Bezsenność

Pamiętacie taki film “Bezsenność”? Alaska, morderstwo nastolatki, przypadkowy postrzał kolegi (we mgle) i pojedynek między Alem Pacino a Robinem Williamsem. Nie wiem czy wiecie, ale film Christophera Nolana był remakiem (serio) pewnego kryminału z kraju zwanego Norwegią. Na północy Norwegii, gdzie słońce nie zachodzi nigdy trafia szwedzki policjant Jonas Engstrom, by wyjaśnić sprawę morderstwa 15-letniej dziewczyny. Podczas obławy Jonas zabija swojego partnera. Wkrótce policja wpada na trop pisarza Jona Holta, który zaczyna prowadzić grę z policjantem.

bezsennosc4

Streszczenie fabuły jest niemal identyczne jak remake’u, ale różnica jest ogromna. I nie jest nią tylko czas trwania i zmiana lokalizacji. Ale sposób realizacji jest skrajnie odmienny – reżyser Erik Skjoldbjærg postawił na surową realizację (zimna kolorystyka, ambientowa muzyka) oraz mroczny klimat. W porównaniu do kolegów z USA, którzy wszystko robią lepiej i po hollywoodzku używając do tego specjalnego narzędzia każdego reżysera – mianowicie łopaty, Norweg jest bardziej cwany, a także wierzy w inteligencję widza, co jest dość trudne do zrealizowania. Wiele jest rzeczy niedopowiedzianych, a reputacja śledczego jest mocno wątpliwa i nadszarpnięta. Atmosfera staje się coraz gęstsza, kilka scen mocno podnosi temperaturę (obława we mgle, pościg pieszy za autobusem czy finałowa konfrontacja), a zakończenie daje naprawdę sporą satysfakcję. Można zarzucić, że tempo jest dość ospałe, wiele rzeczy pozostaje jedynie domysłami, jednak mimo tych wad całość ogląda się po prostu świetnie.

bezsennosc3

Amerykanie mieli Ala Pacino, a reżyser w roli głównej obsadził rewelacyjnego Stellana Skarsgarda. Jego śledczy to bardzo opanowany facet, który zna się na swojej robocie, ale wypadki w norweskim miasteczku potęgują jego bezsenność oraz zaczynają go prześladować wyrzuty sumienia, co pokazują sceny, w których przypomina zabitego kolegę Vika. A jego zmęczona twarz zaczyna coraz bardziej wyrażać jego tłumione emocje. Nic złego nie jestem w stanie powiedzieć o Bjornie Flobergu w roli pisarza Holta. Choć pojawia się dopiero w połowie filmu, zapada w pamięć. Równie opanowany i spokojny dżentelmen, który ukrywa swoja mroczną twarz znana nam tylko z jego słów. Jedynymi wartymi uwagi kobieta są tutaj zdeterminowana policjantka Hagen (Gisken Armand) oraz recepcjonistka Ana (Marie Bonnevie).

bezsennosc5

„Bezsenność” to jeden z wielu przypadków filmów, które zostały zapomniane przez ich wersje amerykańskie (niekoniecznie lepsze, ale łatwiej dystrybuowane). I jak w 90% przypadków, oryginał jest lepszy. Mocne, mroczne i tajemnicze kino dla bardziej wymagającego widza.

7,5/10

Radosław Ostrowski

Fargo – seria 1

Miasteczko Bemidji, stan Minnesota, rok 2006. Właśnie tam mieszka niejaki Lester Nygaard – zwykły sprzedawca ubezpieczeń, taki typowy nikt. Żona nim pomiata, nie znosi swojej pracy i nikt go nie szanuje. Drobna bójka miedzy nim a Samem Hessem umieszcza naszego bohatera w szpitalu, gdzie poznaje tajemniczego Lorne Malvo, który postanawia zabić Hessa. To zdarzenie i zabicie przez Lestera swojej żony wywołują spiralę zdarzeń, która może skończyć się tylko w krwawy i brutalny sposób.

