Kasia Kowalska – Aya

0007EL99RJC6UQ5I-C122

W latach 90. to była jedna z najpopularniejszych gwiazd polskiej sceny pop-rockowej, jednak ostatnie albumy spotykały się z coraz chłodniejszym odbiorem. Być może dlatego (oraz z powodów macierzyńskich) Kasia Kowalska zniknęła na długo. Na nowe wydawnictwo fani musieli czekać aż 10 lat, co w muzyce wydaje się wręcz wiecznością. Jednak dwa pierwsze single dawały nadzieję, ze warto było czekać. Jaka ostatecznie jest “Aya”?

Z jednej strony mocno pachnąca latami 90., ale z drugiej bardzo współcześnie wykonaną i mającą kilka mocny kart w talii. I to już serwuje utwór tytułowy, będący kompletną woltą przypominającą brzmienia bardziej alternatywne: soczysty bas, przesterowana elektronika, lekko zmodyfikowane gitary, wokalizy w tle, wybijające się dęciaki pod koniec każdej zwrotki oraz wręcz stadionowy, bardzo nośny refren. Magnetyzująca mieszanka, po której będziecie chcieli puszczać ten utwór non stop. Bardziej wyciszony jest utwór “Dla taty”, mieszającą folkową gitarę z poruszającym fortepianem oraz pojawiającym się w finale solo na klarnecie grane przez… ojca Kowalskiej. Razem z tekstem daje to prawdziwego kopa. A im dalej, tym różnorodniej: od pachnącej country “Alannah (Tak niewiele chcę)” (jest też anglojęzyczna wersja “Somewhere Inside” z tekstem Alannah Myles) okraszoną bluesową gitarą przez lekko rozmarzone “Teraz kiedy czuję” (bardzo urocza elektronika) i bardziej gitarowe wejścia w “Czas się kurczy” aż po dość niepokojąco wolną “Czerń i biel” z bardzo mocnym refrenem. O dziwo, ta cała różnorodność działa tutaj na plus, dodając wiele świeżości.

Do tego też jest parę niespodzianek jak przepiękne “Wyspy milionów gwiazd”, gdzie przewija się klawesyn w tle, rozpędzone “Przebaczenia akt” czy bardziej  rockowa “Krew ścinanych drzew”, chociaż początek tego nie zapowiadał. Na sam finał dostajemy nastrojowy “Tam, gdzie nie sięga ból”, jakby żywcem wzięty z lat 90., zaś sam wokal Kowalskiej ma szerszy wachlarz możliwości, w pełni go wykorzystując.

Muszę przyznać, że “Aya” to jedna z większych niespodzianek. Kowalska w pełni wykorzystała swoją przerwę, teksty niepozbawione są refleksyjności, ale nie są w żaden sposób prostackie, muzyka nie jest pozbawiona potencjalnych hitów (i nie jest to wada), dając kopa. A ja chcę więcej.

8/10

Radosław Ostrowski

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s