Łowca

Czy widziałeś kiedyś krew w pełni księżyca? Wydaje się całkiem czarna.

Will Graham po ostatniej akcji w FBI przeszedł załamanie nerwowe i teraz mieszka razem z żoną I synkiem na Florydzie z dala od akcji. Jednak jego dawny szef Jack Crawford prosi go o pomoc. W mieście szaleje seryjny morderca, który już zabił dwie rodziny, a następna zbrodnia ma nastąpić podczas najbliższej pełni księżyca. Graham miałby się skupić tylko na analizowaniu materiału dowodowego.

lowca_mann1

Thomas Harris najbardziej znany stał się dzięki serii książek o Hannibalu Lecterze. Do dzisiaj jego twarz ma jednoznaczne skojarzenia z genialnym Anthonym Hopkinsem. Ale pięć lat przed „Milczeniem owiec” z pierwszą częścią serii zmierzył się Michael Mann. I tak narodził się „Łowca” – zapomniany thriller, który jeszcze bardziej zniknął ze świadomości kinomanów, gdy powstał jego remake z Hopkinsem w roli głównej. Niesłusznie, gdyż mann postawił na swój najmocniejszy atut – klimat, pełen mroku, oniryzmu przypominający senne koszmary (choć najokrutniejszych scen – samych zbrodni dokonywanych przez Zębowa Wróżkę, nie pokazano). Dużo krwi, psychologiczna gra i wyścig z czasem, to wszystko trzyma w napięciu, serwując w kluczowych momentach charakterystyczne dla reżysera slow-motion. Przy okazji, bardzo realistycznie pokazane są sceny laboratoryjne, gdzie są analizowane każde elementy. Najbardziej widać to w scenach analizy listu Zębowej Wróżki do Lectera zapisanej na papierze toaletowym – tutaj widać fundamenty serii „CSI”. Mann buduje tez klimat osaczenia i samotności za pomocą świetnych zdjęć (błękitne filtry, wyraźniejsze kolory) oraz bardzo nastrojowej muzyki, która zdradza wiek produkcji. Ogląda się to świetnie, może poza skopanym zakończeniem (obława na mordercę), gdzie zaczyna szwankować montaż. No i samo zakończenie, mocno odbiegające od pierwowzoru (tam lepiej zostało rozegrane), też wydawało mi się niezbyt satysfakcjonujące.

lowca_mann2

Na szczęście film nie tylko świetnie wygląda, trzymając w napięciu, ale też jest ona bardzo dobrze zagrana. Ale jest jeden warunek – jeśli nie oglądaliście remake’u Bretta Ratnera, gdzie znacznie ciekawsze są postacie drugoplanowe. Asem w talii Manna jest William L. Petersen, dla które rola Willa Grahama stała się klątwą. Sugestywnie aktor pokazuje wypalonego i pokiereszowanego psychicznie profilera, który posiadał talent wchodzenia w skórę sprawcy. Ale w terenie okazuje się bardzo wnikliwym i dociekliwym agent, analizującym dowody, świadomie angażującym się, ale nie jest to harcerzyk. Potrafi ostro ochrzanić Crawforda (solidny Dennis Farina), gdy ten chce odpuścić. Nieźle radzą sobie też Tom Noonan (Francis Dolarhyde, „Zębowa Wróżka”) oraz Joan Allen (niewidoma Reba, koleżanka Dolarhyde’a z pracy), jednak obie te postaci zostały głębiej zarysowane w remake’u.

lowca_mann3

I – last but not least – Hannibal Lecter (dla niepoznaki nazwany tutaj Lecktorem). Grający go Brian Cox nawet nie spodziewał się, że będzie musiał zmierzyć się później z legenda Hopkinsa. W zasadzie ta postać (zarówno w filmie, jak i w książce Harrisa) jest tak naprawdę epizodem, pojawiającym się raptem w trzech scenach. Muszę przyznać, że Cox bardzo przyzwoicie poradził sobie z tą postacią, jest mroczny i bardzo tajemniczy, ale to Hopkins uczynił z niej legendę.

lowca_mann4

Mann w mrocznym klimatach czuje się wybornie i „Łowca” tylko to potwierdza. Choć trafił ten film do krainy zapomnienia, dzięki następnym filmom z serii, pozostaje świetnym filmem, broniącym się nawet dzisiaj. Fantastyczny klimat, świetne zdjęcia i aktorstwo, a także duża dawka realizmu (poza końcówką) tworzy nieprzeciętne kino.

