Odkąd Mike Wazowski był dzieckiem, marzył o tym, żeby zostać straszakiem. Dlatego już jako młody chłopak wstąpił na Uniwersytet Potworny, gdzie nie jest do końca traktowany poważnie, choć ostro zakuwa. Wtedy poznaje Jamesa Sullivana, którego ojciec był legendą wśród straszaków. Obaj, by wygrać Strachaton (turniej straszenia), wstępują do bractwa Obciach Kappa (najgorsi w całym kampusie).

Jak z opisu wynika, film jest prequelem „Potworów i spółki” i pokazuje studenckie lata Sullivana i Wazowskiego, których różni wszystko, a wiadomo jak się to kończy – przyjaźnią. Jednak po drodze panowie będą musieli się nauczyć gry zespołowej oraz jak wykorzystać swoje dość nietypowe atuty. Jest jak w komedii typu „Zemsta frajerów” czy innych uniwersyteckich fabuł. Schematyczne jak diabli, jednak twórcy zrobili wszystko, żebyśmy się na tym dobrze bawili. Sceny treningu bractwa, pomysłowe konkurencje (m.in. dojście do flagi, by nie schwytała was bibliotekarka – taka ośmiornica), parę zabawnych dialogów oraz odniesień do kina (m.in. „Carrie” De Palmy) powodują, że seans jest sympatyczny, choć do takich tytułów jak „Toy Story” czy „WALL-E”. Zaś przesłanie o akceptacji swoich ograniczeń, jest trafne i powinno dotrzeć do każdego.

I tak jak w poprzedniej części, tak i tutaj polski dubbing nie nawala. Skoro wracają starzy znajomy, to także ich głosy (znowu nakręca tutaj duet Sanakiewicz/Paszkowski). Tutaj jednak różnią się. Mike jest kujonem, który głową próbuje wygrać, zaś Sully jest przekonany o sile swojego nazwiska i uważa, że nie musi niczego udowadniać. Z nowych postaci zdecydowanie należy wyróżnić członków bractwa Obciach Kappa z Sylwestrem Maciejewskim (szef Don Carlton) i Arturem Barcisiem (Ciappo) na czele. Nie wspominając o Danucie Stence (dziekan Skolopendra – mieszanka skorpiona z nietoperzem), która nawet w krótkich momentach budzi respekt.
O animacji nie mówię, bo to Pixar i poniżej pewnego poziomu nie schodzą. Jednak jest to zaledwie przyzwoita bajka, co w przypadku tej wytwórni może być potraktowane jako rozczarowanie. Niemniej wyszedł z tego udany prequel.
7/10
Radosław Ostrowski
