Spider-Man: Homecoming

Każdy kojarzy lub słyszał o Spider-Manie, czyli najmłodszym superbohaterze w historii Marvela. Młody, nieśmiały nastolatek, samotnie wychowywany przez ciotkę May. Pierwszy raz w MCU pojawił się w małym epizodzie w „Kapitanie Ameryce: Wojnie bohaterów”. Chłopak jest podopiecznym Tony’ego Starka i już się rwie, by się wykazać. Bardzo chce być Avengersem, choć jest dopiero małoletnim smarkaczem. Zamiast tego zajmuje się drobnymi zbrodniami na osiedlu, chociaż rwie go do czegoś większego. Wreszcie trafia na bardzo duża sprawę związaną z niebezpieczną, wręcz kosmiczną bronią. Niby zwykła kradzież bankomatu, ale to początek grubszej sprawy.

spiderman_20171

„Homecoming” to próba nowego spojrzenia na Pajączka, chociaż wszystko to już znamy. Problemy typowe dla nastolatków, czyli przyjaźń, dojrzewanie do odpowiedzialności oraz kontakty z zupełnie innym gatunkiem zwanym dziewczynami. Ten mariaż kina młodzieżowego z superbohaterskim stylem Marvela daje wiele świeżości oraz frajdy dla małolatów. I muszę przyznać, że bawiłem się świetnie. Powoli nakręca się konfrontacja między Parkerem a tajemniczym Vulturem. Zaskoczeniem dla mnie była motywacja głównego łotra, która jest bardzo przyziemna, jak zresztą cały ten film.Nie ma tutaj mocnego przeładowania efektami specjalnymi, skupieniu na robieniu rozpierduchy, która świetnie wygląda (ratowanie uczniów przy pomniku Waszyngtona czy akcja na okręcie), ma swoje tempo oraz adrenalinę, do jakiej Marvel zwyczajnie nas przyzwyczaił. A kiedy dodamy jeszcze teksty Spajdka podczas swojej roboty, to mamy bardzo fajną komedię. Wygrywana jest zarówno przyjaźń z nerdowskim Nedem (straszny gaduła z niego), pierwsze próby podrywu z Liz oraz mentorskie podejście Tony’ego Starka do Petera. Niby nic nowego w świecie Marvela, jednak nie wywołuje to znudzenia.

spiderman_20172

I jeszcze jak to jest zagrane. Tom Holland wydaje się idealny do nowej interpretacji Parkera. Owszem, nadal jest nieśmiały wobec dziewczyn, ale poza tym jest zajarany i nakręcony na wszelkie akcje, niczym dziecko na każdą nową zabawkę. W końcu powoli zaczyna dojrzewać do działania, widząc konsekwencje swoich czynów. Nie zawodzi Robert Downey Jr., kradnąc każdą scenę i wnoszą sporo ironii. Ale najlepszy jest czarny charakter – nie tylko dlatego, że gra go Michael Keaton, ale ponieważ ma prostą motywację. Żadnego podbijania świata, zniszczenia ludzkości, lecz zapewnienie bytu swojej rodzinie. I to działa, a poprowadzone jest bez przerysowania i fałszu, nawet było mi żal tej postaci (czuję, że wróci). Troszkę nie do końca wykorzystano ciotkę May (niesamowicie pociągająca Marisa Tomei), a dziewczyny są gdzieś na dalszym planie (chociaż Liz Harrier, jak i Zendaya mocno się wybijają), a uwagę skupia kostium Spajdka z głosem Jennifer Connelly.

spiderman_20173

Muszę przyznać, że Spider-Man powrócił do domu Marvela w bardzo ładnym stylu oraz z hukiem. Mimo pracy wielu scenarzystów powstało spójne, lekkie (dla wielu zbyt lekkie) oraz nowe podejście do tej postaci. Czekam na kolejne spotkanie z tym najmłodszym herosem komiksu.

8/10

Radosław Ostrowski

W samym sercu morza

Rok 1850. Mały znany pisarz Herman Melville przybywa do Nantuckett, by porozmawiać z Thomasem Nickersonem – ostatnim żyjącym członkiem statku Essex. Za sporą zapłatę chce usłyszeć skrywaną historię tego okrętu oraz tego, jak został (co nie jest oficjalną wersją) zniszczony przez kaszalota. Nickerson początkowo się waha, ale za namową żony zgadza się opowiedzieć prawdziwą historię, a kluczowymi dramatis paersone będą kapitan George Pollard i jego pierwszy oficer Owen Chase. Historia ta posłuży potem pisarzowi do napisania „Moby Dicka”.

w_samym_sercu_morza2

Ron Howard to jeden z najlepszych rzemieślników zza Wielkiej Wody, więc byłem pewny, że zrealizowanie kina marynistycznego nie powinno sprawiać żadnego problemu. Wszak jest tylu spragnionych morskich opowieści, więc zapotrzebowanie nie było problemem. Jednak to, co wydawało się na papierze i w zwiastunie interesujące, tak naprawdę nie zagrało. Zgrabne retrospekcje i powolne odkrywanie tajemnicy intryguje, jednak środkowa część związana z zatonięciem okrętu oraz survivalem wśród pustego morza wywołuje znużenie. Wynika to pośrednio z faktu, że brakuje (poza Pollardem i Chasem) wyrazistych bohaterów, którym można kibicować i przejąć się ich losem. Nawet Nickerson, który jest narratorem całej opowieści, sprawia wrażenie balastu (chodzi o jego młodsze wcielenie).