8/10

Radosław Ostrowski

Park Jurajski

Tytułowy park należy do dość ekscentrycznego milionera Johna Hammonda, a w nim może zwiedzać dinozaury. Co z tego, że wyginęły? Za pomocą umieszczonych w bursztynach komarach z krwią gadów, genetyka jest w stanie zrobić cuda. Ale park musi być bezpieczny i w celu sprawdzenia bezpieczeństwa zostają wysłani na wyspę Isala Nubla naukowcy: Alan Grant, Ellie Sattler i Ian Malcolm. W tym czasie na wyspę przybywają wnuki Hammonda, a jeden z pracowników zamierza wykraść DNA dinozaurów. Żeby jednak było więcej atrakcji zbliża się burza deszczowa.

park_jurajski1

Spielberg znów w służbie komercji i dobrej zabawy. Tym razem przeniósł na ekran bestsellerową powieść Michaela Crichtona i zaserwował nam żywe dinozaury. Poza tym jest to tak naprawdę rasowy thriller, który nie wyróżnia się niczym innym od reszty. Przeraża w dość sprawdzony i skuteczny sposób, skręcając niemal w stronę horroru (pierwszy atak dinozaura, gdzie najpierw widzimy dzieło zagłady stwora, a dopiero potem jego samego). Osadzenie akcji w opuszczonej wyspie, w czasie burzy (jedna noc i dwa dni) tylko potęguje atmosferę osaczenia, zaś działa chciwego komputerowca tylko bardziej nakręcają spirale wydarzeń. I nie brakuje tutaj krwi, choć nie jest to brutalny shasher. A mimo lat, dinozaury prezentują się naprawdę okazale i imponująco, zaś scena zobaczenia pierwszego dinozaura nadal robi wrażenie. Jednak problem polega na tym, że Spielberg gra znaczonymi kartami i nie robi już takiego wrażenia jak w dniu premiery. To solidne kino, gwarantuje całkiem przyzwoitą zabawę.

park_jurajski3

Swoje też robią naprawdę trzymający fason aktorzy. Sprawdza się tutaj zwłaszcza Sam Neill, czyli dr Grant. Niepozbawiony sprytu, trochę zachowawczy, a strojem budzi skojarzenia z samym Indianą Jonesem. Razem z Laurą Dern (dr Sattler) tworzy naprawdę mocny duet, choć razem nie pojawiają się zbyt często. Kontrapunktem dla nich jest matematyk dr Malcolm (świetny Jeff Goldblum), którego sceptycyzm i zdrowy rozsądek mocno kontrastuje z jego poczuciem humoru oraz wyglądem luzaka.

park_jurajski2

Jednak z całej obsady chyba najbardziej w pamięci utkwił John Hammond poprowadzony przez nieżyjącego już Richarda Attenborough – to ekscentryczny przedsiębiorca, który sprawia wrażenie serdecznego i sympatycznego staruszka, dbającego mocno o swój biznes. Ale jak każdy człowiek bawiący się w Pana Boga, musi ponieść karę za swoją pychę. Bo jak wiadomo – „natura zawsze znajdzie sposób”.

To nie jest najlepszy film w dorobku Spielberga, ale mimo upływu lat pozostaje kawałkiem dobrej rozrywki z dinozaurami w rolach głównych. Czego o ciągu dalszym nie da się powiedzieć, ale to temat na inną opowieść.

