Fran Lebowitz: Udawaj, że to miasto

Bardzo rzadko oglądam seriale dokumentalne. To jest fakt, z którym nie jestem w stanie dyskutować. Ledwo wyrabiam się z „normalnymi” serialami, więc po co mam sięgać po produkcję dokumentalną? Potrzebny byłby do tego odpowiedni wabik w postaci albo znanego nazwiska przy produkcji, albo interesującego mnie tematu. W przypadku „Udawaj, że to miasto” przekonało mnie to pierwsze, czyli osoba reżysera Martina Scorsese. A ten opowiada o jednej ze swoich największych miłości – Nowym Jorku.

udawaj ze to miasto2

Jednak nie decyduje się tego zrobić sam, ale z pomocą przyjaciółki i poniekąd o niej też opowiada. A jest nią Fran Lebowitz. Nie znacie jej? Raczej nikt spoza Nowego Jorku ani USA nie miał z nią styczności. Jest pisarką, publicystką, znaną z bardzo sarkastycznego poczucia humoru, bezlitośnie opisując miasto. Całość jest z jednej strony rozmową pisarki ze Scorsese w jednej z restauracji, przeplatana fragmentami wystąpień Lebowitz – zarówno tych świeżych, które prowadzili m.in. Alec Baldwin czy Spike Lee, ale też masą archiwaliów. Wszystko to służy do sportretowania Nowego Jorku oraz postępujących w nich zmian.

udawaj ze to miasto1

Bardzo prosty plan i pomysł, tylko czy to wystarczy, by przykuć uwagę? Absolutnie tak. Dlaczego? Właśnie z powodu Fran, której wnikliwe spojrzenie potrafi zaskoczyć trafnością. Tak mocną, że może się odnieść do w zasadzie każdego dużego miasta. I każdy odcinek odnosi się do innego aspektu życia samego w sobie. Od korzystania z komunikacji przez kwestie mieszkaniowe po sztukę. Dzięki jej historii widzimy jak zmienia się całe miasto nie tylko architektonicznie, ale też mentalnościowo. I wszystko to z bardzo kąśliwym humorem oraz masą anegdotek, co nie pozwala w żadnym wypadku się nudzić.

udawaj ze to miasto3

Opowieści jest sporo: od awarii sieci metra z powodu… paskudnego zapachu przez pierwszą przeczytaną książkę po licytację obrazu Picassa, gdzie oklaskiwano… cenę zakupu. A w tle przewija się coś, czego nikt się nie spodziewał usłyszeć, czyli śmiech Martina Scorsese. I ten śmiech udzielił się mi wielokrotnie. I każda z tych opowieści wiele mówi o ludziach, życiu i całej reszcie.

Cokolwiek bym nie napisał, to i tak będzie za mało, by docenić ten absolutnie fantastyczny serial. Wszystko dzięki charyzmie Lebowitz oraz jej sarkastycznemu humorowi, troszkę przypominającego… Woody’ego Allena. To jest przykład jak prostym pomysłem i środkami, zrealizować rzecz tak interesującą, jednocześnie zmuszając do myślenia. Rzadka kombinacja.

8,5/10 + znak jakości

Radosław Ostrowski

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s