Grawitacja

Raz na kilka miesięcy, a nawet lat pojawia się taki film, ze po jego obejrzeniu po prostu zamykają ci się usta. Chcesz coś powiedzieć, ale słowa wylatują i nie potrafisz ich poskładać w żadne zdanie, wszystko się wymyka kwalifikacji, a każde zdanie jakie dziwacznym sposobem układasz brzmi jak banał. Właśnie czymś takim jest dla mnie „Grawitacja”. Wybaczcie mi ten patos na początku, ale właśnie ja tak się czułem po obejrzeniu.

Fabuła jest tutaj prosta jak konstrukcja cepa – amerykańscy astronauci naprawiają teleskop Hubble’a. Bo jak każdy amerykański przedmiot, lubi się psuć, a w kosmosie to szczególnie. Naprawy dokonuje dr Ryan Stone – na co dzień lekarka oraz dowódca misji – porucznik Matt Kowalski. Wszystko przebiega dość sprawnie, aż tu… JEB!! Odłamki rosyjskiego satelity niszczą bazę i satelitę, a tylko tych dwoje przeżyło. Nie maja kontaktu z Ziemia, tlenu też niewiele zostało, a następne rozbite elementy są w drodze. Innymi słowy – mają przejebane. Chyba, że znajdą sposób, by wrócić do domu.

grawitacja1

Już po tym opisie można stwierdzić, ze najnowszy film Alfonso Cuarona nie jest VII częścią „Gwiezdnych wojen”. Owszem, jest to widowiskowy film, ale nie aż tak jak byście myśleli. Kosmos wygląda tu pięknie, ale jest też bardzo niebezpieczny jak nasza przyroda. Jeden błąd i już nie żyjesz – tu trzeba szczególnie uważać, bo w kosmosie przecież nikt waszych krzyków ani wrzasków nie usłyszy. Bo w przestrzeni kosmicznej nie roznosi się dźwięk, co tu pokazano w scenach, gdzie dochodzi do kompletnych zniszczeń – wtedy słyszymy tylko słowa i ewentualnie bicie serca. To wszystko. I co wtedy zrobisz? Poddasz się czy znajdzie w sobie tyle siły i determinacji, by zawalczyć? Oto jest pytanie.

Całość od strony wizualnej jest po prostu kapitalna, a praca operatora po prostu zapiera dech w piersiach – głównie dlatego, że spora część scen jest pokazywana albo z perspektywy dr Stone (a dokładnie z jej oczu) albo jest to pokazywane wręcz jednym długim ujęciem (patrz: początek filmu – 20 minut aż do katastrofy). O dźwięku tez wspominałem, co dodatkowo buduje poczucie realizmu, choć nie jest to film dokumentalny, zaś bardzo dziwaczna warstwa muzyczna buduje atmosferę samotności. Wszystko robione z żelazną konsekwencją, choć aktorstwo jest tu wręcz minimalistyczne. Ale siła rażenia jest porównywalna z eksplozją bomby. Atomowej.

grawitacja2

A skoro jesteśmy już przy aktorstwie, to ten film trzymają na sobie tylko dwie osoby – Sandra Bullock i przystojny George Clooney. On daje odrobinę humoru i autoironii, co czyni seans lekki. Ale ona – kobieta po przejściach, przeżywająca momenty zwątpienia i bezsilności, jakby wszystko odwróciło się od niej. Ale powoli i stopniowo zachodzi w niej przemiana, nagle znajduje siłę i determinację, by walczyć, nie poddawać się wbrew okolicznościom. Tylko czy to wystarczy?

Na pewno ten film wiele osób podzieli – jedni zachwycą się techniczną biegłością, a innych zniechęci prostota opowieści i brak efekciarskich efektów specjalnych. A jak jest naprawdę, to ocenicie sami, bo ja jestem po prostu skołowany.

Radosław Ostrowski

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s