Whiskey Tango Foxtrot

Kogo dzisiaj obchodzi Afganistan, który uwagę całego świata miał od 2001 roku, gdy Amerykanie rozpoczęli polowanie na Al-Kaidę. I to tam spędziła trzy lata Kim Baker – dziennikarka telewizyjna odpowiedzialna za tworzenie wiadomości, przekazywanych przez prezenterów. Jak trafiła do Afganistanu? Sama się zgłosiła, bo obecna fucha ją nudziła. Ale sama nie była gotowa na to, co zobaczy.

whiskey_tango_foxtrot1

Duet reżyserski Glenn Ficarra i John Requa do tej pory realizowała komedie, niepozbawione pieprzu i ostrego humoru. I początek tego filmu też zapowiada pójście na stare tory, gdzie źródłem komizmu jest kulturowe zderzenie oraz wiązanka bluzgów. Prawda jest jednak taka, że twórcy coraz bardziej uderzają w poważne tony, pokazując jak niebezpiecznie jest w Afganistanie: atak talibów, porwanie dziennikarza, ciągłe strzały. A zwykli ludzie próbują jakoś żyć w tym szalonym, niebezpiecznym świecie. By nadal czuć się normalnie – kwitnie handel, rozwija się życie towarzyskie. Bardzo łatwo było przekroczyć i złamać równowagę między humorem a dramatem. Tym bardziej zaskakujący jest fakt, że całość oparto na wspomnieniach Kim Baker.

whiskey_tango_foxtrot2

Tempo jest dość równe, a kilka scen robi piorunujące wrażenie czy to pomysłowo wplecionymi piosenkami (Boże Narodzenie, a w tle… Alvin z wiewiórkami śpiewa czy odbicie dziennikarza z rąk terrorystów w rytm „Without You” Harry’ego Nilssona), ciekawie poprowadzonymi gagami (Kim strzelająca do lodówek, by zyskać sympatię przyszłego prokuratora generalnego) czy będącym tylko dodatkiem życie uczuciowym. Ciągle czekanie na sensacyjny temat, brak kontaktu (Internet często siada), a podczas czekania imprezy, alkohol i nie tylko. Widać jak bardzo dla wielu osób obecność w strefie wojny zaczyna być czymś uzależniającym i albo tu zostaniesz, albo wyrwiesz się szukając miejsca gdzie indziej (finał). Kto by się czegoś spodziewał po takiej produkcji.

whiskey_tango_foxtrot3

Również aktorsko jest bardzo zaskakująco. Wcielająca się w główną rolę Tina Fey całkiem nieźle sprawdziła się jako dziennikarka, która zaczyna podchodzić poważnie do swojego zadania. Widać zaangażowanie, pozwala sobie na ironiczne teksty, ale jednocześnie widać zagubienie i przerażenie. Wszystko to bez przesady, szarży czy skrętu w przerysowanie, wierzy się tej postaci. Równie mocna jest Margot Robbie jako ostra i ambitna dziennikarka Tania, nie bojąca się zaryzykować. Więcej humoru wnosi Martin Freeman jako szkocki fotoreporter, sprawiający wrażenie wyluzowanego faceta, będącego na wakacjach. Jednak w pracy jest bardzo poważny i to trio nakręca ten film. Poza nimi na dalszym planie są niezawodni Alfred Molina (prokurator generalny Sadiq ze strasznie długą brodą) oraz Billy Bob Thornton (generał Hollanek z mało wojskowym wąsem).

whiskey_tango_foxtrot4

„Whiskey Tango Foxtrot” to dziwaczna mieszanka komediodramatu z wojną w tle, pokazującą inne oblicze życia w Afganistanie. Miejscami bardzo zabawna, ale bardziej gorzka, skłaniająca do zastanowienia się, a jednocześnie pyta o sens pracy korespondenta wojennego. Pytania te jednak nie wybijają się na pierwszy plan, przez co mogą być niezauważone. Solidna dziennikarska robota.

