Wywiad ze Słońcem Narodu

Korea Północna jak wszyscy wiemy jest krajem pełny spokoju i ładu. Wszyscy mieszkańcy są tam szczęśliwi, nie ma głodu i nędzy, mimo sankcji ze strony zgniłego Zachodu. A po co im bron nuklearna? Oczywiście po to, żeby się bronić. I właśnie do tego kraju przybywa niejaki Dave Skylark – prowadzący satyryczny program telewizyjny „Wieczór ze Skylarkiem” oraz jego producent Aaron Rapaport. W sprawę angażuje się CIA, żeby wykorzystać sytuację do usunięcia Kim Dzong Una.

slonce_narodu2

Ten film stał się głośny, jeszcze zanim pojawił się w kinowej dystrybucji, a wszystko z powodu domniemanego ataku hakerów z Korei Północnej, którzy włamali się do serwerów dystrybutora filmu, Sony Pictures Entertainment. Jednak bardziej pachnie to wszystko pomysłową kampanią promocyjną wynikająca raczej z wątpliwej jakości dzieła Evana Goldberga i Setha Rogena. Jak jest naprawdę? Prawda jest raczej po środku, ale jedno jest pewne – „Wywiad” jest bardzo specyficzną komedią, która nie jest dla każdego. Poza zabawą popkulturą i szyderstwem z gwiazd szołbiznesu (rozmowa z Eminemem, który przyznaje się do homoseksualizmu), twórcy w krzywym zwierciadle pokazują przywódcę Korei Północnej. Owszem, bywa porywczy i nie boi się użyć siły, ale też bardzo lubi grać w kosza, słuchać Katy Perry i ma ciągoty gejowskie, pozostając sprytnym manipulatorem. Twórcy jednocześnie starają ubrać się całość w konwencję pastiszu kina szpiegowskiego, gdzie zamiast agenta 007 mamy dwóch geeków, kompletnie nieudolnych (szkolenie CIA – jedna z najzabawniejszych scen), jednak jakiś cudem potrafią wyjść z każdej niezręcznej sytuacji.

slonce_narodu1

Poczucie humoru jest jak już wspomniałem specyficzne – poza zgrywą z przywódcy Korei i gwiazd szołbiznesu USA, zdarzają się momenty na granicy dobrego smaku (odgryzanie ręki czy zabezpieczenie przesyłki od CIA za pomocą wsadzenia go w… odbyt), ale bilans zaskakująco wychodzi na plus. W końcu, filmowcy mogli pokazać ciemne strony Korei (głodujących, obozy koncentracyjne), jednak aż tak daleko Goldberg z Rogenem nie idą, jednocześnie czasami jadą po bandzie (scena wywiadu oraz strzelanina tuż po).

slonce_narodu3

Największym atutem tego wariactwa jest chemia między grającymi główne role Jamesem Franco i Sethem Rogenem. Obaj tworzą dość pokręcony duet dwóch pajaców, mających w głównie oglądalność, wyrywanie lasek – innymi słowy to ostatni ludzie na Ziemi, którzy mogliby dokonać zamachu na dyktatora. Duet potrafi też wygrać także kloaczny humor, co też jest zaletą. Na drugim planie najbardziej błyszczy Russell Park jako koreański przywódca. Kim nie jest tutaj demonicznym przywódcą, tylko zmuszonym do grania twardego i nieustępliwego słabeuszem, kreowanym na Boga. Na szczerość pozwala sobie tylko w sytuacji sam na sam ze Skylarkiem, chociaż tego nie można być pewnym na 100%.

slonce_narodu4

Powiem krótko: z dużej chmury jest mały deszcz, bo „Wywiad…” nie jest aż tak szkodliwy wobec Kima jak mogło by się to wydawać, ani tak słaby, by użyć tej dość nietypowej metody promocji. To całkiem niezła komedia, choć trzeba naprawdę dużej tolerancji na głupotę, by ją przełknąć i się bawić. Uważajcie tylko.

