Nagi lunch

Postanowiłem dać jeszcze jedną szansę Davidowi Cronenbergowi, sięgając po jeden z bardziej znanych filmów, mianowicie nakręcony w 1991 roku „Nagi lunch”. Będzie dziwacznie, mrocznie i tajemniczo.

nagi_lunch1

Nowy Jork, rok 1953. Głównym bohaterem jest William Lee – pracownik firmy dezynfekcyjnej, czyli zajmującej się likwidacją robali. Mężczyzna odkrywa, ze ktoś kradnie proszek do dezynfekcji. Po krótkim śledztwie odkrywa, że to jego żona uzależniła się od tego świństwa. Ostatecznie zażywa razem z nią proszek. Podczas policyjnego przesłuchania pojawia się wielki karaluch, który przedstawia mu się jako oficer prowadzący Intersfery. Przekazuje Lee zadanie zabicia żony, gdyż jest agentką obcego mocarstwa. Mężczyzna przypadkowo dokonuje zabójstwa, co wpędza go w silniejszy nałóg narkotyczny.

nagi_lunch2

Intryga w filmie jest strasznie zakręcona, a rzeczywistość z wizjami narkotycznymi przeplata się w niemal niezauważalny sposób. Wizualnie reżyser stylizuje opowieść na czarny kryminał (Intersfera), gdzie nasz bohater poszukuje tropów do Interzone Incorporation, która ma zostać zdemaskowana. W tym świecie pojawiają się różne dziwactwa – wolne związki, karaluchy będące maszynami do pisania, luźny seks i kompletna degrengolada. Nie wiadomo, komu można zaufać, na ekranie pojawiają się coraz dziwaczniejsze rzeczy, a zakończenie niczego nie wyjaśnia. Trudno jednak być obojętnym wobec tego chorego klimatu reżysera, podkręcanego przez oniryczne zdjęcia oraz wielobarwna muzykę Howarda Shore’a. Mętlik wywołuje też stosowanie repety – sceny, dialogi i ujęcia powtarzające się w różnych okolicznościach. Jednak to wszystko ma głębszy sens, a kluczem do interpretacji jest ukryty w psychoanalizie Freuda.

nagi_lunch3

Cronenberg jeszcze do tego znakomicie prowadzi aktorów. Kapitalny jest tutaj Peter Weller – legendarny odtwórca RoboCopa jest tutaj mocno wyciszony, jakby nieobecny. Aktor bardzo dobrze radzi sobie z pokazaniem tłumionych namiętności, zobojętnienia oraz szaleństwa, bez efekciarstwa oraz nadekspresji. Równie zniewalająca jest Judy Davis w podwójnej roli: szukającej mocnych wrażeń żony Joan oraz femme fatale z Intersfery Joan Frost. Poza tym duetem trudno nie dostrzec równie przekonującego Iana Holma („pisarz” Tom Frost), Juliana Sandsa (ukrywającego swój homoseksualizm Cloqueta) oraz Roya Scheidera (dr Benway).

 

nagi_lunch4

Dziwaczne, psychodeliczne, alei jednocześnie bardzo intrygujące kino, mające na celu coś więcej niż tylko szokowanie. Najlepszy film Cronenberga do tej pory.

7,5/10

Radosław Ostrowski

13 Tzameti

Sebastian jest młodym chłopakiem, który pracuje naprawiając dachy. Pewnego dnia, słyszy rozmowę właściciela domu o szybkim zarobku pieniędzy, dzięki tajemniczej kopercie. Chłopak kradnie kopertę i podążając z instrukcjami, trafia do Paryża. Tam uczestniczy w trudnym turnieju hazardowym, gdzie stawką jest życie.

13_1

Turecki reżyser Gela Babluani nakręcił dość pokręcony i nietypowy thriller, gdzie napięcie jest budowane bardzo prostymi środkami, które jednak mocno działają. Czym jest turniej? To gra w rosyjską ruletkę, gdzie zawodnicy stoją w kole, mierzą do siebie z pistoletów i na znak (zgaszenie światła) pociągają za spust. Dodatkowo jeszcze zastosowanie czarno-białej taśmy potęguje klimat bezradności, gdzie tak naprawdę wszystko zależy od szczęścia. Gracze są doświadczeni, nie boją się sięgać za spust, a jeszcze gangsterzy przyjmują zakłady i obstawiają wyniki gry. Krótkie dialogi, oszczędna i surowa realizacja są plusami tego w zasadzie kameralnego kina, pozbawionego fajerwerków.

