Frank

Jon jest młodym chłopakiem, który ma ambicje bycia muzykiem. Ma jednak spore problem z pisaniem piosenek, ale walczy z tym i pracuje w banku. Wszystko zmienia się w momencie, kiedy zostaje zaproszony jako klawiszowiec do dość ekscentrycznego zespołu. Frontmanem kapeli, której nazwy nie dam rady wymówić jest Frank. To tak dziwna postać, bo ma na głowie… głowę. Taką wielką, drewnianą głowę, którą zawsze nosi na sobie. Czy to je, czy śpi, czy bierze prysznic. Grupa mieszka gdzieś w małym domku, by nagrać swoją płytę.

Dla wielu kinomanów Lenny Abrahamson stał się bardzo rozpoznawalny dzięki filmowi “Pokój”. Ale przed nim pojawił się równie sundance’owy w duchu “Frank”, który powstał dwa lata wcześniej. Bardziej tutaj reżyser skupia się na relacjach między członkami zespołu, a wszystko z perspektywy nowego członka zespołu. A jest to bardzo pokręcona ekipa. Grająca na thereminie Clara, potrafiąca tworzyć dziwaczną muzykę, jeden z klawiszowców Jon lubi… manekiny, duet francuski (gitara oraz perkusja) wydaje się normalny. Oprócz posługiwania języka innego niż angielski. No i jeszcze jest Jon, który chce coś osiągnąć, ale czy w ogóle ma talent? Czy tylko wyłącznie posiada ambicje? A te relacje pokazują jak powstaje muzyka. Nawet jeśli nie jest przystępna, popularna czy komercyjna.

Reżyser powoli prowadzi swoją narrację, dając czas na poznanie swoich bohaterów. Relacje między nimi oraz bardzo niekonwencjonalne metody tworzenia dają spore pole do tworzenia komediowych scenek. Ten balans między humorem a dramatem to prawdziwe spoiwo “Franka”. Tak samo jak bardzo niekonwencjonalna i fantastycznie brzmiąca muzyka, choć same teksty brzmią mocno absurdalnie. To wszystko angażuje oraz chwyta za serducho, tak jak fascynujący Frank (kapitalny Michael Fassbender) oraz to, jak jego umysł funkcjonuje. Jak jest w stanie tworzyć muzykę oraz obserwuje świat. Czyli jest bardzo porządnie, ale dla mnie zaskakujące było zakończenie i poznanie kim jest Frank. Oraz jak on wygląda.

Fantastycznie zagrany też jest. Fassbender miał o tyle trudne zadanie, że wszelkie emocje mógł wyrazić tylko głosem. I zrobił to absolutnie znakomicie. Nawet przyziemny (w porównaniu z resztą) Domhnall Glleson radzi sobie bardzo dobrze jako ambitny oraz troszkę egoistyczny Jon. Widać, że zależy mu na uznaniu, ale też na sławie, popularności, co może się mocno odbić. Równie wyborni są grający na drugim planie Scoot McNaily oraz Maggie Gyllenhaal, którzy potrafią rozsadzić ekran samym pojawieniem się.

“Frank” jest bardzo zaskakującym filmem okołomuzycznym, gdzie muzyka jest istotnym elementem. Ale nie najważniejszym. Jest wiele świetnych dialogów oraz poruszających scen, ale zakończenie jest największą niespodzianką oraz daje masę satysfakcji. Małe, mądre, świeże kino niezależne.

8/10

Radosław Ostrowski

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s