fargo3

Przenoszenie kinowych fabuł na mały ekran nie jest niczym nowym. Po „Bates Motel” („Psychoza”) i „Hannibalu” (seria filmów o dr Lecterze), tym razem przyszła pora na „Fargo” braci Coen. Twórcy kinowego oryginału sa producentami serialu stworzonego przez Noah Hawleya. Inny czas, inni (ale podobni) bohaterowie, ale śnieg taki sam. Oraz poczucie humoru też. Znów mamy zbrodnię, tym razem przypadkową, niebezpiecznego psychopatę, który jest w stanie zrobić wszystko i parę wątków pobocznych, które później odegrają istotną rolę oraz parę odniesień do filmu. Wreszcie poznamy odpowiedź na pytanie, co się stało z walizką pełną kasy zakopaną przez Carla Showaltera. Intryga powoli się rozwija, Malvo dokonuje spustoszenia, a wszędzie gdzie się pojawia, leje się krew. Nie brakuje tutaj absurdalnego humoru (przypowieść o facecie, który oddał wszystko i siebie, by naprawić świat czy deszcz… ryb), krwawej jatki i zła – zaraźliwego, nieogarniętego, wspieranego przez głupotę i lenistwo.

fargo1

Technicznie jest to świetna robota, pachnąca Coenami po całości – od muzyki przez świetne dialogi po montaż i zdjęcia. Wszystko to ma swój powolny rytm, ale kiedy dochodzi do gwałtownej sytuacji, nagle napięcie rośnie, choć realizm i groteska idą sobie ręka w rękę. A zdarzyć się tu może praktycznie wszystko, a finał, w którym pozornie siły dobra wygrały nad złem jest tylko pokazem, że ostatecznie wygrywa… codzienność. Jednak kilka scen jest genialnych (Lorne mordujący cała mafię z Fargo… sam czy strzelanina w windzie).

fargo2

A całość jest tutaj także fantastycznie zagrana. Pozornie bohaterem jest Lester grany przez niezawodnego Martina Freemana. Na początku to niepozorny, wystraszony i zakompleksiony facet, który jednak powoli zaczyna zmieniać się. Na gorsze. Staje się bezwzględnym i obłudnym draniem, który nie zawaha się wrobić swojego brata oraz nabiera większej pewności siebie. Ale można być pewnym, że prędzej czy później dosięgnie go kara. Serialowym odpowiednikiem ciężarnej Marge jest tutaj Molly Solverson (świetna Allison Tolman), która jest dociekliwa, pewna siebie i uparcie zbierająca dowody, ale jej szef, niejaki Bill Olson (Bob Odenkerk, czyli Saul Goodman) to tępy i naiwny idiota. Molly jest przy tym bardzo ciepłą osóbką. Z innych postaci warto zwrócić uwagę na Gusa Grimly’ego (ciapowaty Colin Hanks) oraz duet morderców Wrench/Numbers, czyli głuchoniemy i jego tłumacz (Adam Goldberg i Russell Harland).

fargo4

Osobny akapit należy się jednemu facetowi, czyli Lorne Malvo. Psychopatów było na ekranie wielu, ale żaden nie miał takiej charyzmy jak Billy Bob Thornton. Kim jest ten facet? Do końca nie wiemy, poza tym, ze rozwiązuje problemy i pakuje innych w tarapaty. Jeśli trzeba wykryć szantażystę, to dlaczego samemu nie szantażować? Z każdej sytuacji potrafi wyjść cało i potrafi przejrzeć przeciwnika w mgnieniu oka. Ta postać trochę mi kojarzyła się z Antonem Chigurchem z „To nie jest kraj dla starych ludzi” (na poły realna, na poły demoniczna, wręcz nadludzka). Tylko ta fryzura jakaś taka słaba.

fargo5

Serial pojawił się znikąd, niewielu w niego wierzyło (ja na pewno nie wierzyłem), a okazał się (obok „Detektywa”) najciekawsza premierą tego sezonu i tego roku. Jak to słusznie stwierdził: „najlepsza produkcja braci Coen nie nakręcona przez braci Coen”. Chyba skończy się na jednej serii, bo to spójna i zwarta historia była.

8,5/10 + znak jakości

Radosław Ostrowski

Aniołki spod znaku Miserere

Podczas próby przemytu dzieci z Afryki, jeden z konwojentów zostaje postrzelony. Ze zniszczonego telefonu oficer Interpolu Frank Salek znajduje imiona i inicjał nazwiska trzech osób. W tym samym czasie w Paryżu zostaje zamordowany kościelny organista, uchodźca z Chile. Tu śledztwo na własną rękę prowadził emerytowany komisarz policji Lionel Kasdan. Obydwie zbrodnie są ze sobą połączone i obydwaj panowie podejmują współpracę.

