
W ostatnim czasie bardzo modne stało się nagrywanie przez muzyków płyt z utworami pochodzącymi z czasów swojej młodości. Zazwyczaj jest podejrzenie, że jest to robione z czystej kalkulacji, by powiększyć stan swojego portfela, inni z braku pomysłów, a jeszcze inny, by przypomnieć o sobie. Do tych ostatnich zalicza się próbujący wrócić do czasów swojej świetności Bryan Adams. Po sześciu latach przerwy postanowił nagrać cover album. Czy udało się wrócić do dobrej dyspozycji?
Adamsa przy produkcji wspierali Bob Rock oraz David Foster, którzy na tego typu produkcjach znają się jak mało kto. A Adams na “warsztat” wziął utwory takich wykonawców jak The Beatles, Creadence Clearwater Revival, Bob Dylan czy Chuck Berry. I od razu muszę przyznać, że wybrano niekoniecznie te największe hity. W dodatku aranżacje są całkiem przyzwoite. Owszem, pojawia się delikatnie grająca gitara elektryczna (“Any Time At All”), czarujący fortepian ze smyczkami (“I Can’t Stop Loving You”), skręty w rejony folkowe (“Lay Lady Lay”), a nawet dynamiczna zadyma w starym stylu (“Rock and Roll Music”). Ale I tak najlepiej sprawdza się Adams w nastrojowych balladach (jedyny nowy utwór, czyli dobre “She Knows Me” czy choćby utwór tytułowy).
Nie jest to nic zaskakującego, a charakterystyczny wokal Adams sprawia niezłą frajdę. A wersja rozszerzona zawiera cztery dodatkowe covery oraz jeden niepublikowany utwór Adams (skoczne “You’ve Been a Friend To Me”). Nie ma tutaj odkrywania Ameryki na nowo, ale też nie ma mowy o jakiejś kompromitacji czy wstydzie. Mam nadzieję, że Adams znów nagra własne utwory. I że będą fajne.
7/10
Radosław Ostrowski
