Dla niej wszystko

Poznajcie państwa Auclert – przeciętne małżeństwo francuskie. Julien jest nauczycielem języka francuskiego, Lisa pracuje w firmie i razem zajmują się synem Oscarem. Są szczęśliwi, mają szerokie perspektywy – idealne małżeństwo. Tak jest do czasu, kiedy do ich domu puka niespodziany i nieprzyjemny gość – policja. Kobieta zostaje aresztowana za zabójstwo swojej szefowej, a dowody są mocne i zapada wyrok – 20 lat więzienia. Po 3 latach kasacja zostaje odrzucona, a wyrok uprawomocnia się. Wtedy Lisa próbuje popełnić samobójstwo w więzieniu. To przelewa czarę goryczy i Julien decyduje się na desperacki krok – na własną rękę chce zorganizować ucieczkę żony z więzienia.

dla_niej_wszystko1

Francuski reżyser Fred Cavaye w swoim debiucie niby sięga po sprawdzony motyw – ucieczkę z więzienia, jednak postanawia wykorzystać ten schemat do stworzenia pełnokrwistego dramatu z wątkiem sensacyjnym. Dla wielu ta opowieść może wydawać się bardzo naciągana, bo który wariat zdecydował się na tak ryzykowny ruch. Że jest to słuszne posunięcie, reżyser wyjawia już po 15 minutach, pokazując prawdziwy przebieg wydarzeń w retrospekcji. Kobieta jest niewinna i została wrobiona, nie należy doszukiwać się tutaj spisku. To po prostu zbieg nieszczęśliwych okoliczności. Oglądając ten tytuł, próbowałem rozgryźć motywy Juliena – zwykłego faceta postawionego pod ścianą i mierzącego się z niezrozumiałą i nielogiczną sytuacją. Skąd ta ślepa wiara w niewinność, nie odcinanie się od tych wydarzeń oraz ten cały szalony plan? Miłość, obłęd, desperacja, poczucie bezsilności i krzywdy – nie ma tu jednoznacznej odpowiedzi, prawdę mówiąc chyba to twórcy nie interesuje.

dla_niej_wszystko2

Twórca miota się między pełnokrwistym dramatem a kinem sensacyjnym, gdzie mamy wszystko podzielone na trzy etapy: przygotowania, realizacja i ucieczka. Pierwsze jest na tyle poruszające, że nie pozwala na zadawanie pytań, z wyjątkiem jednego: co JA bym zrobił w takiej sytuacji i czy BYŁBYM w stanie podjąć takie ryzyko? I nadal nie potrafię znaleźć na nie odpowiedzi. Same sceny akcji są tutaj zrobione z pazurem i nerwem. Nie chodzi mi tylko o ucieczkę (dynamiczną, efektowną, ale nigdy efekciarską), ale też pobicie przez emigrantów czy kradzież forsy drobnym gangsterom – jest surowo, krwawo i brutalnie, odmalowane w brudnych kadrach kamery. Jedynie zakończenie, pełne zbiegów okoliczności, wydawało mi się pobożnym życzeniem scenarzysty, bo choć jest to happy end, dla mnie jest on dość gorzki (Ucieczka jest prosta, to zostać na wolności jest trudno) i nie do końca wierzę, że to jest rozwiązaniem problemu.

dla_niej_wszystko3

Ale Cavaye ma w swojej talii dwie mocne karty: Vincente’a Lindona oraz Dianę Kruger, którzy wiarygodnie zbudowali portrety dwojga ludzi w absurdalnej sytuacji, co jest mocnym atutem. Ona czuje się w więzieniu wyczerpana i osłabiona, traci siły i wiarę, z kolei on zmienia się ze spokojnego i przeciętnego everymama w bezwzględnego gangstera, chłodno przygotowującego się do akcji. Nie można nie wspomnieć o epizodzie byłego gliniarza Olivera Marshalla (znanego także jako reżysera filmów „36” czy „Gang story”), który wciela się w Henriego Pasqueta – specjalistę od ucieczek. Pojawia się w jednej scenie, ale kradnie ją totalnie.

Cavaye zachowuje surowy realizm i jego debiut zwyczajnie wciąga. To mocne, trzymające za gardło kino sensacyjne, starające się być bardziej przy ziemi, nie idąc w stronę efekciarskiej rozwałki. Emocjonalne, inteligentne i zgranie poukładana opowieść.