Miserere1

Film Sylvaina White’a jest adaptacja kolejnego bestsellera Jean-Christophe’a Grange’a. Ten bardzo poczytny autor nie boi się pokazywać mrocznej strony człowieczeństwa, gdzie ofiarami padają inni. Tutaj też dzieje się wiele: tajemniczy dziecięcy chór, handel żywym towarem, byli naziści w służbie Pinocheta, zabijanie głosem. Na papierze wygląda to naprawdę interesująco, jednak na ekranie jest pewien problem. Owszem, jest mrocznie, kolorystyka żywcem przypomina czarny kryminał, zagadka jest niejasne, a bohaterowie są bardzo skrytymi ludźmi po mocnych przejściach, a akcja ma swoje tempo. Tylko jest jeden problem: czuć kompletną obojętność i brak kompletnego zaangażowania. A to w przypadku kryminału/thrillera jest niewybaczalnym błędem, mimo iż ogląda się to całkiem nieźle.

Miserere2

Mimo że grający główne role Gerard Depardieujewicz (wybitny aktor rosyjski) i Joey Starr tworzą naprawdę zgrany duet, to aktorstwo niespecjalnie się wybija czy wyróżnia. Tak jak zresztą cały film.

6/10

Radosław Ostrowski

Różyczka

Rok 1967 na świecie należał do raczej mniej przyjemnych, gdyż wtedy trwała wojna sześciodniowa. W tym czasie w Warszawie planowała była nagonka przeciw osobom pochodzenia żydowskiego. I to właśnie wtedy doszło do pewnego trójkąta. Ona – prosta, trochę naiwna, ale bardzo piękna dziewczyna imieniem Kamila, która żyje w miarę przyzwoicie i ma chłopaka. On – Roman okazuje się być oficerem UB, a tacy wiadomo, do przyjemniaczków nie należą. I wtedy pojawia się ten trzeci – obiekt obserwacji UB, do czego zostaje wykorzystana Kamila. Nazywa się Adam Warczewski i jest wrogiem publicznym nr 1. Plan wydaje się prosty, ale kiedy emocje biorą górę, zdarzyć się może wszystko.

rozyczka1

Jan Kidawa-Błoński tylko pozornie przedstawia prostą opowieść o miłości z polityczną intrygą w tle. Bo sprawa nie jest taka prosta, jak chcieliby niektórzy prawicowi i lewicowi politycy czy IPN, że ten donosił, drugi współpracował, a trzeci był pod obserwacją. Na początku może wszystko wydaje się łatwe, ale potem pojawiają się komplikacje, a początkowa fascynacja zmienia się w uczucie. Tylko czy można zbudować dobra relację, gdzie fundamentem staje się kłamstwo i zdrada? No właśnie, a władza nie śpi i obserwuje, na swój sposób, by kontrolować i obserwować niewygodnych, nawet swoich ludzi poddając pod obserwację. W dodatku całość jest bardzo pewnie opowiedziana i poprowadzona, dialogi nie drażnią, napięcie ulega nasileniu, a finał naprawdę zaskakuje. W dodatku bardzo zgrabnie wpleciono materiały archiwalne w wydarzenia (wypadki marcowe) i bardzo łatwo w to wszystko uwierzyć. Bo historia potrafi być nieobliczalna i bezwzględna.

rozyczka2

I w dodatku jest to fantastycznie zagrane. Tytułowa Różyczka, czyli Magdalena Boczarska prezentuje się naprawdę dobrze i wiarygodnie pokazuje ewolucję swojej postaci. Współpracuje z władzą nie dlatego, ze będzie mogła lepiej żyć, ale raczej z powodu swojej głupoty i naiwności oraz miłości do oficera UB. Jednak powoli zaczyna czuć do „figuranta” trochę więcej niż fascynację i ciekawość, a cena jej wyboru będzie naprawdę wysoka. Jest ona o tyle niebezpieczna, że nieświadomie „zniszczyła” życie dwóm mężczyzną i jak róża ma kolce. Drugim punktem tego trójkąta jest kapitan UB, świetnie zagrany przez Roberta Więckiewicza. Na początku sprawia wrażenie typowego chama i osiłka (bokser), ale pod tą warstwą ukrywa się czuły facet, rozdarty miedzy uczuciem, lojalnością i presją szefostwa. No i w końcu ten trzeci – Warczewski poprowadzony przez Andrzeja Seweryna to oczytany, inteligentny i samotny mężczyzna, który nie boi się mówić krytycznie o sytuacji w kraju. W końcu zostaje on osaczony przez władzę i zgnieciony. Poza tym trójkątem drugi plan prezentuje się solidnie z Janem Fryczem (płk Wasiak) i Jackiem Braciakiem na czele.

