Steven Wilson – Hand. Cannot. Erase.

Hand._Cannot._Erase

Fani progresywnego rocka znają twórczość Stevena Wilsona bardzo dobrze. Zarówno jego działalność z Purpucine Tree, Blackfield, solowe dokonania czy remastering płyt King Crimson. Teraz Wilson powraca z nowym materiałem, utrzymanym nadal w stylistyce progresywnego rocka.

„Hand. Cannot. Erase” to koncept-album, zainspirowany historią Joyce Holland. Miała 38 lat, mieszkała w Londynie, miała pracę i przyjaciół, Aż pewnego dnia… zniknęła bez śladu. Po dwóch latach znaleziono jej ciało – we własnym łóżko. A że nie będzie to przyjemna podróż, słyszymy już w „First Regret”, gdzie do dźwięków dzieci nakłada się najpierw ponura elektronika, a następnie melancholijny fortepian. Ale „3 Years Later” to Wilson w najczystszej postaci – różnorodny wobec nastroju, tempa. Dynamiczna perkusja w refrenie skontrastowana z łagodną grą gitary akustycznej, fortepianu oraz basu. Mocniejszy jest tytułowy utwór, gdzie Wilson pozwala zaszaleć swojej gitarze. „Perfect Life” zaczyna się mrocznie od nieprzyjemnych klawiszy oraz dziwacznego Mooga, by potem dołączyła elektroniczna perkusja oraz głos Katherine Jenkins opowiadającej o „idealnym życiu”, którą w połowie zastępuje Wilson. Mocne wrażenie robi drugi kolos, czyli „Routine” zaczynający się od fortepianu niemal żałobnego, do którego potem dołącza się głos Ninet Tayeb (zwyciężczyni izraelskiego Idola, rekomendowana przez Aviva Geffena) oraz minimalistyczna perkusja. Fortepian ożywia się, gitara zaczyna się aktywizować, by w okolicy 2:40 wyciszyć się całkowicie, dając pole do niemal sakralnego głosu żeńskiego oraz tajemniczej gitary oraz fletu, usypiającego czujność, bo dalej dochodzi do eksplozji. Jeszcze bardziej przeraża „Home Invasion” z agresywną grą gitary oraz sekcji rytmicznej, które płynnie przechodzi do „Regret #9” zdominowanym przez mellotron oraz gitarę elektryczna (druga połowa), dopiero pod koniec pojawia się wyciszenie.

Łamańce, eksperymenty i zmienność nastrojów jest tutaj standardem, a Wilson garściami czerpie zarówno z własnego dorobku jak i klasyków gatunku z King Crimson na czele. Słychać to także w „Ancestral”, gdzie poza fortepianem (dość chętnie wykorzystywanym przez Wilsona tutaj) są cymbałki, flet, smyczki, wokal Tayeb, wspierający głos Nicka Beggsa, mocny riff gitarowy oraz jazzowa końcówka. Sam głos Wilsona jest dość wyciszony i stonowany, co nadaje tylko jeszcze większej siły emocjonalnej.

Rock progresywny tak naprawdę umarł gdzieś w połowie lat 70., jednak wielu twórców czerpie z tego nurtu i potrafi ubarwić ją współczesną realizacją. Wilson kiedyś bardziej eksperymentował i szalał w tym gatunku, jednak czas wariactw chyba dobiegł końca. Smutna, melancholijna to płyta, która mimo pewnych niedoskonałości (nie do końca wykorzystany wokal Tayeb, większa odwaga i brawura realizacyjna) jest płyta na pewno interesującą i udaną, nadrabiająca emocjami oraz warsztatem.

8/10

Radosław Ostrowski

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s