13_2

Nawet jeśli aktorstwo jest zaledwie na przyzwoitym poziomie, to reżyser potrafi trzymać w napięciu do przewrotnego finału. Dla naszego naiwnego bohatera, jest to tez inicjacja z przemocą, zabijaniem i cynizmem. Lekcja ta jednak będzie go sporo kosztowała, ale nie uprzedzajmy faktów. Zanurzmy się w tej dziwacznej opowieści, która jest bardzo niehollywoodzka. I dlatego tak ciekawa.

13_3

7,5/10

Radosław Ostrowski

Chłód w lipcu

Jest rok 1989, mała mieścina gdzieś w Teksasie. Tam mieszka Richard Dane, właściciel małego sklepu z ramkami. W nocy zauważa intruza, który włamał się do jego domu i zabija go. Jednak jego ojciec, wychodzący z więzienia Russell chce się zemścić.

chlod_w_lipcu1

Ten opis filmu Jima Mickle’a może wydawać się prostą i banalną opowieścią o zemście. Jednak już po pół godzinie wszystko zmienia tory i skręca w kompletnie niespodziewane rewiry. Początek jednak pachnie filmami zemsty oraz osaczeniem wynikającym z nieobliczalności Russella. Ale im dalej w las, tym bardziej reżyser zmienia tory i coraz bardziej zaskakuje intrygą, która staje się coraz bardziej skomplikowana – zamiast zemsty, będzie próba dojścia do prawdy, perwersyjne okropieństwa oraz finał płynący krwią oraz trupami. Więcej nie mogę zdradzić, ale ja byłem zaskoczony zarówno samą opowieścią, jak i precyzją w realizacji. Owszem, to kino klasy B, jednak posiadające zarówno mroczny klimat (świetne zdjęcia, z dominująca czernią oraz zielenią w nocnych ujęciach czy pachnącą latami 80. elektroniczna muzyka) oraz bardzo pomysłowo zainscenizowane sceny przemocy. Więcej nie mogę zdradzić, bo na tym tez polega siła tego filmu. Mam nadzieję, ze tak jak ja wypadnie ze swoich kapci po seansie.

chlod_w_lipcu2

Wszystko to nakręca jeszcze znakomicie zagrane główne role. Michael C. Hall tutaj kompletnie odcina się od wizerunku „Dextera” i jest tutaj wyciszonym przeciętniakiem wplątanym w krwawą kabałę. Sam Shephard samym spojrzeniem budzi przerażenie w roli Russella. Jest to klasyczny twardziel – mówi wiele, nigdy nie chybia i jest gotowy ponieść konsekwencję swoich działań. Trio to jest dopełnione przez wracającego chyba do gry Dona Johnsona, który tutaj jest prywatnym detektywem Jimem Bobem. To trio tworzy zgraną ekipę, która przykuwa na ekranie.

chlod_w_lipcu3

Jak widać, można zrobić film tani, ale niegłupi. Może sama historia wydaje się prosta, ale trzyma w napięciu i ogląda się po prostu świetnie. Dla wielu lipcowa noc zmieniła się całkowicie.

8/10

Radosław Ostrowski

Głosy

Poznajcie Jerry’ego – facet pracujący w fabryce produkującej sprzęt do łazienek. Zazwyczaj jest uśmiechnięty, ale nie potrafi się odnaleźć w towarzystwie innych ludzi. Można o nim rzec, że jest dziwakiem. I takiemu dziwakowi udaje się zakochać w koleżance z pracy – Angielce Fionie z księgowości. Jest jednak jedno małe ale. Jerry rozmawia ze swoimi zwierzakami, kotem i psem. Okej, przecież wielu tak ma. Ale nie każdy dopuszcza się morderstwa.

glosy1

Amerykanie mają wiele koncepcji na kino. Jedną z nich jest ściąganie do siebie ludzi piekielnie zdolnych, którzy albo zostaną zmieleni w papkę, albo pozostaną wierni sobie i osiągną sukces. Marjanne Satrapi – autorka komiksu „Persepolis” już od pewnego czasu realizuje filmy, w których nie brakuje elementów surrealistycznych oraz czarnego humoru („Kurczak ze śliwkami”). „Głosy” to pierwsza produkcja Francuzki zrobiona w USA i jest to bardzo mroczny thriller psychologiczny, mający być studium choroby psychicznej.