w_samym_sercu_morza3

Reżyser próbuje grać też na konflikcie między dowódcą a oficerem. Chase jest bardzo doświadczonym marynarzem, jednak ze względu na swoje chłopskie pochodzenie (oraz brak koneksji) nie może dowodzić okrętem, z kolei kapitan Pollard jest zwykłym żółtodziobem ze znajomościami. I na początku rzeczywiście są iskry, jednak z powodu wielkiego, białego zagrożenia panowie muszą zawiesić spór, pojawiający się raptem w 2-3 scenach. Nawet pewne filozoficzne rozważania, co do wydarzeń jako kary za chciwość, zostaje ledwie muśnięte.

w_samym_sercu_morza4

Najciekawiej robi się wtedy, gdy pojawia się tajemnicza biała bestia, zwana kaszalotem. Howard, niczym Spielberg w „Szczękach” stopniowo buduje suspens, nie pokazując monstrum w całej swojej okazałości, przynajmniej na początku. Kaszalot działający z nieposkromioną siłą i niemal ludzką żądzą destrukcji, robi imponujące wrażenie. Można go interpretować jako symbol nieujarzmionej przez człowieka siły natury, jak i starotestamentowego Boga – surowego, brutalnego, karzącego za zaślepienie profitami. To starcie jest znakomicie sfotografowane i zmontowane, prezentując się najciekawiej z całego filmu.

w_samym_sercu_morza1

Z aktorskiej strony najlepiej prezentuje się Chris Hemsworth oraz Benjamin Walker w rolach Chase’a i Pollarda. Obydwaj są dumny, twardzi i mają inne podejście w sprawach marynistycznych, ale obaj dążą do tego samego celu – napełnienia beczek olejem wielorybów. Poza tym duetem najbardziej zapamiętałem Brendana Gleesona jako starsze wcielenie Nickersona, który z bólem opowiada tą mroczną historię. Poza nimi reszta jest mało wyrazista i nie rzucająca się w oczy.

„W samym sercu morza” mogło być jednym z najciekawszych filmów dziejących się na morzach i oceanach, ale tak naprawdę jest zmarnowanym potencjałem, broniącym się tylko pod względem rozmachu oraz inscenizacji związanych z atakami kaszalota. To za mało, by mówić o dobrym filmie, a Howarda zwyczajnie stać na więcej.

6,5/10

Radosław Ostrowski

Postrach nocy

Horror to gatunek z tradycjami tak długimi, że mało kto je tak pamięta. Pytanie czy można wymyślić coś nowego w tego typu historii, jeśli sięgniemy po tak klasycznego przedstawiciela grozy jak wampira? O dziwo się da, co pokazał w 1985 roku Tom Holland, reżyser znany jako twórca  laleczki Chucky.

postrach_nocy1

Poznajcie Charliego Brewstera – młodego chłopaka, który lubi namiętnie oglądać horrory, ale jeszcze bardziej lubi koleżankę ze szkoły, Amy. Ale dziewczyna nie należy do „łatwych” – innymi słowy, zawsze kończyło się na całowaniu. Do miasteczka, gdzie mieszka nasz bohater wprowadza się nowy sąsiad, niejaki Jerry. W tym samym czasie dochodzi do serii morderstw młodych kobiet, a Charlie przypadkowo dokonuje szokującego ukrycia – jego sąsiad jest wampirem. Tylko jest jeden mały problem: nikt mu nie wierzy.

postrach_nocy2

W zasadzie film z jednej strony trzyma się konwencji klasycznego horroru, z drugiej zaś uwspółcześnia go, stając się pastiszem. Jest wszystko, co w ikonografii wampirycznej być powinno – kły, pazury, trumna i zamiłowanie do krwi. A że wampiry jeszcze mają siłę uwodzenia, to czyni sprawy skomplikowanymi. Z dzisiejszej perspektywy, film Hollanda nie wywołuje takiego przerażenia jak w dniu premiery, jednak jest tutaj kilka klimatycznych zdjęć jak nocna ucieczka „Szajby” za Jerrym czy sekwencja w dyskotece (tutaj jest też napięcie erotyczne). Swoje robi także elektroniczna muzyka oraz trzymającą w napięciu finałowa konfrontacja (z przyzwoitymi efektami specjalnymi) z obowiązkowym finałem w piwnicy.

postrach_nocy3

Nieźle w tą konwencję wpisują się też aktorzy. Najbardziej wybija się demoniczny i charyzmatyczny Chris Sarandon, czyli wampir Jerry oraz Roddy McDowell jako aktor Peter Vincent, będący parodią profesora van Helsinga, tylko w wydaniu tchórzliwym. Młodzi aktorzy wypadają przyzwoicie, zwłaszcza neurotyczny William Ragsdale grający główną rolę.

postrach_nocy4

Jako horror nie do końca sprawdza, jednak pozostaje całkiem niezłym pastiszem. Podobnie jak remake sprzed 4 lat z Colinem Farrellem i Davidem Tennantem.

6,5/10

Radosław Ostrowski