7/10

Radosław Ostrowski

Przełęcz ocalonych

Wojna zawsze była okrutna, brutalna i bezwzględna. Niszczy charaktery, ale potrafi pokazać bardziej ludzkie oblicze w zdehumanizowanym świecie. To tego brutalnego świata trafia szeregowy Desmond Doss, który nie może (i nie chce) zabijać, ze względu na wiarę. A dokonał najbardziej heroicznego wyczynu z nich wszystkich. To jego historię poznajemy w „Przełęczy ocalonych” – największym filmowym powrocie roku 2016, gdyż reżyserem tego fresku jest najbardziej znienawidzony człowiek w Hollywood – Mel Gibson.

przelecz_ocalonych1

Opowieść o żołnierzu, co chciał być sanitariuszem i nie zamierzał dotknąć broni, można (wręcz trzeba) podzielić na trzy etapy. Pierwsza to dzieciństwo i młodość, podczas którego poznajemy naszego bohatera, jego rodzinę, w końcu przyszłą żonę. Drugi to szkolenie w wojsku, szykany oraz proces. Wreszcie trzeci, czyli walka o przełęcz Hacksaw na Okinawie. Każdy z tych wątków Gibson opowiada inaczej, nie unikając kwestii wiary oraz wierności samemu sobie. Na początek dostajemy ostrą i krwawą migawkę z walki na wzgórzu, gdzie nasz bohater jest niesiony na noszach. A wtedy cofamy się wiele, wiele lat wstecz. Początek jest bardzo barwny oraz odrobinę sentymentalny (ten związek między nim a pielęgniarką rozwija się dość szybko), jednak reżyser nie jest ani nadekspresyjny, tandetny i kiczowaty, chociaż pozornie dzieje się niewiele.

przelecz_ocalonych2

Znacznie ciekawiej robi się w koszarach, gdzie bohater trafia ofiarą szykan, a dla przełożonych jest prawdziwym problemem, którego szybko by się pozbyli. Koledzy uważają go za tchórza i nie dają mu spokoju (pięści idą w ruch), by wreszcie wydalić go z wojska, co się nie udaje. Tutaj poznajemy jego przyszłych towarzyszy: Polaka wyglądającego jak Indianiec, krewkiego rednecka, Włocha oraz sierżanta Powella, który jest (pozornie) typowym sierżantem, czyli drze mordę i rozstawia wszystkich po kątach. Ale i tak czekamy na front. Co jak co, ale Gibson w takich epickich klimatach czuje się najlepiej, bo te momenty zapierają dech w piersiach realizacją na mistrzowskim poziomie. Pamiętacie scenę lądowania w Normandii z „Szeregowca Ryana”? Reżyser niebezpiecznie blisko jest klasykowi Spielberga, gdyż krew i flaki lecą tutaj niemal z prędkością wystrzeliwanych pocisków, nie oszczędzając nieprzyjemnych detali. Rozpadające się zwłoki zjadane przez szczury, robaki, same flaki, obcinane nogi, ręce – to robi gigantyczne wrażenie, zostając w pamięci na długo. Jedyne co przeszkadza to stereotypowe przedstawienie Japończyków jako bezwzględnych zabijaków, próbujących w razie porażki zabić siebie oraz jak najwięcej wrogów.

przelecz_ocalonych3

A w tym całym szalonym i bezwzględnym świecie jest Doss (świetny Andrew Garfield), który nie zabija, lecz niesie pomoc. Każdemu komu się da, zawierzając swoje życie Bogu. Nie jest to jednak religijny fanatyk, ale człowiek chcący żyć tylko i wyłącznie w zgodzie ze swoimi przekonaniami. Początkowo spotyka go opór i niezrozumienie, lecz zmienia się to w szacunek (sceny, gdy wyciąga ludzi SAM z urwiska – rewelacja) oraz podziw. Poza Garfieldem największym aktorskim zaskoczeniem był dla mnie Vince Vaughn jako sierżant Howell, będący lżejszym wcieleniem niezapomnianego Hartmana z „Full Metal Jacket”. Surowy, ostry i bardzo chamski, ale oddany i waleczny do końca. Właściwy człowiek we właściwym miejscu. Nie sposób zapomnieć też trzymającego fason Hugo Weavinga jako ojca Dossa, prześladowanego przez wojnę złamanego człowieka, ślicznej Teresy Palmer (Dorothy) czy dobrego Sama Wortingtona (kapitan Glover).

przelecz_ocalonych4

„Przełęczą ocalonych” Gibson powrócił do łask Hollywood i pokazał jak ze skromnego budżetu zrobić spektakularne kino wojenne, pełne krwi, brutalności oraz precyzyjnej realizacji (zdjęcia, montaż, dźwięk, popisy pirotechniczno-kaskaderskie), jakiej dawno w tym gatunku nie było. Do tego w odpowiednich proporcjach zachowano patos, bezwzględną rzeź i wiarę. Piorunujący koktajl, który popija się jednym łykiem.

