Kopciuszek

Każdy z nas zna bajkę o Kopciuszku. Dziewczyna traktowana jako służąca przez macochę i jej dwie córki, potem trafia na bal w czym pomaga jej matka chrzestna, która jest dobrą wróżką (takie dwa w jednym), zakochuje się w niej książę i dalej wiadomo. To tak w maksymalnym skrócie, bo wersje Charlesa Perraulta jak i braci Grimm są powszechnie znane. Filmowcy też opowiadali tą historię parę razy (najbardziej znana wersja pochodzi od Walta Disneya z 1950 roku). Teraz własną wersje postanowił przedstawić nie byle kto, bo sam Kenneth Branagh.

kopciuszek1

Dzisiaj baśnie przedstawia się w postmodernistycznym stylu, wyznaczonym 15 lat temu przez legendarnego „Shreka”, gdzie klasyczne elementy wywrócono do góry nogami mieszając z popkulturą. Tym większą niespodzianką było to, że reżyser opowiada tą znaną historię z szacunkiem do pierwowzoru i bez żadnych udziwnień. Czy należy stwierdzić, ze „Kopciuszek” to porażka? Absolutnie nie – to czysta magia na ekranie, pełna barw, ale i emocji. Albowiem bez nich żaden film nie jest w stanie odnieść sukcesu. Obowiązkowo jest Kopciuszek – tym razem mający imię Ella – jest i książę, oboje piękni oraz młodzi, jest też macocha z córkami-jędzami, czarowanie karocą, bal, zgubienie pantofelka i cała ta reszta. Branagh czaruje tutaj stroną plastyczną i to jest na razie najładniejszy film tego roku. Scenografia jest imponująca (zamek króla przypominał mi z wyglądu… Wersal), kostiumy eleganckie, pełne barw, idealnie pasujące do charakterów oraz śliczną muzyką Patricka Doyle’a.

kopciuszek2

Ale jak to możliwe, że reżyser nie przesłodził i ogląda się to z takim zaangażowaniem? Ponieważ postanowił troszeczkę ożywić swoich bohaterów oraz uwiarygodnić ich zachowanie. Ella (prześliczna Lily James – jestem pewny, że jeszcze o niej usłyszymy) jest nie tylko piękna oraz młoda, a naturalności mogliby jej pozazdrościć wszyscy. To bardzo rezolutna, zaradna dziewczyna, której wręcz nieznośna dobroć nie wzięła się z nieba, ale od nauk swojej matki o byciu odważnym oraz dobrym, mimo wszystko. Podobnie jest z księciem Kitem (znany z „Gry o tron” Richard Madden, który bardzo dobrze sobie radzi), który musi wybrać – miłość jako „kontrakt” mający zagwarantować stabilność ekonomiczną królestwa czy pójść za głosem serca? Lojalność wobec ojca czy nieposłuszeństwo?

kopciuszek3

Podobną taktykę reżyser stosuje wobec postaci złych, którym zależy na zabezpieczeniu przyszłości swoich dzieci (świetna Cate Blanchett w roli Macochy) oraz całego państwa (niezawodny Stellan Skarsgaard) – są zbyt zgorzkniali i przeżyli zbyt wiele, by pozwolić sobie na radość. Z kolei od strony dowcipu błyszczy Helena Bohnam Carter i powiem wam – takie wróżki chrzestnej jeszcze nie było. Dodatkowo jest narratorką całej opowieści.

kopciuszek4

Kenneth Branagh opowiada klasyczną bajkę w klasycznym stylu. Brzmiało to jak kolejna część „Mission: Impossible”, ale reżyser z taką klasą, stylem i wyczuciem nie mógł polec. Piękno w najczystszym wydaniu.

7,5/10

Radosław Ostrowski

Obywatel roku

Nils Dickman jest przeciętnym facetem, który zajmuje się odśnieżaniem dróg. Za swoje zasługi został nagrodzony tytułem obywatela roku. Jednak jego spokojne i opanowane życie zmienia się. Jego syn Ingmar, który pracował na lotnisku, zostaje zamordowany na skutek gangsterskich porachunków. Na wieść o tym, mężczyzna chce znaleźć sprawcę całego zamieszania i odesłać do krainy wiecznych łowów.

obywatel_roku1

Gdyby taką historię nakręcono w Stanach Zjednoczonych, główną rolę zagrałby Liam Neeson, a seans byłby jedną wielką, krwawą mordownią. Jednak norweski reżyser Hans Petter Moland osadzając w realiach swojego kraju idzie w zupełnie innym kierunku. To czarna komedia, chociaż humor nie spodoba się wszystkim – trupy padają tu często (po śmierci każdego z nich pojawia się czarna plansza z nekrologiem), a jedna krwawa akcja odbija się na życiu innych. Spirala przemocy się rozkręca, a zemsta przynosi nieoczekiwane skutki – jak w filmach braci Coen, gdzie pozornie proste plany musiały się bardzo mocno spier… eee, komplikowały się.

