Tuca i Bertie

Ptaszyskowo to typowe miasto gdzieś w USA, gdzie żyją głównie antropomorfizowane ptaki. Wśród tych mieszkańców są dwie kumpele, które znają się od kilku lat i mają po 30 lat. Tukanica Tuca jest bardzo imprezową dziewczyną, która od niedawna rzuciła alkohol, nie ma pracy, chłopaka, męża, z rodziną kontaktów nie utrzymuje. Bertie jest drozdem, pracuje w korporacji jako informatyk, a jej pasją jest robienie deserów i innych smakołyków. Mieszkały panie razem sześć lat, ale Bertie znalazła sobie chłopaka o zacnym imieniu Ćwiek i tukan musi się wyprowadzić.

tuca i bertie1

Kolejna animacja od Netflixa skierowana dla dorosłego widza. „Tuca i Bertie” jest stworzona przez Lisę Hanewalt, czyli rysowniczkę kultowego „BoJacka Horsemana”. Wizualnie to nowe dziełko jest dość blisko opowieści o człowieku z końską twarzą, ale inaczej rozkłada akcenty. Tutaj serialowi (niestety, skasowanemu po pierwszej serii) bliżej jest do klasycznego sitcomu, gdzie każdy odcinek stanowi osobną, niekoniecznie powiązaną ze sobą historię. Każda z naszych ptaszyc próbuje rozwiązać swoje problemy i zmierzyć ze swoimi demonami, których jest tu sporo. Trudna przyjaźń, seksizm, samotność, relacje damsko-męskie, odpowiedzialność, podążanie za pasją  – dzieje się tutaj bardzo dużo, chociaż każdy odcinek trwa niecałe pół godziny. Jednocześnie cała tematyka podana jest w bardzo komediowym sosie. Nie oznacza to jednak, że nie ma momentów poważnych czy poruszających. Dla mnie taką sceną było wyznanie Bertie z przedostatniego odcinka, gdzie opowiada o tym, dlaczego rzuciła pływanie. To bardzo mocny moment, dodatkowo cała retrospekcja towarzysząca tej scenie pokazana jest w zupełnie innym stylu.

tuca i bertie2

Właśnie. Twórcy mieszają tutaj różne style animacji, co bardzo uatrakcyjnia seans, nie wprowadzając chaosu i zamieszania. To wszystko jeszcze bardziej podkreśla charaktery naszych pokręconych przyjaciółek. Zwłaszcza w scenach wszelkich retrospekcji dodaje jeszcze bardziej do tego absurdalnego homoru. Dowcip tutaj jest oparty m.in. na wpleceniu napisów w trakcie dialogów (świetny moment kiedy podczas jakiegoś kawału pojawia się… tytuł sitcomu oraz pora jego nadawania!!!) czy pojawiających się znikąd wstawek musicalowych (śpiewająca Bertie). Wszystko tutaj oparte jest na absurdzie i zderzeniu charakterów. Bo jak traktować sytuację, kiedy Tuca kupuje sobie… jaguara czy wizytę Tuki u lekarza z gadającym ultrasonografem. To jeszcze bardziej podkręca ten zakręcony, kolorowy świat, dodając lekkości całego przedsięwzięcia.

tuca i bertie3

Ale to wszystko nie zadziałałoby, gdyby nie kapitalny dubbing. Absolutnie tutaj błyszczy skontrastowany duet Tiffany Haddish/Ali Wong w rolach głównych. To one dodają tego charakteru, jaki potrzebują te postaci: nakręcona, wygadana i głównie wyluzowana Tuca oraz wycofana, spokojna, ciepła Bertie. Dla mnie najlepsze momenty były związane z przełamaniem ich charakterów (zakochana Tuca na randce jest bardzo niepewna i przerażona czy jak Bertie puszczają nerwy) czy kiedy wspierają siebie nawzajem. Chemia między tymi dziewczynami jest bardzo naturalna, wiarygodna do samego końca. Trzecim do pary jest Ćwiek z głosem Stevena Yeuna, próbującego zachować spokój i zadowolić swoją kobietę. Ma swoje momenty komediowe jak kiedy ma sztywną pozę oraz puszczają mu nerwy, co też pozwala mu zabłysnąć.

tuca i bertie4

Żałuję, że Netflix skasował ten serial po raptem 10 odcinkach, bo „Tuca i Bertie” miała potencjał na bardzo rozluźniającą, sympatyczną rozrywkę z bohaterkami, których nie da się nie polubić. Bardzo przyjemnie spędzony czas i chciałoby się zostać w Ptaszyskowie na dłużej.

8/10

Radosław Ostrowski

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s