8/10

Radosław Ostrowski

Sand Castle

O wojnie w Iraku opowiadało wiele, wiele filmów, ale tym razem z tym tematem postanowił się zmierzyć Netflix. Bohaterem opowieści jest szeregowiec Ocre, który nie chciał walczyć za kraj. Poszedł do wojska, bo jak sam mówi, nie stać go było na studia. Gdy go poznajemy łamie sobie rękę, waląc drzwiami od samochodu. Ale to nic nie daje i razem z oddziałem ruszają do boju. Po zajęciu kraju jego oddział pod wodzą sierżanta Harpera dostaje zadanie dostarczenia wody. Problem w tym, ze pompa jest zniszczona, a poza wojakami nikt nie chce podjąć się naprawy.

sand_castle1

Film Fernando Coimbry nie skupia się tylko i wyłącznie na pokazaniu amerykańskich chłopaków jako kolesi nie do zdarcia, nie do zabicia, potrafiących wyjść z każdej opresji bez szwanku. To nie jest propagandowa agitka, tylko pokazanie bardziej złożonego spojrzenia na wojnę w Iraku. Państwo to już wcześniej miało swoje problemy i wewnętrzne wojny, są też strasznie nieufni wobec Amerykanów. Cywile może by i pomogli, ale po prostu boją się. Bo karą za współpracę jest śmierć, co dobitnie pokazuje scena, gdy w szkole widzimy spalone zwłoki przybite na palu czy rozmowa z szejkiem. Klimat troszkę tutaj przypomina „Hurt Locker”, a sceny strzelanin dają prawdziwego kopa i budują poczucie osaczenia. A co gorsza, nigdy nie wiadomo, kiedy zaatakuje przeciwnik. Może to zrobić podczas jazdy konwoju czy rozdawaniu wody. A czy możliwe jest takie porozumienie ponad podziałami i lękami? I na jak długo ono potrwa? Te pytania pozostają bez odpowiedzi. Równie brak patosu oraz podniosłych dialogów typu „Bóg, honor, ojczyzna” działa na plus tego filmu.

sand_castle2

Zdarzają się pewne momenty zastoju, a wiele postaci nie jest zbyt mocno zarysowanych, ale aktorzy dają z siebie wszystko, by uczynić je ludźmi. Najbardziej w pamięć zapadają postacie Ocre (Nicholas Hoult kolejny raz pozytywnie zaskakuje) oraz sierżanta Harpera (Logan Marshall-Green). Jest też jeszcze bardzo ostry  w walce sierżant Burton (Beau Knapp) oraz najbardziej rozważny z grupy, czyli nowy dowódca ekipy – kapitan Syverson (Henry Cavill jest tu nie do poznania).

sand_castle3

„Sand Castle” może nie tworzy jakiegoś nowego obrazu wojny w Iraku, ale przypomina jak skomplikowana sytuacja tam panuje. Nie jest tylko filmem skupionym na strzelaniu i zabijaniu (to plus), ale skupia się na tym, jak poradzić sobie w nietypowej sytuacji. Bardzo porządna robota.

7/10

Radosław Ostrowski

Mina

Sierżant Mike jest snajperem walczącym gdzieś w Afganistanie. Razem z operatorem Tommy’m dostają zadanie zlikwidowania groźnego terrorysty, ale wszystko kończy się porażką. Wojacy muszą uciekać przed pościgiem oraz dotrzeć do punktu przerzutu. Niestety, Mike jedną nogą trafia na minę, przez co jest unieruchomiony, a kolega ginie. Pomoc może przyjść dopiero za ponad dwie doby.

mine1

Pamiętacie taki film jak „Pogrzebany”? Czyli mamy jednego bohatera uwięzionego w jednym miejscu z powodów niezależnych od niego. „Mine” hiszpańskiego duetu Guaglione/Resinaro może brzmieć jak materiał na sztukę teatralną niż film, ale nie dajcie się zmylić. Coraz bardziej widzimy jak nasz bohater czuje się coraz bardziej zmęczony, pozbawiony sił – jedzenia i wody niemal nie ma, nocami atakują paskudne psy, a zmysły coraz bardziej zaczynają wariować. Wtedy całość zaczyna robić się ciekawiej. Dlaczego? Bo bliżej poznajemy przeszłość bohatera, który nie potrafi się odnaleźć i można odnieść wrażenie, ze tak naprawdę uciekał. To utknięcie staje się szansą dla zmierzenia się z własnymi demonami: przemocą od ojca-pijaka, stratą matki, z którą miał bardzo silną więź oraz lękiem przed powtórzeniem błędów ojca. Wszystko to bardzo trzyma w napięciu (burza piaskowa czy nocne ataki dzikich psów), podkręcone fantastycznym montażem (druga połowa filmu wygląda świetnie) oraz budującą poczucie zagrożenia muzyką.