6/10

Radosław Ostrowski

Kapitan Ameryka: Zimowy żołnierz

Marvel ostatnio coraz bardziej szaleje, jeśli chodzi o adaptacje swoich komiksów – to, co robi Kevin Feige zasługuje na uznanie. Przed nową częścią Avengers powstają ciągi dalsze przygód członków tej ekipy. Był już Ajron Men, Człowiek Młot (Thor), teraz przypomina o sobie największy harcerzyk tego uniwersum – Kapitan Ameryka.

Jak pamiętamy pierwszą część (a kto nie widział, będzie mu to przypomniane podczas wizyty w Muzeum Smithsonian), Steve Rogers został odmrożony po 70 latach i pracuje dla T.A.R.C.Z.Y. Jednak po ostatniej akcji (odbicie zakładników i ochrona danych) dochodzi do dziwnych sytuacji – szef agencji Nick Fury zostaje zabity, a Kapitan staje się celem. W dodatku wkracza do akcji niejaki Zimowy Żołnierz.

kapitan_ameryka1

O ile pierwsza część miała w sobie coś z lekkiego kina przygodowego, o tyle film braci Russo tym razem skręca w stronę szpiegowskiego thrillera, gdzie nie do końca wiadomo komu można zaufać. Widać to zarówno w ponurej i chłodnej warstwie wizualnej (budynki chłodne i sterylne), a także w piętrowej intrydze, w której pojawia się stary wróg (nazistowska organizacja Hydra). Poza świetnie zrobionymi scenami akcji oraz niezłymi żartami (lista rzeczy do nadrobienie z ostatniego półwiecza) oraz lekkością, padają pytania o inwigilację i bezpieczeństwo obywateli, rząd działający w tajemnicy i po cichu wybierający mniejsze zło. Czy też jest miejsce na Steve’a Rogersa, który zyskuje polityczna świadomość. To wszystko jest tak jakby przy okazji, nie zapominając o czystej zabawie. Nadal jest widowiskowo (zamach na Fury’ego w mieście – takie akcji nie widziałem od czasów „Gorączki”), patos został zredukowany do minimum, montaż jest dynamiczny i efektowny – jednym słowem totalna zadyma. Może trochę bajeranckie, a intryga jest szyta grubymi nićmi, ale to jedyne poważne wady.

kapitan_ameryka2

Twórcom udało się też stworzyć pełnokrwiste postacie, co w tego typu produkcjach jest rzadkością.  grający główną rolę Chris Evans sprawdza się świetnie i widać, ze ma pewne moralne wątpliwości, co do działań służb, jednak pozostaje im lojalny, mając kilka zaufanych postaci. Na podobnym tonie gra Samuel L. Jackson (Nick Fury), będący klasa samą w sobie, a Scarlett Johansson (Czarna Wdowa) potwierdza, że w kinie akcji czuje się jak ryba w wodzie (jednak też ma problemy z zaufaniem). Mało wam? To jeszcze jako bonus dostajecie Roberta Redforda (sekretarz stanu Alexander Pierce) oraz świetnego Sebastiana Stana (Zimowy Żołnierz – zimny i bezwzględny cyngiel, będący skutkiem eksperymentów Hydry, jednak wewnętrznie rozdarty).

kapitan_ameryka3

Naprawdę jestem zaskoczony poziomem tegorocznych blockbusterów od Marvela – co jeden to lepszy. „Kapitan Ameryka” potwierdza tylko formę zwyżkową komiksowych macherów. Pytanie czy ktoś będzie im w stanie podskoczyć? Jakoś nie widzę chętnych.