Jeśli zaś chodzi o humor, to jego źródłem są zarówno rozmowy z gadającymi zwierzątkami zachowującymi się jak Anioł i Diabeł. Kontrast jest widoczny także dzięki głosom (kot jest bardziej angielski i rzucający fakami na prawo i lewo, pies ma głęboki głos, bardziej serdeczny) oraz zachowaniu. Także niektóre sceny zgonów potrafią rozbawić, ale na krótko.

glosy2

Historia jest mroczna, co jest potęgowana przez realizację ocierającą się o ponure horrory (sposób filmowania mieszkania Jerry’ego, ślady krwi, ciemna kolorystyka), co naprawdę budzi przerażenie oraz niepokój. Strona plastyczna ma za zadanie pokazać, jak komórki mózgowe osoby chorej odbierają sygnały z zewnątrz. A gdy nasz bohater nie bierze leków, to wtedy może być naprawdę niebezpiecznie. Jeszcze bardziej jest to potęgowane, gdy wplątują się retrospekcje z przeszłości.

glosy3

Grający główną rolę Ryan Reynolds, kojarzony raczej z komediami tutaj dostał naprawdę trudne zadanie, z którego zaskakująco dobrze sobie poradził. Postać grana przez niego jest prowadzona bardzo oszczędnie, wręcz nienachlanie, jednak każda zmiana mimiki oznacza miotające się emocje. Reynolds także podłożył głosy pod towarzyszących Jerry’emu psu oraz kotu, co jest naprawdę sporym wyczynem. Także należy pochwalić partnerujące panie. Zarówno Gemma Arterton (Fiona), jak i Anna Kendrick (Lisa) sprawdzają się dobrze, przyjemnie oglądając obie aktorki.

glosy4

„Głosy” to mroczna, krwawa i – miejscami – zabawna historia pokazująca zwichrowany umysł chorego człowieka. Ostatnim filmem, który tak na mnie podziałał w tej tematyce był „Pająk” Davida Cronenberga, który nie był aż tak zabawny. Dziwaczna, ale interesująca mieszanka.

7/10

Radosław Ostrowski

Śmieć

W brazylijskich slumsach nie jest lekko – bida, nędza, brak edukacji. Jeśli nie jesteś sprytny, nie przetrwasz. Tak ma choćby Rafael – 14-letni chłopak, mieszkający w jednym z takich slumsów, gdzie wszyscy zarabiają zbierając śmieci. W zasadzie to wydawał się nudnym dniem, gdyby nie portfel z forsą i paroma przedmiotami. Policja bardzo pilnie szuka tego portfela, przez co Raphael i jego kumple (Gardo i Szczur) wpakują się w poważną aferę.

smiec1

Stephen Daldry to jeden z bardziej cienionych reżyserów brytyjskich, którzy nie boją się sięgać po trudne tematy. Tym razem chyba poszedł w stronę Danny’ego Boyle’a, tylko że tym razem przenosimy się do Brazylii. Jednak jest to taka sama bieda, nędza i brud, gdzie ludzie są traktowani jak śmiecie. Jednak – być może troszkę w sposób wyidealizowany – pokazuje, ze nawet w takim miejscu mogą znaleźć się przyzwoici ludzie. Co skłoniło Raphaela do poszukiwań prawdy i odkrycia afery? Trudno jednoznacznie powiedzieć – może jeden z przedmiotów (zdjęcie dziewczynki)? Daldry prowadzi swoje i naszych bohaterów śledztwo prowadzi do korupcyjnej afery, gdzie jest pełno brudu moralnego, a policja działa ostro i brutalnie – nie wahają się zastraszyć, pobić, a nawet zabić, bo jest to niewygodne i prostsze. Zagadka wciąga, intryga oraz skomplikowanie potrafi naprawdę zmusić  swoje komórki do działania. Reżyser parę razy bawi się montażem (plan dzieciaków przeplatany z realizacją, która poszła kompletnie nie po myśli) i dynamizuje akcję (ucieczka przez fawele), podkręcając tempo gangsta hip-hopem z Brazylii. Może i jest to troszkę naiwne kino (mała rewolucja, troszkę bajkowe zakończenie), jednak ma pewna siłę oraz energię.

