Kevin sam w domu

Dziś nastał taki dzień, w którym po raz pierwszy (!!!) obejrzałem Kevina, co sam w domu został. Nie, nie jest to film opowiadający o ostatnich zdarzeniach z życia Kevina Spacey, ale pewnego chłopaka. Kevin McCallister jest prawdziwym wrzodem na dupie całej rodziny, choć ma dopiero 8 lat. Cała familia wyrusza na święta do Paryża, jednak wskutek awarii prądu wszyscy muszą wziąć tyłki w troki i pospieszyć się na lotnisko. Tylko Kevin, co został za karę, ostał się sam w domu. Zwłaszcza, że tylko on jest w stanie powstrzymać dwóch złodziejaszków.

kevin1

Nakręcony w 1991 roku przez Chrisa Columbusa w oparciu o scenariusz Johna Hughesa „Kevin sam w domu” stał się klasykiem, bez którego Święta w Polsce nie istnieją. Sama historia może wydawać się błaha, lecz reżyser ogrywa to bardzo zgrabnymi gagami, mieszając humor z powagą. Pod pozorem komedii o chłopaku spędzającym święta w domu, tak naprawdę dostajemy to samo przesłanie, że święta powinno się spędzać z najbliższymi. Nawet jeśli nie jesteśmy z nimi w najlepszych relacjach. To przesłanie mocno akcentuje postać tajemniczego Marleya, o którym krążą mroczne i krwawe opowieści. On sam jest filmowy jakby był postacią z horroru, podobnie jak piecyk z piwnicy.

kevin2

Reżyser zgrabnie bawi się slapstickiem (użycie wody do golenia, ucieczka przed policjantem), wnosząc sporo lekkości. Ale poza próbami powrotu matki do domu, tak naprawdę w pamięci pozostaje ostatni akt, czyli rozprawa Kevina ze złodziejami. Tutaj nasz chłopak okazuje się niebezpiecznym połączeniem MacGyvera z prawdziwym psychopatą. Palnik, klej, samochodziki, puszki, strzelba – wszystko idzie w ruch, dając prawdziwą adrenalinę oraz kupę śmiechu, co jest także zasługą brawurowego duetu Joe Pesci/Daniel Stern. I jest jeszcze Macaulay Culkin jako troszkę bezczelny Kevin, czyniący spustoszenie w pustym domu.

kevin3

Po latach rozumiem, czemu film cieszy się aż taką renomą, lecz dla mnie to „tylko” dobre kino familijne. Gdybym obejrzał je jako dziecko i miał ogromny sentyment, może bardziej życzliwie przyjąłbym losy młodego McCallistera. Ale u mnie nadal wygrywa John McClane.

7,5/10

Radosław Ostrowski

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s