Fuga

Sam początek wywołuje dezorientację i intryguje. Widzimy plecy kobiety wychodzącej z tunelu na dworcu. Wygląda jakby chciała się zgłosić na casting do „Walking Dead”, tylko przedobrzyła z charakteryzacją. Długie blond włosy, rozmemłane, podniszczone ubranie, dużo brudu. Kobieta po wyjściu od razu staje na progu i zaczyna sikać w pozycji klęczącej. Po dwóch latach trafia do szpitala – nie ma dokumentów, nic nie pamięta (oprócz imienia Alicja) i ma siniaka na twarzy. trafia do telewizyjnego programu w stylu „Ktokolwiek widział, ktokolwiek wie”, gdzie dzwoni… ojciec kobiety. Informuje, że ma ona na imię Kinga, oprócz tego jest mężatką z dzieckiem. Po tej informacji Alicja/Kinga trafia do swojego domu, zaś u kobiety zdiagnozowano fugę dysocjacyjną.

fuga1

Drugi film Agnieszki Smoczyńskiej kompletnie odcina się od wywrotowego, świadomie pstrokatego miksu musicalu z horrorem. Tutaj mamy do czynienia z psychologicznym dramatem, miejscami oglądanym jak thriller. Można odnieść wrażenie, że będzie budowana tajemnica wobec zniknięcia kobiety oraz próba jej powrotu do dawnego życia. Tylko, czy taki powrót jest w ogóle wykonalny? Co, jeśli nowa „ja” bardziej odpowiada? Jak nie chcę być matką, żoną i spełniać cudzych potrzeb, oczekiwań? Reżyserka stawia te dość prowokacyjne pytania, co dla wielu może być dość ciężką pigułką. Żeby jednak nie było tak łatwo, informacje są dawkowane bardzo oszczędnie. By jeszcze bardziej podkręcić klimat, wrzucone są kadry niemal lynchowskie w duchu (Kinga wygrzebująca się z ziemi i idąca przez tory czy wynurzająca się), co wywołuje wręcz oniryczny klimat. Tak samo jak bardzo stonowane kolorystycznie zdjęcia oraz bardzo nerwowa muzyka.

fuga2

Wielu ten film może znużyć bardzo wolnym tempem oraz brakiem jednoznacznych odpowiedzi na nurtujące pytania. Ale finał wszystko jest w stanie wynagrodzić, podobnie jak konsekwentna reżyseria oraz dość mocno trzymająca się ziemi historia. Jednocześnie bardzo wiarygodnie pokazany jest stan psychiczny bohaterki.

fuga3

Powiedzmy sobie to wprost, że jest to film Gabrieli Muskały. Aktorka nie tylko napisała scenariusz, ale stworzyła dwie postacie. Kinga/Alicja to dziwaczny konglomerat, próbujący się jakoś scalić ze sobą. Początkowo sprawia wrażenie bardzo wycofanej, niemal obcej komórki „wszczepionej” do dawnego organizmu. I początkowo nie potrafi się w tym odnaleźć, wydaje się podążać swoją drogą. Ale z czasem wydaje się, że jest szansa na powrót. Bardzo złożona, a jednocześnie stonowana kreacja, która zostaje w pamięci na długo. Fantastyczny jest także Łukasz Simlat w roli męża Alicji, który tak naprawdę ułożył sobie życie na nowo i dla niego ta sytuacja też jest skomplikowana. Czuć chemię miedzy postaciami oraz próby stworzenia więzi, a ten duet nakręca ten film.

„Fuga” wydaje się dziwacznym, lekko onirycznym dramatem psychologicznym, gdzie dopiero pod koniec pojawiają się pewne możliwe odpowiedzi. Bardzo tajemniczy, niepokojący i ciężki film, dający spore pole do interpretacji.

7,5/10

Radosław Ostrowski

Papusza

Cyganie w kinie pojawiają się raz na jakiś czas. A w polskim kinie to już w ogóle ewenement, bo robią zazwyczaj za tło. Sytuację ta postanowili zmienić państwo Krauze, który przedstawiać w zasadzie nie potrzeba. Takie filmy jak „Dług”, „Mój Nikifor” czy „Plac Zbawiciela” mówią same za siebie.

Tym razem postanowili opowiedzieć historię Bronisławy Wajs zwanej Papuszą – była ona cygańską poetką. Pierwszą kobieta, która spisała w formie wierszy losy Cyganów. Ona od początku swojego życia była inna. Jako jedyna nauczyła się czytać i pisać. Mało kto by o niej wiedział, gdyby do taboru nie dołączył Jerzy Ficowski – poeta, który ukrywał się przed aresztowaniem. To on przekonał Papusze do pisania i wydał jej wiersze (razem z Julianem Tuwimem). W zamian za to została wyklęta przez swoich braci i siostry.

papusza1

Z jednej strony mamy biografię kobiety, dla której dar okazał się klątwą, z drugiej jest to hołd złożony Cyganom i ich kulturze, która miała odejść w zapomnienie. A to wszystko przez władze ludową, która postanowiła osiedlić Cyganów z taborów. Więc tabory, ich muzyka i kultura tak głęboko skrywa przed obcymi musiały zniknąć. Nieufność wobec gadźjo (tak Cyganie mówią na obcych) była silniejsza, zaś każde przekazanie informacji o nich było traktowane jak zdrada. Trudno przejść wobec czegoś takiego obojętnie. W dodatku wszystko to jest mocno poszatkowane chronologicznie, bardzo dopieszczone wizualnie (mimo ze zdjęcia są statyczne i czarno-białe) z piękną muzyką Jana Kantego Pawluśkiewicza (fragmenty poematu „Harfy Papuszy”). Ale mimo tej realizacyjnej maestrii, film mnie w paru miejscach poważnie znużył. Skróciłbym go o parę(naście) minut, mimo że zrobił on na mnie pozytywne wrażenie.

Jeśli chodzi o aktorstwo, to jest ono bardzo subtelne i czasem nie łatwe do wychwycenia. Jowita Budnik jest bardzo oszczędna, choć to ona jest główną bohaterką – pełną sprzeczności. Wykształcona i wyzwolona, ale jednocześnie żyła razem z taborem. Nie kochała swojego męża, ale nie podważała jego autorytetu czy władzy. Zaś odrzucenie od pobratymców doprowadza ja do obłędu, niszczy ją. Dwaj partnerujący jej panowie są bardziej niejednoznaczni. Jej mąż Dionizy (wyborny Zbigniew Waleryś) to świetny muzyk, ale też mitoman i pijak. Kocha ją i gardzi jednocześnie. No i trzeci wierzchołek tego trójkąta, czyli Ficowski (nietypowa rola Antoniego Pawlickiego), który mimo sympatii Cyganów i opanowaniu ich języka, pozostanie dla nich obcym. I to on najbardziej „skorzystał” na znajomości z Papuszą, tylko czy cena nie była za wysoka? Ta relacja miedzy tą trójką utrzymana jest na bardzo delikatnych ruchach i spojrzeniach.

papusza2

Mimo pewnych dłużyzn, „Papusza” pozostaje dla mnie kawałkiem naprawdę dobrego i bardzo ciekawego kina. Cyganie w końcu są rzadkością na naszym ekranie.

7/10

Radosław Ostrowski