rozyczka3

„Różyczka” może budzić skojarzenia z „Małą Moskwą” Krzystka, gdzie też była zakazana miłość z historycznym tłem. Ale Kidawa-Błoński po prostu mocniej i bardziej angażująco opowiedział całą historię dodając wiele odcieni szarości. Naprawdę przednie kino prosto z Polski.

8/10

Radosław Ostrowski

Uczeń szatana

Todd Bowden jest nastoletnim uczniem college’u, który jest zafascynowany II wojną światową. Chłopak okrywa, ze jego sąsiad Arthur Dessler jest tak naprawdę nazistowskim zbrodniarzem, Kurtem Dussanderem. Udaje mu się zebrać dowody, lecz zamiast wydać go policji, proponuje mu nietypowy układ: Todd nie wyda go, w zamian nazista ma opowiadać o swoich czynach.

uczen_szatana1

Stephen King jest tak poczytnym i uznanym autorem, którego dorobek jest konsekwentnie przenoszony na ekran od jego pierwszej powieści. Tym razem za opowiadanie „Zdolny uczeń” postanowił się zabrać Bryan Singer – opromieniony sukcesem „Podejrzanych”. Nie jest to stricte horror, raczej psychologiczny thriller, gdzie dwaj bohaterowie prowadzą miedzy sobą psychologiczną grę, jeden drugim manipuluje i próbuje ograć. W ten sposób bardzo łatwo jest zarazić się złem, które powoli odbija się na psychice młodego chłopaka, popychając go do morderstwa, oszustwa i szantażu. Singer bardzo pewnie portretuje całą sytuację za pomocą bardzo pomysłowego montażu, co widać najbardziej w scenach „urojeń” Todda, gdzie przeszłość wojenna miesza się z rzeczywistością (prysznic staje się kabiną obozową). Mimo to Singer pozostaje bardzo subtelny i kameralny, nie przesadzając z przemocą, co jest bardzo wysublimowane plastycznie, a napięcie jest powoli, ale precyzyjnie budowane.

uczen_szatana2

Drugą siła napędową są grający główne role faceci, którzy próbują oszukiwać siebie nawzajem i zapętla się ich relacja oparta na szantażu. Zarówno Brad Renfro jak i Ian McKellen bardzo przekonująco zbudowali swoje role. Todd – młody, wrażliwy chłopak, który jest zafascynowany nazizmem i złem oraz starszy, krętacz i jak się okazuje mistrz manipulacji, który jest bardziej wyrafinowanym oszustem. Ich relacja jest dość pokręcona i bardzo niejasna: od kontroli po fascynację.

Choć sam film został troszeczkę zapomniany, choć pozostaje kawałem porządnego kina. Myślę, że King byłby z niego zadowolony. Ja jestem.

7/10

Radosław Ostrowski

Przylądek strachu

Sam Bowden jest bardzo szanowanym adwokatem. Osiem lat temu zeznawał jako świadek przeciwko Maxowi Cady’emu doprowadzając go do skazania na osiem lat więzienia za pobicie. Teraz Cady wychodzi z więzienia, gdzie „studiował” prawo i zaczyna terroryzować rodzinę Bowdena. Prawnik będzie wystawiony na ciężką próbę.