7/10

Radosław Ostrowski

Ex Machina

Gdzieś w czasach podobnych do obecnych mieszka młody informatyk – Caleb Smith. Pracuje on w firmie Blue Book, czyli najpopularniejszej wyszukiwarce internetowej (zapomnijcie o Google’u). Chłopak wygrywa konkurs, gdzie w nagrodę otrzymał tydzień spędzony w domu swojego szefa, Nathana. Wydaje się, że będzie to zwyczajna, męska impreza – gadanie, chlanie i seks. Nie do końca, bo Nathan prosi go o zrobienie testu Turinga na zbudowanej przez niego sztucznej inteligencji – Ava.

ex_machina1

Alex Garland jest bardzo znanym i interesującym scenarzystą, jeśli chodzi o kino SF. Potwierdzały to takie filmy jak „Dredd”, „Nie opuszczaj mnie” czy „W stronę słońca” Garland tym razem doszedł do wniosku, że tylko on jest w stanie wiernie przenieść historię, której realizacji nie powstydziłby się sam Roman Polański – kameralna realizacja, niewielka liczba aktorów i psychologiczna gra. Gra, w której każdy bardziej lub mniej udaje, manipuluje i oszukuje. A że jedną z tych osób jest robot, w dodatku płci żeńskiej – jest dodatkowym podtekstem. Więcej jednak wam nie powiem, bo musiałbym spoilerować. Atmosfera jest tutaj mroczna i gęsta, każde wypowiadane słowo ma tutaj wagę i ciągle pojawiają się różne niespodzianki.

ex_machina2

Garland oszczędnie buduje napięcie, w czym pomaga mu ascetyczna i niemal sterylna strona wizualna – szklane pomieszczenia, oszczędne meble i design budują atmosferę osaczenia i tajemnicy. I jest to też znakomicie zagrane przez cała trójkę aktorów: Domhnalla Gleasona (informatyk Caleb), Oscara Isaaca (miliarder Nathan) oraz zjawiskową Alicię Vikander (Ava).

ex_machina3

„Ex Machina” to kolejne ostrzeżenie przed zabawą w Pana Boga oraz tym, jak sztuczna inteligencja może być niebezpieczna. Miłośnicy bardziej filozoficznej strony SF będą wniebowzięci, a rozgrywka wciąga i fascynuje, zostając w pamięci na długo.

9/10 + znak jakości

Radosław Ostrowski

Element zbrodni

Były gliniarz Fisher przybywa do Kairu, by skorzystać z usług hipnotyzera. By wyleczyć się ze swoich bólów, za pomocą hipnozy cofa się do wydarzeń sprzed dwóch miesięcy, kiedy Fisher prowadził w Europie śledztwo w sprawie morderstw dziewczynek z losami. Próbuje wyjaśnić zagadkę stosując metodę swojego mentora Osborne’a, którą opisał w „Elemencie zbrodni”. Sprawa jednak nie jest taka łatwa.

element_zbrodni1

Kryminał i to debiut reżyserski Larsa von Triera? Znając późniejsze dokonania, może wydawać się to zagadkowe oraz bezsensowne. Ale to nie jest stricte kryminał. Fisher niby prowadzi śledztwo, szuka tropów i próbuje wejść w skórę mordercy – problem w tym, ze zaczyna gubić się w tej układance. Konstrukcja przypomina surrealistyczny sen, gdzie wszystko się plącze ze sobą, a cała intryga przestaje mieć znaczenie. Dla reżysera najważniejsza jest warstwa wizualna oraz klimat, a ten jest tutaj bez zarzutu. Europa przypomina tutaj bliżej nieokreślony, postapokaliptyczne miejsce pełne piasku, deszczu i niemal w całości utopione w wodzie oraz mroku. Wariactwo jest tutaj potęgowane przez zdjęcia utrzymane w sepii, gdzie dominuje czerwień i czerń, co tylko wprowadza w ten surrealistyczny klimat. Problem w tym, że poczułem się jak Fisher – nie byłem w stanie ogarnąć i rozgryźć tego koszmaru. Uda się schwytać mordercę? A może to sam Fisher morduje?