mine2

„Mine” to popis aktorski Armie Hammera, który musiał skupić uwagę tylko swoją obecnością. Mało mówi, coraz bardziej widać jego zmęczenie, ból, poczucie bezradności, a jednocześnie bardzo irracjonalny upór i walkę do końca. Aktor fantastycznie wykonuje swoje zadanie, w czym pomaga mu scenariusz oraz pewna ręka reżyserskiego duetu. Poza nim tak naprawdę wyróżnia się tylko jedna postać – tajemniczego, czarnoskórego Berbera, początkowo sprawiającego wrażenie dziwaka.

mine3

„Mine” to trzymający w napięciu psychologiczny thriller opisujący wewnętrzną walkę ze swoimi demonami. Niby kino oparte na koncepcie teatru jednego aktora, ale nie ma poczucia teatralności. Mocny dramat trzymający jak thriller.

7,5/10

Radosław Ostrowski

Armia tetryków

Rok 1944, gdzie wojna powoli zmierza ku decydującym rozstrzygnięciom. Ale nie w małym miasteczku Walmington, znajdującym się nad morzem. Co prawda działa tutaj oddział Home Guard dowodzony przez kapitana Mainwaringa, ale ci uważani są za nieudaczników. Teraz dostają nowe zadanie – patrolowanie bazy wojskowej w Dover. Morale mogą jeszcze wzrosnąć, gdy pojawi się dziennikarka Rose Winters, która pisze artykuł o jednostce. Tylko, że w rzeczywistości jest niemieckim szpiegiem z zadaniem infiltracji oddziału oraz dotarcia do bazy.

armia_tetrykw1

Film Olivera Parkera to kinowa produkcja bardzo popularnego serialu komediowego z lat 70. W Wielkiej Brytanii jest to produkcja owiana kultem, ale w Polsce jest to mało popularny tytuł. Sam film to klasyczna, wręcz zgrabna ramotka. Nie czuć tu mocno naftaliną, bo ogląda się to bardzo przyjemnie, a humor bywa czasami oparty na prostym slapstickowym gagu (szkolenie z kamuflażu i problemy z pęcherzem czy „randka” u panny Winters), ale to wszystko potrafi wywołać parokrotnie uśmiech. Jest to też przykład, że w odpowiedniej chwili człowiek jest w stanie przebić się. Co ważne, każda z postaci (nawet najdrobniejsza) ma swój charakter i zapada mocno w pamięć. Nawet jeśli zachowanie naszych bohaterów może wydawać się czasami idiotyczne, to jest to poprowadzone z umiarem, bez poczucia zażenowania.

armia_tetrykw2

Sprawna realizacja, elegancka strona wizualna (klify i krajobraz wygląda ślicznie), militarna muzyka to atuty tej lekkiej komedii. Ale to wszystko nie byłoby tak świetne, gdyby nie fantastyczni aktorzy dowodzeni przez Toby’ego Jonesa jako przekonanego o swojej wyższości i inteligencji kapitana, próbującego zagrzać ducha bojowego swoim kompanom. Kontrastem dla niego jest opanowany, kulturalny i elegancki sierżant Wilson (cudowny Bill Nighy). Poza tym duetem trudno nie wspomnieć o Michaelu Gambonie (najstarszy w grupie szeregowy Godfrey), Tomie Courtneyu (pełen wojskowej dyscypliny kapral Jones) czy Blake’u Harrisonie (zafascynowany filmami szeregowy Pike). Ale film kradnie wszystkim Catherine Zeta-Jones jako prześliczna femme fatale. Jej obecność wywołuje zazdrość u innych pań (te stroje, ta elegancja), mąci mężczyznom w głowie i jest tego świadoma, doprowadzając do wielu zabawnych sytuacji.

armia_tetrykw3

„Armia tetryków” może nie jest najzabawniejszą komedią, jaką kiedykolwiek widziałem, ale miło spędziłem czas. Sympatyczna, lekka i dowcipna, ale bez przekroczenia granicy żenady i szyderstwa.