8/10

Radosław Ostrowski

Bardzo poszukiwany człowiek

Hamburg – kiedyś to było przyjazne miasto, ale kiedy tutaj zaplanowano ataki 11 września, wywiad z całego świata zachodniego zaczął baczniej obserwować to miasto. Dziesięć lat później do miasta przybywa tajemniczy Czeczen Issa Karpov. Poszukuje on bankiera Tommy’ego Blue, w którego banku zdeponowano pieniądze należące do zmarłego ojca Issy. Na co pójdą te pieniądze? Próbuje to ustalić szef niemieckiej komórki antyterrorystycznej, Gunther Bachmann.

poszukiwany1

Jeśli na ekran przenoszona jest powieść Johna le Carre, to nie należy się spodziewać dynamicznej akcji, popisów kaskaderów i pirotechników czy szybkich pościgów. Twórca stawia raczej na psychologiczną grę, wnikliwą obserwację. Adaptacji tym razem podjął się Anton Corbijn i nakręcił film w bardzo swoim stylu – formalnie chłodny, pełen stonowanej zieleni i czerni, w wielu miejscach wręcz bardzo sterylnej. Sama intryga jest tak skomplikowana, że wszystko wydaje się pewnego rodzaju grą – międzywywiadowczą, gdzie nie zawsze można każdemu ufać, zwłaszcza Amerykanom, dążącym do siłowego rozwiązania, a w zależności od okoliczności zmieniają się reguły. Ale mimo dość spokojnego tempa, udaje się skupić uwagę i wciągnąć aż do przewrotnego i bardzo gorzkiego finału. A w tle ciągle padają pytania o to, jak walczyć z terroryzmem i etycznymi działaniami wywiadu, trochę przypominając mi serial „Homeland”.

poszukiwany2

Klimat budowany jest też w trafnym miejscu – Hamburg to miast pełne sprzeczności. Od wysokich wieżowców i eleganckich banków po czynszówki zamieszkiwane przez biedotę i imigrantów po techno-dyskoteki, gdzie zagrożenie może pochodzić z każdej strony. Tutaj nie ma jednoznacznych i prostych podziałów na dobrych, złych, co znacznie utrudnia poszukiwania prawdziwych zbrodniarzy.

poszukiwany3

Sama historia prowadzona dość spokojnie przez Corbijna nie miałaby takiej mocy, gdyby nie znakomity Philip Seymour Hoffmann w roli tropiącego Bachmanna. To doświadczony wyga, choć wygląda niepozornie – misiowaty blondyn z nieodłącznym papierosem w dłoni oraz bardzo wyraźnym akcentem. Mimo to przykuwa uwagę na ekranie, choć działa bardzo spokojnie i cierpliwie, niczym wędkarz. Cała reszta obsady, mimo solidności i pewnej ręki, pozostaje w tyle za nieżyjącym już Amerykaninem. Nie zawodzi ani Willem Dafoe (bankier Tommy Blue) jak i Robin Wright (Martha Sullivan z CIA, mocno naciskająca na szybkie zakończenie sprawy). Tytułowy bohater grany przez Grigorija Dobrygina radzi sobie naprawdę przyzwoicie w roli człowieka próbującego zacząć nowe życie, odcinając się od przeszłości swojego ojca. Natomiast rozczarowała Rachel McAdams jako prawniczka Annabel Richter, będąc kompletnie nieprzekonującą w roli idealistki, wywołując jedynie irytację. Na szczęście to jedyny słaby punkt tego dobrego filmu.

Corbijn jest bardzo stonowany i sterylny jak zawsze, ale trzyma w napięciu i skupia uwagę do samego końca, mimo dość ospałego tempa. Innymi słowy, jest to rozrywka dla koneserów, szukających czegoś dla swoich szarych komórek.