7/10

Radosław Ostrowski

Dom przy Rillington Place 10

Mieszkanie na Rillington Road 10 wydaje się proste i pozornie nieciekawe. Ale kiedy w 1949 roku do mieszkania wprowadziło się młode małżeństwo nie wiedzieli co ich czeka. Zwłaszcza, że sprawca całego zamieszania był właściciel domu, niejaki John Christie – weterana I wojny światowej. Jak się potem okazało, mężczyzna był seryjnym mordercą, tylko że para przekonała się o tym po fakcie.

10_rillington_road2

Film Richarda Fleischera jest próbą rekonstrukcji wydarzeń od 1949 roku aż do 1953, gdy Christie został schwytany i skazany na śmierć. Pod względem formalnym jest on bardzo kameralnym, ale jednocześnie chłodnym i zimnym filmem, bardzo mocno ukrywającym emocje tak jak główny bohater. Wydaje się niepozornym obyczajowym filmem, który nagle i znienacka potrafi przyłożyć w łeb, stawiając bardziej na niedopowiedzenia i atmosferę, zaś same morderstwa są ledwie zasugerowane. Widzimy wtedy już tylko skutki oraz sceny ukrywania zwłok (wyjątkiem są otwierające całość mord z czasu wojny oraz zabójstwo ciężarnej Beryl Evans). Mimo tego Fleischerowi udaje się poruszyć i chwycić za gardło. Druga część filmu (po zbrodnie Evans) pokazuje dość nieudolne śledztwo oraz proces zakończony skazaniem na śmierć niewinnego męża oraz to, co się działo z Christie – kiedy musiał opuścić swój dom. Może ten chłód działać zniechęcająco, ale dzięki temu film działa mocniej i bardziej angażuje, dzięki gęstniejącemu klimatowi. Choć może zadziwiać nieudolność oraz naiwność śledczych oraz sądu (Christie wcześniej był karany), to jednak udało się dość wiernie odtworzyć całą sytuację.

10_rillington_road1

Również pod względem aktorskim jest to bardzo udane kino. Nie można zapomnieć Johna Hurta w pierwszej dużej roli niepewnego siebie megalomana Tima, który zapętla się we własnych kłamstwach. Także Judy Geeson jako dość twarda Beryl wypada przekonująco. Ale tak naprawdę cały film zawłaszczył sobie doskonały Richard Attenborough. Christie wydaje się niepozornym, lekko łysiejącym facetem w okularach, który mówi troszkę cichym głosikiem. Jednak pod ta maską kryje się opanowany seryjny zabójca, usypiający gazem, duszący swoje ofiary i kochający się z ich zwłokami. Jest on o tyle bardziej przerażający niż Hannibal Lecter czy inny słynny psychopata, bo sprawia wrażenie opanowanego, spokojnego człowieka nie rzucającego się w oczy. Jak sprawnym manipulatorem jest, pokazuje scena jego zeznań w sądzie oraz płacz wywołany wyrokiem śmierci na Timie.

Fleischer zrobił bardzo ponury i klimatyczny thriller, gdzie skupia się na samej zbrodni, nie wchodząc mocno w przeszłość bohatera, nie wiemy dlaczego zabijał. A że ktoś taki istniał naprawdę, potęguje tylko niepokój, czyniąc seans wyjątkowo nieprzyjemnym. I to naprawdę potrafi trzymać w napięciu.

7,5/10

Radosław Ostrowski

Locke

Ivan Locke pracuje w Birmingham jako kierownik budowy w Birmingham. Widzimy go jak wraca z pracy i jedzie samochodem do domu. Przynajmniej tak się nam wydaje. Jeden telefon wywraca wszystko do góry nogami – okazuje się, że Locke opuszcza pracę i jedzie do Londynu. Co jest takiego ważnego, żeby zaryzykować swoją karierę, a nawet trochę więcej.

