Westerplatte

Westerplatte – posterunek polskiej składnicy na Półwyspie Helskim, gdzie miało dojść do pierwszego starcia II wojny światowej. Choć dzisiaj wiemy, że tutaj nie padły pierwsze strzały ani bomby (ten “splendor” trafił na Wieluń), jednak to o tym starciu powstawały utwory, stało się symbolem bohaterstwa oraz uporu. Także filmowcy postanowili podjąć ten temat, a pierwszym był Stanisław Różewicz.

Reżyser stawia tutaj na bohatera zbiorowego, czyli żołnierzy załogi kierowanych przez majora Sucharskiego. Scenariusz oparto na dzienniku dowódcy, gdzie nie wszystko zostało powiedziane i napisane jak choćby załamanie nerwowe Sucharskiego czy dezercja kilku żołnierzy. Jednak muszę przyznać, że twórcy nie stawiają pomnika z brązu, czyniąc z żołnierzy niezłomnych wojaków, gotowych umrzeć z Bogiem w ustach oraz karabinem w ręku. Początkowy optymizm oraz nadzieja z czasem zaczynają ustępować zmęczeniu, bezsilności i beznadziei. Amunicja się kurczy, tak samo granaty, przybywa rannych, a pomocy praktycznie nie ma. Wszystko pokazane bez patosu, choć nie brakuje tutaj momentów heroizmu przeplatanych ze strachem oraz ciągłym poczuciem zagrożenia. Klimat się zmienia jak w kalejdoskopie, co dodaje pewnego realizmu, tak samo jak paradokumentalna forma. Czarno-białe zdjęcia, trzęsąca się kamera podczas każdego wybuchu, brak muzyki (tylko w czołówce oraz napisach końcowych), epizodyczna narracja. Przeskakujemy z jednego miejsca na drugie, co potęguje chaos, dezorientację oraz nieustanne poczucie niepewności.

Jeszcze bardziej Różewicz stawia ważne pytanie, które wynika ze zderzenia dwóch postaw. Pierwszą, rozważną reprezentuje major Sucharski (fantastyczny Zygmunt Hubner), chcący walczyć tak długo, jak będzie to miało sens. Inne zdanie ma jego zastępca, kapitan Dąbrowski (równie mocny Arkadiusz Bazak), bardziej romantyk. Ten facet dostrzega jakim symbolem dla kraju staje się Westerplatte, więc walczyć trzeba do ostatniej kropli krwi. Spór wydaje się nie do rozstrzygnięcia, a pytanie o sens oraz granicę poświęcenia wybrzmiewa najmocniej. I to czyni film Różewicza bardziej aktualnym niż cokolwiek innego, choć nie można odrzucić przywiązania do szczegółów czy imponującej, coraz bardziej niszczonej scenografii.

Muszę przyznać, że mimo lat “Westerplatte” pozostaje bardzo mocnym i bardzo dobrym filmem wojennym. Bez popadania w patos, z bardzo uniwersalnymi pytaniami o sens walki w ekstremalnych warunkach, z przeważającymi siłami wroga. Przekonująca rekonstrukcja wydarzeń, co w czasach produkcji nie było powszechne.

8/10

Radosław Ostrowski

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s