Joker

Jeden z najbardziej ikonicznych łotrów w historii komiksu. Na ekranie pojawiał się wielokrotnie, a dla każdego aktora była to szansa na wykazanie się, którą wykorzystywali (Jack Nicholson, Heath Ledger, Mark Hamill). Albo i nie (Jared Leto). Kiedy pojawiły się wieści, że nowego Jokera zagra Joaquin Phoenix, ekscytacja była wielka. Nawet reżyser Todd Phillips nie budził zbyt wielkich obaw. Ale tym razem miało być zupełnie inaczej.

joker1

Jest rok 1981, Gotham City. Wielka metropolia dusi się we własnych śmieciach i brudzie, a bezrobocie osiąga niebezpiecznie wysoki poziom. Jednym z ludzi próbujących się utrzymać jest Arthur Fleck. Pracuje jako błazen. Mieszka razem z matką, która coraz bardziej zaczyna żyć swoim życiem. Nikt go nie traktuje poważnie, otoczenie traktuje go jak dziwaka i parę razy bywa pobity. Kobieta kiedyś pracowała u Thomasa Wayne’a, który obecnie kandyduje na urząd burmistrza, zaś sam Fleck marzy o karierze komika. Jednak życie Flecka coraz bardziej zaczyna go dobijać, w czym nie pomaga mu gwałtowny śmiech, na którym nie ma kontroli. Najpierw zostaje zwolniony, a następnie zaatakowany w metrze, co kończy się śmiercią agresorów.

joker2

Reżyser ubiera cała opowieść w konwencję psychologicznego dramatu, więc fani herosów w lateksach, spuszczający sobie nawzajem łomot będą zdziwieni i rozczarowani. „Joker” skupia się na postaci Flecka oraz jego powolnej drodze ku szaleństwu. Jest poważnie, ale nie w stylu Zacka Snydera. Bliżej jest do mrocznych dramatów Martina Scorsese pokroju „Taksówkarza” czy „Króla dowcipu”. Tutaj nasza wiedza na temat głównego protagonisty zostaje poddana weryfikacji. Bo czy to, co naprawdę widzimy jest naprawdę, czy to tylko wytwór jego wyobraźni (jego dzieciństwo i przeszłość). A i sama rzeczywistość jest nieprzyjazna, brudna, lepka wręcz. Tutaj ludzie są źli, podli i okrutni (może nawet za bardzo), a do popadnięcia w gniew, szał, obłęd wystarczy tak niewiele.

joker3

Philips potrafi wręcz przerazić odkrywając kolejne elementy układanki, zaś wiele scen (m.in. Fleck w szalecie, wizyta w Arkham, pierwsze zabójstwo czy zamieszki) trzyma za gardło. Napięcie niczym w rasowym thrillerze potrafią spotęgowane wyprane od kolorów, znakomite zdjęcia oraz wrzynająca się w uszy muzyka. A sam finał potrafi przerazić i w każdej chwili może wydarzyć się naprawdę. Jedynym poważnym problemem dla mnie było troszkę nadmierne wykorzystywanie przez reżysera łopaty. Pewne rzeczy są zbyt często powtarzane, jakbyśmy nie do końca zrozumieli za pierwszym razem.

joker4

Jednak najmocniejszą kartą w talii reżysera jest Joaquin Phoenix. Jego Fleck magnetyzuje niemal od samego początku. Niemal rozedrgane ruchy nóg, pozorne opanowanie i spokój w głosie pokazują, że coś się tutaj kiełkuje. I jego przemiana z zagubionego, delikatnego człowieka w coraz bardziej obłąkanego, niebezpiecznego psychopatę robi piorunujące wrażenie. O ile na początku Fleck budzi współczucie i jego go zwyczajnie żal, to jako Joker budził we mnie tylko lęk oraz przerażenie. Ale najbardziej zadziwia fakt, że to on staje się symbolem ludzi wykluczonych, odrzuconych przez społeczeństwo i czujących się jako ci gorsi. Brzmi to jak żart, tylko że jakoś nikt się z niego nie śmieje. Reszta obsady robi tutaj tak naprawdę za tło, ale cieszy mnie dobra forma Roberta De Niro (prowadzący show Murray Franklin) oraz Frances Conroy (Matka Flecka), tworząc bardzo wyraziste kreacje.

„Joker” pokazuje troszkę inne oblicze kino superbohaterskiego, próbujące bardziej skupić się na psychologicznym portrecie niż na bijatyce i sianiu rozpierduchy. I to pokazuje jak bardzo w temacie superherosów i superłotrów jeszcze można pokazać. Mroczny, brudny, przerażający, niezapomniany.