locke1

Wsadźmy jakiegoś popularnego aktora do auta, niech jedzie i rozmawia przez telefon – pomysł wydaje się szalony i jakoś mało interesujący dla kinomanów. Steven Knight jak widać, jest filmowcem, który nie boi się wyzwań. Coś, co by się świetnie sprawdziło w formie słuchowiska, próbuje sprzedać na ekranie i robi to naprawdę dobrze. Jedziemy cały czas z bohaterem, bez przerwy na toaletę, słyszymy jego rozmowy z kilkoma osobami (żona, szef, pracownik zastępujący go), a trzyma to w napięciu jak niejeden rasowy thriller. I to wszystko dotyczy nie tylko betonu, żeby zdążyć na czas, ale tez o coś więcej. Nie mogę zdradzić zbyt wiele, gdyż nie zrobiło by to na was takiego wrażenia. Jednak żeby nie było poczucie znużenia, Knight uatrakcyjni wizualnie swoje dzieło. Nie chodzi tu tylko o nocne zdjęcia, ale też o zmianę perspektywy kamery (widok z lusterka, z przodu samochodu czy na drogę), a emocje coraz bardziej gęstnieją. I trzymamy kciuki, by Locke’owi (fantastyczny Tom Hardy) udało się wszystko, co zaplanował. A on stara się być dobrym człowiekiem i wierzy, że w każdej sytuacji można zachować się właściwie. I że będzie lepszy od swojego ojca, który go zostawił jak był dzieckiem. Ale czy to mu się uda?

locke2

Więcej nie powiem, bo „Locke’a” powinniście zobaczyć sami, ale jedno mogę powiedzieć na pewno: nie pozostaniecie obojętni. A to o czymś świadczy. Kawał dobrego (nawet bardzo) kina.

8/10

Radosław Ostrowski

Ósma strona

Szpieg to ma naprawdę trudne życie. Myślicie, że działa jak niejaki James Bond. W taki sposób wszystkie grupy wywiadowcze musiałyby zostać zlikwidowane. Szpiedzy to ludzie żyjący wokół nas, prowadzący normalne życie, choć są zmuszeni do okłamywania swoich bliskich. Na pewno kimś takim jest John Worricker – analityk MI5. Dostaje od szefa teczkę z danymi od swojego źródła, z których wynikają lokalizacje tajnych więzień CIA na całym świecie. I jest sugerowane, że brytyjski premier wiedział o wszystkim od początku. Kiedy szef MI5 umiera, Worricker próbuje rozgryźć całą intrygę.

osma_strona1

Brzmi mało efektownie? Reżyser David Hare jednak wie co robi. Zamiast na dynamiczne pościgi czy ostra rozpierduchę, stawia na powoli, ale bardzo uważnie budowaną intrygę oraz przedstawienie zakulisowych rozgrywek między polityką i tajnymi służbami. A jak wiadomo w tym świecie zaufanie i lojalność to towar deficytowy. Tu wszystko może być grą, skupia się bardziej na relacji miedzy ludźmi, które komplikują wszystko, a napięcie jest tutaj potęgowane każdym wypowiedzianym słowem. I nie pada tutaj ani jeden strzał!! Wszystko stonowane w kolorach zieleni, w sterylnych pomieszczeniach, a na ekranie widzieliśmy góra trzy-cztery postacie. Przy okazji są postawione pytanie na temat walki z terroryzmem i granicach moralnych – jak powinny działać tajne służby, kwestia honoru i lojalności też zostaje mocno poruszona.

osma_strona2

Choć wszyscy grający tutaj radzą sobie przynajmniej bardzo dobrze (m.in. Rachel Weisz, Michael Gambon czy Ralph Fiennes), to jest to tak naprawdę one man show Billa Nighy. Jego powściągliwość idealnie sprawdza się w roli szpiega, który używa szarych komórek i jest w tym równie bezwzględny jak James Bond. Wiadomo, że nie warto z nim zadzierać, choć wygląda niepozornie. Analizuje sytuację, wszystko sprawdza i ma dość dobre kontakty ze swoimi ludźmi, czego nie można powiedzieć o rodzinie, bo tu wszystko się sypie.

osma_strona3

Techniczne gadżety są tutaj jedynie dodatkami pokazującymi obecną rzeczywistość, a Hare pokazuje, że zawsze najważniejszy jest człowiek, zarówno w pracy szpiega jak i twórcy filmowego. Naprawdę dobra robota.