6,5/10

Radosław Ostrowski

Operacja Anthropoid

II wojna światowa pociągała, przyciągała i będzie przyciągać kolejne pokolenia kinomanów oraz filmowców. Nie inaczej było w przypadku zeszłorocznej hollywoodzko-czeskiej produkcji „Operacja Anthropoid”, zrealizowanej przez irlandzkiego reżysera Seana Ellisa (także współtworzył scenariusz, zrobił zdjęcia i wyprodukował). Film z tak nośnym tematem podbiłby polskie kina, gdyby w ogóle do nich trafił, ale tak się nie stało. Szkoda, bo trafiłby na podatny grunt.

anthropoid1

Jest rok 1941, Protektorat Czech i Moraw, czyli dawna Czechosłowacja. Od dwóch ten kraj jest w rękach nazistów, którzy robią, co chcą. Od jesieni nowym władcą tego kraju jest obergrupenfuehrer SS Reychard Heydrich, który terroryzuje kraj, by niszczyć ruch oporu. Rząd na uchodźctwie wysyła do kraju dwóch komandosów – Jana Kubisia i Józefa Gabcika z konkretnym zadaniem do wykonania: zabiciem Heydricha.

anthropoid2

Ellis wykorzystuje historię, o której mało kto wie i mało kto słyszał. To jest duży plus, do tego pokazuje inne oblicze Czechów z czasów wojny, którzy kojarzeni byli raczej ze spokojem, kolaboracją i biernością. Tutaj mamy ich twarz walczących, trzymających broń i ginących za kraj. Wydaje się to nie do pomyślenia, jednak reżyser potrafi wiarygodnie pokazać tych ludzi, także rozdartych między rozkazem a konsekwencjami wykonania tego wyroku. Dobrze oddano realia epoki, gdzie ludzie są terroryzowani i w każdej chwili może czekać ich śmierć.

anthropoid3

No i najważniejsze: film trzyma w napięciu. Zarówno pierwsze spotkanie naszych chłopaków na czechosłowackiej ziemi, kontakt z ruchem oporu podkręcają adrenalinę. Prawdziwą wisienką na torcie był jednak sam zamach (tylko kamera miała swoje ADHD), jak i oblężenie kościoła, gdzie ukrywają się nasi bohaterowie. Jest dużo strzelania, pirotechniki oraz bardzo gorzki finał (lekko hollywoodzki).

anthropoid4

Że kibicujemy naszym bohaterom jest też zasługą dobrego aktorstwa. Ale czy może być inaczej, gdy do głównych ról wybiera się Cilliana Murpy’ego? Tutaj Irlandczyk tworzy bardzo pewnego, opanowanego i silnego Gabcika. Skontrastowany z nim jest Kubis (dobry Jamie „już nie Grey” Dorman), mający wiele wątpliwości, co do akcji, z trzęsącymi się dłońmi. Na drugim planie mamy dwie silne postacie szefów ruchu oporu, czyli wujka Halsky (Toby Jones) oraz Ladislava Vanka (Marcin Dorociński, który ma swoje mocne pięć minut). Obydwaj są oddani sprawie, choć Vanek obawia się konsekwencji.

anthropoid5

„Operacja Anthropoid” to mocne, mroczne i niepozbawione emocji kino, opowiadające mało znaną historię. Fani II wojny światowej oraz dobrych produkcji powinni się zmierzyć. Dobra robota.

7/10

Radosław Ostrowski

Jarhead. Żołnierz piechoty morskiej

Każda wojna jest inna. Każda jest taka sama.

W slangu wojskowym jarheadem jest nazywany żołnierz marines. Kimś takim stał się także Anthony Swofford – młody chłopak, który dołączył do walki podczas wojny w Iraku w 1991 roku. A co wy myśleliście, że nasi dzielni chłopcy z USA walczyli z Saddamem w 2003 roku? Błąd i o tym przypomina film Sama Mendesa z 2005 roku. I to losy naszego Tony’ego są fundamentem tego filmu (opartego na jego wspomnieniach).

jarhead1

Zaczyna się klasyczne: od koszarowego drylu najpierw u sierżanta Fircha (mocno to przypomina „Full Metal Jacket”), by paść w objęcia sierżanta sztabowego Sykesa. Ćwiczenia, ładowanie broni, strzelania, musztra – znamy to wszyscy i mimo lat nic się nie zmieniło. Nadal szkolenie kończy się „This is my rifle” znanym z „Full Metal Jacket”. Powoli Swoff (tak nazywają Swofforda) zaprzyjaźnia się z jednym z wojaków, Alanem Troyem – panowie działają jako duet snajperski. Trafiają do Iraku, gdzie czekają na wojnę. Wtedy Mendes kompletnie zmienia tory, bo zaczyna pokazywać dziwną wojnę – wojnę, na której nasi chłopcy nie oddadzą ani jednego strzału, nie zobaczą wroga, a wyłącznie pustynie. Będą pilnowali, by nie spalili ropy naftowej. Reżyser bardzo konsekwentnie pokazuje jak zaczyna wchodzić nuda. Młodzi chłopcy chcą być wojakami i pokazać na co ich naprawdę stać – chcą poczuć się jak w „Czasie apokalipsy” podczas ostrzału w rytm Wagnera. Jest oczekiwanie na coś, co się może wydarzyć.

