Marjorie Prime

Wyobraźcie sobie świat, gdzie dla ludzi zaczynają tworzyć hologramowe wersje ludzi zwane Prime. One pomagają radzić osobom z Alzheimerem. Tak jak w przypadku Marjorie – bardzo niemłodą kobietą, zaś jej towarzyszy Walter, czyli hologramowa wersja jej zmarłego męża. Kobieta ma też córkę Tess – niezbyt wielką fanką nowoczesnej technologii – oraz jej zięcia Jona.

marjorie_prime1

Niby niepozorny film SF, który skupiony jest na rozmowie dwojga bohaterów. Ale dla Michaela Almayedę ten tytuł staje się pretekstem do dyskusji. I nie chodzi tu tylko o wykorzystywanie sztucznej inteligencji, ale w ogóle o pamięć, wspomnienia. Tego, co możemy zrobić z nimi, czy możemy pewne rzeczy zapomnieć, przeinaczyć dla dobra najbliższych. Nie ważne, czy mówimy o cierpiącej na Alzheimera staruszce, niepogodzonej ze stratą córką czy samotnym mężczyźnie po odejściu żony. Samo tempo przypomina żółwia pędzącego w maratonie, ale wymaga to skupienia, bo łatwo można przeoczyć pewne detale, zagubić się w niektórych sytuacjach, a pewne sytuacje mogą być mętne. Uderza tutaj pewna ascetyczność realizacyjna, bez wielkich fajerwerków, popisów operatorskich czy zabawy montażem. Aczkolwiek pojawiają się pewne retrospekcje (elegancko wplecione w całą opowieść), dodające wiarygodności, zaś w tle gra bardzo intensywna muzyka Miki Levi.

marjorie_prime2

Wszystko jest tutaj oparte na dialogach, rozmowach, gdzie poznajemy zarówno interakcje między postaciami oraz powolnym odkrywaniu kto jest kim w tym świecie. Przez to reżyser parę razy potrafi zaskoczyć, zmusić do pewnego zastanowienia się. Nie tylko nad technologią oraz sposobem wykorzystywania jej, ale tego jak nasze wspomnienia mogą być modyfikowane (finałowa rozmowa), by ochronić innych, dać szczęście, radość. Widać to w drobnych gestach, spokojnej reżyserii oraz wielu poruszających scenach.

marjorie_prime3

A całość jest fantastycznie zagrana. I nie ważne, czy mówimy o Jonie Hammie (Walter), Lois Smith (Marjorie – zarówno starsza, jak i… troszkę inna), przypominająca o sobie Geena Davis (Tess) lub absolutnie wybijający się Tim Robbins (Jon), każdy z tej postaci wyciska ze swoich ról soki. Zwłaszcza ten ostatni jako pełen empatii, życzliwości mężczyzna weryfikujący swoje przekonania podczas rozmowy z hologramem swoje żony, rozsadza ekran. Nie potrafię tego wyrazić słowami.

„Marjorie Prime” jest przykładem kameralnego, wyciszonego SF, gdzie efekty specjalne nie są tutaj najważniejsze. Tutaj kwestie bardzie filozoficzno-etyczne wybijają się na pierwszy plan, rozmowy oraz obserwowanie ludzi. Niby nic wielkiego, ale ma w sobie to słynne coś.

7/10 

Radosław Ostrowski

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s