7,5/10

Radosław Ostrowski

Ósma strona

Szpieg to ma naprawdę trudne życie. Myślicie, że działa jak niejaki James Bond. W taki sposób wszystkie grupy wywiadowcze musiałyby zostać zlikwidowane. Szpiedzy to ludzie żyjący wokół nas, prowadzący normalne życie, choć są zmuszeni do okłamywania swoich bliskich. Na pewno kimś takim jest John Worricker – analityk MI5. Dostaje od szefa teczkę z danymi od swojego źródła, z których wynikają lokalizacje tajnych więzień CIA na całym świecie. I jest sugerowane, że brytyjski premier wiedział o wszystkim od początku. Kiedy szef MI5 umiera, Worricker próbuje rozgryźć całą intrygę.

osma_strona1

Brzmi mało efektownie? Reżyser David Hare jednak wie co robi. Zamiast na dynamiczne pościgi czy ostra rozpierduchę, stawia na powoli, ale bardzo uważnie budowaną intrygę oraz przedstawienie zakulisowych rozgrywek między polityką i tajnymi służbami. A jak wiadomo w tym świecie zaufanie i lojalność to towar deficytowy. Tu wszystko może być grą, skupia się bardziej na relacji miedzy ludźmi, które komplikują wszystko, a napięcie jest tutaj potęgowane każdym wypowiedzianym słowem. I nie pada tutaj ani jeden strzał!! Wszystko stonowane w kolorach zieleni, w sterylnych pomieszczeniach, a na ekranie widzieliśmy góra trzy-cztery postacie. Przy okazji są postawione pytanie na temat walki z terroryzmem i granicach moralnych – jak powinny działać tajne służby, kwestia honoru i lojalności też zostaje mocno poruszona.

osma_strona2

Choć wszyscy grający tutaj radzą sobie przynajmniej bardzo dobrze (m.in. Rachel Weisz, Michael Gambon czy Ralph Fiennes), to jest to tak naprawdę one man show Billa Nighy. Jego powściągliwość idealnie sprawdza się w roli szpiega, który używa szarych komórek i jest w tym równie bezwzględny jak James Bond. Wiadomo, że nie warto z nim zadzierać, choć wygląda niepozornie. Analizuje sytuację, wszystko sprawdza i ma dość dobre kontakty ze swoimi ludźmi, czego nie można powiedzieć o rodzinie, bo tu wszystko się sypie.

osma_strona3

Techniczne gadżety są tutaj jedynie dodatkami pokazującymi obecną rzeczywistość, a Hare pokazuje, że zawsze najważniejszy jest człowiek, zarówno w pracy szpiega jak i twórcy filmowego. Naprawdę dobra robota.

7/10

Radosław Ostrowski

Jack Strong

Zrobić film o szpiegach jest bardzo trudno, bo szpiegów jest wielu. Można zrobić jak Jamesa Bonda – szybkie pościgi, efektowna (i efekciarska) rozwałka, piękne samochody, szybkie kobiety (albo na odwrót) i masa wystrzelonych kul. Można też zrobić tak jak George’a Smileya – powolne, żmudne dochodzenie bazujące na analizowaniu danych, rozmowach, spotkaniach i wyciąganiu wniosków. A jeśli zrobić film szpiegowski w Polsce? Kurwa co? Taka może być pierwsza reakcja, ale materiału to mamy naprawdę dużo i na niejeden film by wystarczyło. Po kolei jednak.

Jest rok 1971. Ryszard Kukliński – dziany i dość wpływowy major Wojska Polskiego zostaje awansowany na stopień pułkownika. Po wydarzeniach grudniowych mężczyzna  – jak co roku – wypłynął w rejs do zachodnich Niemiec, gdzie przekazał list do konsulatu amerykańskiego w Bonn. Początkowo proponował stworzenie spisku oficerów wywiadu przeciwko ZSRR, jednak CIA zaproponowało mu współprace polegającą na przekazywaniu tajnych dokumentów. Wtedy też otrzymał pseudonim operacyjny Jack Strong. W 1981 roku przed wprowadzeniem stanu wojennego Kukliński razem z rodziny zostaje ewakuowany z Polski i osiedla się w USA. (To mówiłem ja, Bogusław Wołoszański). To o nim postanowił opowiedzieć reżyser z jajami – Władysław Pasikowski.

