Czerwona gorączka

Ivan Denko jest kapitanem radzieckiej milicji, który tropi gruzińskiego handlarza narkotyków Viktora Rostę. Niestety, obława kończy się niepowodzeniem, a kolega Denki zostaje zastrzelony. Rosta ucieka do Chicago, gdzie pojawia się Ivan, którym ma się zaopiekować sierżant Art Ridzik. Sprawa deportacyjna wydaje się prosta, ale Rosta zostaje odbity przez swoich czarnoskórych wspólników. Dla obu panów dorwanie Rosty staje się sprawą osobistą.

czerwona_goraczka1

Był taki czas, że kimkolwiek byś nie był – nie mogłeś drażnić Arnolda Schwarzeneggera. Tą zasadę bardzo dobrze zna Walter Hill, który od lat 70. kręcił dość proste, ale bardzo klimatyczne i solidnie zrobione kino akcji. „Czerwona gorączka” wydaje się nie odbiegać od tego standardu. Jednak tutaj nie brakuje też humoru, bazującego na kulturowych, społecznych i politycznych kontrastach między sztywnym i muskularnym Denko a bardziej wyluzowanym, choć mocno ograniczonym papierami Ridzikiem. Wszystko jest tutaj zrobione w sposób dość prosty, ale i z mocnym nerwem. Wystarczy zobaczyć pierwszą scenę, gdzie Arnold w łaźni próbuje zdobyć informacje o ściganym Denko, strzelaninę w motelu czy finałowy pościg autobusowy, gdzie pokazana jest destrukcyjna siła tych pojazdów. Klimat też jest potęgowany przez realizm w pokazywaniu przemocy – pada tu masa strzałów, krew leci w dość sporej ilości, a wiele miejsc jest tak mrocznych, że można zacząć się bać. Największą wadą film jest jego schematyczność i przewidywalność, gdyż takich produkcji w latach 80. powstawało na pęczki. Na szczęście dostajemy kilka niezłych dialogów i żartów, a surowość realizacji działa tylko na plus.

czerwona_goraczka2

Od strony aktorskiej – umówmy się, takich filmów dla aktorstwa się nie ogląda, ale dobrze jest, jeśli osoby mają coś do pokazania. Arnold Schwarzenegger jest po prostu Arnoldem – małomównym, inteligentnym, muskularnym Ruskiem. Można wręcz śmiało stwierdzić, że jest jak prawo – bezkompromisowy, bezwzględny i skuteczny. Partnerujący mu James Belushi to jego przeciwieństwo – nie trzymający się mocno prawa, nerwowy i porywczy. Obaj panowie, choć nie łatwo, ale zaczynają się dogadywać ze sobą. No i w końcu świetny Ed O’Ross w roli łotra Rosty – jest bezwzględnym, wyrachowanym bandziorem, który nie cofnie się przed niczym.

czerwona_goraczka3

Mocne, męskie kino – tak się zazwyczaj określa takie filmy jak „Czerwona gorączka”. Dobre kino z czasów świetności Arnolda.

7/10

Radosław Ostrowski

Wojownicy

W Nowym Jorku dochodzi do zjazdu wszystkich ulicznych gangów. Każdy z nich wystawił po 9 osób jako reprezentację. Jedną z tych grup jest pochodzący z Coney Island gang Wojownicy. Na miejscu charyzmatyczny Cyrus, który nawołuje do pokoju i zjednoczenia wszystkich gangów. Cyrus jednak zostaje zamordowany, a oskarżeni o zabójstwo są Wojownicy, którzy muszą przebić się z Bronksu do domu. A nie będzie to takie proste.

wojownicy1

W zasadzie film Waltera Hilla z 1979 roku to prosta i nieskomplikowane kino akcji, z jakiego słynie ten reżyser. Jednak twórcy kręcąc film na postawie powieści Sola Yuricka zaczynają opowieść od wspomnienia bitwy pod Kunaksą, gdzie greccy najemnicy stoczyli ciężki bój z Persami. Ale te konotacje są tylko pretekstem do pokazania nieskrępowanej bijatyki i ucieczki bohaterów do domu, ścigani przez policję i konkurencyjne gangi. Hillowi udaje się stworzyć bardzo specyficzny i ponury klimat osaczenia, gdzie bohaterowie są zdani tylko na siebie. I nie przeszkadza w tym ani komiksowa konwencja (w wersji reżyserskiej wyczuwalna także dzięki komiksowym wstawkom – ręcznie rysowanym scenkom, które przechodzą do rzeczywistości), prosta intryga czy równie surowe dialogi. „Wojownicy” dziwnym cudem potrafią oczarować zarówno prostym, ale efektownym scenom akcji (bijatyki i pościgi), odtworzeniu realiów gangów, gdzie strój jest nie tylko wyznacznikiem stylu, lecz także barwami wojennymi – drugą skórą, której zdjęcie jest oznaką słabości. Jeśli do tego dodamy kompletnie nieznanych aktorów, to mamy naprawdę ciekawy, choć lekko archaiczny film akcji, który nie udaje niczego wielkiego.