element_zbrodni2

Całość mieszają dziwaczne obrazy – spadający koń z jabłkami do wody, wyciąganie zwłok przez użycie sznurków czy wizyta w kostnicy, gdzie asystent patologa śpi na… stole z narzędziami. Chaos wprowadzają jeszcze cytowane wyliczanki oraz nie jasne zachowanie naszych bohaterów. Tutaj najbardziej zapada w pamięć szef policji Kramer – demoniczny łysol z megafonem w ręku, który bredzi od rzeczy, zarzuca Fisherowi niekompetencję i sprowadza wszystkich do parteru.

element_zbrodni3

Jeśli lubicie popaprane kino w stylu Davida Lyncha, to „Element zbrodni” was zachwyci. Mnie troszkę zmęczył i pogubiłem się w tej układance nieczytelnych symboli, irracjonalnego dochodzenia i mrocznej atmosferze. Zdecydowanie nie moja bajka, chociaż ma ten film ma w sobie coś, co nie pozwoli zapomnieć.

6,5/10

Radosław Ostrowski

Magia

Corky jest młodym i obiecującym magikiem, który po odejściu swojego mentora próbuje na własną rękę rozpocząć karierę iluzjonisty. Jednak jego pierwszy występ kończy się kompromitacją. Rok później razem z lalka Fats ze sprośnym poczuciem humoru zaczyna odnosić sukcesy. Za tymi sukcesami jednak kryje się bardzo mroczna tajemnica, która ujawnia się w momencie, gdy Corky decyduje się przyjechać do swojej dawnej miłości – Peggy Ann.

magia_1977_1

Richard Attenborough znany był z tego, ze opowiadał filmy o wielkich postaciach z dużymi budżetami i gwiazdorską obsadą. Jednak „Magia” – adaptacja powieści Williama Goldmana (także autor scenariusza) jest jednym z nielicznych lżejszych filmów w tym bogatym dorobku. Zaczyna się jak kino obyczajowe, gdzie pojawia się magia – element ciekawy i tajemniczy. Całość skupia się na naszym bohaterze, który sprawia wrażenie nieśmiałego, ale zręcznego iluzjonisty, który wie jak oczarować widownię. Ale powoli skrywana tajemnica naszego bohatera rzuca inne światło na tą postać. W momencie pojawienia się u dawnej dziewczyny, film staje się mieszanką melodramatu z thrillerem. Zaczynają pojawiać się trupy, reżyser próbuje budować napięcie (wyczekiwanie i test cierpliwości – czy wytrzyma pięć minut bez lalki), powoli dochodzi do kolejnych zbrodni. Film ogląda się nieźle, jednak czegoś tutaj brakuje – nie przykuwa uwagi na dłużej, pojawiają się dłużyzny i zbyt szybko odkrywamy, co jest nie tak z naszym bohaterem.

magia_1977_2

Jednak nie zmienia to faktu, że jest to popisowa kreacja Anthony’ego Hopkinsa, który potwierdza swój nieprzeciętny talent. Jako Corky jest mieszanką uroku, nieśmiałości i determinacji, jednak okazuje się być nowym wcieleniem dr Jekylla i pana Hyde’a. Zdarza mu się łatwo wpaść w gniew (pierwsza próba sztuczki polegającej na odczytaniu myśli), wścieka się z byle powodu i jest słabeuszem zależnym od silniejszej osobowości. Jest nią lalka Fats (mówiąca głosem Hopkinsa), która steruje i manipuluje naszym bohaterem (taki pierwowzór laleczki Chucky), popychając go do kolejnych zbrodni. Reszta aktorów (cholernie dobry Burgess Meredith jako agent magika Ed Green i piękna Ann-Margret grającą dawną dziewczynę) jest tak naprawdę elementem dekoracyjnym dla potężnego Hopkinsa.

magia_1977_3

I choćby dla tej kreacji – uważanej za preludium do postaci Hannibala Lectera – warto „Magię” zobaczyć. Reszta nie jest aż tak wyborna (co jest wielką szkodą) potwierdzającą, że Attenborough wolał bardziej epickie freski.