obywatel_roku2

Poza wątkiem zemsty reżyser uważnie przygląda się swojemu krajowi. Norwegia to jak wiemy państwo opiekuńcze, które chroni swoich mieszkańców – nawet więzienia są tutaj najprzyjemniejszymi więźniami świata, gdzie nie ma gwałtów, a warunki są bardzo przyjemnie. Nic dziwnego, że to raj, także dla gangsterów, którzy czują się tu bezpiecznie. Jednak pod tą tolerancyjną maską kryje się nietolerancja, homofobia (dwóch gangsterów ukrywa swój homoseksualizm), hipokryzja oraz niedotrzymywanie słowa. Przemoc tutaj jest też rozkręcana wskutek pochopnych działań – tutaj najpierw się zabija, a dopiero potem zadaje pytania.

obywatel_roku3

Nawet jeśli opowieść jest odrobinę przerysowana, a pokręcone poczucie humoru nie trafi do wszystkich, to poza krwawym finałem są dwa mocne atuty: zimowy klimat (przypominający „Fargo”) oraz świetne aktorstwo. Tutaj przewodzi niezawodny Stellan Skarsgaard, będący zarówno bezwzględnym mścicielem z mocnymi pięściami, żądzą zemsty oraz tłumionym bólem. Zimne spojrzenie mówi więcej niż słowa i potrafią przerazić. Drugim strzałem jest tutaj Pal Sverre Hagen w roli bezwzględnego szefa wszystkich szefów, któremu się nie układa z żoną, ma obsesję na punkcie ekologicznego stylu życia i jest bardzo impulsywny. Kontrastem jest tutaj honorowy serbski gangster Papa (Bruno Ganz) – opanowany, słowny i spokojnie przygotowujący swoją zemstę.

obywatel_roku4

„Obywatel roku” to z jednej strony krwawa czarna komedia, z drugiej krytyka modelu państwa opiekuńczego. Rzadko zdarza się taka kombinacja tak jak rzadko pojawia się w Polsce mroźna zima, ale fani skandynawskich produkcji powinni czuć się jak w domu.

7/10

Radosław Ostrowski

Frankie i Alice

Rok 1973. Frankie jest młodą i atrakcyjna striptizerką, która robi to, co potrafi najlepiej. Jednak zaczynają ją prześladować dziwne rzeczy – nie pamięta, ze kupiła sobie drogą sukienkę, podczas stosunku z facetem zaczęła go bić. Po ostatniej akcji została zwolniona z pracy i aresztowana przez policję, która kieruje ją do szpitala psychiatrycznego. Tam zajmuje się nią dr Oswald, który dostrzega u niej objawy wielorakiej osobowości.

frankie_i_alice1

Brytyjski filmowiec Geoffrey Sax mierzy się z prawdziwą historią Frankie Murduch – kobiety posiadającą w sobie jeszcze dwie osobowości – pewną siebie i mającą mentalność białej Alice oraz skrytej i niedowidzącej Genius. To między innymi przez to, wyniki badań psychologicznych są tak sprzeczne (raz jest inteligentna, raz głupia, innym razem pisze lewą ręką, a kiedy indziej prawą), że lekarz decyduje się nią zająć. I jak w każdej tego typu opowieści, informacje z przeszłości Frankie odkrywane są bardzo stopniowo, żeby nie wszystko odkrywać od początku. Najciekawsze są tutaj sceny, gdy nasza bohaterka dostaje ataków oraz terapia, co jest kwestią świetnego montażu, gdy nakładają się przeszłość z teraźniejszością (m.in. w gabinecie zaczyna padać deszcz). Rozwiązanie wydaje się dość proste, ale jest logiczne oraz potrafi poruszyć.

frankie_i_alice3

Twórcom udaje się przekonująco odtworzyć realia lat 70. i to nie tylko w warstwie muzycznej (soul i funk), ale też w warstwie wizualnej. Stylowe zdjęcia Newtona Thomasa Siegla budują klimat (zwłaszcza ujęcia nocne) i pozwalają wejść w skomplikowaną psychikę kobiety.