wojownicy2

Hill potwierdza „Wojownikami”, że kino akcji to jego żywioł. Nie jest on jakiś super dynamiczny, widowiskowy, ale nie przynudza i ma swój styl. Trochę surowy, lekko zwierzęcy, ale bardzo fajny. I tyle.

7/10

Radosław Ostrowski

Kula w łeb

Był kiedyś taki czas, że wszelkie sprawy rozwiązywało się za pomocą muskułów, pięści i strzałów z gnata. Tak było jakieś 30 lat temu i dekadę później, ale ten czas już minął bezpowrotnie. W ostatnim czasie pojawiła się jednak moda na oldskulowe kino akcji z lat 80-tych, co widać na przykładzie „Uprowadzonej” czy „Niezniszczalnych”. Do tego samego grona aspiruje film „Kula w łeb” Czy słusznie należy mu się tam miejsce?

Punkt wyjścia jest prosty: James Bobo jest „czyścicielem”, który razem z partnerem Louisem w Crescent City dostają za zadanie sprzątniecie jednego gościa. Zadanie się udaje, ale zamiast forsy ktoś zabija Louisa, a Jamesowi udaje się zwiać. Na jego trop wpada lądujący z Waszyngtonu gliniarz Kwon. Obaj panowie chcąc nie chcąc podejmują współpracę, która nie będzie łatwa.

kula_w_leb1

I tyle w kwestii fabuły filmu, którego reżyserem jest Walter Hill – twórca kultowych „48 godzin”, „Nienawiści” czy „Johnny’ego Przystojniaka” i specjalista od męskiego, mocnego kina. Fabuła jedzie po schematach i kliszach, ale zrealizowana jest w naprawdę niezły sposób. Krew, strzelaniny, wybuchy, skorumpowani gliniarza i źli goście z dużymi wpływami – czyli jest brutalnie i ostro, w surowym, oldskulowym wydaniu. Dialogi tez są całkiem niezłe, zaś słowne utarczki między Kwonem i Bobo naprawdę są zabawne, w dodatku całość okraszona fajną, rockową muzyką i zgrabnie zmontowana, choć może lekko chaotycznie.

Aktorsko nie jest to wybitna produkcja, ale chyba też niespecjalnie o to tu chodzi. Główną rolę gra Sylvester Stallone, czyli dyżurny mięśniak lat 80. i całkiem przyzwoicie sobie radzi w roli twardziela. On pasuje do grania takich ról i tutaj też nie zawodzi, a we wszelkich bijatykach pokazuje, że ma sporo sił i krzepy. Partneruje mu niejaki Sung Kang jako lojalny, uczciwy i naiwny gliniarz, a panowie tworzą naprawdę ciekawy duet. Zaś ich głównym przeciwnikiem jest grający Keegana Jason Momoa, który robi to, co Sylwek 30 lat wcześniej – mało gada, dużo zabija, a jego konfrontacja z Sylwkiem na topory (pamiętacie taki film”Cobra”?) robi wrażenie. Z reszty obsady należy wspomnieć Sarah Shani (Lisa, córka Jamesa) i Christiana Slatera (Baptiste), zaś pozostali są poprawni (nawet pojawia się na parę minut Weronika Rosati i pokazuje trochę tego i owego).

kula_w_leb2

Umówmy się, czasy wielkich twardzieli jak Sylwek Stalowy i Arnie Żelazny (Szwarcu) już odeszły w niepamięć, ale dobrze, że jeszcze są. Sam film to porządnie zrobione kino, z niezłym, mrocznym klimatem, odrobiną humoru i rozpierduchą. Moim zdaniem, nie jest to czas stracony przy tym tytule.

6/10

Radosław Ostrowski