
Tego wykonawcy przedstawiać nie trzeba – od wielu, wielu lat jest najbardziej znanym artystą poezji śpiewanej w naszym kraju. jego utwory są głównie liryczne, spokojne, mało przebojowe, ale z dobrymi tekstami. Grzegorz Turnau wypracował sobie własny styl, któremu jest wierny do teraz. Zeszłoroczna płyta „7 widoków w drodze do Krakowa” tylko to potwierdza.
Piosenek jest tylko 10, Turnaua wspiera Śląska Orkiestra Kameralna oraz skromny zespół. Spokój słychać już w „Tęczynie”, gdzie plumkają smyczki i płynie obój. W podobnym tonie jest utrzymana „Ledwie chwila”, gdzie jeszcze wchodzi trąbka i perkusja. Łagodne dźwięki fortepianu towarzyszą nam niemal przez cały czas (piękny, choć długi wstęp w „Czernej”, gdzie jeszcze dołącza się gitara i obój) i można odnieść wrażenie pewnej monotonii, jednak kompozycje są okraszone drobiazgami (trąbka w „Śnie w Czernej” czy obój ze smyczkami w „Tyńcu”), mającymi na celu nie doprowadzić do uśpienia. na szczęście, Turnau wie, co to jest dynamika, co pokazuje i w „Ledwie chwila”, jak i w „Krzeszowicach”), dzięki czemu słucha się tego naprawdę dobrze.
Teksty autorstwa Bronisława Maja inspirowane są freskami Józefa Peszki, przedstawiającymi podkrakowskie miejscowości (ich nazwy są umieszczone w tytułach). Są to opowieści o przemijaniu, odchodzeniu i wszystkim, co związane z nim. Sam Turnau ma taki głos jak zawsze, czyli dobry. Pewnym zaskoczeniem jest obecność Doroty Miśkiewicz, będącą drugim głosem (bardzo delikatnym) i współprzewodnikiem po tym świecie.
Sama płyta nie zmieni podejścia wobec Turnaua – fani przyjmą ją z aprobata i błogosławieństwem, a przeciwnicy zarzucą wtórność i brak nowych pomysłów. Jak zwykle w tych kwestiach, prawda jest gdzieś po środku. Ale moim zdaniem, jest po prostu solidnie.
7/10
Radosław Ostrowski