6/10

Radosław Ostrowski

Edmond

Edmond Burke jest przeciętniakiem, pracującym w dużej firmie, mieszkającym z atrakcyjną żoną i… ciągłym poczuciem pustki. Pewnej nocy odwiedza wróżkę, która przepowiada mu tarota. Jej wróżba brzmi krótko: „Nie jesteś tam gdzie powinieneś”. Mężczyzna traktuje wróżbę poważnie i zostawia swoją żonę, idąc na miasto. Chce się znów poczuć mężczyzną i udaje się do burdelu, ale nie wszystko idzie zgodnie z planem.

edmond1

David Mamet jest jednym z najpopularniejszych amerykańskich dramaturgów. Transfer z desek teatralnych na ekran kinowy przebiegał stopniowo: najpierw jako scenarzysta i potem jako reżyser. „Edmond” jest adaptacją sztuki teatralnej Mameta, a reżyser Stuart Gordon poradził sobie z tematem. Reżyser w dość spokojny sposób opowiada historię upadku człowieka, który wchodzi w mroczny i brudny świat przemocy, szybkiego i płatnego seksu. Instynkt zaczyna rządzić nad naszym bohaterem, idącym ku samospełniającej się przepowiedni – fatum nad nim ciąży czy sam sprowokował całą sytuację? Każdy dialog ma znaczenie, każda postać w dość prosty sposób zostaje nakreślona. I pytanie – czy jest szansa na odkupienie i powrót do społeczeństwa? Zwłaszcza po tak mrocznej drodze jaką przeżył Edmond?

edmond2

Mimo teatralnego rodowodu, film nie wywołuje poczucia teatralności (może poza dialogami, w których nie brak typowego dla Mameta błysku). Tak naprawdę film jest popisem aktorskim Williama H. Macy’ego. Tytułowy Edmond w jego interpretacji to samotny, rozczarowany i znużony życiem. Pozornie obojętna twarz skrywa wiele emocji (zwłaszcza w oczach) – strach, wściekłość, agresja, gniew, bezradność. Bohater, którego trudno polubić czy współczuć, ale nie można przejść obojętnie wobec jego losów.

edmond3

Pozornie „Edmond” może wydawać się teatralnym i nieatrakcyjnym kinem, ale reżyser wie jak opowiedzieć frapującą historię o człowieku. Okraszoną też inteligentnymi dialogami oraz wnikliwą psychologią postaci.

7/10

Radosław Ostrowski

Ukryta prawda

Od trzech tygodni jest wakat na stanowisku wiceprezydenta USA. Urzędujący prezydent Jackson Evans waha się między dwójką kandydatów – bohaterem wojennym gubernatorem Jackiem Hathawayem i senator Elaine Hansen. Prezydent faworyzuje panią senator, mimo iż konkurent został bohaterem po tym jak próbował uratować kobietę uwięzioną w tonącym samochodzie. Jednak przed zatwierdzeniem, trzeba prześwietlić przeszłość pani senator. Przewodniczący komisji, która ma zbadać kompetencje senator, Shelly Runyon odkrywa kompromitujący fakt – udział w orgii podczas studiów.

ukryta_prawda1

Film Roda Lurie z 2000 roku chciałem obejrzeć dużo później, jednak czas wyborczy skusił mnie do sięgnięcia po ten tytuł. Pozornie wydaje się jednym z wielu politycznych opowieści, których było tysiące zarówno jeśli chodzi o akcję, jak też i portret elit politycznych (gnidy, intryganci i szubrawcy, a także idealiści i pragmatycy). Różnica miedzy nami a Jankesami jest istotna – tam pewne afery i skandale mocno decydują o być albo nie być danego polityka. Wszelkie podchody, dziwne koalicje i nieczyste zagrywki – to wszystko znamy i dzisiaj.

ukryta_prawda4

Ale przy okazji, reżyser pokazuje jak traktowana jest kobieta w świecie skądinąd zdominowanym przez mężczyzn, jak głęboka jest dyskryminacja w przecież bardzo politycznie poprawnym kraju jakim jest U Es A. I tu nawet nie chodzi o podejrzana aferę erotyczną, ale też jak instrumentalnie traktowana jest kobieta, szybko podlega osądowi wskutek stosunku do seksu. Jak mężczyzna bierze udział w orgii – to jest powód do domu, jak kobieta uczestniczy – to jest kurwą. Od tego osądu nie są w stanie uwolnić się nawet osoby politycznie wspierające Hansen. Wystarczy popatrzeć na sceny, w których nie unikają kąśliwych wypowiedzi czy w jej obecności oglądają zdjęcia z orgietki. I jeszcze jedno pytanie tutaj pada – gdzie jest granica miedzy życiem prywatnym osób na piedestale władzy? To daje bardzo do myślenia. I sami sobie odpowiedzcie.