jarhead3

Mendes zamiast skupić się na batalistyce, której jest tu bardzo rzadko (przyjacielski ostrzał czy scena, gdy żołnierze widzą płomień ognia od ropy na piasku), próbuje wejść w umysł wojaka, dla którego wojna może być jedynym sensem życia (Troy) albo pomyłką. Mocno pokazuje to scena surrealistycznego snu Swoffa, w którym widzi w lustrze swoją kobietę i nagle… strzela z ust piasek. Nawet gdy idą na wojnę, to nic się tak naprawdę nie zmienia. Poza widokiem trupów, spalonych samochodów, palącej się ropy. I gdy jest szansa na oddanie strzału, zostaje przerwana przez… pojawienie się wysokich rangą oficerów. Wszystko idzie w oparach absurdu, koszmaru, tworząc dziwaczny i męczący koktajl, z niesamowitymi zdjęciami Rogera Deakinsa oraz muzyką Thomasa Newmana.

jarhead2

Mendesowi udało się za to dobrać świetną obsadę, pod przewodem Jake’a Gyllenhaala w roli Swoffa (narratora całości), który sprawia wrażenie biernego uczestnika wydarzeń, choć ma kilka mocnych scen jak ostra wigilijna impreza, sprzątanie kibli czy moment, gdy grozi zabiciem kolegi. Kontrastem dla niego jest Peter Sarsgaard (Troy), który w wojsku odnajduje sens życia. Obaj panowie tworzą zgrany duet, powoli zaczynający się porozumiewać bez słów. Drugi plan zawłaszcza dla siebie ostry sierżant Sykes (Jamie Foxx), który jest uzależniony od wojny, adrenaliny i całego tego drylu. Sprawia wrażenie faceta, co widział wszystko i nic nie zaskoczy.

jarhead4

„Jarhead” to mocne, choć bardzo spokojne kino wojenne, które woli wejść w umysł bohatera niż skupić się na batalistyce. Wielu może poczuć się znużonych, ale jest to gorzkie spojrzenie na tą naiwność chłopaków. I ten bardzo smutny finał.

7/10 

Radosław Ostrowski

Wielka Czerwona Jedynka

To fikcyjny opis życia oparty na prawdziwej śmierci.

wielka_czerwona_jedynka1

Mocne słowa jak na początek filmu, zwłaszcza wojennego. Chociaż najbardziej znane dzieło Samuela Fullera opowiada o tytułowej jednostce walczącej w II wojnie światowej, to zaczynamy historię 11 listopada 1918 roku, gdy Wielka Wojna zbliżała się ku końcowi. Ale nie do wszystkich dotarła ta wiadomość, gdyż szeregowy Possum zabija pojawiającego się niemieckiego żołnierza na froncie. To było 4 godziny po zawarciu rozejmu. Wyrywając z czapki czerwoną naszywkę, zostaje stworzona jednostka piechoty: Wielka Czerwona Jedynka. W 1942 roku Possum (już w randze sierżanta) dowodzi oddziałem wchodzącym w skład tej jednostki, przemierzając północną Afrykę, Sycylię, Normandię aż do wyzwolenia czechosłowackiego obozu koncentracyjnego.

wielka_czerwona_jedynka2

Fuller tym razem ma większy rozmach niż się można po tym twórcy przewidzieć (choć nie widać, ze to 5 milionów), skupiając się na bohaterach zamiast wojenną rozpierduchę. Wszystko poznajemy z perspektywy szeregowego Zaba (alter ego samego reżysera), będącego narratorem tej historii. Owszem, jest to pokazane bardzo skrótowo, wręcz mamy ciąg epizodów, składających się w pewną wizję. Dla wielu będzie to zbyt naiwne i pełne nieprawdopodobnych zbiegów okoliczności (pewnego rodzaju „nieśmiertelność” sierżanta – akurat był ranny, więc nie powinien się liczyć – i czwórki wojaków, towarzyszących do samego końca), a Niemcy posiadają umiejętności strzeleckie na poziomie imperialnych szturmowców, to jednak skupienie się na bohaterach daje prawdziwego kopa.

