Serce na dłoni

Myślicie, że łatwo jest przekonać człowieka do odebrania sobie życia? Jeśli ten delikwent chce tego dokonać i jest zdeterminowany, odpowiedź może wydawać się prosta. Przynajmniej teoretycznie. Bo nie zawsze wszystko zależy tylko od nas. I o tym przekonuje się dwóch bohaterów jednego z ostatnich filmów Krzysztofa Zanussiego „Serce na dłoni”.

Stefan to zwykły chłopak, który po ukończeniu filozofii, zamiast spełniać się w zawodzie, jest kasjerem w hipermarkecie. No nie wychodzi mu to najlepiej i zostaje zwolniony. Jakby tego było mało dziewczyna go rzuca i wyrusza do Irlandii. Nie pozostaje nic innego, tylko skończyć z sobą. Kontrastem dla niego jest podstarzały biznesmen Konstanty z Ukrainy. Jest właścicielem sieci marketów, jest cholernie bogaty, choć działa bardzo nieczysto, niczym gangster, hedonistycznie korzystając z życia. Problemem jednak jest to, że padł mu rozrusznik serca i potrzebny jest przeszczep.

serce_na_dloni1

Resztę mniej więcej możemy się domyślić, bo nasz bogacz kombinuje, jak załatwić sobie nowe serce. Zanussi próbuje tutaj pokazać egzystencjalny dramat w bardziej dowcipny sposób, tylko że kompletnie tego poczucia humoru nie wyczułem. Może wszelkie próby samobójcze oraz wszelkie komplikacje z tego wynikające? Krzywe spojrzenie na świat, gdzie wszystko można załatwić pieniędzmi? Zderzenie materializmu z duchowością? Odzyskaniem sensu życia w dość przewrotny sposób? A może szansą na nawrócenie? Problem w tym, że komedia powinna doprowadzić do śmiechu, a tutaj reżyser kompletnie nie potrafił mnie przekonać, iż posiada poczucie humoru. Zamiast tego mamy bardzo przewidywalną, nieśmieszną komedię, pełną bardzo naciąganych wydarzeń oraz masy zbiegów okoliczności. Do tego mamy bardzo poważną (chociaż elegancką i ładną) muzykę Wojciecha Kilara, solidną realizację oraz kompletnie nieprzekonujący finał, o którym zwyczajnie nie chce mi się opowiadać. To jest kompletnie głupie, pozbawione sensu oraz jakiejkolwiek wiarygodności.

serce_na_dloni2

I nawet aktorzy – bardzo uzdolnieni – nie mają praktycznie niczego specjalnego do roboty, by się wykazać. Wygadują niby mądrości (niezły Stupka), udają kompletnych idiotów (Szyc, Zakościelny) albo strasznie irytują swoją nijakością (Marek Kudełko w roli głównej). Z całej obsady najlepiej wybijają się dwie postacie: matka biznesmena (ostatnia rola Niny Andrycz) oraz Angelo (świetny Szymon Bobrowski), próbujący zachować swój stoicki spokój, choć w oczach widać coś innego.

„Serce na dłoni” jest przykładem filmu tak banalnego, nudnego i nieśmiesznego. Zanussiemu udało się zmarnować talent tylko zdolnych ludzi, że powinni za to go posadzić, zakazując dotykania jakiejkolwiek kamery. Serca brak, humoru brak, satysfakcji z seansu brak.

3/10 

Radosław Ostrowski

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s