JackStrong1

Facet podszedł poszedł poważnie do swojego zadania i zrobił szpiegowski film na miarę naszych możliwości. I o dziwo nie jest to kolejna padaka nieudolnie naśladująca kino gatunkowe, tylko rasowe kino sensacyjne przypominające trochę powieści Johna le Carre, gdzie zamiast szybkiej i dynamicznej akcji, liczy się człowiek oraz jego psychika. Spotkania w zamkniętych pomieszczeniach z ograniczona liczbą osób mogą sprawiać wrażenie bardziej nadających się do teatru telewizji niż do kina, mimo przenoszenia się z miejsca na miejsce (Warszawa, Moskwa, Waszyngton). Wielu też może zniechęcić niezrozumiałość realiów czy przekazywane pewne informacje w dialogach jak np. te dotyczące Olega Pieńkowskiego (na początku filmu zostaje zabity za zdradę) czy dane wywiadowcze.

JackStrong2

Trzeba jednak oddać sprawiedliwość i stwierdzić, że od strony technicznej jest to poziom wręcz światowy. Wyraźny dźwięk, porządny montaż i wierne odtworzenie PRL-u lat 70. (od kostiumów przez scenografie po samochody). Napięcie nasila się w momencie, gdy powoli zaczyna zaciskać się pętla wobec Kuklińskiego, a scena ewakuacji rodziny uprzedzona naprawdę świetnie zrobionym pościgiem Fiatów za Oplem Record (ostatnia taka akcja miała miejsce w filmie „80 milionów”) – naprawdę suspens jest tutaj potężny. Żeby jednak nie było tak fajnie, są pewne minusy – po pierwsze, odrobinę patetyczne dialogi i za mało poetyckich słów Pasikowskiego (a co to jest 5 kurew, jeden chuj i jeden skurwysyn na dwie godziny? – wiem, że to nie „Wilk z Wall Street”, ale można było sobie pobluzgać jak w „Psach”). Po drugie, klaustrofobiczny i ciężki klimat realiów może wielu odstraszyć i znużyć. Po trzecie jak wiadomo, wiele akt Kuklińskiego pozostaje tajnych, więc trzeba było trochę improwizować i zmyślać, ale jakim cudem nasi pogranicznicy przepuścili agenta CIA przewożącego Kuklińskich (a był on czarnoskóry)? Nie mam pojęcia. I po czwarte, panie robią tutaj tylko za tło – albo są agentkami, albo matkami polkami (pani Kuklińska). Ale wiadomo, to męskie kino – podobno.

JackStrong3

Jedno trzeba jednak przyznać, że obsada jest tutaj naprawdę pierwszorzędna. Główną rolę zagrał Bogusław…, ekm, Marcin Dorociński (sorry, Boguś) i udało mu się stworzyć pełnokrwista postać człowieka, a nie superagenta. Zdarza mu się być nieostrożnym (walnięcie głową o ścianę) i nerwowy, ale jest to lojalny i uczciwy facet, który stara się być wierny sobie oraz być dobrym ojcem i mężem (choć z tym ostatnim jest problem – wiadomo, praca na dwa fronty musi być męcząca). Drugim mocnym atutem z panów jest Amerykanin Patrick Wilson, czyli oficer prowadzący David Forden, który staje się przyjacielem Kuklińskiego. W dodatku bardzo dobrze mówi po polsku, co nie jest łatwe dla cudzoziemców. Poza nim jest tutaj naprawdę bogaty drugi plan, zarówno wśród Polaków (tu bryluje Ireneusz Czop jako złamany przez grudzień Marian Rakowiecki), jak i Rosjan (tutaj Dimitri Bilow, czyli Sasza Iwanow z radzieckiego kontrwywiadu).

Dla Pasikowskiego sprawa jest jasna. Mimo, że stara próbować zachować dystans, dla niego pułkownik Kukliński był bohaterem. Dla mnie zaś jasne jest to, że Pasikowski poważnie wraca do gry, kręcąc swój najlepszy film od czasów „Psów”. Warto było obejrzeć i zrobić ten film? Absolutnie tak.