ukryta_prawda2

Mimo braku oryginalności, „Ukrytą prawdę” ogląda się po prostu dobrze, bo reżyser nie przynudza i powoli odkrywa sznurki całej intrygi, ale za to pewnie prowadzi aktorów. Świetnie sobie radzi Joan Allen w roli senator Hansen. Może wynika to z faktu, ze postać ta została napisana specjalnie dla niej. Ma ona bardzo wyraziste poglądy w wielu sprawach (liberalna), a cała aferę komentuje w jeden sposób: „to moja prywatna sprawa”. Nie podejmuje się ani atakować swoich przeciwników wyciągając na nich haki, nie broni się też – postawa dość dla mnie zaskakująca i rzadka wśród polityków. I przyznaję, że zyskała pani senator mój szacunek. Na przeciwnym końcu jest znakomity Gary Oldman. Senator Runyon to podły intrygant, który sięga po naprawdę niskie chwyty (wysłanie materiałów do Internetu, atak na przesłuchaniu w sprawie aborcji), uzasadniając je swoimi uprzedzeniami oraz przekonaniami. Dodatkowym szokiem jest fryzura Runyona, przez którą trudno rozpoznać aktora. Trzecim istotnym bohaterem jest prezydent Evans, zagrany dość lekko przez Jeffa Bridgesa. Wydaje się postacią nie do końca poważną, serwującą zabawne dialogi i sytuacje (gra w kręgle, gadanie o kanapkach), ale jest opanowanym i sprytnym politykiem (rozmowa z Runyonem i sytuacja na bankiecie).

ukryta_prawda3

„Ukryta prawda” nie zmieni zdania o klasie politycznej w ogóle, jednak nie wywołuje on ani znużenia ani zobojętnienia. A to już sporo. Dobre aktorstwo, solidna realizacja – na plus. Patos, podniosłe monologi i dydaktyzm – to na minus.

7/10

Radosław Ostrowski

Nagi lunch

Postanowiłem dać jeszcze jedną szansę Davidowi Cronenbergowi, sięgając po jeden z bardziej znanych filmów, mianowicie nakręcony w 1991 roku „Nagi lunch”. Będzie dziwacznie, mrocznie i tajemniczo.

nagi_lunch1

Nowy Jork, rok 1953. Głównym bohaterem jest William Lee – pracownik firmy dezynfekcyjnej, czyli zajmującej się likwidacją robali. Mężczyzna odkrywa, ze ktoś kradnie proszek do dezynfekcji. Po krótkim śledztwie odkrywa, że to jego żona uzależniła się od tego świństwa. Ostatecznie zażywa razem z nią proszek. Podczas policyjnego przesłuchania pojawia się wielki karaluch, który przedstawia mu się jako oficer prowadzący Intersfery. Przekazuje Lee zadanie zabicia żony, gdyż jest agentką obcego mocarstwa. Mężczyzna przypadkowo dokonuje zabójstwa, co wpędza go w silniejszy nałóg narkotyczny.

nagi_lunch2

Intryga w filmie jest strasznie zakręcona, a rzeczywistość z wizjami narkotycznymi przeplata się w niemal niezauważalny sposób. Wizualnie reżyser stylizuje opowieść na czarny kryminał (Intersfera), gdzie nasz bohater poszukuje tropów do Interzone Incorporation, która ma zostać zdemaskowana. W tym świecie pojawiają się różne dziwactwa – wolne związki, karaluchy będące maszynami do pisania, luźny seks i kompletna degrengolada. Nie wiadomo, komu można zaufać, na ekranie pojawiają się coraz dziwaczniejsze rzeczy, a zakończenie niczego nie wyjaśnia. Trudno jednak być obojętnym wobec tego chorego klimatu reżysera, podkręcanego przez oniryczne zdjęcia oraz wielobarwna muzykę Howarda Shore’a. Mętlik wywołuje też stosowanie repety – sceny, dialogi i ujęcia powtarzające się w różnych okolicznościach. Jednak to wszystko ma głębszy sens, a kluczem do interpretacji jest ukryty w psychoanalizie Freuda.

