Toy Story 4

Ile to już czasu minęło odkąd Chudy, Buzz i spółka trafili do domu Bonnie? 9 lat i wydawało by się, że już więcej z tej opowieści już nie da się wycisnąć. Że to już jest koniec i nie ma powodu wracać do świata zabawek, co ożywają, gdy nie ma ludzi. Pixar posiada pewną moc robienia sequeli, które rzadko są do bani (może poza „Autami 2”), chociaż obawa przed rozczarowaniem była spora.

Tym razem jednak Chudy, dla którego dobro dziecka jest najważniejszą wartością i sensem jego egzystencji, przez nową właścicielkę został odstawiony na boczny tor. Bonnie woli bawić się innymi zabawkami jak Jessie czy Rexem. Sytuacja zmienia się, kiedy dziewczynka idzie pierwszy raz do „zerówki”. Chudemu udaje się pomóc dziewczynce, wchodząc sposobem do plecaka. Efektem jego działań jest stworzenie przez nią zabawki ze śmieci nazwanej Sztućkiem. Nowa zabawka ma jednak poważny problem z zaadaptowaniem się i desperacko zmierza ku koszowi na śmieci. Nawet podczas tygodniowej wycieczki do lunaparku, co doprowadza do wypadnięcia Sztućka z auta. W ślad za nim rusza Chudy, a podróż będzie dla obydwu ważnym doświadczeniem.

toy story4-1

Debiutujący reżyser Josh Cooley musiał czuć wielką presję w trakcie prac nad tym filmem. Filmem, który w momencie ogłoszenia został uznany za zbędny i niepotrzebny. Każda z poprzednich części zachowywała balans między refleksją a rozpędzoną akcją. Tutaj w sumie też jest podobnie, ale czy dzisiaj dzieciaki w ogóle chciałyby się bawić zabawkami? Kiedy mają w zasięgu komputery czy telefony z Internetem? W tym świecie tych gadżetów nie ma, jednak nie jest to aż tak dużym problemem. Bo i twórcy stawiają tutaj sobie inne pytanie: co to znaczy być zabawką i czy może jest alternatywa od roli sprawiania dziecku radości. To ostatnie pokazuje nie widziana w poprzedniej części pasterka Boo, która jest kompletnie nie do poznania. Żadna tam delikatna dama w opałach, ale twarda, niezależna i waleczna babka. Inną skrajnością jest Sztuciek – nie znający swojego miejsca na ziemi ani swojego zadania. Przypomina świeżo narodzone dziecko, które zaczyna poznawać świat i jest początkowo irytujący, nawet wygląda groteskowo. No i jeszcze jest antagonistka, choć czy aby to jest właściwe określenie? GabiGabi to zabawka po przejściach, niekochana i z uszkodzonym sprzętem wydającym jej głos. Jednak w przeciwieństwem do złola z „trójki” nie jest rozgoryczona ani demonicznie zła. I to jest świetnie napisana oraz zarysowana postać, wnosząca wiele świeżego do serii.

toy story4-3

Niemniej historia wzrusza i potrafi rozbawić, ostatecznie zamykając historię Chudego. Sceny akcji nadal są bardzo pomysłowo zrealizowane oraz świetnie zmontowane (próba odbicia Sztućka czy finał przed karuzelą), bardzo pewnie budując napięcie. Nie brakuje nawet momentów pasujących do horroru (pierwszy spacer GabiGabi), a wszystko bardzo pięknie zrealizowane. W paru momentach (sceny z kotem czy pierwsza scena w deszczu) animacja wydaje się wręcz fotorealistyczna. W sensie wygląd kropel czy sylwetka oraz sierść kota. Nie wiem, co tym razem będą w stanie wymyślić ludzie z Pixara, ale to bardzo wysoko zawieszona poprzeczka.

toy story4-2

Jeżeli mam się jednak do czegoś przyczepić, to do niezbyt dużej obecności postaci z poprzednich historii. W szczególności chodzi mi o Buzza, mocno zepchniętego na dalszy plan, przez co w drugim akcie nie ma za wiele do roboty. Reszta starej paczki pełni tutaj także role epizodyczne, w zasadzie robiąc tylko za tło. To jednak nie przeszkadza aż tak bardzo, zaś finał po prostu wzrusza. Warto też wspomnieć o polskim dubbingu, który brzmi bardzo dobrze, a starzy znajomi z Robertem Czebotarem i Łukaszem Nowockim na czele wykonała fantastyczną robotę. Z nowych postaci najbardziej wybija się Gabi Gabi, której głosu użyczyła Julia Kamińska, pokazując bardzo złożony charakter tej pozornie złej postaci oraz drobny komediowy duet Kwaku/Bunio w wykonaniu 2/3 dawnego kabaretu Limo.

toy story4-4

Miałem pewne wątpliwości i obawy, ale ostatecznie ten epilog (bo tak należy traktować czwórkę) nadal dostarcza masę emocji, a poruszający finał zostanie w głowie na długo. Czy chciałbym powstania kolejnej części? Raczej nie, choć po Pixarze można spodziewać się wszystkiego.