8/10 + znak jakości

Radosław Ostrowski

Ludzie Smileya

George Smiley jest emerytowanym brytyjskim agentem. Jednam mężczyzna zmuszony jest wrócić do wywiadu. Śmierć byłego radzieckiego generała, który współpracował z wywiadem brytyjskim zaczyna lawinę wydarzeń we Francji, RFN i Szwajcarii.

BBC drugi raz zmierzyło się z opowieściami le Carre o George’u Smileyu. I tak jak w poprzedniej serii („Druciarz, krawiec, żołnierz, szpieg”) intryga jest prowadzona dość statycznie, wręcz spokojnie (ekspozycja trwa ponad połowę pierwszego odcinka zanim rusza akcja), jednak mocno uderza naturalizm oraz powolnie budowana atmosfera tajemnicy i osaczenia. Tutaj tajni agenci to urzędnicy i w większości samotnicy, którym patrzy się na ręce i są zależni od tych przy władzy, niekoniecznie mądrych gości. Zadbano też o język (Niemcy gaworzą po niemiecku itp.), zaś stateczne tempo wynagradzane jest skomplikowaną intrygą oraz kilkoma dialogami, które podkręcają atmosferę (wszystkie rozmowy Smileya czy to z emerytowaną Connie – „komputerem” Cyrku czy szantaż na urzędniku radzieckiej ambasady) i trzymają w napięciu, głównie w finale. Szantaż, morderstwo, emerytura, zemsta, wyrachowanie – ta mieszanka będzie nam towarzyszyć do samego końca, który nie będzie efektowny. Jednak dla mnie jest to bardziej wiarygodne niż Bond czy inny Bourne.

Poza solidną realizacją, dobrym scenariuszem, nie można nie wspomnieć o aktorach, którzy znów dali z siebie wszystko. Alec Guinness w zasadzie powtórzył swoją kreację w poprzedniej serii, ale trudno mi teraz kogoś innego wyobrazić w roli Smileya. Opanowany profesjonalista, który dominuje i wie jak potraktować odpowiednio człowieka, by zebrać odpowiednie informacje, zaś spojrzeniem wyraża więcej niż słowami. Poza nim mamy dość bogaty drugi plan, choć z pań wyróżniają się dwie: Beryl Laid (Connie Sachs – zgorzkniała, starająca się zapomnieć swoją przeszłość) oraz Eileen Atkins (zmuszona do współpracy madame Ostrakowa). Jeśli zaś chodzi o panów koniecznie należy wyróżnić powtarzającego swoją rolę Bernarda Hamptona (Toby Esterhaze), Michela Lonsdale’a (Grigoriew – scena szantażu kapitalna!) oraz odtwarzający kluczowe role tria: Curd Jurgens (generał Władimir)-Władek Sheybal (Otto Leipzig)-Mario Adorf (Kretschmar).

Anglicy potwierdzają, że nawet w dawnych czasach robili udane seriale telewizyjne. Ma powstać kinowa wersja z Garym Oldmanem – ekipa ma trudne zadanie dorównać temu dziełu.

8/10

Radosław Ostrowski

Topaz

Rok 1962, czas kryzysu kubańskiego. Zastępca szefa KGB Borys Kusenov przechodzi na stronę Amerykanów, przekazując im informacje o działalności Sowietów na Kubie. Jednak Amerykanie proszą o pomoc wywiad francuski, a konkretniej agenta Andre Devereux. Mężczyzna przybywa na Kubę, a po akcji dowiaduje się, że we francuskim wywiadzie działa siatka pracująca dla Sowietów.

