Ingrid Michaelson – Lights Out

Lights_Out

O tej wokalistce zrobiło się głośno, dzięki piosence „The Way I Am” oraz „Be OK”. Ale to było w roku 2008 i do tej pory ta Amerykanka w okularach wydała dwie płyty (przed tym utworem też dwie). Własnie teraz ukazuje się nowy album i pojawia się pytanie jak to brzmi?

Całkiem nieźle, choć zawsze w przypadku wykonawców popowych obawiam się pójścia w stronę plastikowego brzmienia strawnego dla słuchaczy komercyjnych stacji radiowych. Nie czułem tutaj takiego rozdrażnienia, sztucznej i drętwej elektroniki, co nie znaczy, ze syntezator się nie pojawia (szybkie „Boys Chase Girls”). Poza tym jeszcze przewija się fortepian (nastrojowe „Wonderful Unknown”), obowiązkowa perkusja i gitara. Całość jest bardzo zróżnicowana zarówno pod względem tempa, klimatu, ale wszystko jest bardzo melodyjne, delikatne i działa bardzo rozluźniająco. Zarówno bardzo dynamiczne „You Got Me” (gitara, perkusja, chórki w tle i klawisze), „Warpath” (klaskany wstęp i wyraźnie waląca gitara z perkusją) i „Time Machine” (monotonny, ale mocno walący fortepian plus saksofon) jak i bardziej stonowane „Handsome Hands” (mroczniejsza elektronika i rozpędzająca się perkusja plus solo trąbki), idący w stronę bardziej synth popowego grania „One Night Town” czy pianistyczne „Open hands” to dość intrygujące, proste, ale nie prostackie piosenki. A od takich wymaga się, żeby nie były tylko chwytliwe czy melodyjne, ale żeby były o czymś i nie drażniły ucha. I tak też jest tutaj, na szczęście.

Głos Ingrid jest naprawdę dobry, teksty bardzo przyzwoite, ale nie idące w stronę banału (choć tematyka – love – jest już jak najbardziej banalna), zaś goście zaproszeni są w porządku (najbardziej wybijała się grupa A Great Big World).

Światła zgaszone, muzyka gra i brzmi to naprawdę fajnie. Jest dobrze i cześć.

7/10

Radosław Ostrowski


Dodaj komentarz