nagi_lunch3

Cronenberg jeszcze do tego znakomicie prowadzi aktorów. Kapitalny jest tutaj Peter Weller – legendarny odtwórca RoboCopa jest tutaj mocno wyciszony, jakby nieobecny. Aktor bardzo dobrze radzi sobie z pokazaniem tłumionych namiętności, zobojętnienia oraz szaleństwa, bez efekciarstwa oraz nadekspresji. Równie zniewalająca jest Judy Davis w podwójnej roli: szukającej mocnych wrażeń żony Joan oraz femme fatale z Intersfery Joan Frost. Poza tym duetem trudno nie dostrzec równie przekonującego Iana Holma („pisarz” Tom Frost), Juliana Sandsa (ukrywającego swój homoseksualizm Cloqueta) oraz Roya Scheidera (dr Benway).

 

nagi_lunch4

Dziwaczne, psychodeliczne, alei jednocześnie bardzo intrygujące kino, mające na celu coś więcej niż tylko szokowanie. Najlepszy film Cronenberga do tej pory.

7,5/10

Radosław Ostrowski

13 Tzameti

Sebastian jest młodym chłopakiem, który pracuje naprawiając dachy. Pewnego dnia, słyszy rozmowę właściciela domu o szybkim zarobku pieniędzy, dzięki tajemniczej kopercie. Chłopak kradnie kopertę i podążając z instrukcjami, trafia do Paryża. Tam uczestniczy w trudnym turnieju hazardowym, gdzie stawką jest życie.

13_1

Turecki reżyser Gela Babluani nakręcił dość pokręcony i nietypowy thriller, gdzie napięcie jest budowane bardzo prostymi środkami, które jednak mocno działają. Czym jest turniej? To gra w rosyjską ruletkę, gdzie zawodnicy stoją w kole, mierzą do siebie z pistoletów i na znak (zgaszenie światła) pociągają za spust. Dodatkowo jeszcze zastosowanie czarno-białej taśmy potęguje klimat bezradności, gdzie tak naprawdę wszystko zależy od szczęścia. Gracze są doświadczeni, nie boją się sięgać za spust, a jeszcze gangsterzy przyjmują zakłady i obstawiają wyniki gry. Krótkie dialogi, oszczędna i surowa realizacja są plusami tego w zasadzie kameralnego kina, pozbawionego fajerwerków.

13_2

Nawet jeśli aktorstwo jest zaledwie na przyzwoitym poziomie, to reżyser potrafi trzymać w napięciu do przewrotnego finału. Dla naszego naiwnego bohatera, jest to tez inicjacja z przemocą, zabijaniem i cynizmem. Lekcja ta jednak będzie go sporo kosztowała, ale nie uprzedzajmy faktów. Zanurzmy się w tej dziwacznej opowieści, która jest bardzo niehollywoodzka. I dlatego tak ciekawa.

13_3

7,5/10

Radosław Ostrowski

Chłód w lipcu

Jest rok 1989, mała mieścina gdzieś w Teksasie. Tam mieszka Richard Dane, właściciel małego sklepu z ramkami. W nocy zauważa intruza, który włamał się do jego domu i zabija go. Jednak jego ojciec, wychodzący z więzienia Russell chce się zemścić.

chlod_w_lipcu1

Ten opis filmu Jima Mickle’a może wydawać się prostą i banalną opowieścią o zemście. Jednak już po pół godzinie wszystko zmienia tory i skręca w kompletnie niespodziewane rewiry. Początek jednak pachnie filmami zemsty oraz osaczeniem wynikającym z nieobliczalności Russella. Ale im dalej w las, tym bardziej reżyser zmienia tory i coraz bardziej zaskakuje intrygą, która staje się coraz bardziej skomplikowana – zamiast zemsty, będzie próba dojścia do prawdy, perwersyjne okropieństwa oraz finał płynący krwią oraz trupami. Więcej nie mogę zdradzić, ale ja byłem zaskoczony zarówno samą opowieścią, jak i precyzją w realizacji. Owszem, to kino klasy B, jednak posiadające zarówno mroczny klimat (świetne zdjęcia, z dominująca czernią oraz zielenią w nocnych ujęciach czy pachnącą latami 80. elektroniczna muzyka) oraz bardzo pomysłowo zainscenizowane sceny przemocy. Więcej nie mogę zdradzić, bo na tym tez polega siła tego filmu. Mam nadzieję, ze tak jak ja wypadnie ze swoich kapci po seansie.