7/10

Radosław Ostrowski

Szczęki

Miasteczko Amity jest oazą spokoju gdzieś na wyspie. A w zasadzie było nią do czasu, kiedy w okolicy nie przyczaił się rekin ludojad – takie bydle. Zagrożenie wyczuwa szeryf Martin brody, jednak jego apele nie spotykają się z reakcja władz, marzących o zysach z turystyki. Ale parę trupów później i po zgłoszeniu nagrody, szeryf przekonuje miejscowego marynarza, Quinta do polowania na rybkę. Do nich dołącza naukowiec Matt Hooper ze swoim sprzętem.

szczeki1

W zasadzie mógłbym skończyć tutaj, gdyż o „Szczękach” powiedziano już wszystko. Przełomowy film Spielberga, który otworzył mu wrota do Hollywood i przyciągnął kupę szmalu, jednocześnie czerpiąc garściami z rasowego thrillera. Zamiast psychopaty, mamy tutaj żarłocznego rekina, terroryzującego miasteczko na wyspie i zakłócającego porządek. A kiedy on się pojawia, jedno jest pewne – poleje się krew i ktoś będzie miał obfity posiłek. Reżyser jest jednak na tyle cwany, że a) nie przesadza z przemocą, stawiając bardziej na niedopowiedzenia i nasze domysły, b) samego drania pokazuje dopiero w finałowej konfrontacji na morzu. A facet buduje napięcie w sposób iście mistrzowski (pokazał to już w swoim debiucie, ale tutaj potwierdził swoją formę). Wystarczy przypomnieć choćby pierwsze wejście rekina czy atak na plaży, który przerywany jest licznymi fałszywymi alarmami w postaci krzyków ludzi (widocznych na dalszym planie), a obecność żarłoka przypominana jest dzięki świetnej muzyce Johna Williamsa, która w 50% odpowiada za suspens.

szczeki2

Tutaj niewielu ma zdrowy rozsądek, który zastąpiła chciwość (burmistrz) albo obłęd (Quint), a jedynym wyjściem z całej sytuacji jest upolowanie i zabicie bydlaka. Finałowy akt to właściwie poezja w tym całym filmie. Wszystko jest tutaj idealnie wymierzone, praca kamery i montaż są na wysokich obrotach, czekając w zasadzie tylko na jedną rzecz. Konfrontacja ta przypomina walkę kapitana Ahaba z Moby Dickiem – rywalizacja między bezwzględna naturą a ludźmi, gdzie można liczyć tylko na łut szczęścia. Pytanie tylko czy to wystarczy?

szczeki3

Całość jest świetnie zagrana, choć uwagę skupiają tutaj trzej panowie. Fenomenalny jest Roy Scheider w roli szeryfa Brody’ego. Facet kieruje się zdrowym rozsądkiem i chce nie dopuścić do mordów rekina, ale ma związane ręce. Jedno jednak jest pewne: facet wie, co to jest odpowiedzialność i tym się kieruje przez swoje życie. To samo można powiedzieć o Hooperze (świetny Richard Dreyfus), choć sprawia wrażenie odrobinę przemądrzałego i typowego jajogłowa. Jednak i tak cały szoł ukradł genialny (po prostu) Robert Shaw jako marynarz Quint. Zaprawiony weteran, odrobinę cyniczny i złośliwy, z błyskiem szaleństwa w oku. A jego wspomnienia z czasów II wojny i jego pierwsza konfrontacja z rekinami – perełka i potwierdzenie nieprzeciętnego talentu.

