Skok

Jak się myśli o filmach Kazimierza Kutza, to raczej myśl się o jego śląskiej trylogii albo jego ostatnich dziełach jak „Zawrócony” czy „Pułkownik Kwiatkowski”. Ale każdy reżyser ma w swoim dorobku filmy zapomniane i mało znane. W przypadku Kutza jednym z takich filmów jest pochodzący z 1967 roku „Skok”.

Historia skupia się wokół dwóch młodych chłopaków, którzy właśnie oblali maturę. Franek (Daniel Olbrychski) to silny twardziel, co ma mocne pięści. Paweł (Marian Opania) jest drobniejszy, bardziej kierujący się sprytem. Obaj nie planują wracać do domów i będąc nad morzem, zastanawiają się co dalej. Wtedy dołącza do nich tajemniczy nieznajomy (Andrzej Gazdeczka) i proponuje prosty sposób na znalezienie pieniędzy. Czyli zrobić skok. Tylko gdzie? Pada pomysł na obrobienie lokalnego PGR-u, gdzie chłopaki się zatrudniają. W zamian nieznajomy ma zadekować ich na statku, więc Franek z Pawłem się zgadzają.

Jeśli całość brzmi dla was jak film sensacyjny, to raczej nie spodziewajcie się dynamicznej akcji. Reżyser bardziej skupia się na obserwacji dwójki ludzi wchodzących w dorosłość. Dlatego są bardzo naiwni i dają się namówić na skok. Jednocześnie widzimy tutaj życie oraz pracę na prowincji, gdzie robotnicy z pewnym dystansem, wręcz nieufnością podchodzą do „miastowych”. Ale poza wątkiem kryminalnym jest tu jeszcze historia inicjacyjna, bo ten rozważniejszy poznaje Teresę (debiutująca na ekranie Małgorzata Braunek). I niejako te dwa wątki przeplatają się za sobą w dziwnym tańcu, niejako walcząc o dominację. Jednak uzupełniają się całkiem nieźle, ładnie sfotografowane na czarno-białej taśmie (aczkolwiek czasem nocne ujęcia są niezbyt widoczne), zaś w tle gra jazzowa muzyka Adama Sławińskiego. No i same dialogi napisane przez Stanisława Dygata brzmią dobrze.

Jednak ten film działa naprawdę mocno dzięki świetnym kreacjom. Mocny i walczący swoimi pięściami Daniel Olbrychski błyszczy w roli silnego Franka, budując wizerunek pewnego siebie twardziela, co nie boi się ryzyka. Trochę w kontrze do niego równie fantastyczny Marian Opania, który może nie imponuje swoją posturą, jednak wydaje się być tym mądrzejszym. Z czasem zaczyna się zmieniać, co prowadzi do finałowej konfrontacji na molo. Ale całość kradną drobne epizody choćby Witolda Dederki (Ziętara), Bogdana Baera (traktorzysta) czy Stanisława Michalskiego (narwany Wiktor), które dodają kolorytu do całości.

Może i „Skok” nie jest jednym z najlepszych filmów w dorobku Kutza, jednak ta mieszanka kryminału oraz filmu coming-of-age osadzona w latach 60. pozostaje ciekawym portretem epoki. Nie zawsze zachowuje równe tempo, czasem nie zawsze wszystko widać, niemniej nie jest to czas stracony.

6,5/10

Radosław Ostrowski

Wizja lokalna 1901

Małe miasteczko Września w roku 1901 stało się bardzo znane na całej Europie. A cóż to się stało? Otóż dzieci w tamtejszej szkole zbuntowały się przeciwko nauczaniu religii w języku niemieckim. Dokładnie jedna z klas 7, do której dołączyła druga klasa, gdzie uczy się trójka naszych bohaterów (Antek, Kacper i Bronka). Jak reagują władze szkoły na tą całą sytuację? O tym próbuje opowiedzieć film Filipa Bajona z 1980 roku „Wizja lokalna 1901”.

wizja lokalna 1901-2

Tytuł może sugerować, że mamy do czynienia z rekonstrukcją wydarzeń, jednak trudno to jednoznacznie ocenić. Reżyser bardziej skupia się na budowaniu atmosfery niż ścisłego trzymania się faktografii i ścisłego przebiegu wydarzeń. Dlatego wiele razy przeskakujemy w różne miejsca (od szkoły przez wiec po siedzibę burmistrza), parę razy dochodzi do złamania czwartej ściany i obserwujemy z każdej możliwej perspektywy. To może wydawać się chaotycznym zagraniem, a wiele dialogów jest w języku niemieckim, co też dezorientuje. Więc po co realizować taki film? By pokazać jakie metody zastraszania i manipulacji stosowano, by złamać uczniów.

wizja lokalna 1901-1

W potęgowaniu tego poczucia represji i psychologicznego terroru pomagają bardzo surowe zdjęcia oraz niemal stonowane kolory. Imponująco prezentują się szkolne sale, niemal żywcem odtworzone ze zdjęć. Narracja prowadzona jest skokowo, co dla mnie mocno dezorientowało i kilka razy gubiłem się w czasie. To jest mój największy zarzut, bo przez ten chaos traciłem zainteresowanie. Wrażenie robią sceny w szkole, gdzie nauczyciele próbują złamać opór uczniów: od prostej perswazji przez stosowanie kar cielesnych po zastraszenie rodziców. To jest przykład pruskiej siły, z bezwzględnością dążącej do podporządkowania ludności swojego kraju.

wizja lokalna 1901-3

I jest to więcej niż dobrze zagrane, także w przypadku dzieci, co nie jest u nas normą. Ale mamy tutaj także imponującą grupę rozpoznawalnych aktorów z Tadeuszem Łomnickim (baron Mossenbach, burmistrz miasteczka), Danielem Olbrychskim (ksiądz Paczkowski) oraz niezawodnym Jerzym Stuhrem (radca Wagner) na czele. Jednak najbardziej wyraziste, wręcz demoniczne postacie to bardzo śliski nauczyciel Koralewski (mocny Zdzisław Wardejn) oraz inspektor Winter w zaskakującej interpretacji Wiesława Drzewicza. Nie chcielibyście spotkać takiej osoby w życiu.

„Wizja lokalna 1901” wydaje się być wprawką do „Poznania 56”, gdzie Bajon także prezentował ważne wydarzenie historyczne z bardziej przyziemnej perspektywy. Bez wielkiej polityki oraz poważnych ludzi władzy, lecz czasami w sposób mocno dezorganizujący fabularną konstrukcję. Niemniej w tej nieszablonowej formie jest coś frapującego.

7/10

Radosław Ostrowski