8/10

Radosław Ostrowski

Dobry dinozaur

Poznajcie Alro – to mały dinozaur (w porównaniu do reszty rodziny), który jest strasznie strachliwy w porównaniu z resztą rodzeństwa. Próbuje jak może pomóc swojej rodzinie, dbającej o swoje pole, jedzenie i siebie. Dinuś próbuje zrobić wszystko, by przełamać swój strach, dlatego dostaje zadanie wytropienia szkodnika kradnącego ich jedzenie. Okazuje się nim być mały człowiek, któremu udaje się uciec z pułapki. Arlo razem z ojcem ruszają w pogoń, ale młodzik skręca nogę, a podczas burzy ojciec ginie od przypływu wody. W końcu nasz dinuś zostaje sam, razem z Bąblem i musi wrócić do domu.

dobry_dinozaur1

Pixar w tym samym roku wydał dwa filmy, z czego „W głowie się nie mieści” podbiło kina i jednocześnie starało się wejść w umysł młodego człowieka. Dlatego niejako w jego cieniu wszedł do kin „Dobry dinozaur” – skromne, niemal klasyczne kino inicjacyjne opowiadające o wchodzeniu w dorosłość i radzeniu sobie z demonami. Arlo będzie musiał zmierzyć się ze swoim strachem oraz ciężkim brzemieniem jakim była śmierć ojca (na jego oczach) oraz duża wrogość wobec Bąbla, którego obwinia za tragedię. Problem z tą historią jest dla mnie w tym, ze jest to kompletnie przewidywalne i prowadzone po sznurku. Ta opowieść po prostu jest skierowana dla najmłodszego odbiorcy, zaczynającego swoją przygodę z kinem. Morał bardzo ładnie i prosto jest opowiedziany, a przygoda dinozaura oraz „wytresowanego” przez niego dzieciaka.

dobry_dinozaur2

Widać, ze to Pixar, bo animacja wygląda zachwycająco. Nie mogłem pozbyć się wrażenia jak pięknie wyglądała przyroda. Zupełnie jakby to było fotografowane, filmowane przez dokumentalistów, a nie animatorów – woda jest tak naturalna, a chmury wręcz olśniewająco. Trudno oderwać od tego oczy i brakuje do szczęścia tylko znaczka National Geographic. Same stworzenia już nie robią tak wielkiego wrażenia – mało szczegółów, uproszczony wygląd, prosta kreska. Nawet w przypadku tyranozaurów pilnujących swojego stada czy paskudnych pterodaktyli nie robią dużego wrażenia. Całość okraszona jest przypominającą western muzyką, która dziwnie pasuje do całości.

dobry_dinozaur3

Polski dubbing do animacji przyzwyczaił mnie do wysokiego poziomu. I potwierdza się tutaj dobre rzemiosło oraz odpowiedni dobór głosów. Tylko problem w tym, że – tak jak cały film – skierowany jest do zdecydowanie młodego (nawet bardzo) widza. Nie mniej trudno nie zapomnieć zwłaszcza postaci drugoplanowych jak paskudny pterodaktyl Gromowładek (Jerzy Kryszak), wystraszonego nosorożca Wawrzyńca (Artur Andrus) czy przywódcy stada bydła, Buźki (Marian Dziędziel). Także wcielający się w Arlo Olaf Marchwicki radzi sobie bardzo przyzwoicie, przekonująco oddając jego zagubienie, bezradność, strach i wolę walki.

dobry_dinozaur4

Największym problemem „Dobrego dinozaura” jest taki, że to po prostu nie jest filmem skierowanym dla mnie. Młodzi widzowie powinni bawić się przednio, ale dla dorosłych nie proponuje tak naprawdę niczego. Niby jest dobrze, ale za stary już jestem na takie mało oryginalne kino.