smiec2

Po części jest to zasługa aktorów. Najlepiej wypadają tutaj młodzi chłopcy, czyli Rickson Tevez, Edouardo Luis i Gabriel Weinstein. Chłopaki są w pełni naturalni, pełni pasji i energii – to oni czynią ta historię wiarygodną, nawet jeśli wydaje się ona mocno naciągana. Swoje robią też dorośli aktorzy ze wskazaniem na Seltona Mello w roli skorumpowanego i brudnego gliniarza Frederico (sama posturą, budzi przerażenie). Słabiej prezentują się najbardziej rozpoznawalne twarze Rooney Mary (aktywistka Olivia) oraz Martin Sheen (cyniczny ksiądz). Zostali pewnie obsadzeni, by udało się zebrać kasę na film i łatwiej znaleźć dystrybutora, ale nic ponadto.

smiec3

Nie jest to może idealny film, ale Daldry wspierany przez scenarzystę Richarda Curtisa trzyma rękę na pulsie i tworzy naprawdę dobre kino rozrywkowe. Przy okazji przywraca ono wiarę w dobro człowieka, nawet jeśli jest uważany za śmiecia. A to sporo.

7,5/10

Radosław Ostrowski

Krwawa profesja

Terry McCaleb jest doświadczonym i dość starym agentem FBI. Od długiego czasu tropi seryjnego mordercę zwanego Numerowcem, gdyż zostawiał po sobie numery z wiadomością. Podczas pościgu za mordercą, agent dostaje zawału serca. Dwa lata później jest już emerytem z nowym sercem, mieszkającym na jachcie. Wtedy pojawia się pewna kobieta, która prosi go o pomoc w rozwikłaniu śledztwa w sprawie śmierci swojej siostry. Jak się potem okazuje – to jej serce ma wszczepione McCaleb.

krwawa_profesja1

Clint Eastwood znów w wersji sensacyjno-kryminalnej. Tym razem wsparty powieścią uznanego autora kryminałów Michaela Connelly’ego oraz scenariuszem zdobywcy Oscara Brian Helgeranda – teoretycznie powinien być hit, a wyszedł niewypał. Sama intryga ma dość nietypowy punkt wyjścia – jednak dalej jest schematycznie, ze sporą ilością klisz i nudno. Łatwo się domyślić, kto jest sprawcą, próbuje się tutaj mylić tropy (dość nieudolnie), a Eastwood, mimo zawału serca nadal zgrywa twardziela. Jak na dziadka wychodzi mu to całkiem nieźle. Finał zaś (starcie w opuszczonym statku) jest mało zaskakujące, pojawi się nieplanowany romans itp., klisza goni kliszę (antypatyczny detektyw, uparta agentka FBI, uczciwa lekarka itp.). A obsadzenie Jeffa Danielsa w roli głównego złego było strzałem w stopę, gdyż jest kompletnie nieprzekonujący. Bronią się tutaj tylko niezłe zdjęcia Toma Sterna (początek współpracy z Eastwoodem) oraz kilka zgrabnych dialogów.

krwawa_profesja2

Już w „Prawdziwej zbrodni” mówiłem, że Eastwood powinien odpuścić sobie granie twardzieli. Tutaj niby wszystko jest na swoim miejscu, ale nic tutaj nie pasuje do siebie. Takich średniaków powinien się pan wstydzić, Mr. Eastwood.

