The Liberator

Do tej pory pamiętam jakie piorunujące wrażenie zrobiła na mnie „Kompania braci”, opisująca bojowy szlak amerykańskiej kompanii podczas II wojny światowej. Mówiono o tej produkcji HBO, że to odcinkowy „Szeregowiec Ryan”. Później jeszcze powstał „Pacyfik” o walkach po drugiej stronie Atlantyku, ale nie zrobił już takiego wrażenia. Niemniej powstała jeszcze filmy i serialem z walką przeciw nazistom, a w zeszłym roku Netflix pokazał „The Liberatora”.

the liberator2

Ten mini-serial oparto na prawdziwych wydarzeniach kompanii 157 Pułku Piechoty dowodzonej przez Felixa Sparksa, spisanych w książce Alexa Kershawa. Poznajemy szlak bojowy od Sycylii do wyzwolenia obozu koncentracyjnego w Dachau, mając do dyspozycji tylko 4 odcinki. Jest to wspólne dzieło scenarzysty Jeba Stuarta („Szklana pułapka”, „Ścigany”) oraz reżysera Grzegorza Jonkajtisa. Planowany jako wysokobudżetowa produkcja wojenna, ostatecznie jednak „Liberator” został… animacją rotoskopową. I powiem, że sam styl kreski troszkę wydaje się komiksowy, co może wiele osób odrzucić, mnie się podobał, w żaden sposób nie wybijając z rytmu.

the liberator4

Co najbardziej mnie zaskoczyło, jak animacja współgra z resztą warstwy wizualnej. Trudno się przyczepić zarówno do scenografii (nawet jeśli detale bywają rozmyte w tle), wojskowego sprzętu czy warunków atmosferycznych. To wszystko pomaga w budowaniu mrocznego klimatu, pełnego brudu, przemocy i nieobliczalnej śmierci. Która może sięgnąć każdego i wszędzie. A i sami żołnierze to wariacka mieszanka: Meksykanie, Indianie, rednecki, potomkowie Strażników Teksasu. Ten tygiel powinien doprowadzić do wzajemnego wyniszczenia żołnierzy, którzy przed walką byli traktowani jako gorsi, bez szans na osiągnięcie czegokolwiek. I to jak udaje się stworzyć sprawnie działający zespół jest bardzo imponujące.

the liberator1

Po drodze dochodzi do śmierci, ofiar oraz nowej, świeżej krwi bez doświadczenia, co może dezorientować podczas seansu. Niemniej twórcy dają każdej ze scen śmierci czy dramatycznej walki swój odpowiedni ciężar emocjonalny. Nieważne, czy mówimy o utrzymaniu drogi do Anzio, próbie przejścia przez góry zakończonej zasadzce Niemców, czy wreszcie wyzwoleniu obozu koncentracyjnego i dokonanym samosądzie na niemieckich żołnierzach tam przebywających. Bez pokazywania wnętrzności i flaków, ale nadal jest to brutalne.

the liberator3

Muszę przyznać, że choć „Liberator” wyzwolił we mnie pozytywne skojarzenia z „Kompanią braci”, nie jest pozbawiony wad. Cztery odcinki to dla mnie troszkę mało, zaś sama fabuła bywa prowadzona bardzo skokowo. Momenty batalistyczne przeplatane są drobnymi epizodami, które czasami wydawały mi się zapychaczami. Zaskoczyło mnie za to parę scen pokazanych z perspektywy niemieckich żołnierzy, co pozwala szerzej spojrzeć na ten konflikt i to jest mały plusik. Tak jak udział mniej rozpoznawalnych aktorów (także z Polski). Nawet te drobiazgi nie odebrały w czerpaniu przyjemności z oglądania „Liberatora”, ale chciałoby się więcej wycisnąć.

7/10

Radosław Ostrowski

Dodaj komentarz