5,5/10

Radosław Ostrowski

Odlot

Carl Frederickson jest starszym panem mieszkającym samotnie w małym domku, przy nowo budowanym osiedlu. Dawno temu planował razem z żoną wyprawę w dalekie, nieznane światy, ale ciągle coś stawało na przeszkodzie: a to auto złapało kapcia, a to drzewo podczas burzy zderzyło się z domem. I kiedy już wydawało się, że wszystko jest na dobrej drodze, to pojawiła się śmierć i zabrała Ellę. Carl zgorzkniał i zamknął się w swoich czterech ścianach, stajać się (stereo)typowym starym dziadem. Ale w końcu musi opuścić swój dom i wyrusza na wyprawę razem… ze swoim domem napełnionym balonami. W trakcie lotu orientuje się, że na ganku znajduje się upierdliwi harcerzyk Russell. Na miejscu panowie trafiają do dziwnej dżungli, gdzie przebywa barwne ptaszysko oraz… gadające psy.

odlot1

Czarodzieje z Pixara znani są z tego, że bardzo rzadko zdarzają im się wpadki i potrafią kreować zaczarowane światy. Tym razem postanowili zrobić własną wersję „Indiany Jonesa”, tylko z bardzo zaawansowanym wiekowo bohaterem. Carl nadal ma w sobie żyłkę poszukiwacza, którą po wielu latach będzie musiał na nowo obudzić. I jedyne co jest w stanie pomóc to przyjaźń z Russellem, choć początek nie zapowiadał się zbyt obiecująco. „Odlot” bardzo mocno skupia się także na przeszłości Carla – sceny, gdy w skrócie poznajemy historię jego związku z Ellą są bardzo rozczulające (co także jest zasługą cudownego walczyka – muzyka jest świetna) i mogą doprowadzić do wielu wzruszeń. I znowu ten świat wygląda po prostu cudownie, choć sama dżungla wydawała mi się strasznie uboga, jeśli chodziło o faunę. Jest tylko ptaszysko, gadające pieski, za to flora wygląda bardzo ładnie i różnorodnie.

odlot2

Ale jest pewien mały szkopuł: sama historia nie porywa aż tak mocno jak warstwa wizualna. I nawet nie chodzi o to, że  pojawiają się pewne oczywiste schematy w rodzaju szorstkiego głównego bohatera, który zmienia się w bardziej życzliwego człowieka, nie skupiającego się tylko na sobie czy motyw dawnego idola z dzieciństwa (podróżnik Charles Muntz) okazującego się bezwzględnym draniem. Coś ostatnio pojawia się ten schemat często się pojawia. I te klisze czasami potrafią być rozładowywane niezłymi gagami (pojedynek między antagonistami, gdzie kości mocno dają o sobie znać) oraz podkręcić scenami akcji (finał, gdzie bohaterowie próbują odbić ptaka czy brawurowa ucieczka), ale pewne poczucie zmęczenia materiału jest bardzo odczuwalne. Paradoksalnie nie przeszkadza to przy czerpaniu frajdy z seansu, czego nie potrafię w żaden sposób wytłumaczyć.

odlot3

Cegiełkę do „Odlotu” daje też polski dubbing. I tutaj wybija się w swojej ostatniej kreacji Wojciech Siemion jako nasz antagonista Carl. Człowiek ten wiele przeżył i to słychać, ale nadal ma w sobie skryte ciepło oraz dużo determinacji, rozsadza go wręcz energia. I przy nim Russell (niezły Kacper Cybiński) wypada blado: kolejny młodzik, potrzebujący autorytetu, próbujący spełnić swoje marzenia związane z harcerstwem. Powoli zaczyna budować się między nimi nić porozumienia, choć nie jest to łatwe. I jest też podróżnik Muntz (zaskakujący Ignacy Gogolewski), mający obsesję na punkcie naprawienia swojej nadszarpniętej reputacji, dążąc do tego celu za wszelką cenę. A źródłem humoru są gadające psiaki z sympatycznym Asem (Cezary Pazura) na czele, które nie są w stanie wykorzenić swoich starych nawyków (aportowanie czy łatwa rozproszenie na hasło zając).

odlot4

„Odlot” kolejny raz udowadnia talent Pixara do tworzeniach prześlicznych animacji, jednak tutaj pojawiają się mocno odczuwalne klisze znane z wielu innych opowieści, przez co wybijałem się z rytmu i było to dość przewidywalne. Myślę, że dzieciakom na bank się spodoba, ale starsi troszkę poczują się znużeni. Ze mną tak troszkę było. Ale Pixar nawet w słabszej formie jest lepszy niż wielu świetnych debiutantów.