8/10

Radosław Ostrowski

Rekiny wojny

Ta historia brzmi tak nieprawdopodobnie, że musiało się to wydarzyć naprawdę. Rok 2005, Miami. Poznajcie Davida Packouza – młodego faceta, który jest konserwatywnym Żydem. Ma dziewczynę i pracuje jako masażysta. zaplanował świetny interes, jednak nie wypalił i cały towar (bawełniane tkaniny) został na zbyciu. Właśnie wtedy na pogrzebie kumpla pojawia się dawno nie widziany kumpel z liceum – Efraim Diveroli. Facet zajmuje się handlem bronią i proponuje Davidowi udział w tym interesie, czyli dając duże fragmenty tortu wojskowego.

rekiny_wojny1

Nie spodziewałem się po filmie Todda Phillipsa zbyt wiele, zwłaszcza ze dotyka dość poważnej kwestii handlu bronią i styku biznesu z polityką. Ale nie jest to do końca poważny film, gdyż reżyser wykorzystuje doświadczenie z poprzednich filmów i wie, jak podkręcić tempo. Kto by się spodziewał, że dwóch gówniarzy (częściowo legalnie) robi taki interes z wojskiem. Wszystko obraca się tutaj wokół giwer, zielska, panienek i kupy szmal. Brzmi jak „Wilk z Wall Street”? To porównanie jest troszkę z dupy wzięte. Nie jest to aż tak ostre, dosadne i rozbuchane, chociaż teledyskowa forma bardziej przypomina „Big Short”, to film jest takim młodszym bratem „Pana życia i śmierci”. Wszystko poznajemy z perspektywy Davida. Dzieje się tutaj wiele – już pierwszy interes, czyli dostarczenie pistoletów do Iraku za pomocą pośredniego przemytnika z Jordanii robi niesamowite wrażenie humorem, dynamiczną akcją i tempem. Dochodzi do zderzenia z wojną, gdyż nagle pojawiają się strzelający ludzie znikąd, a trupy takie prawdziwe. Cały film jest świetnie zrealizowany i cały czas zachodziłem w głowę, jak to w ogóle było możliwe. Nie brakuje tu ironii, złośliwości i bluzgów, a parę scen to prawdziwe perły (przemienienie paczek z amunicją, test kałachów czy rozmowa z Pentagonem w sprawie dilu afgańskiego). Imponują lokacje oraz znakomicie wpleciona muzyka, która bywa mocnym komentarzem do wydarzeń ekranowych (a gra m.in. Leonard Cohen, Iggy Pop, Pink Floyd, Pitbull czy Justice).

rekiny_wojny2

Jednak gdy opadnie pył, a dragi odejdą z organizmu, to zostaną zwłoki i ocean broni. A że niektóre akcje nie zawsze są zgodne z prawem, to inna kwestia. Phillips skupia się tutaj na kumpelskiej przyjaźni, która zostaje wystawiona na ciężką próbę i ten wątek wygrywa. W końcu nasz David musi wybrać między interesem, rodziną i uczciwością. Nie jest to aż tak przewrotne jak w „Wilku”, ale satysfakcja i świetna rozrywka jest zagwarantowana.

rekiny_wojny3

Zwłaszcza, że mamy tutaj świetny duet. Błyszczy Miler Teller jako David, który jest także narratorem całej opowieści. Trudno go nie polubić, bo to sympatyczny facet, co byt swojej rodzinie zapewnić musi i dlatego wchodzi w układ z Efraimem. Kibicujemy mu do samego końca, nawet jeśli jego kręgosłup moralny staje się bardziej elastyczny. Ale tak naprawdę cały film zawłaszcza rewelacyjny Jonah Hill i ten jego niezapomniany, diaboliczny uśmiech. Efrain w jego wykonaniu to szachraj i manipulator, który jest dla kasy zrobić wszystko. Nawet oszukać wspólników, ale to psychopatyczne oblicze poznajemy w drugiej części filmu. Obaj panowie świetnie się uzupełniają, a wspiera ich w krótkim epizodzie sam Bradley Cooper jako bardziej doświadczony kolega po fachu.

rekiny_wojny4

Aż nie chce mi się wierzyć w to, co widziałem. Nie jest to stricte komedia, ale akcentów humorystycznych nie da się wymazać. Wariackie, nieoczywiste kino ze świetnym tempem, pewnie poprowadzone i zagrane. Pozytywna niespodzianka od twórcy „Kac Vegas” i aż strach pomyśleć, co będzie następne.

7,5/10

Radosław Ostrowski