Po złoto. Historia Władysława Kozakiewicza

Gdyby ktoś zapytał, kim był Władysław Kozakiewicz, najprawdopodobniej padła by odpowiedź: lekkoatletą, który pokazał wała Związkowi Radzieckiemu podczas olimpiady w Moskwie. Ten moment zapamiętał cały świat, a gest stał się symbolem politycznym. Ale przecież było coś więcej niż tylko ten wycinek – moment chwały. Sylwetkę tego sportowca postanowił pokazać reżyser Ksawery Szczepanik w dokumencie „Po złoto”.

Forma może nie jest powalająca, bo to klasyczne gadające głowy plus archiwalia. ALE jest to zbyt solidnie zrobione, by zignorować. Mimo krótkiego czasu trwania, nie ma tu miejsca na znużenie. Przede wszystkim ze względu na samego Kozakiewicza, którego szczerość jest wręcz brutalna. To nie jest laurka, pokazująca momenty chwały i samych sukcesów. To byłoby za proste, zbyt nudne oraz nieciekawe. Olimpiada w Moskwie oraz ten słynny gest jest kulminacją tego dzieła, stanowiąc punkt graniczny, niejako środek tego filmu. Przed tym wydarzeniem „Kozak” był najpierw młodym chłopakiem z Wilna, który dzięki starszemu bratu został lekkoatletą. Ze względu na pochodzenie ciągle musiał udowodniać, że nie jest od nich gorszy. Nie bez problemów (przez kontuzję stracił szansę na medal w Montrealu), ale osiąga to, o czym każdy sportowiec marzy.

Jednak to, co potem się dzieje – czyli 15 minut sławy. Imprezy, bankiety, sława, prestiż i pieniądze. Oraz bardzo poważna obniżka formy, co doprowadza do konfliktu między „Kozakiem” a Polskim Związkiem Lekkoatletyki. A były to czasy, gdy wszystko było polityczne, zaś każdy sportowiec był niejako „własnością” związku i nie miał nic do gadania. Stąd taka decyzja o wyjeździe do RFN, odebrana przez wielu (oraz przedstawiana w mediach) jako zdrada. Wszystko to ogląda się z dużym zainteresowaniem, zwłaszcza jeśli nie zna się życiorysu Kozakiewicza.

Poza samymi rozmowami, dużą wartością jest spora ilość archiwaliów. I nie chodzi tylko o fragmenty Polskiej Kroniki Filmowej czy wycinki z gazet, ale przede wszystkim ze zbiorów Kozakiewicza. Zarówno treningi, sporo prywatnych zdjęć, do tej pory niepokazywane. To pozwala wejść tam, gdzie nie wchodziły media, gdzie wiele rzeczy się działo za kulisami. Nie brakuje tutaj słów rozgoryczenia oraz pewnego żalu za szansami, które ciągle były odbierane, niweczone z powodu absurdalnych zasad jak choćby dyskwalifikacja za… przyjście na zawody w stroju od firmy, z którą tyczkarz miał kontrakt. Takich absurdów było więcej, ale nie będę zdradzał.

Jedyne, co wywołuje pewien niedosyt, to brak pokazania tego „życia po życiu”, czyli okresu po zakończeniu kariery. Jak się potoczyły losy Kozakiewicza, czym się zajął po karierze, czy wrócił do kraju. Te momenty byłyby puentą dla całości. Nie zmienia to faktu, że „Po złoto” jest fascynującym portretem człowieka, dla którego wygrywanie było sensem życia. Niby krótko, ale treściwie.

7/10

Radosław Ostrowski

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s