7/10 

Radosław Ostrowski

Gdzie jest Dory

Pamiętacie Dory? Taka niebieska rybka, co ciągle zapominała wszystkiego. Ale pomogła Marlinowi odnaleźć jego syna Nemo. Jednak ciągle dręczy się tym, że nie pamięta swoich rodziców i nie wie, co się z nimi stało. Powoli zaczynają dochodzić pewne przebłyski wspomnień i zaczyna razem z Marlinem oraz Nemo wyruszyć na poszukiwania do Kalifornii.

dory1

Brzmi znajomo? Jeśli myślicie o „Gdzie jest Nemo II”, to jest to skojarzenie jak najbardziej słuszne. Bo samo zawiązanie intrygi mocno przypomina poprzednika, gdzie musimy przenieść się z miejsca na miejsce, przeżywając szalone przygody, wspierani przez inne zwierzęta. Tylko, że tym razem zamiast akwarium jest taki ośrodek medyczny dla zwierząt morskich połączony z oceanarium, gdzie można zwierzątek dotykać. Całość jest zaskakująco bardziej poważna i mroczna, ale wszystko i tak jest rozładowywane humorem. Dowcip oparty na „zapominaniu” Dory jest tutaj niejako główną atrakcją, przez co powtarzany kilka(naście) razy powoli przestaje robić wrażenie. Na szczęście, jest kilka pomysłowych scen (przebitki z przeszłości, Krystyna Czubówna czy upadek Dory widziany z jej oczu), troszkę barwnych postaci (waleń Nadzieja, cwana ośmiornica Hank oraz bojący się użyć echolokacji wieloryb Bailey), jednak nie mogłem pozbyć się wrażenia powtórki z rozrywki. Wszystko to widziałem w innej konfiguracji („ucieczka” przed rękoma dzieci czy finałowa gonitwa ciężarówką) i brakowało elementu zaskoczenia.

dory2

Jednak muszę wam się do czegoś przyznać: ruszyła mnie ta historia i było mi Dory zwyczajnie żal, a scena jak odzyskuje szczątki pamięci (wspomnienia z okresu bardzo młodego) potrafią zwyczajnie wzruszyć. A scena spotkania z familią chwyciła mnie za serce, więc chyba seans nie był stracony. Nie muszę mówić, że to pięknie wygląda, bo w końcu to Pixar, a oni czarują swoją wyobraźnią. Morze wygląda ślicznie (zwłaszcza głębiny) i muzyka odpowiednio buduje napięcie.

dory3

A o polskim dubbingu nie trzeba mówić, że jest dobry, bo jest. Tym razem Dory (Joanna Trzepiecińska) skupia na siebie światła reflektorów i trudno przejść wobec niej obojętnie. Jednych wkurzy, innych poruszy, a u innych zrobi jedno i drugie (tak było ze mną). Drugą wyrazistą postacią jest cyniczny Hank (Andrzej Grabowski), zamierzający wykorzystać rybkę do realizacji własnego planu. Ale i on powoli się zmienia, a więź między nim a Dory staje się silna. Cała reszta postaci (duet lwów morskich czy Nadzieja z Baileyem) to tylko siła rozbawiająca lub delikatne tło dla historii.

dory4

Czy był sens kręcenia „Gdzie jest Dory?”. I tak, i nie. Nie, bo czuć zmęczenie materiałem oraz to, że to pewien skok na kasę. Jednak twórcy potrafią zagrać na odpowiednich strunach, co nie wywołało znużenia. I dlatego troszkę podwyższam ocenę.

7/10

Radosław Ostrowski

Zwierzogród

Czym jest Zwierzogród? To takie miasto, gdzie zwierzęta (wszelkiej maści) żyją ze sobą w zgodzie, a każdy może być kimkolwiek się to żywnie podoba. Właśnie tam trafia młoda króliczka, czyli Judy Hobs. Króliczek, bardzo chce zostać policjantką i marzy, by prowadzić bardzo poważne i ważne sprawy. Ale na miejscu wszystko zostaje bardzo mocno zderzone z rzeczywistością. Zamiast wielkiej sprawy: mandaty. I tak przypadkowo poznaje pewnego cwanego lisa, Nicka Bajera – gościu robi troszkę na lewo i zostaje zaszantażowany. Niejako wskutek okoliczności nasz króliczek prowadzi śledztwo w sprawie zaginięcia kilkunastu zwierząt, ale skupia się na wydrze, w czym pomaga (niejako wbrew sobie) lisiur Bajer.