chlod_w_lipcu2

Wszystko to nakręca jeszcze znakomicie zagrane główne role. Michael C. Hall tutaj kompletnie odcina się od wizerunku „Dextera” i jest tutaj wyciszonym przeciętniakiem wplątanym w krwawą kabałę. Sam Shephard samym spojrzeniem budzi przerażenie w roli Russella. Jest to klasyczny twardziel – mówi wiele, nigdy nie chybia i jest gotowy ponieść konsekwencję swoich działań. Trio to jest dopełnione przez wracającego chyba do gry Dona Johnsona, który tutaj jest prywatnym detektywem Jimem Bobem. To trio tworzy zgraną ekipę, która przykuwa na ekranie.

chlod_w_lipcu3

Jak widać, można zrobić film tani, ale niegłupi. Może sama historia wydaje się prosta, ale trzyma w napięciu i ogląda się po prostu świetnie. Dla wielu lipcowa noc zmieniła się całkowicie.

8/10

Radosław Ostrowski

Głosy

Poznajcie Jerry’ego – facet pracujący w fabryce produkującej sprzęt do łazienek. Zazwyczaj jest uśmiechnięty, ale nie potrafi się odnaleźć w towarzystwie innych ludzi. Można o nim rzec, że jest dziwakiem. I takiemu dziwakowi udaje się zakochać w koleżance z pracy – Angielce Fionie z księgowości. Jest jednak jedno małe ale. Jerry rozmawia ze swoimi zwierzakami, kotem i psem. Okej, przecież wielu tak ma. Ale nie każdy dopuszcza się morderstwa.

glosy1

Amerykanie mają wiele koncepcji na kino. Jedną z nich jest ściąganie do siebie ludzi piekielnie zdolnych, którzy albo zostaną zmieleni w papkę, albo pozostaną wierni sobie i osiągną sukces. Marjanne Satrapi – autorka komiksu „Persepolis” już od pewnego czasu realizuje filmy, w których nie brakuje elementów surrealistycznych oraz czarnego humoru („Kurczak ze śliwkami”). „Głosy” to pierwsza produkcja Francuzki zrobiona w USA i jest to bardzo mroczny thriller psychologiczny, mający być studium choroby psychicznej.

Jeśli zaś chodzi o humor, to jego źródłem są zarówno rozmowy z gadającymi zwierzątkami zachowującymi się jak Anioł i Diabeł. Kontrast jest widoczny także dzięki głosom (kot jest bardziej angielski i rzucający fakami na prawo i lewo, pies ma głęboki głos, bardziej serdeczny) oraz zachowaniu. Także niektóre sceny zgonów potrafią rozbawić, ale na krótko.

glosy2

Historia jest mroczna, co jest potęgowana przez realizację ocierającą się o ponure horrory (sposób filmowania mieszkania Jerry’ego, ślady krwi, ciemna kolorystyka), co naprawdę budzi przerażenie oraz niepokój. Strona plastyczna ma za zadanie pokazać, jak komórki mózgowe osoby chorej odbierają sygnały z zewnątrz. A gdy nasz bohater nie bierze leków, to wtedy może być naprawdę niebezpiecznie. Jeszcze bardziej jest to potęgowane, gdy wplątują się retrospekcje z przeszłości.

glosy3

Grający główną rolę Ryan Reynolds, kojarzony raczej z komediami tutaj dostał naprawdę trudne zadanie, z którego zaskakująco dobrze sobie poradził. Postać grana przez niego jest prowadzona bardzo oszczędnie, wręcz nienachlanie, jednak każda zmiana mimiki oznacza miotające się emocje. Reynolds także podłożył głosy pod towarzyszących Jerry’emu psu oraz kotu, co jest naprawdę sporym wyczynem. Także należy pochwalić partnerujące panie. Zarówno Gemma Arterton (Fiona), jak i Anna Kendrick (Lisa) sprawdzają się dobrze, przyjemnie oglądając obie aktorki.

glosy4

„Głosy” to mroczna, krwawa i – miejscami – zabawna historia pokazująca zwichrowany umysł chorego człowieka. Ostatnim filmem, który tak na mnie podziałał w tej tematyce był „Pająk” Davida Cronenberga, który nie był aż tak zabawny. Dziwaczna, ale interesująca mieszanka.

7/10

Radosław Ostrowski