Chyba obecnie żaden reżyser kina grozy nie miał tak rozpędzonej oraz interesującej kariery jak Mike Flanagan. Choć ostatnio tworzy mini-seriale dla platform streamingowych (głównie dla Netflixa, ale parę tygodni temu pojawiła się „Carrie” dla Prime Video), to także filmy tworzył co najmniej intrygujące. Nawet jeśli opierają się na znajomych motywach (nawiedzone lustro w „Oculus” czy temat fanatyzmu religijnego w „Nocnej mszy”), było odświeżające. Nie inaczej jest w przypadku powstałego 10 lat temu „Hush”.

Punkt wyjścia jest bardzo prosty i nieskomplikowany: jesteśmy w domu mieszkającej gdzieś z dala od cywilizacji Maddie Young (Kate Siegel). Kobieta jest pisarką, żyje samotnie (poza kotką o jakże niezwykłym imieniu… Zdzira) i… jest głuchoniema. Obecnie pracuje nad kolejną powieścią, jednak ma problem z zakończeniem. Co jeszcze może się wydarzyć? Otóż nocą w okolicy krąży tajemniczy mężczyzna w masce i z kuszą (John Gallagher Jr.), który bierze Maddie na celownik. Zaczyna się gra w kotka i myszkę.

Flanagan w zasadzie robi nieskomplikowany thriller z podgatunku home invasion. Czyli jesteśmy w całkowicie zamkniętej przestrzeni (choć dom jest dość spory), na zewnątrz czai się zabójca, zaś nasza bohaterka wydaje się na przegranej pozycji. Bo jak kobieta pozbawiona słuchu i mowy może mieć szansę? Przeciwnik jest o wiele silniejszy fizycznie, dość szybko orientuje się w słabości Maddie i wykorzystuje na swoją korzyść (niezauważenie kradnie jej komórkę i robi jej zdjęcia). A reżyser opowiada tą prostą opowiastkę w taki sposób, że ciągle trzyma w napięciu. Wiele razy pokazuje sytuację z perspektywy protagonistki, gdzie zamiast dźwięku słyszymy szum, co jeszcze bardziej potęguje poczucie osaczenia i niepewności.

By jeszcze bardziej podbić klimat, reżyser wszystko utrzymuje w mroku tak ciężkim i gęstym, że można kroić nożem. Jak jeszcze dodamy bardzo podkręcony dźwięk (choćby przy scenie przygotowania kolacji) oraz nagłe ataki przemocy, dostajemy mocny dreszczowiec. Zwłaszcza trzeci akt jest bardzo intensywny, wręcz niepokojący i trzyma za gardło. A wszystko to jest zasługą świetnych głównych ról. Kate Siegel (także współscenarzystka filmu) jest rewelacyjna w roli Maddie, gdzie wszelkie emocje (ból, strach, wściekłość) pokazuje mową ciała oraz mimiką. Mieszanka lęku, sprytu i desperacji działa efektywnie. W kontrze do niej stoi świetny Gallagher Jr., będący chłodnym, opanowanym i enigmatycznym zabójcą, próbującym korzystać z każdej możliwej okazji. Przez co ta konfrontacja jest o wiele ciekawsza, bo mamy dwójkę inteligentnych ludzi.

„Hush” jest kolejnym przykładem prostego pomysłu zrobionego z małym budżetem oraz silną konsekwencją reżyserką. Pozornie ograna i znajoma, jednak Flanagan jest na tyle sprytny, by wnieść wiele świeżości.
8/10
Radosław Ostrowski