krwawa_profesja3

5/10

Radosław Ostrowski

nadrabiam_Eastwooda

Zagraj dla mnie Misty

Poznajcie Dave’a – to przeciętny, choć przystojny facet pracujący jako radiowy disc jockey, gdzie przez pięć godzin gra dość spokojna muzykę jazzową. Kiedyś wyrywał laski na potęgę, ale to mu już przeszło. W barze, który służy mu za pocztę poznaje swoją fankę – Evelyn. Kobieta coraz bardziej chce być częścią życia naszego DJ-a, ale on traktuje jak jednorazową zdobycz. W dodatku chce wrócić do swojej byłej żony, co komuś się nie spodoba.

misty1

Rok 1971 był bardzo ważny dla Clinta Eastwooda. Po pierwsze, stworzył drugą ikoniczną postać – inspektora Harry’ego Callahana, zwanego Brudnym Harrym. Po drugie, zadebiutował jako reżyser, choć z dzisiejszej perspektywy to mniej znany film. Nie będzie zaskoczeniem, jeśli powiem, że jest to thriller o starciu mężczyzny z psychofanką. Problem w tym, że reżyser zbyt szybko rozwiewa wątpliwości, co do stanu psychicznego Evelyn (rozmowa z sąsiadem), a reszta jest dość mocno przewidywalna, jeśli chodzi o fabułę. Technicznie trudno się do czegoś przyczepić (zwłaszcza wybija się jazzowa muzyka), a kilka scen dzięki montażowi (szybka jazda bohatera przeplata ze scena niszczenia jego portretu) jest pewne napięcie oraz tempo. Jest to też pewne ostrzeżenie dla wszystkich macho – uważajcie, jaką kobietę podrywacie, o może was zaatakować nożem i nie tylko. Tylko pytanie co z tym fantem zrobić?

misty2

Film ten jest pamiętany, także dzięki Eastwoodowi próbującemu troszkę zmienić swój wizerunek twardziela oraz macho. Tutaj wydaje się troszkę bardziej romantykiem, walczącym ze swoją żądzą, ale wydaje się mocny tylko w gębie bez swojego Magnum .44. ale i bez broni jest w stanie rozwiązać swoje problemy za pomocą siły. Problemem była dla mnie Jessica Walter jako Evelyn – dla mnie była troszkę za teatralna i szybko można było odkryć co jest z nią nie tak. Na bazie kontrastu obsadzono Donnę Mills jako byłą żonę, Tobie (tą dobrą). Jeszcze można zwrócić uwagę na wyluzowanego Ala (James McEichin), który jest kolegą z radia.

misty3

Z dzisiejszej perspektywy, debiut Eastwooda jest dopiero raczkowaniem faceta, którego następne filmy miały dopiero zmiażdżyć widownię. Poza muzyką oraz samym Clintem, którego nigdy dość, nie ma tutaj zbyt wiele do zaoferowania. Zaledwie niezłe.

6/10

Radosław Ostrowski

nadrabiam_Eastwooda

Wolny strzelec

Louis Bloom jest facetem, który desperacko próbuje znaleźć sobie jakąkolwiek pracę. Przypadkowo jest świadkiem jak ekipa telewizyjna filmuje wypadek, w którym dochodzi do pożaru. To naprowadza go na pomysł zostania kamerzysta, który będzie przekazywał materiały dla telewizji. A jak wiemy, media lubią krwawe rzeczy, prawda?

wolny_strzelec1

Dan Gilroy, który debiutuje na stanowisku reżysera jest bratem cenionego scenarzysty Tony’ego Gilroya postanowił opowiedzieć o człowieku, który postanowił spełnić swój amerykański sen. Tylko że jest to kariera po trupach. Dosłownie, gdyż ten mężczyzna czasami podstępem filmuje wypadki, ofiary strzelanin i nie ma żadnego moralnego kręgosłupa. Widać to najbardziej w drugiej połowie filmu, gdy mężczyzna przed policją trafia na miejsce zbrodni, a potem próbuje sfilmować aresztowanie sprawców (wcześniej ich obserwował, bo inaczej nie miałby żadnego materiału). Wtedy film idzie w stronę mocnego thrillera i trzyma mocno w napięciu. Atmosferę potęgują jeszcze bardziej mroczne zdjęcia Roberta Elswita (Los Angeles nocą wygląda naprawdę paskudnie) oraz muzyka. Pewną wartością może być satyra na współczesne media, które kochają przekazywać brutalne i krwawe rzeczy, bo dzięki temu mają wysoką oglądalność, ale to jest tak grubymi nićmi szyta i prowadzone w dość prosty sposób (jeden wydawca ma zasady etyczne, ale szefowa TV nie przejmuje się tym wcale), że aż robi się wtedy dość nudnawo.