capefear1

Jak można stwierdzić po opisie, mamy do czynienia z thrillerem, choć czasy w których nakręcono wymagały większej finezji (obowiązywał jeszcze w 1962 roku Kodeks Hayesa). Choć nakręcony na czarno-białej taśmie i ze sporą liczbą dialogów, reżyser Jack Lee Thompson potrafi zbudować napięcie i wykreować bardzo ponurą atmosferę. Krwi tu nie zobaczycie, ale bijatyki nie i przemocy nie brakuje. Wszystko to jest tworzone w dość klasyczny sposób (ponura muzyka Bernarda Herrmanna, gra oświetleniem czy powolne ujęcia – kapitalna scena ucieczki Nancy w szkole). Może dzisiaj nie robi to aż takiego wrażenia, jednak nie brakuje tutaj kilku świetnych scen, jak choćby finałowa konfrontacja na Przylądku strachu. Jednocześnie reżyser pokazuje, że prawo można też wykorzystywać do popełniania zbrodni. Drugi problem jaki miałem z tym filmem wynika z tego, że najpierw obejrzałem remake autorstwa Martina Scorsese, który nadał tej opowieści mroczniejszy i mniej jednowymiarowy wydźwięk plus fantastycznego Roberta De Niro w roli czarnego charakteru.

capefear2

Tutaj zamiast niego jest nie gorszy Robert Mitchum, który potrafi wystraszyć samym spojrzeniem. Cady to śliski typek, którego od innych psycholi wyróżnia spryt i prawo, które umie wykorzystać na swoją korzyść. Jego przeciwnikiem jest Gregory Peck – ikona prawości i sprawiedliwości, choć tutaj zdarza mu się balansować na krawędzi prawa (wynajęcie zbirów, by pobić Cady’ego). Wiadomo, trzeba chronić rodzinę, czasami ponad prawem. I czuć, że panowie nie przepadają za sobą, a wspólne sceny podnoszą miejscami temperaturę. Postacie kobiece są tutaj w zasadzie tłem dla konfrontacji dwóch facetów (wyjątkiem jest Barrie Chase jako ofiara Cady’ego), a na drugim planie wyróżniają się Martin Balsam (Mark Dutton, szef policji) i Telly Savalas (detektyw Charles Shivers), którzy trzymają mocno fason.

capefear3

 

Mimo lat „Przylądek strachu” Thompsona pozostaje naprawdę kawałem porządnego dreszczowca. Jednak to, co później zrobił Scorsese spowodowało, że oryginał trochę stracił siły i mocy. Ale tylko troszkę.

7/10

Radosław Ostrowski

 

W ukryciu

Radom, rok 1944. Do swojego domu powraca Janina – młoda i uzdolniona wiolonczelistka. Na miejscu odkrywa, że ojciec ukrywa w w domu Żydówkę Ester, do której odnosi się bardzo sceptycznie. Kiedy jednak jej ojciec zostaje zatrzymany przez Niemców, kobieta decyduje się ją trzymać. Tak bardzo, że jak kończy się wojna nie informuje jej o tym.

ukrycie1

Film Jana Kidawy-Błońskiego to przykład czegoś, co cierpi na tzw. syndrom zmarnowanego potencjału. Sama historia zrobiona bardzo kameralnie i stonowanie, a samej wojny i żołnierzy nie ma tutaj zbyt wielu. Próbował tutaj opowiedzieć o pewnym uzależnieniu wobec drugiego człowieka – to jest tak silne, że motywy tej decyzji są mocno egoistyczne, posunięte nawet do morderstwa. Nie brakuje więc tutaj trupów (raptem 3-4), pożądania i mroku. Problem w tym, że na papierze wygląda to świetnie, ale poza nim to już nie jest tak poruszające. Nie czuć tutaj emocji, relacje są dość mało angażujące, choć powinno to wszystko wgniatać w fotel, a zamiast tego to ciągnie się to w nieskończoność, mimo naprawdę pięknych zdjęć (gra światłocieniem – naprawdę wysoki poziom). Dialogi brzmią sztucznie, rzeczywistość jest mocno umowna, muzyka próbuje być thrillerowata (i całkiem nieźle to wychodzi), ale nie czuć tutaj absolutnie nic. A chyba nie o to tu chodziło – oglądałem ta historię w kompletnym zobojętnieniu.

ukrycie2

Sytuacji wcale nie pomagało aktorstwo, bo jest to na takim sobie poziomie. Magdalena Boczarska tutaj gra jednym wyrazem twarzy (wystraszonej i bardzo skrytej) pokazującej jak to jest niepewna, zagubiona i samotna. Kiedy manipuluje Żydówką i próbuje kontrolować jej życie, trudno w to jakoś specjalnie uwierzyć. Chyba zabrakło tutaj pomysłu na postać. Z kolei Ester Julii Pogrebińskiej jest odrobinkę lepsza, tylko mało zarysowana jest jej postać, przez co jest mocno ograniczona, jednak widać duży potencjał i mocno przykuwa uwagę. Najlepiej wypadł Jacek Braciak, który pojawia się raptem w dwóch scenach i jest tak odpychającym szantażystą, że jego los musiał się tak skończyć.

