Detroit

Detroit roku 1967 nie było czasem pokoju i spokoju. Wszystko zaczęło się od nalotu na nielegalny klub nocny, gdzie czarnoskórzy popijali alkohol. Widzący aresztowania tłum zareagował wściekłością. W ruch poszły butelki, kamienie, zaczęły padać strzały. Doszło do zamieszek, chaosu oraz anarchii, zaś do miasta wkroczyło wojsko. Kradzieże, agresja tłumu oraz wściekłość wynikająca z bycia czarnym i policyjnej przemocy. Kulminacją wydarzeń stała się sytuacja w hotelu Algiers dnia 25 lipca. Wkroczyła policja i wojsko, bo ktoś stamtąd strzelał, więc trzeba znaleźć strzelca oraz jego spluwę.

detroit2

Kathlyn Bigelow ostatnimi czasy pokazuje mieszankę kina sensacyjno-wojennego z poważniejszym zacięciem. Tak było z „Hurt Lockerem” opisującym uzależnienie od wojny oraz adrenaliny, a także we „Wrogu numer jeden”, czyli polowaniu na Osamę bin Ladena. Jednak w „Detroit” reżyserka sięga po kwestię wywołującą silne emocje w Ameryce. I to pokazuje już animowana wstawka na początku. Sama historia początkowo może wywołać dezorientację, bo mamy przeskoki z postaci na postać i nie wiemy dokąd to wszystko zmierza. Kamera jest bardzo rozedrgana, poznajemy bohaterów oraz całą absurdalną sytuację: chaos, kradzieże oraz policjantów, którzy – mimo zakazu – strzelają do ludzi. Wszyscy zaczyna się kumulować w momencie incydentu w hotelu (pięciu czarnych oraz dwie białe dziewczyny), gdzie ktoś dla żartu strzela ze ślepaków. Od tego momentu atmosfera robi się bardzo nieprzyjemna, w każdej chwili może doprowadzić do gwałtownej eksplozji.

detroit1

Ale jednocześnie nie ma tutaj prostego podziału, czyli biali to rasiści i brutale, a czarni ofiarami. Wszystko jest mocno rozmyte, a połączenie głupoty, władzy, broni może doprowadzić do tragedii. Próba szukania winnego, wymuszanie zeznań, przemoc, wreszcie strzelanie. Bigelow tak dokręca śrubę, że ogląda się to aż na krawędzi fotela. I pomaga w tym bardzo ciasna przestrzeń, skromna ilość aktorów doprowadzając do przerażającego finału. Ale jednocześnie reżyserka oskarża policję o rasizm i nadużycie, co zostaje rozwinięte w wątku sądowym. Tylko, ze wtedy zaczyna pojawiać się niebezpieczny patos, przez co siła oskarżenia zaczyna słabnąć. I to jest dla mnie jest największy problem (obok lekko chaotycznego początku) „Detroit”.

detroit3

Trzeba przyznać, że aktorsko jest co najmniej solidnie. Na mnie największe wrażenie zrobił Will Poulter w roli gliniarza Kraussa. Rasista, brutal, mocno naciskający na innych i przekonany o swojej władzy. Ten facet swoją mową ciała oraz swoimi oczami potrafi budzić przerażenie, przez co budzi wstręt. Równie świetny jest Algee Smith jako jeden ze śpiewaków Larry oraz Anthony Mackie w roli wracającego z wojny żołnierza. Tutaj każdy ma swoje pięć minut (m.in. John Boyega, John Krasinski, Hannah Murray czy Jacob Lathimore), tworząc bardzo solidne wsparcie dla całości.

Troszkę szkoda, że „Detroit” przeszedł kompletnie bez echa. Bigelow kolejny raz pokazuje wnikliwe spojrzenie na pulsujący, ciągle aktualny dramat w historii USA. Czy będzie to szansa na zagojenie i zabliźnienie ran? Trudno mi wnioskować, ale ten film trzyma za ryj.

7/10

Radosław Ostrowski

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s