zwierzogrd1

Disney postanowił przypomnieć sobie, za co kochaliśmy te studio, gdy tacy ludzie jak ja byli bardzo małymi szkrabami, oglądającymi „Króla Lwa” czy „Piękną i Bestię”. Tutaj twórcy w konwencji kryminalnej komedii, próbują opowiedzieć o inności oraz przełamywaniu stereotypowego spojrzenia na innych. A co może pomóc przełamać bariery jak pokazanie bohaterów jako zwierzęta? I jest tutaj bardzo bogata galeria: komendantem jest byk, ochroniarzami gangstera syberyjskie misie, burmistrzem jest lew, a w urzędach pracują wolne jak nigdy leniwce. No i kontrastowy duet królik/lis, który musi też przełamać swoje lęki i nieufność.

zwierzogrd3

Sama intryga jest bardzo zgrabnie poprowadzona, serwując w odpowiedniej ilości powagę i humor. Wystarczy wspomnieć brawurowy pościg za bandytą w Chomiczówce (miastu małych zwierzątek) czy ucieczkę przed tygrysem. Do tego twórcy zgrabnie rzucają okiem dla sprawniejszych kinomanów, bo jak inaczej nazwać spotkanie z panem B., który jest… krecim ojcem chrzestnym (i głos ma niski niczym don Corleone). Więc jest wiele dla każdego: i do śmiechu, do płaczu, ale i do refleksji. Wszystko w odpowiednich proporcjach, ale bardziej skierowane jest to dla dzieci. Sama animacja jest po prostu cudowna, kreska przyjemna dla oka, a muzyka odpowiednio buduje napięcie, mieszając stylami.

zwierzogrd2

I jeszcze polski dubbing, który jest wartością dodaną, co w przypadku animacji jest pewnym standardem. Nie inaczej jest w „Zwierzogrodzie”, gdzie nakręca całość świetny duet Julia Kamińska/Paweł Domagała. Idealnie połączenie wrażliwości, cwaniactwa, słodkości oraz umiejętnego wychodzenia z każdych tarapatów, ale tak naprawdę oboje łączy pewna nieufność, zmieniająca się w zaufanie oraz wzajemne wsparcie w najtrudniejszych momentach. Na drugim planie jest wiele ciekawych postaci, z których najbardziej zapada w pamięć delikatny Pazurian (Sebastian Perdek), groźny pan B. (kompletnie nie do poznania Wojciech Paszkowski), leniwiec Flash (tak wolno Grzegorz Pawlak nigdy nie mówił) czy bardzo surowy komendant Pogo (Krzysztof Stelmaszyk).

zwierzogrd4

„Zwierzogród” to jedna z ciekawszych i sympatyczniejszych animacji jakie powstały w ostatnim czasie. Świetna gatunkowa rozrywka, jak i trafny portret współczesnego świata, gdzie może dojść do różnych konfliktów oraz zwarć. Jednak w tym bogatym i różnym świecie da się znaleźć nic porozumienia, a to naprawdę dużo.

7,5/10

Radosław Ostrowski

Kraina lodu

Wiem – zima już minęła (ostatnio mocno daje ciała), ale na chwilkę ochłodźmy się. Pewnie pamiętacie bajkę o „Królowej śniegu”? Wytwórnia Walta Disneya, która lubi słodzić aż za bardzo postanowiła opowiedzieć podobną historię, tylko ją zmodyfikowało. A było to tak:

Dawno, dawno temu w królestwie Arendelle były sobie dwie siostry – Elsa i Anna. Pierwsza posiadała moc zamrażania, nad którą nie była w stanie zapanować. Druga, o mały włos przez nią nie zginęła. Dlatego obie siostry były od siebie izolowane. Kiedy oboje rodzice zginęli, a Elsa miała objąć tron, dochodzi do strasznej sytuacji. Anna chce wziąć ślub z ledwo poznanym księciem Hansem, co doprowadza starszą siostrę do szału i całe królestwo zamarzło, zmuszając Elsę do ucieczki. Jednak Anna wyrusza za nią w pościg, w którym pomaga jej (trochę wbrew swojej woli) łamacz lodu Kristoff ze swoim reniferem Svenem.