Alfred Hitchcock znów w klimatach szpiegowskich, a nawet politycznych. Mimo, że fabuła jest dość skomplikowana (pozornie) i dzieje się w wielu miejscach (Dania, USA, Kuba, Francja), to jest to najnudniejszy film w dorobku Hitchcocka. Trochę „Topaz” przypominał powieści le Carre pod względem klimatu czy atmosfery, ale napięcia tutaj nie ma zbyt wiele (może poza zakończeniem). Realizacja jest porządna, aktorstwo przyzwoite (zwłaszcza Fredericka Stafforda i Johna Forsythe’a), ale jednak „Topaz” zwyczajnie mnie nie zaangażował, choć realia czasów kryzysu kubańskiego są interesującym wycinkiem historii. Trochę szkoda.

6/10

Radosław Ostrowski

Rozdarta kurtyna

Michael Armstrong jest amerykańskim fizykiem jądrowym, który razem ze swoją narzeczoną Sarą Sherman przybywa do Kopenhagi na sympozjum naukowe. Na miejscu mężczyzna wyznaje, że musi pojechać do Sztokholmu. Kobieta go śledzi i razem trafiają do NRD, gdzie mężczyzna przechodzi na stronę wroga. A w rzeczywistości profesor jest szpiegiem, która ma zadanie kradzieży wiedzy pewnego naukowca.

kurtyna1

Alfred Hitchcock po „Marnie”, która dla mnie była popłuczynami po „Psychozie”, tym razem wraca do konwencji filmu szpiegowskiego. Więc jest tutaj skomplikowana intryga, gdzie wiele rzeczy ulega ciągłej zmianie, suspens jest namacalny (ucieczka autobusem), choć parę tricków jesteśmy w stanie rozgryźć dość szybko. Niemniej udało się parę razy zaskoczyć, zaś pokazanie (dość powierzchowne) życia po drugiej stronie żelaznej kurtyny potęguje klimat obcości i alienacji (część dialogów w języku niemieckim). Ale jak to wszystko trzyma w napięciu, choć początek jest dość spokojny i stonowany. Trochę mi nie pasowała za to muzyka, która brzmiała zbyt łagodnie i delikatnie, trochę nie pasując do konwencji. Za to porządny scenariusz, niezłe dialogi oraz jak zawsze solidna realizacja powodują, że dobrze ogląda się ten film.

kurtyna2

Także od strony aktorskiej jest progres po średnim poprzedniku. Tutaj wszystko trzyma się dzięki duetowi Paul Newman/Julie Andrews. Oboje są czarujący i pięknie wyglądają, ale poza tym pasują do ról szpiega oraz nieświadomej jego działalności narzeczonej. Za to drugi plan jest dość bogaty i nie brakuje tutaj kilku małych perełek jak Ludwig Donath (profesor Lindt), Wolfgang Kiering (antypatyczny ubek Gromek) czy rozbrajająca Lila Kedrova (hrabina Kuchińska). Jest tego więcej, ale to pozostawiam wam do delektowania.

Ten film jest powrotem Hitcha do dobrej formy i potwierdzeniem, że jeszcze się nie wypalił.

7,5/10

Radosław Ostrowski

Osławiona

Alicia Huberman jest córką skazanego za kolaborację z Niemcami. Kobieta od tej pory prowadzi dość hulaszcze życie. I wtedy pojawia się tajemniczy T.R. Devlin – agent wywiadu, który dalej jej zadanie do wykonania. Ma zbliżyć się do znajomych jej ojca, którzy prowadzą tajemnicze interesy. Jeden z nich Alexander Sebastian jest w niej zakochany, co powinno ułatwić zadanie. Chyba, że jej agent prowadzący też się w niej zakocha.