wielka_czerwona_jedynka3

Zab, Vinci, Griff i Johnson są młodymi żółtodziobami mającymi pierwszy kontakt z wojną i karabinem, niekiedy muszą przełamywać swoje przekonania związane z zabijaniem, wyhartować się w boju, by przetrwać. Nie są jednak pozbawionymi cynikami, co wynika też z okoliczności (pomoc dla chłopca w pochowaniu matki w zamian za informację o dziale czy… poród w czołgu – śmieszna scena). Nasze chłopaki są traktowani jak mięso armatnie, a kilka scen mocno pokazuje absurdalność wojny (atak za Niemców w kościele, będącym ośrodkiem dla chorych umysłowo czy spotkanie z wojskiem składającym się ze starców, uzbrojonych w widły).

wielka_czerwona_jedynka4

„Wielka Czerwona Jedynka” ma w sobie coś z heroicznej propagandy, lecz Fuller wiele razy ją przełamuje. Czy to pokazując żołnierzy w Ardenach, co umarli na… zawał, infiltrujących szpiegów (scena kolacji), zmęczonych Niemców czy młodego chłopaka z Hitlerjugend, który po zabójstwie dostaje po dupie. Dosłownie, co pokazuje cyfrowo zrekonstruowana wersja z 2004 roku, trwająca prawie 3 godziny i robi świetne wrażenie: surowe, naturalistyczne zdjęcia, typowo militarna muzyka oraz świetne udźwiękowienie (te strzały robią robotę!!). Jeśli dodamy do tego smolisty humor, precyzyjnie budowane napięcie (ostrzał snajpera na Sycylii czy zasadzka niemiecka, gdzie wróg udaje trupa) oraz idealnie pasującego do swojej roli Lee Marvina, to wychodzi świetne kino.

wielka_czerwona_jedynka5

I żeby była jasność, nie jest to realistyczne kino wojenne, tylko świetnie skrojona i niepozbawiona mocnych, głębszych obserwacji rozrywka, jakiej po Fullerze się nie spodziewałem. Wojna z jednej strony widowiskowa (pirotechnicy mieli co robić), a jednocześnie bardzo kameralna.

8/10

Radosław Ostrowski

Samuel_Fuller

Walc z Baszirem

War. War never changes. – to zdanie otwierające każdą część z serii gier „Fallout” pasowałoby idealnie do gorzkiego filmu Ari Folmana z 2008 roku. „Walc z Baszirem” to ubrana w formę animacji mieszanka dokumentu i kina wojennego. Wszystko zaczyna się od koszmaru, opowiedzianemu przez przyjaciela Formana w knajpie – ze szczekającymi 26 psami pod domem. To bardzo brutalna i krwawa przeszłość nie pozwala o sobie zapomnieć, a dokładnie zdarzenia z wojny libańskiej w 1982 roku. Wspomnienie to postanawia zweryfikować z dawnymi towarzyszami broni, gdyż Folman nie jest w stanie przypomnieć sobie swojego udziału w masakrze ludności palestyńskiej dokonanej przez libańską milicję po zamordowaniu prezydenta kraju.

walc_z_baszirem1

Oryginalna forma pozwala na sklejenie dwóch pozornie nie pasujących do siebie elementów: klasycznych „gadających głów”, jakie znamy z setki filmów dokumentalnych, gdzie postacie opowiadają o swoich przeżyciach oraz animowane retrospekcje, pokazujące wojnę jako dziwaczny, niemal transowy stan. A jednocześnie (i to dla mnie był najciekawszy wątek) pokazuje jej silny wpływ na psychikę, doprowadzający do balansowania między faktycznymi wydarzeniami, a wytworem ludzkiej wyobraźni. Zarówno scena przypływu statku (wyglądającego jak nowoczesny okręt z basenem i jacuzzi) czy widok wychodzących chłopców z morza w ostrzeliwanym flarami mieście mocno zapadają w pamięć.

walc_z_baszirem2

Ale reżyser nie próbuje oskarżać Izraela, Palestyny, Libanu czy jakiejkolwiek osoby z imienia i nazwiska. Pokazuje jak wojna może wpływać na umysł, bo jak jest możliwe, że pewne wydarzenia zostają wymazane, wręcz wyparte, a inne pamiętamy ze wszystkimi szczegółami. Poczucie nierealności i grozy potęguje kompletnie odjechana, pulsująca muzyka Maxa Richtera i dobrane piosenki (ta o bombardowaniu Libanu jest bardzo mocna).

walc_z_baszirem3

A jeśli nie jesteście w pełni przekonani, to zwróćcie uwagę na ostatnie kadry, gdzie będziemy mieli pokazane prawdziwe zdjęcia z rzezi cywili w kompletnej ciszy. I potem nie będziecie chcieli się więcej odezwać. Zawsze należy przypominać o okrucieństwie wojny, która zwykłych ludzi zmienia w bezwzględnych potworów zdolnych do najgorszego.

