Przeklęta liga

Jest rok 1974. Wszystko zaczyna się w momencie, gdy trener Leeds United – drużyny uznawanej za najbrutalniej grającą w lidze angielskiej – Don Revie dostaje propozycję objęcia funkcji trenera reprezentacji Anglii. Więc ktoś musi przejąć zwolnione miejsce po Leeds. Wybór pada na bardzo ambitnego Briana Clougha, który z Darby osiągnął mistrzostwo kraju. Problem w tym, że trener przybywa bez swojego asystenta, Petera Taylora. Dodatkowo chce ich wyzbyć swoich nawyków, co już czyni sytuację konfliktową.

przekleta liga1

Film Toma Hoopera proponuje spojrzenie na piłkę z perspektywy trenera. I to nie byle jakiego, bo Clough był bardzo trudnym człowiekiem do współpracy. Nie idzie on na kompromisy, działa za plecami swojego zarządu (kupując zawodników) i jest bardzo pewny siebie. Jeszcze byłoby to do przeżycia, gdyby nie jego niewyparzona gęba. Reżyser skupia się nie tylko na pracy Clougha jako trenera Leeds, ale cofa się do roku 1969. Wtedy jeszcze ten butny trener pracował w Derby County – małym, prowincjonalnym klubie i po raz pierwszy starł się z drużyną kierowaną przez Reviego. Od tej pory dojdzie do bardzo ostrej obsesji na punkcie Leeds przez Clougha. Piłka nożna z jednej strony bywa tutaj traktowana jako piękna gra, której kibice są głodni i traktują ją niemal jak świątynię. Ale w tej grze zdarzają się bardzo nieczyste i brutalne zagrywki (mecz Derby z Leeds przed walką z Juventusem w deszczu), a trener nie zawsze jest najważniejszym ogniwem drużyny.

przekleta liga2

To także historia trudnej, szorstkiej przyjaźni między trenerem a jego asystentem, Petem Taylorem. Kontrast między nimi jest ogromny i to nie tylko na poziomie fizycznym, ale także charakterów. Taylor jest bardzo wycofany, spokojniejszy i podchodzi do wszystkiego z chłodną głową, bardziej odpowiedzialny. W momencie krytycznym panowie tworzą bardzo zgrabny, intrygujący duet. Tylko, że ego Clougha działa wręcz destrukcyjnie i ta przyjaźń jest wystawiona na ciężką próbę.

przekleta liga3

Realizacyjnie wygląda to troszkę jak produkcja telewizyjna i nie ma tutaj jakiś fajerwerków. Ale broni się scenariuszem, ciętymi dialogami oraz pewną ręką reżysera (ciężko w to uwierzyć, prawda?). jednak całość na wyższy poziom wznosi absolutnie fenomenalny Michael Sheen jako Clough. Mimo wad tego człowieka (arogancja, zbytnia pewność siebie i egoizm), udaje się wzbudzić sympatię dla tego pasjonata. Osoby, która chce osiągnąć jak najlepsze efekty, choć nie zawsze utrzymuje nerwy na wodzy, co najdobitniej pokazuje jego rozmowa z Reviem w telewizji. Oprócz niego świetnie sobie radzi Timothy Spall w roli Pete’a Taylora, tworząc mocny duet z Sheenem i elektryzując samą obecnością. Reszta obsady też prezentuje się bardzo dobrze i trudno się do kogokolwiek przyczepić.

przekleta liga4

„Przeklęta liga” pokazuje, że Tom Hooper miał wielki potencjał jako reżyser. Niby kameralna historia, ale wciąga jak diabli i jest to spektakl z wyższej półki. Dynamiczny, intensywny, fantastycznie zagrany, potrafi zarazić swoją pasją do piłki nożnej. Ale czego po Brytyjczykach można się spodziewać?

8/10

Radosław Ostrowski

fortysomething

Dr Paul Slippery jest lekarzem pracującym w londyńskiej przychodni. Jest ojcem trzech synów, ma żonę, która po długiej przerwie zaczyna wracać do pracy oraz problemy z niejakim Pilbrym, który jest antypatycznym dupkiem. Jednak w jego związku coś zaczyna się psuć, a początkiem jest słyszenie myśli innych.

fortysomething1

Bogu należy dziękować za Anglików, bo bez nich świat byłby strasznie smutny. Telewizyjny serial jest adaptacją powieści Nigela Williamsa, dokonana przez samego autora (bo scenariusz napisał) oraz reżyserowana przez Nica Phillipsa i Hugh Lauriego (tak, TEGO Hugh Lauriego). I jest to słodko-gorzka opowieść o kryzysie wieku średniego z perspektywy zagubionego mężczyzny, który niejako zostaje zmuszony do weryfikacji swojego życia oraz związku. Po drodze dzieją się różne szalone sytuacje, spowodowane przez synów (statecznego i spokojnego Rory’ego, sypiającego z każdą Daniela oraz mającego obsesję na punkcie seksu Edwina, który w szkole nie był  – jak myślicie, który z nich mógł zamówić sztuczne penisy?) oraz własnymi demonami. Śmiech – błyskotliwy, niepozbawiony ironicznego humoru, idzie tutaj ręka w rękę z poważną refleksją (zwłaszcza ostatni odcinek to emocjonalny majstersztyk) i wnikliwą obserwacją obyczajową. Śmierć przyjaciela, kontrola inspektora, wreszcie planowane w tajemnicy zjazd kolegów ze szkoły, które zostaje odebrane za… nie, nie powiem. Humor jest tutaj pierwszorzędny, czasami absurdalny, ale wiele mówiący o pracy, przyjaźni, miłości – o życiu i całej reszcie. A jest czego słuchać i co oglądać.

fortysomething2

Mini serial ten nie miał takiej siły, gdyby nie kapitalnie grający aktorzy. W Paul wcielił się sam Laurie i zrobił to pięć minut przed przyjęciem praktyki jako dr House. Pokazuje jak znakomitym jest komikiem (scena, gdy udaje holenderskiego lekarza czy przebiera się w muzułmańska szatę, by wejść na przemówienie swojej żony), ale też pokazuje jak nie radzi sobie z własnymi obsesjami (zazdrość, silna chęć kochania się ze swoją żoną i nieudolne próby osiągnięcia tego). Partneruje mu bardzo atrakcyjna Anna Chancellor jako Estelle – kura domowa, stająca się poważna bizneswoman, co pośrednio wywołuje spięcia (a raczej jej szefowa – lesbijka Gwendolyn). Kiedy nie ma jej w domu, można odnieść wrażenie, iż tam panuje chaos – pojawiają się lodówki, dziewczyny, ich rodzice.

fortysomething3

Nie można nie docenić Petera Capaldiego (antypatyczny i arogancki dr Pilfrey, który jest mocno psychiczny) czy powoli wybijającego się Benedicta Cumberbatcha (Rory), ale tak naprawdę wszyscy poradzili sobie znakomicie.

fortysomething4

Znakomita komedia i jednocześnie bardzo wnikliwa obserwacja obyczajowa. Takie kombinacje są zawsze mile widziane. Choć jest to mało znana produkcja i jest dość krótka (tylko 6 odcinków?), absolutnie warta jest uwagi.

9/10 + znak jakości

Radosław Ostrowski