wolny_strzelec2

Jednak wtedy pojawia się Jake Gyllenhaal, który dominuje i jest po prostu wyborny. Lou to psychopata, który konsekwentnie próbuje zrealizować swój amerykański sen po trupach. Wydaje się opanowany i spokojny, ale pod tym wszystkim kryje się obojętny karierowicz walczący o kasę i uznanie. Jednym spojrzeniem jest w stanie zaskoczyć. I to on kradnie całym sobą ten film. Reszta jest dość solidna (najbardziej wyróżnia się Riz Ahmed jako marzący o karierze dziennikarskiej Rick), a kilka znanych twarzy jest zawsze miłe dla oka takich jak Bill Paxton (konkurent Joe Loder) i Rene Russo (szefowa telewizji Nina Romana).

wolny_strzelec3

Gilroy jako debiutant radzi sobie nieźle, a Gyllenhaal jest największym skarbem jaki dla tego filmu może trafić. One Man show, którego przegapić po prostu nie można.

7/10

Radosław Ostrowski

Zaginiona dziewczyna

Nick i Amy Dunne są ze sobą już pięć lat jako małżeństwo – szczęśliwi, radośni, pogodni. Jednak w piątą rocznice ślubu dochodzi do dziwnej sytuacji – po powrocie do domu mąż zastaje puste mieszkanie, ślady walki i odrobinę krwi. Zaniepokojony wzywa policję, jednak śledztwo i tropy wskazują jego na głównego podejrzanego.

zaginiona_dziewczyna1

David Fincher to jeden z moich ulubionych reżyserów i nawet tego nie ukrywam. Tym razem postanowił opowiedzieć, bazując na powieści Gillian Flynn (oraz jej scenariuszowi) ubraną w konwencję thrillera obyczajową psychodramę. Tu nie chodzi o morderstwo czy jego (domniemane) upozorowanie, tylko przyglądanie się toksycznej relacji, wręcz masochistycznej, gdzie tak naprawdę różnice między nimi były tak głębokie, bo tak naprawdę zakochali się w swoich maskach, wyidealizowanych wersjach samych siebie. Reżyser przy prowadzeniu śledztwa odkrywa różne fakty, które zmuszają do weryfikacji naszej wiedzy na temat bohaterów. Służy ku temu dwutorowa narracja, przedstawiająca te same rzeczy z perspektywy obojga (świetnie jest to zmontowane) i zmusza do poważnej refleksji.

zaginiona_dziewczyna2

Kolejne fakty i tropy wywracają to, co wiemy do góry nogami, zaś po mniej więcej godzinie poznajemy prawdziwy przebieg wydarzeń. Reżyser niemal z precyzją snajpera wymierza ciosy i strzały zarówno naszej parze bohaterów, jak i mediom żerującym po prostu na tragedii, wyciągając różne brudy, by na swój własny sposób interpretując zdarzenia, co w żaden sposób nie pokrywa się z prawdą. Po obejrzeniu można się zastanawiać nad przebiegiem całej intrygi, jednak w trakcie seansu nie ma się po prostu na to czasu. Pozornie nie dzieje się wiele, ale tempo jest wręcz zawrotne.