Plan i ambicje były bardzo wielkie, ale skończyło się niestety jak zawsze. Plusy nie zdążyły przysłonić minusów, których jest po prostu za dużo. Wielka szkoda. 

4/10

Radosław Ostrowski

Koziorożec 1

Teorie spiskowe w kinie są modne w zasadzie od dawien dawna (a dokładnie od „39 kroków” Hitchcocka). Zamach na Kennedy’ego, grupa trzymająca władzę, śmierć Paula McCartneya. Najbardziej popularna teoria mówi, że lądowanie na Księżycu nie miało miejsca, tylko zostało nakręcone w studiu przez Stanleya Kubricka. Ta teza stała się punktem wyjścia dla jednego z najciekawszych thrillerów politycznych.

koziorozec1

Już za paręnaście minut ma wyruszyć Koziorożec 1 – statek kosmiczny z trójką astronautów pod wodzą komandora Charlesa Brubakera. Ich celem jest dotarcie do Marsa. Ale w parę minut przed wyruszeniem, astronauci zostali przeniesieni samolotem do oddalonej bazy. Tam na miejscu znajdują się kamery i sprzęt filmowy, a szef misji szantażem zmusza ich do udziału w mistyfikacji. Ostatecznie misja kończy się awarią i zniszczeniem kapsuły, więc astronauci wiedząc, że ich los jest przesądzony, decydują się uciekać. W tym samym czasie dziennikarz Robert Caufield prowadzi własne śledztwo w sprawie zaginięcia jednego z pracowników NASA. Nie trzeba być geniuszem, by odkryć, ze te dwa wątki połączą się ze sobą.

koziorozec2

Już wtedy Peter Hyams zdecydował się pokazał, jak wielką siła jest manipulacja, a technika jest tak rozwinięta, że można dzięki niej wmówić ludziom wszystko. Wtedy wystarczyły kamery i telewizja, dzisiaj można użyć satelitów, Internetu, a manipulacja jest dokonywana wszędzie – reklamy, filmy, media. Jaki to problem dzisiaj wmówić innym fałszywe informacje? To bardzo sugestywnie pokazuje pierwsza część filmu – wielkie oszustwo, czyli nieudana misja na Marsa, zrobiona żeby nie doprowadzić do likwidacji programu kosmicznego oraz dla propagandy sukcesu. Dalej mamy ucieczkę i pościg, a w tle jednocześnie prowadzone dziennikarskie dochodzenie – zbieranie faktów, składanie do kupy elementów i strzępki informacji oraz próba pozbycia się dziennikarza (uszkodzenie hamulców – świetne zrobiona jazda pokazana z oczu bohatera; fałszywe oskarżenia, w końcu zwolnienie z pracy). Brzmi znajomo? Nic się nie zmieniło, a całość jest świetnie poprowadzona oraz bardzo inteligentnie opowiedziana. Napięcie jest tutaj bardzo mocno podkręcane (nie tylko przez ścigające helikoptery, ale także węża, strzały), a sceny akcji naprawdę nie trąca siły (ostateczny pościg lotniczy – perełka).

koziorozec3

Hyams świetnie portretuje manipulacje i wszystko trzyma mocno za gardło, ale ma tez naprawdę wybornych aktorów, którzy wyciągają ze swoich postaci ile się da. Najbardziej tutaj błyszczy James Brolin, czyli komandor Brubaker, który szybko (pod presją zamachu na rodziny) zgadza się na mistyfikację, jednak jest na tyle inteligentny i sprytny (w końcu dowódca), że nie jest łatwy do pokonania. Drugim takim facetem jest Caufield, fantastycznie poprowadzony przez Elliotta Goulda, którego jedynym wsparciem jest koleżanka Judy (Karen Black na gościnnych występach) – uparty, zdeterminowany i konsekwentny. A jednocześnie zabawny (troszeczkę). Jeszcze jest trzeci facet, czyli dr James Kalloway (Hal Holbrook) – stylizowany tutaj na czarny charakter, zarówno potrafi być przekonujący (pierwsza rozmowa z astronautami po ich starcie) jak i bardzo śliski. Poza tym trio, drugi plan obfituje w takich aktorów jak Sam Waterson (podpułkownik Willis), O.J. Simpson (komandor Walker) plus Brenda Vaccaro (żona Brubakera) i na sam finał epizod Telly’ego Savalasa (opryskiwacz Albain).