oslawiona1

Alfred Hitchcock kolejny raz współpracuje ze scenarzystą Benem Hechtem. I znów mamy mieszankę wątku miłosnego z wątkiem sensacyjno-szpiegowskim. Tym razem jeszcze wszystko w Brazylii. A całość znowu jest bardzo zgrabnie i pomysłowo zrobiona. Wizualnie znowu wszystko jest dopieszczone i dopracowane, sama intryga dobrze poprowadzona, a oba wątki trzymają w napięciu i nie nudzą. Aż do naprawdę trzymającego finału. Szczegóły są dopięte, zdjęcia i muzyka są naprawdę dobre, zaś montaż stawia wszystko na nogi. Więcej nie zdradzę, choć trochę to przypomina „Urzeczoną”, tylko zamiast psychoanalizy mamy szpiegów i intryga jest chyba ciekawsza.

oslawiona2

Wszystko jest poprowadzone pewną ręką i zagrane bardzo dobrze. Zarówno przystojny Cary Grant i piękna Ingrid Bergman tworzą naprawdę zgrabny duet. Oboje muszą tłumić swoje emocje, bo to mogło by zaszkodzić, ale to nie jest łatwe. Ale i tak cały film ukradł Claude Rains – czarujący, inteligentny facet, który stracił głowę dla kobiety i to go, niestety, zgubi.

Kolejny przykład na to, że nawet z dość typowego schematu, można wymyślić jeszcze coś ciekawego i nadal trzymającego w zainteresowaniu. Świetne kino.

8/10

Radosław Ostrowski

Dobry agent

Edward Wilson pozornie wygląda na zwykłego faceta w kapeluszu, garniturze i w okularach. Ale tak naprawdę jest agentem CIA i to na wysokim szczeblu. Poznajemy przebieg jego kariery od 1939 roku (członkostwo w bractwie i współpraca z wywiadem) aż do 1961 roku i nieudanej interwencji na Kubie oraz próbnie znalezienia kreta.

agent1

O tym człowieku opowiada film Roberta De Niro „Dobry agent”. Niewiele się w nim dzieje, jest strasznie długi (ponad dwie i pół godziny), a jednak okazuje się kawałkiem dobrego kina, choć bliżej mu do powieści Johna le Carre niż przygód agenta 007. Tutaj szpiedzy to przede wszystkim urzędnicy siedzący za biurkiem, analizujący dokumenty i praktycznie nie korzystający z broni, zaś ich akcja w terenie polega na rozmowach i zbieraniu informacji. Praca ta wymaga też całkowitego poświęcenia i braku zaufania wobec innych, bo każdy jest potencjalnym zdrajcą. Tu trzeba ciągle mieć się na baczności, bo każdy błąd może być wykorzystany przeciwko nam. Prawie jak w mafii – obowiązują pewne reguły (ścisła tajemnica), których łamanie może doprowadzić do poważnych konsekwencji. A wszystko to w imię dbania o bezpieczeństwo kraju. Jednocześnie poznajemy pokrótce historię powszechną XX wieku (II wojna światowa, zimna wojna, kryzys kubański), co jednak wymaga pewnej znajomości realiów, inaczej można się w tym pogubić.

agent2

Drugim dość mocnym wabikiem jest gwiazdorska obsada. Na drugim planie mamy tak uznanych aktorów jak William Hurt (Phillip Allen, późniejszy szef CIA), Michael Gambon (dr Fredericks), Billy’ego Crudupa (Arch Cummings), Alec Baldwin (Sam Murach, agent FBI) czy John Turturro (Ray Brocco, prawa ręka Wilsona). W epizodzie pojawia się też sam reżyser (generał Bill Sullivan) i Joe Pesci (gangster Joseph Palmi). Jednak największy ciężar na swoje barki wziął Matt Damon i dał radę, a jego Wilson mocno przykuwa uwagę. Jest bardzo oszczędny, opanowany i małomówny, jednak jego życie prywatne to porażka. Taka jest cena pracy w wywiadzie.

agent3

Dla wielu „Dobry agent” może być nudnym, ale jednak realistycznym portretem świata szpiegowskiego. Może i mało się dzieje, akcji praktycznie nie ma, a bardziej dynamiczne jest klejenie znaczków na kopertę, jednak pozostaje on dobrym filmem.

7/10

Radosław Ostrowski