Jedyna wadą zdradzającą wiek „Szczęk” jest wygląd samego żarłacza, który widać, że jest to sterowana maszynka. Na szczęście wszystko inne działa jak w zegarku szwajcarskim. Wiecznie żywy klasyk gatunku.

8,5/10 + znak jakości

Radosław Ostrowski

Pojedynek na szosie

Poznajcie Daniela – to zwykły szaraczek, który pracuje w firmie. W drodze na ważne spotkanie biznesowe wyprzedza starą, zniszczoną ciężarówkę. Kierowca wraka nie odpuszcza i parę razy mija Pontiaca Manna. Drobna „kłótnia” zmienia się w walkę o przetrwanie, gdy ciężarówka celowo puszcza auto Daniela wprost pod auto. Tak zaczyna się koszmar i to najgorszy ze wszystkich.

szosa1

Jak wiadomo każdy reżyser zanim osiągnie swój wielki sukces – nieważne czy artystyczny czy komercyjny – musi od czegoś zaczynać. Pewien amerykański filmowiec zaczął od pracy dla telewizji. Nakręcony przez niego film zrobił tak wielkie wrażenie, że postanowiono rozbudować go i pokazać w kinach, a źródłem była fabuła Richarda Mathiesona, który pisywał głównie dreszczowce. Kim był ten filmowiec? To niejaki Steven Spielnerg, wówczas znany dzięki nakręceniu pilota (drugiego pilota) serialu „Colombo”. Reżyser tutaj bardzo umiejętnie buduje atmosferę osaczenia, a pościgi robią tutaj naprawdę świetne wrażenie, głównie dzięki pracy kamery oraz dynamicznemu montażowi. W dodatku upał i kompletna bezsilność bohatera, którego wszyscy uważają za wariata, jeszcze bardziej podkreśla atmosferę. Dialogów jest tu niewiele, obraz wystarczy za wszystko. I nawet kiedy nie ma ciężarówki (a twarz jej kierowcy pozostaje zagadką), nie ma szansy na odrobinę spokoju (wizyta w barze, gdzie Daniel próbuje rozpoznać wśród gości kierowcę zabójczego wozu), a napięcie trzymane jest tutaj do samego końca.

szosa2

Cała tą opowieść na swoich barkach trzyma wyborny Dennis Weaver. To w zasadzie everyman, który znalazł się w absurdalnej sytuacji i nikt nie jest mu w stanie uwierzyć. Wszyscy go biorą za wariata (genialna scena w barze, gdzie dochodzi do bójki czy z dziećmi i uszkodzonym autobusem), nikt nie chce mu pomóc, a wszelkie próby wyrwania kończą się porażką. Poukładane życie wywraca się do góry nogami, zmuszając go do walki niczym w dżungli. Od dumy, przez pychę po strach – to wszystko maluje się na twarzy Weavera. Czy mu się to uda? Kibicujemy mu do samego końca w tej nierównej walce.

Już tym filmem widać, że rodzi się nowy talent w kinie. Następne filmy miały tylko potwierdzić umiejętności mistrza, jednak o tym opowiem jeszcze wiele razy.

8/10

Radosław Ostrowski

Zabić bobra

Eryk to wojskowy, który zaszył się w swojej samotni i czeka na nowe zadanie, do którego się solidnie przygotowuje. Wtedy odkrywa, że w jego samotni znajduje się sublokatorka, która uciekła z domu. I powoli między nimi zaczyna się tworzyć dość dziwna relacja. Niestety, dowództwo nie jest z tego powodu zadowolone.