Lata mijają, a „Koziorożec” nie chce się za bardzo zestarzeć (może poza fryzurami postaci). Mimo sporego wieku na karku, pozostaje on naprawdę świetnym dreszczowcem ze świetnie opowiedzianą historią oraz bardzo ponurym klimatem. Naprawdę mocna rzecz.

8/10

Radosław Ostrowski

Hannibal – seria 2

Jak dobrze pamiętamy lub nie – Will Graham został aresztowany i oskarżony o zbrodnie popełnione przez dr Lectera. Jego dawny szef Jack Crawford ma wątpliwości, by je rozwikłać decyduje się iść po pomoc do… dra Lectera, który zostaje nowym konsultantem. W tym samym czasie Graham podejmuje próbę udowodnienia swojej niewinności.

hannibal22

Pierwsza seria serialu Bryana Fullera podobała mi się, aczkolwiek było wiele niedoskonałości (proceduralny charakter, łopatologia, Lecter bohaterem drugoplanowym), nadrabiane przez świetne aktorstwo oraz fantastyczną robotę techniczną. Druga seria wydaje się lepsze. Owszem, w paru odcinkach jest zachowany charakter proceduralny, jednak najmocniejszym atutem pozostaje relacja między Grahamem i Lecterem. Przełomem i punktem zwrotnym serialu jest wypuszczę Grahama i jego powrót na terapię do Lectera – psychologiczna gra między antagonistami zawsze było esencją i najciekawszym wątkiem zarówno serialu jak i książek Thomasa Harrisa. I ciągle pojawiało się pytanie – kto kim manipuluje, kto kogo podpuszcza i ustawia pułapkę. Wtedy serial nabiera rumieńców, serwując po drodze kilka wolt (pojawienie się żywej agentki Miriam Lass – powszechnie uznanej za zaginioną czy zabicie dr Katz) i makabrycznych zagadek (zabicie kobiety i umieszczenie jej zwłok w… macicy martwej kobyły).

hannibal23

Nadal serial powala techniczną robotą – znakomicie montowane sceny (przyrządzanie posiłków przez Hannibala czy mroczne wizje Grahama z tajemniczym jeleniem), budujące bardzo mroczny, wręcz oniryczny klimat, jednocześnie uzupełniając wiedzę o terapii Grahama (tutaj dowiadujemy się, że doktorek celowo wzmacniał pogorszenie umysłu), a sceny zbrodni nabierają zaskakującego wymiaru estetycznego. Czuć w tym klimat Davida Lyncha, potęgowany przez dziwaczną muzykę, zaś finał okazuje się mocnym szokiem i niespodzianką. Więcej nie powiem, to musicie sami zobaczyć.

hannibal21

Jeśli chodzi o aktorstwo, to nadal jest to serial Madsa Mikkelsena, który kapitalnie gra Lectera – wyrachowany, opanowany manipulator, który czasem brudzi sobie ręce. Coraz bardziej przekonuje się, że to godny następca Anthony’ego Hopkinsa. Powściągliwość tylko potęguje poczucie niepewności wobec tego faceta. Hugh Dancy rozkręca się z odcinka na odcinek i okazuje się godnym przeciwnikiem Lectera, próbując nim tak sterować, by móc dokonać aresztowania go. Ale gdy na początku nikt mu nie wierzy, próbuje zabić Lectera zza krat. Pozostali aktorzy drugiego planu z poprzedniej serii (Laurence Fishburne, Carlone Dhavernas czy duet Scott Thompson/Aaron Abrams) trzymają solidny poziom, wzbogacając ten serial.