frankie_i_alice4

„Frankie i Alice” to tak naprawdę popis dwójki aktorów – Halle Berry i Stellana Skarsgarda. Aktorka podjęła się zadania wcielenia się w trzy postaci – pełną seksapilu Frankie, szorstką i inteligentną Alice oraz niewinną Genius. Trudno odmówić ambicji, a efekt jest naprawdę dobry, co dostrzegli też krytycy, przyznając jej nominację do Złotego Globu. Każda z tych osobowości jest wyraźnie nakreślona i udaje się uniknąć przerysowania i przeszarżowania. Z kolei Szwed wciela się w empatycznego psychiatrę, który może i jest opanowany, ale bardziej przypominał rasowego detektywa, próbującego rozgryźć łamigłówkę. A i metody są (jak na tamte czasy) dość niekonwencjonalne – żadnego faszerowania lekami, nagranie sesji na wideo, co tylko czyni tą postać interesującą.

frankie_i_alice2

„Frankie i Alice” to kino, które ma grać na emocjach, ale unika emocjonalnego szantażu i sztucznego wyciskania łez. Nie jest nic nowego w kwestii skomplikowanych osobowości psychologicznych, ale wciąga i dobrze się ogląda. Jakkolwiek to dziwnie zabrzmi, to przyjemne kino.

7/10

Radosław Ostrowski

Zakładnik

Jack Frain jest policjantem zajmującym się kradzionymi samochodami. Sąsiadka prosi go o przysługę i pomoc w znalezieniu dziewczyny, która chodziła z chłopakiem mieszkającym na Turk Street. Detektyw wyrusza na poszukiwania i przypadkiem wpada do domu, gdzie znajduje się gang planujący skok na bank. Mężczyzna zostaje sam w domu z pilnującą go Erin.

zakladnik_2002_1

Tym filmem Bob Rafelson pożegnał się z kinem i nie planuje już powrotu. Tym razem postanowił przenieść na ekran krótką powieść Dashiella Hammetta, uwspółcześniając ją. Mamy tak jak w poprzednim filmie („Krew i wino„) skomplikowaną intrygę, gdzie mało kto komu ufa, a Frain – wbrew swojej woli wplątany w ten ambaras – próbuje uratować skórę. Tak naprawdę Rafelson skupia się nie tyle na kryminalnej intrydze (przyzwoicie poprowadzonej i zrealizowanej), ale na jednej osobie – tajemniczej i apetycznej Erin (Milla Jovovich wtedy będąca w formie), która okazuje się być sprytną manipulantką, wykorzystującą swój sex appeal do mącenia mężczyznom w głowach, by pomogli w jej własnych celach. Klasyczna femme fatale i to jest największy plus. Drugim jest solidnie budowany klimat osaczenia – deszcz, noc (środkowe partie), duże domostwo oraz niezłe dialogi. Rozczarowuje jednak zakończenie, bardzo schematyczne i pozbawione napięcia.

zakladnik_2002_2

Z całej obsady – poza Millą Jovovich – wybija się świetny Stellan Skarsgard. Jego Tyrone to inteligentny, unikający przemocy mózgowiec, przygotowany na wszelkie sytuacje. Ale kiedy problemy się pojawiają, to nie do końca sobie z tym radzi. Z kolei Samuel L. Jackson nie ma zbyt wielkiej szansy na zbudowanie wyrazistej roli, gdyż jest lekko pierdołowaty jako policjant. A zresztą, co mógłby zrobić, skoro przez większość czasu jest przywiązany? To go usprawiedliwia.

zakladnik_2002_3

Rafelsonowi wyszedł film lepszy od poprzednika, ale do końca dobry. Przyzwoity kryminał z zamotaną intrygą oraz solidnym aktorstwem.

6/10

Radosław Ostrowski

Bezsenność

Pamiętacie taki film “Bezsenność”? Alaska, morderstwo nastolatki, przypadkowy postrzał kolegi (we mgle) i pojedynek między Alem Pacino a Robinem Williamsem. Nie wiem czy wiecie, ale film Christophera Nolana był remakiem (serio) pewnego kryminału z kraju zwanego Norwegią. Na północy Norwegii, gdzie słońce nie zachodzi nigdy trafia szwedzki policjant Jonas Engstrom, by wyjaśnić sprawę morderstwa 15-letniej dziewczyny. Podczas obławy Jonas zabija swojego partnera. Wkrótce policja wpada na trop pisarza Jona Holta, który zaczyna prowadzić grę z policjantem.