bobr1

Jan Jakub Kolski tym razem postanowił zrobić dość dziwny film jak na siebie. Żadnego realizmu magicznego, ale ponury i „brudny” thriller nakręcony cyfrową kamerą. Jest mrocznie, tajemniczo i zagadkowo. O ile jeszcze początek jest w stanie przykuć uwagę tajemnicą oraz postacią Eryka, o tyle dalej robi się zwyczajnie nudno, gdyż nie dowiadujemy się dalej zbyt wiele, retrospekcje pokazujące przeszłość Eryka działają sennie i brakuje w tym wszystkim napięcia. Wyjątkiem jest trening, podczas którego Eryk strzela do tarcz. A dalej jest trochę strzelania, zabijania, seks i dziwaczna, nieprzekonująca relacja między Erykiem a nastoletnią Bezi. Niby jest to miłość, ale zarówno dialogi ani postacie nie przekonują. Swoje próbują zrobić cyfrowe zdjęcia Michała Pakulskiego, który daje tutaj radę i tworzy dość brudną okolicę, jednak to jest trochę za mało. Także grający główną rolę Eryk Lubos, będący w wysokiej dyspozycji nie jest w stanie uratować tego średniaka. przykuć uwagi na dłużej. I nawet żadnego bobra tutaj nie pokazują. Nuda panie, jak to w polskim filmie.

5/10

bobr2

Radosław Ostrowski


Dolores Claiborne

Tytułowa bohaterka pracuje jako gospodyni u starszej i zniedołężniałej kobiety – Very Donovan, która niezbyt przepadała za swoją służbą. Starsza pani zostaje zamordowana, a Dolores – z wałkiem gotowym do uderzenia nad kobietą – zostaje oskarżona o jej zabicie. Wtedy do miasteczka trafia jej córka, dziennikarka Selena, która nie utrzymuje z matką zbyt dobrych relacji. Powoli jednak zaczyna dochodzić do prawdy.

dolores1

O tym, że książki Stephena Kinga są dobrym materiałem na film, wiadomo nie od dzisiaj. Adaptacji kolejnej jego powieści podjął się wszechstronny Taylor Hackford, którego kinomani znają głównie dzięki „Adwokatowi diabła” oraz „Ray”. Jednak film – tak jak powieść – nie jest stricte horrorem, tylko thrillerem psychologicznym, z bardzo ponurą atmosferą. Sama intryga dotyczy przeszłości głównej bohaterki, która nie jest usłana różami – mąż gardzący nią, pracodawczyni wymagająca i nieprzyjemna, praca od rana do wieczora i jeszcze detektyw, który jest wyjątkowo nieznośny. A w tle morderstwo (niejedno) i bardzo mroczna tajemnica, która rzutuje na przeszłość kobiety i być może uda się poprawić z samotną córka, skupionej na swojej karierze. Reżyser bardzo zgrabnie przeplata teraźniejszość z przeszłością, wykorzystując do tego prostą sztuczkę kolorystyczną. Rzeczywistość jest ponura, utrzymana w błękitnej tonacji, a przeszłość w jaśniejszych kolorach czerwieni, tworząc pozornie sielankowy charakter. A co najważniejsze, jest to opowiedziane pewną ręką, z dobrymi dialogami oraz bardzo ponurą muzyką Danny’ego Elfmana.

dolores2

Jednak cała ta intryga, nie miałaby tej siły ognia, gdyby nie wyborne aktorstwo. O tym, że Kathy Bates potrafi zagrać złożone postacie, pokazała choćby w „Misery”. Dolores sprawia tutaj wrażenie wyciszonej, trochę pyskatej kobiety, która ma niewyparzony język. Ale pod tą maską kryje się kobieta mocno skrzywdzona przez los, ale nie narzekająca, znosząca wszystko z godnością. Jednak i ona ma swoją cierpliwość. I widać to wszystko w każdym spojrzeniu, geście, każdym niewypowiedzianym słowie. Równie złożoną i ciekawą postać stworzyła Jennifer Jason Leigh jako Selena. Karierowiczka, zapatrzona w siebie i niezbyt dobrze pamiętająca swoje młode lata. Powoli jednak zaczyna przebijać się do prawdy, wyciągając przysłowiowego trupa w szafie i staje w obronie matki. Swoje też robią tutaj dwaj panowie, będący w swojej mocnej formie – czyli David Strathairn i Christopher Plummer. Ten pierwszy jest prymitywnym pijusem oraz damskim bokserem, który znęcał się nad żoną i oszukiwał ją, córkę też. Ten drugi to nieustępliwy śledczy, żywcem pałający nienawiścią do Dolores, próbując za wszelką cenę ją dopaść – wyjątkowo antypatyczny facet.