hannibal24

Pojawiają się jednak dwie nowe postacie, które grają kluczowe role. Jest to rodzeństwo Vergerów – dziedzice wielkiego właściciela zakładów mięsnych. Margot (atrakcyjna Katherine Isabelle) chce zabić swojego brata, do czego namawia ją dr Lecter, a kiedy to nic nie daje, potrzebuje pilnie faceta, z którym będzie mogła mieć dziecko, by pozbawić braciszka praw do majątku (ona ze względu na inną orientację, została tego pozbawiona). Z kolei on (balansujący na granicy groteski Michael Pitt) jest sadystą, bydlakiem mającym obsesję na punkcie świń żywiących się… ludźmi, a jego śmiech wywołuje zawsze pewne przerażenie. Oboje wnoszą wiele do serialu, choć padają ofiarami intryg Lectera i Grahama, za co płacą dość sporą cenę.

hannibal25

Druga seria potwierdza tylko, że Bryan Fuller i jego ekipa wiedzą po prostu co robią. Jest lepiej od poprzedniej serii i tylko „Detektyw” był w stanie dorównać w tym roku tej produkcji. A o czymś to świadczy.

9/10 + znak jakości

Radosław Ostrowski

Zrodzony w ogniu

Russell Baze pracuje w fabryce jako spawacz, żyjąc dość uczciwie, ale jego brat Rodney (weteran wojny w Iraku) nie potrafi się odnaleźć w miejscu, przez co wpada w długi w gangstera Johna Petty’ego. Podczas jednego wieczora, Russell zderza się z samochodem, zabijając kobietę prowadzącą i jej syna. Po wyjściu z więzienia jego brat ginie bez śladu, co zmusza go do dokonania wyboru.

zrodzony1

Pozornie film może wydawać się kryminałem/thrillerem, jednak najnowsza propozycja od Scotta Coopera (niezłe „Szalone serce”) jest bardziej mocnym dramatem z wątkiem kryminalnym. Z jednej strony jest to opowieść o więzach krwi, które są nierozerwalne, mimo wszystko – błędów, niepowodzeń, porażek. Jednocześnie jest jeszcze tutaj uważny portret drobnego półświatka – narkotyki, nielegalne walki, a w tle bieda, podniszczone i opuszczone fabryki. A w środku są ludzie, którzy muszą dokonywać wyborów, niełatwych zresztą – honor, uczciwość czy kasa i droga na skróty? Pytanie to pozostaje tak naprawdę do samego końca, a wnioski wyciągnijcie sami. Powoli tocząca się akcja i skupienie się przede wszystkich na psychologii bohaterów oraz ich motywacji, ale w paru miejscach napięcie idzie w górę (śmierć Rodneya czy ostateczna konfrontacja między Russellem i Harlanem), montaż sprytnie łączy sceny (polowanie na jelenia i walka) i to wszystko tworzy bardzo specyficzną mieszankę, gdzie emocje są bardzo istotne, ukryte gdzieś między spojrzeniem i słowami.

zrodzony2

Cooper nie tylko nie przynudza, ale też bardzo dobrze prowadzi aktorów. Największą uwagę przykuwa świetny Christian Bale, o którym można powiedzieć, że gra porządnego gościa, biorącego odpowiedzialność za swoje czyny (przez co traci kobietę swojego życia – nietypowa kreacja Zoe Saldany) samotnika, który musi wybrać między wolnością a wymierzeniem sprawiedliwości na własną rękę. Równie przekonujący jest Casey Affleck w roli młodszego, zagubionego brata naznaczonego wojenną traumą. Pełen gniewu, rozładowuje go w nielegalnych walkach (bardzo dobrze zrobionych), uważając je za jedyną szansę wyrwania się. Po drugiej stronie mamy niezawodnego Woody’ego Harrelsona (psychopatyczny Harlan DeGroat) i Willema Dafoe (gangster John Petty, próbujący być dla Rodneya jak ojciec) oraz trzymającego fason Sama Shepharda (wuj Gerald) i Forresta Whitakera (komendant Barnes).

zrodzony3

Gorzki, ponury i mroczny dramat trzymający za gardło. Wielu może wydawać się nudny i przegadany, ale warto dać mu szansę i jest spora szansa, że się przyjmie. Tak Amerykanie tworzą kino moralnego niepokoju.

7,5/10

Radosław Ostrowski