lod1

I jedno trzeba przyznać Disney’owi, że wie jak opowiadać historię. Niby jest to prosta historia opowiedziana bez zbędnych ozdobników i dłużyzn, potrafi trzymać w napięciu (finał), nie brakuje różnych scen akcji (pościg przed wilkami czy walka z lodowym gigantem), zaś całość jest okraszona humorem. Ale jedno udało się bez cienia wątpliwości twórcom: animacja. I nie chodzi tu o ruchy postaci czy ich wygląd (bałwanek Olaf jest akurat wyjątkiem od reguły), ale przede wszystkim o wygląd krainy i śnieg. Jest on po prostu piękny i czarujący. I nie jest to czcza gadanina – dawno nie widziałem tak pięknego śniegu (dokładnie, od czasu „Happy Feet”).

lod2

Jeśli zaś chodzi o dubbing (film widziałem w oryginale), to brzmi on naprawdę dobrze, zaś postacie naprawdę brzmią bardzo dobrze. Zdecydowanie należy pochwalić grające obie siostry Kristen Bell (trochę „postrzelona” Anna) i Idinę Hanzel (chłodna Elza), zaś obie postacie kobiece nie są takimi zagubionymi dziewuszkami, które czekają aż pomoże im jakiś facet, nie dają sobie w kaszę dmuchać. Jeśli chodzi o panów, to zdecydowanie należy zwrócić uwagę na Kristoffa (Jonathan Groff) – żyjącego z lodu faceta, który czasami „gada” z reniferem oraz księcia Hansa (Santino Fontana) – elegancki, uroczy gościu, na początku. Złodziejem drugiego planu jest Olaf (świetny Josh Gad) – sympatyczny, choć trochę zabawny towarzysz przygód, na którym można polegać i to on ma najzabawniejsze teksty.

lod3

„Kraina lodu” potwierdza tylko, że wytwórnia Disneya wraca do gry i powoli zaczyna dominować na polu animacji, pokonując wówczas niepokonanego Pixara. Kto wie, czym jeszcze będą mogli nas zaskoczyć.

8/10

Radosław Ostrowski

Samoloty

Dusty Spryskiwacz jest samolotem, który opryskuje pola rolnicze, choć jego marzeniem jest udział w wyścigu dookoła globu. Ale brakuje mu po pierwsze wprawy, po drugie jest małym samolotem, który nie posiada żadnych wielkich mocy czy siły. A jakby było tego mało, ma lęk wysokości. Jednak pod okiem doświadczonego Kapitana chłopak się szkoli i fartem wygrywa eliminacje. Potem wystarczy tylko wygrać, tak?

samoloty1

Akcja toczy się mniej więcej w czasach „Aut”, jednak odpowiedzialna za fabułę „Samolotów” ekipa z DisneyToon nie ma aż takiej iskry geniuszu jak chłopaki z Pixara. Ich bajka skierowana jest przede wszystkim dla młodszego widza i opowiada dość prosta historię o walce ze swoimi słabościami i woli walki. Starsi (czytaj: dorośli) raczej poczują się znużeni i niewiele znajdą tu dla siebie. Animacja sama w sobie jest naprawdę ładna i jest na czym oko zawiesić, zaś bohaterowie budowani są na prostych cechach (poza Kapitanem, który skrywa pewną tajemnicę). A konkurenci Dusty’ego w wyścigu są malowani z wykorzystaniem elementów charakterystycznych dla ich nacji (Kanadyjka z francuskim akcentem i sporą ilością różu, Meksykanin w stroju zapaśnika). Nie ma tutaj niczego, co już bym nie widział, ale oglądało się to całkiem przyzwoicie.

Swoje robi też polski dubbing pod wodzą reżyserującego Wojciecha Paszkowskiego oraz kilku zabawnym dialogom tłumaczenia Kuby Wecsile. Aktorzy naprawdę dobrze sobie sobie poradzili, ze wskazaniem na Macieja Musiała, czyli marzącego Dusty’ego oraz Cezarego Morawskiego jako charyzmatycznego Kapitana. Ale cały szoł kradnie wiele postaci drugoplanowych jak kumpel Dusty’ego Beka (Olaf Lubaszenko), rubaszny El Chupacabra (Jakub Szydłowski i ten jego akcent!) oraz komentującego zawody Tomasza Zimocha (który robi to, co umie najlepiej).

samoloty2

Niby nie jest to nic odkrywczego, ale „Samoloty” są całkiem przyzwoitą zabawą. Ale tylko pod warunkiem jeśli macie dzieciaka w wieku 6-7 lat lub odrobinkę starszego.

5/10

Radosław Ostrowski