Hackford zrobił jeden ze swoich najlepszych filmów, gdzie wolno budowana atmosfera i wiarygodne postacie tworzą mocną mieszankę. Bardzo mroczne i nieprzyjemne kino, które ogląda się z pełnym zaangażowaniem.

8/10

Radosław Ostrowski

Mindscape

Tytułowy Mindscape to agencja detektywistyczna, gdzie pracują niezwykli śledczy, którzy wchodzą do wspomnień ludzi i badają je, by dojść do prawdy. Są oni bardziej wiarygodni od wykrywacza kłamstw. Jednym z najlepszych detektywów pamięciowych jest John Washington, jednak podczas ostatniej sprawy dostał poważnego udaru. Ale po dwóch latach wraca do gry, z dość banalnego powodu – potrzebuje forsy. Więc dostaje dość łatwą sprawę – nastolatka, córka dzianych rodziców zrobiła głodówkę, a John ma ja przekonać do zmiany zdania. Ale jak to w klasycznym kryminale – sprawa okaże się bardziej złożona.

mindscape1

Jeśli po przeczytaniu pomniejszego opisu, skojarzyło wam się to z „Incepcją”, to jesteście na właściwym tropie. Hiszpański reżyser Jorge Dorado miał bardzo interesujący punkt wyjścia, który dawał spore pole do popisu. I trzeba przyznać, że początek jest bardzo wciągający – zmęczony detektyw i „podejrzana”. Powoli i stopniowo buduje się między nimi dziwna więź, ale jej przeszłość budzi podejrzenia – było jakieś morderstwo, próby zabicia matki, wiecie – takie tam problemy nastolatki. Tajemnica coraz bardziej gmatwa sprawę, ktoś obserwuje Johna, a na dodatek prześladuje go śmierć żony, z którą się nie pogodził. Powoli zaczynamy odkrywać elementy układanki, reżyser myli tropy, ale w drugiej połowie zaczyna siadać tempo i jednocześnie pojawiają się większe/mniejsze bzdury. I wtedy zostajemy trzymający w napięciu finał, który wywraca wszystko do góry nogami. Więcej nie powiem, ale suspens wtedy jest duży. I wtedy wyjaśnia się odpowiedź na pytanie: kto kogo manipuluje?

mindscape2

Trzeba przyznać, że sceny „wejścia” w umysł robią naprawdę wrażenie – głównie dzięki mocniejszej kolorystyce, dźwiękowi oraz bardzo zgrabnemu montażowi. Te sceny to prawdziwa esencja oraz najciekawszy element tego filmu.

Wszelkie te nielogiczności próbują ukryć aktorzy i to im się udaje. Mark Strong na spore doświadczenie w graniu policjantów, wiec John nie był dla niego zbyt dużym wyzwaniem i poradził sobie naprawdę dobrze. Zmęczony, trochę wypalony, ale bardzo doświadczony facet znający się na swojej robocie. Jednak i tak cały film ukradł świetna Tarisa Farmiga. Swój talent już pokazała w serialu „American Horror Story”, a tu tylko potwierdza swoje umiejętności. Kim jest Anna? Sprawia wrażenie niewinnej, trochę zagubionej dziewczyny, ale jest ona diablo inteligentną manipulantką, która skrywa bardzo mocno swoje prawdziwe emocje. Socjopatka? To na samym końcu się dowiecie.

mindscape3

Może nie jest to najlepszy thriller jaki widziałem, ale prezentuje on naprawdę bardzo solidny poziom. Nie brakuje tutaj napięcia i tajemniczości, jest porządnie zagrany. Gotowi wejść do umysłów?

7/10

Radosław Ostrowski