zaginiona_dziewczyna3

Poza pewnym prowadzeniem opowieści (z mocno dla mnie rozczarowującym finałem) oraz techniczną realizacją (masa mroku, stonowana kolorystyka i tylko jedna krwawa scena) bardzo pozytywnie zaskakują aktorzy. Miałem wątpliwości co do Bena Afflecka, potocznie nazywanego drewnem, jednak mogę śmiało zaryzykować, że postać Nicka Dunne’a to najlepsza rola w karierze tego aktora. Sprawiający wrażenie wyluzowanego i spokojnego faceta, jest tak naprawdę słabeuszem, pozbawionym charakteru i ambicji. Jednak mimo jego słabostek, kibicujemy  mu z całego serca. Dla mnie jednak prawdziwą mistrzynią stała się Rosamund Pike. Chciałbym coś więcej powiedzieć o tej roli, ale musiałbym opowiedzieć jeszcze więcej o fabule, a w przypadku tego typu produkcji stawianych na woltach i przerzutkach, byłby to błąd niewybaczalny. Za to drugi plan jest naprawdę mocny: od kompletnie zaskakujących Tylera Perry’ego (doświadczony mecenas Tanner Bolt), Neila Patricka Harrisa (oskarżony o stalking Desi), po znakomitą Kim Dickens (uparta i dociekliwa detektyw Boney) oraz Carrie Coon (siostra Nicka, Margo).

zaginiona_dziewczyna4

Kiedyś Eric Emmanuel Schmitt napisał, że „małżeństwo to kontrakt zabójców”. Fincher dosłownie przeniósł to zdanie na ekran. Pytanie tylko, czy jest jakieś wyjście z tego emocjonalnego klinczu i szantażu? Sami powiedzcie.

7,5/10

Radosław Ostrowski

Bez litości

Robert McCall pozornie wydaje się niczym niewyróżniającym się facetem. Pracuje w czymś, co moglibyśmy nazwać Castoramą, wieczorami siedzi w kawiarni, czytając książkę. Taki typowy nikt – zaprzyjaźnia się z pewną Rosjanką, która utrzymuje się z prostytucji. Kiedy dziewczyna zostaje pobita, mężczyzna nachodzi jej pracodawców, zabijając ich. Ale jak się okazuje, to początek tarapatów.

bez_litosci1

Od pewnego czasu zauważalny jest trend kręcenia Remake’owi starych produkcji filmowych i telewizyjnych z lat 80. Najnowszy film Antoine’a Fuquy bazuje na serialu „The Equalizer” opowiadającym o byłym agencie CIA, który wykorzystywał swoje umiejętności pomagając ludziom. Kinowa wersja wykorzystuje pomysł i nazwisko postaci, choć trzeba przyznać, że reżyser zaskakuje i wodzi za nos. Sam początek jest dość spokojny, a ekspozycja trwa troszkę za długo (ponad 30 minut). Samej akcji nie ma tu zbyt wiele, ale jest za to naprawdę świetnie zrobiona (pierwsza jatka w rosyjskiej knajpie, przejęcie forsy od mafii czy finałowa konfrontacja w markecie) – zarówno pod względem montażu, szybkiej pracy kamery jak i muzyki. Bardziej skupiona jest uwaga na samych bohaterach, którzy są brutalni, ostrzy, mają inne tożsamości, ale to wysokiej klasy zawodowcy. Technicznie też prezentuje się to dobrze, co jest zasługą naprawdę stylowych zdjęć, prostych dialogów, prostej psychologii oraz naprawdę niezłego tempa. Z drugiej strony sama fabula troszkę nuży, a i wiele wydarzeń widzimy po wszystkim, jednak całość jest solidnym kinem klasy B, które wygląda jak klasy A.

bez_litosci2

Swoje robią to przede wszystkim aktorzy, którzy w swoim emploi sprawdzają się bez zarzutu. Pierwszy to Denzel Washington, który jest tym dobrym kolesiem. Niepozorny, typowy nikt, który – jak mu się zajdzie za skórę – odda ze zdwojoną siłą, stając się zimnym i bezwzględnym egzekutorem. Równie niezawodny jest Martin Csokas, który ma to, co czarny charakter mieć powinien: paskudny wyraz twarzy, twardy akcent rosyjski (co nie powinno dziwić), pewność siebie oraz twardy charakter. Reszta obsady przy nich jest w zasadzie niepotrzebnym tłem.

bez_litosci3

 

Gdyby bardziej zdynamizować tempo, mógłby być świetny film akcji. A tak jest całkiem przyzwoity, choć mający chyba ambicje na coś więcej. Niezły klimat, solidna realizacja i dobre aktorstwo to mocne atuty, a kilka scen akcji może się podobać. Ale chyba może powstać ciąg dalszy, will see.

6,5/10

Radosław Ostrowski