bezsennosc4

Streszczenie fabuły jest niemal identyczne jak remake’u, ale różnica jest ogromna. I nie jest nią tylko czas trwania i zmiana lokalizacji. Ale sposób realizacji jest skrajnie odmienny – reżyser Erik Skjoldbjærg postawił na surową realizację (zimna kolorystyka, ambientowa muzyka) oraz mroczny klimat. W porównaniu do kolegów z USA, którzy wszystko robią lepiej i po hollywoodzku używając do tego specjalnego narzędzia każdego reżysera – mianowicie łopaty, Norweg jest bardziej cwany, a także wierzy w inteligencję widza, co jest dość trudne do zrealizowania. Wiele jest rzeczy niedopowiedzianych, a reputacja śledczego jest mocno wątpliwa i nadszarpnięta. Atmosfera staje się coraz gęstsza, kilka scen mocno podnosi temperaturę (obława we mgle, pościg pieszy za autobusem czy finałowa konfrontacja), a zakończenie daje naprawdę sporą satysfakcję. Można zarzucić, że tempo jest dość ospałe, wiele rzeczy pozostaje jedynie domysłami, jednak mimo tych wad całość ogląda się po prostu świetnie.

bezsennosc3

Amerykanie mieli Ala Pacino, a reżyser w roli głównej obsadził rewelacyjnego Stellana Skarsgarda. Jego śledczy to bardzo opanowany facet, który zna się na swojej robocie, ale wypadki w norweskim miasteczku potęgują jego bezsenność oraz zaczynają go prześladować wyrzuty sumienia, co pokazują sceny, w których przypomina zabitego kolegę Vika. A jego zmęczona twarz zaczyna coraz bardziej wyrażać jego tłumione emocje. Nic złego nie jestem w stanie powiedzieć o Bjornie Flobergu w roli pisarza Holta. Choć pojawia się dopiero w połowie filmu, zapada w pamięć. Równie opanowany i spokojny dżentelmen, który ukrywa swoja mroczną twarz znana nam tylko z jego słów. Jedynymi wartymi uwagi kobieta są tutaj zdeterminowana policjantka Hagen (Gisken Armand) oraz recepcjonistka Ana (Marie Bonnevie).

bezsennosc5

„Bezsenność” to jeden z wielu przypadków filmów, które zostały zapomniane przez ich wersje amerykańskie (niekoniecznie lepsze, ale łatwiej dystrybuowane). I jak w 90% przypadków, oryginał jest lepszy. Mocne, mroczne i tajemnicze kino dla bardziej wymagającego widza.

7,5/10

Radosław Ostrowski

Droga do zapomnienia

Poznajcie Erica Lomaxa – faceta, który kocha kolej i jest jej wielkim pasjonatą. Wreszcie w jego życiu pojawia się kobieta poznana w pociągu, z którą bierze ślub. Wydawałoby się, że będą żyli długo i szczęśliwie. Błąd, gdyż mężczyzna zaczyna się coraz bardziej zamykać, dostaje ataków lekowych, traci kontakt z rzeczywistością. Żona próbuje się dowiedzieć o klubie weterana, który zrzesza byłych żołnierzy brytyjskich z czasów Ii wojny. Kobieta dowiaduje się, że jej mąż był jeńcem w japońskim obozie podczas wojny, gdzie przeżył piekło. Czy jest szansa wyrwania się przeszłości? Pewnym cieniem wydaje się wieść, że były oprawca przeżył.

Gdy ktoś nadal próbuje opowiedzieć coś o II wojnie światowej, wydaje mi się to zadaniem bardzo karkołomnym, wręcz próbą szybkiego zarobienia pieniędzy, nawet jeśli historia wydarzyła się naprawdę. Film Jonathana Teplitzky’ego przedstawia taką prawdziwą historię człowieka naznaczonego wojną. Dobrym pomysłem jest przeplatanka rzeczywistości ze scenami z czasów wojny, gdzie śledzimy losy Lomaxa – zbudowanie radia, schwytanie, tortury, bicie, próba złamania go. Te fragmenty są naprawdę mocne, mimo że takich ujęć widzieliśmy w ostatnim czasie mnóstwo. I zawsze pojawia się pytanie: jak można żyć dalej po czymś takim? Będąc zniszczonym psychicznie? Jak się okazuje, to działa w dwie strony. Zemsta tutaj ma wymiar symboliczny, choć nie jesteśmy tego pewni na początku. W momencie „kontaktu” po latach, byłem przekonany, że skończy się to dość gwałtownie i brutalnie (po cichu na to nawet liczyłem).

Problem z tym tytułem jest jeden: przewidywalny i trochę mało angażujący emocjonalnie, choć zarówno warstwa techniczna jest naprawdę solidna, a aktorzy dają z siebie naprawdę wiele (zwłaszcza Colin Firth oraz jego młodsze wcielenie, Jeremy Irving, a także niezawodzący Stellan Skarsgard). Mimo to wyszedł z tego całkiem przyzwoity tytuł, który może nie powala jako całość, ale parę scen zostaje w pamięci.

zapomnienie5

6,5/10

Radosław Ostrowski