteligentniejszych i błyskotliwszych komedii ostatnich lat.

Film skupia się na parze małżeńskiej z dłuższym stażem, która coraz bardziej rdzewieje przez rutynę. Jeff (Seth Rogen) uczy muzyki w liceum, jednak wydaje się być kompletnie nieobecny. Jego żona Angela (Olivia Wilde) to wręcz wulkan energii, dbający o dom. Oboje wychowują 12-letnią córkę, która – dla wygody całej fabuły – nocuje u koleżanki. Postanowili (a tak dokładnie to Angela) postanowiła zaprosić na kolację swoich sąsiadów, którzy chcieliby zobaczyć ich chatę. I bardzo lubią po nocy hałasować, co naszej parce troszkę przeszkadza. Pina (Penelope Cruz) to pochodząca z Hiszpanii psychoterapeutka, zaś Hank (Edward Norton) – emerytowany strażak. Ale kolacja skręci nagle w zadziwiające rewiry.

Najnowszy film w reżyserii Olivii Wilde od razu nasunął mi dwa skojarzenia – „Kto się boi Virginii Woolf” Mike’a Nicholsa oraz „Rzeź” Romana Polańskiego. Obydwa to bardzo kameralne, ograniczone (w większości) do jednej przestrzeni, skupiona na czwórce postaci oraz słowach, słowach i jeszcze raz słowach. To jednocześnie komedia niepozbawiona ironii, ciętych ripost i złośliwości, a jednocześnie to psychodrama na temat związków, bliskości oraz sposobach na ciągłą „żywotność”. Więcej nie chcę więcej zdradzić, bo w połowie – mniej więcej – dochodzi do kompletnie nieoczekiwanego skrętu, dodając zarówno dodatkowego ciężaru oraz nagłych spazmów śmiechu. Reżyserka bardzo płynnie przeskakuje między powagą a żartem, jednak bez osądzania postaci oraz walenia morałami wprost. Nawet jeśli tematyka wydaje się dość znajoma, udaje się utrzymać zaangażowanie oraz tempo aż do bardzo wyciszonego finału.

A wszystko opiera się na absolutnie rewelacyjnym kwartecie aktorskim. Kolejny raz zaskakuje Seth Rogen jako sfrustrowany, niespełniony artysta, który coraz bardziej zamyka się w skorupie sarkastycznego egoisty. Jest to o wiele bardziej poważna, wręcz pozbawiona komediowych sztuczek (poza charakterystycznym śmiechem) kreacja. W kontrze do niego stoi sama Wilde, której postać też poświęciła zbyt wiele dla związku i jeszcze próbuje o niego zawalczyć. Jest bardziej żywiołowa i ekspresyjna (szczególnie jej oczy), próbując zachowanie opanowanie w coraz większym chaosie. A jak jeszcze rzucimy do miksu elektryzującą Penelope Cruz oraz odrobinę ekscentrycznego Nortona, to już klękajcie narody. Tutaj nie ma słabych punktów i każdy ma swoje pięć minut na zabłyśnięcie.

Rzadko mi się zdarza iść na film niemal w ciemno, ale „Zaproszenie” okazało się kolejną niespodzianką tego roku. Pozornie teatralny w formie, jednak jest to spektakl z najwyższej półki: świetnie napisany, kapitalnie zagrany oraz wyreżyserowany. Pełen pulsującej energii, niemal wiszącej w powietrzu atmosfery, jednocześnie potrafi rozbawić i skłonić do zastanowienia. Takie zaproszenie warto przyjąć.
8/10 + znak jakości
Radosław Ostrowski

