7,5/10

Radosław Ostrowski

Verboten!

Rok 1945 był bardzo trudny dla nazistowskich Niemiec, gdyż ciągle dostawali łomot. Także w małym miasteczku, gdzie trafia walczący sierżant Brandt. Podczas zasadzki na snajpera zostaje ranny i ukryty u pewnej niemieckiej kobiety, Helgi. Kobieta daje mu schronienie i leczy, nawet gdy ma pod dachem żołnierzy SS. Kiedy pojawiają się amerykańscy żołnierze i zaprowadzają swoje własne porządki, Brandt przechodzi do cywila, pracując w administracji, a także decyduje się poślubić Helgę.

verboten1

Samuel Fuller tym razem zaprasza na czas tuż po wojnie, gdzie mamy wątek obcego człowieka w nowym otoczeniu. Nie powiem, że to typowy melodramat, ale uczucie łączące naszych bohaterów zostaje wystawione na ciężką próbę. Ale czy ono w ogóle miało szansę, gdy obie strony (zwycięzcy Amerykanie i próbujący przetrać Niemcy) patrzą na siebie z nienawiścią oraz nieufnością? Dla Niemców, Amerykanie są szansą dla poprawienia swojego dobytku – papierosów, żywności i jako takiego bytu, a dla Amerykanów każdy Szkop to nazista i zbrodniarz, nieszczery i egoistyczny. Widać to choćby w scenie manifestacji przed budynkiem administracji oraz rozmowach Davida zarówno z kolegami, jak i przełożonymi. Przecież wiązanie się z Niemką było verboten. Do tego jeszcze zaczyna działać Werwolf – fanatyczny ruch oporu kierowany przez dawnego znajomego Helgi, która o niczym nie wiedziała i marzących o przywróceniu potęgi nazizmu. Ci ludzie nie pamiętają (albo nie znają) zbrodniczej działalności, zaślepieni skuteczną propagandą oraz praniem mózgu. Wszystko to bardzo sugestywnie pokazuje reżyser, z dbałością o detal i wykorzystując masę archiwalnych materiałów.

verboten2

Kulminacyjnym momentem wydaje się obecność Helgi ze swoim bratem, uwikłanym w działalność Werwolfa w Norymberdze. Ktoś powie, że dzisiaj te sceny, gdy znamy bezmiar nazistowskich zbrodni, nie zrobi teraz na nikim wrażenia. Ale wtedy, gdy Niemcy nie byli w pełni świadomi, ten widok działał niczym kubeł zimnej wody, brutalnie sprowadzając do ziemi, przez co nadal ma siłę rażenia. Sensacyjna otoczka jest kolejną zgrabną tkanką i Fuller z głową wykorzystuje tą wiedzę, zaś finał dla mnie jest ostatecznym dowodem na kruchość tego związku.

verboten3

Reżyserowi udało się to zbudować nie tylko dzięki wnikliwemu scenariuszowi, ale bardzo dobrej grze aktorskiej, bez teatralności, patosu. I tutaj pierwsze skrzypce gra Susan Cummings jako Helga – kobieta doświadczona przez życie oraz próbująca pokazać swoje uczucie, ale jednocześnie próbuje przetrwać. Pytanie tylko na ile jest to maska wobec otoczenia, a na ile prawdziwa miłość, bo te oczy nie kłamią. W jej cieniu wydaje się James Best, czyli sierżant Brandt, mocno zauroczony w kobiecie. I na ile to miłość, a na ile wdzięczność wobec niej nakazuje pozostać w zniszczonym Reichu, bo na pewno nie zdrowy rozsądek. Widać w tej postaci upór, determinację i szczerość, jednak podczas kłótni atakuje stereotypowym myśleniem. Na ich barkach opiera się cały film, ale trudno nie zapomnieć Harolda Daye’a (Franz, brat Helgi) oraz Toma Pittmana (Bruno, szef oddziału Werwolf).

verboten4

„Verboten” należy traktować jako ostrzeżenie przed kolejnymi wojnami i chorymi snami o potędze jednej grupy/rasy/nacji nad całym światem. I to przesłanie działa bardzo mocno, chociaż od premiery minęło ponad 60  lat.  Mocne, brudne i szczere kino, gdzie Fuller jak zawsze stawia treść nad formę, odpowiednio działając na emocjach i nie wykładając wszystkiego kawę na ławę.

8/10

Radosław Ostrowski

Samuel_Fuller