Zawrót głowy

John Ferguson zwany przez kolegów Scottie jest gliniarzem, który cierpi na lęk wysokości. Z tego powodu, musiał zrezygnować z zawodu. Jednak jego dawny znajomy z czasów wojny, prosi go o przysługę. Ma śledzić jego żonę, obawiając się, że dostanie obłędu. Pozornie prosta sprawa okaże się bardziej skomplikowana.

vertigo1

Alfred Hitchcock był specjalistą od pomysłowych i efektownych dreszczowców, jednak „Zawrót głowy” bije wszystko, co do tej pory widziałem. Początkowo jest to dość senny i spokojnie zrealizowany kryminał, w którym przewija się wątek miłosny (śledzący zakochuje się w śledzonej), przerwany w dość dramatyczny sposób. Następnie jest mocne zwolnienie tempa i pozorny spokój, ale widzimy postępującą obsesję bohatera. Aż wtedy…., a nie, nie. Więcej ode mnie nie wyciśniecie. Zaskakujące wolty, intryga zaskakująca precyzją i pomysłowością (pokazanie agorafobii – „wydłużające się” schody czy kapitalnie zrobiona scena koszmaru bohatera). Choć przez sporą część dzieje się praktycznie niewiele, atmosfera tajemnicy, wręcz sennego koszmaru jest namacalna, napięcie gwałtownie skacze, prowadząc do dramatycznego finału w kościelnej dzwonnicy. Najbardziej precyzyjnie wykonana robota w całej karierze reżysera.

 

vertigo2

Poza dobrymi dialogami, drugim mocnym atutem są niezawodni aktorzy. Tutaj prym wiedzie kapitalny James Stewart. Scottie jest porządnym facetem ze skazą, zaś miłość do Madeleine okazuje się dla niego niebezpieczna, a jego załamanie i obsesja stają się jedynym napędem zmuszającym go do działania. Mocna postać i bardzo złożona, co zostało pokazane bez zgrzytów. Jednak najbardziej fascynowała Kim Novak. Grając dwie różne postacie wypada po prostu znakomicie – chora, zakochana, bardzo tajemnicza, apetyczna. Poza tym duetem wybija się rozbrajająca Barbara Bel Gedden (Marjorie Wood, współlokatorka Scottiego) oraz opanowany Tom Helmore (Gavin Elster).

Nie zawaham się użyć stwierdzenia, że to najlepszy film Hitchcocka. Dlaczego? W zasadzie wszystko tam gra i jest dopięte do najdrobniejszego detalu, intryga pomysłowa i wodząca za nos, aktorstwo kapitalne i wszystko to tworzy całość, która fascynuje do dnia dzisiejszego.

9/10 + znak jakości

Radosław Ostrowski

Kłopoty z Harrym

Małe miasteczko Vermont gdzieś w czasie jesieni. Właśnie tam pojawia się Harry, a dokładniej jego zwłoki. Najpierw przez małego Arniego i jego matkę Jennifer Rogers, potem kapitana Wilesa, wreszcie malarza Sama Marlowe’a. Przynajmniej dwie osoby z tego grona będą czuły się odpowiedzialne za śmierć Harry’ego, co wywoła pewne komplikacje w dość spokojnym miasteczku.

harry_klopoty1

Hitchcock i komedia? Brzmi to dziwnie, ale była już jedna udana próba („Pan i pani Smith”), jednak tym razem mamy zwłoki w roli głównej oraz tajemnicę jego zgonu (naprawdę zaskakującą). Dialogi niepozbawione humoru (odrobinkę czarnego), intryga pozornie prosta komplikuje się, zaś relacje między bohaterami są w dużej części spowodowane… przez truposza. Inaczej nie zeszliby ku sobie malarz i wdowa po zmarłym, a były kapitan marynarki nie zdobył serca pani Gravely, prawda? Realizacyjnie jest naprawdę dobrze (pięknie wygląda miasteczko jesienią, w dodatku te liście), okraszone delikatną i raczej skoczną (jak na takie okoliczności) muzyką Bernarda Herrmanna (to był początek współpracy tych panów), tworząc naprawdę bardzo przyjemną i lekką rozrywkę, będącą odskocznią od kryminałów i szpiegowskich intryg.

harry_klopoty3

W dodatku całość jest naprawdę dobrze zagrana. Najbardziej błyszczą tutaj John Forsythe (malarz Sam Marlowe – inteligentny, pomysłowy facet) oraz zaczynająca swoją karierę Shirley MacLaine (urocza Jennifer Rogers). Ten zgrabny duet wspiera dwoje starszych aktorów – Edmund Gwenn (trochę ciapowaty kapitan Wiles) oraz Mildred Nadwick (elegancka pani Gravely), którzy też radzą sobie bardzo dobrze.

 

harry_klopoty2

Czarna komedia zawsze jest w cenie, a Hitchowi udało się wprowadzić odrobinę zamieszania i humoru. Zgrabne, eleganckie i dowcipne kino.

8/10

Radosław Ostrowski

Złodziej w hotelu

John Robin zwany Kotem zajmował się kradzieżami biżuterii, jednak od dłuższego czasu jest na emeryturze i mieszka spokojnie we Francji. Jednak od pewnego czasu zaczęły nasilać się kradzieże diamentów, zaś sposób ich realizacji przypominał metodę Kota. Mężczyzna próbuje na własną rękę odnaleźć sprawcę.

zlodziej1

Alfred Hitchcock znów bawi się w schemat pt. Niewinny człowiek wplątany w paskudną intrygę i na własną rękę rozwiązujący sprawę. Tylko, że tutaj nasz bohater nie jest do końca święty. Poza tym film hybrydą – z jednej strony jest kryminalna intryga, pojawia się wątek miłosny, a wszystko to okraszone dowcipnymi, pełnymi ironii dialogami. W dodatku jesteśmy w pięknym Lazurowym Wybrzeżu (naprawdę ładne zdjęcia) – czyli raj na ziemi. Jednak napięcie nie pojawia się tu zbyt często, rozwiązania domyśliłem się pół godziny przed finałem (włamanie do pałacu w trakcie balu). Owszem, jest to zgrabnie poprowadzone, nieźle opowiedziane i ogląda się to dobrze, ale jednak mam wrażenie pewnego rutyniarstwa. W dodatku za bardzo skupiono się tu na wątku miłosnym, co mi trochę przeszkadzało.

zlodziej2

Ze strony aktorskiej jest całkiem przyzwoicie. Jak zwykle najbardziej przykuwa Grace Kelly – pięknie wygląda (we wszystkim), może jest trochę naiwna, ale czy to przeszkadza. Cary Grant zaś trzyma fason i jest tak uczciwy jak to tylko możliwe. Wierzymy mu. Poza tym całkiem niezłym duetem warto wyróżnić niezawodnego Johna Williamsa (agent ubezpieczeniowy Hughson) oraz atrakcyjną Brigitte Auber (Danielle Foussard).

„Złodziej w hotelu” to kawał niezłego kina, które może i nie zaskakuje, ale jest porządnie zrobione. Nie mniej od takich reżyserów wymaga się dużo więcej.

6,5/10

Radosław Ostrowski

Okno na podwórze

L.B. Jeffries zwany Jeffem jest zawodowym fotografem, który z powodu złamanej nogi ma przymusową przerwę w pracy. W tym czasie podgląda sąsiadów znad przeciwka w ten sposób zabijając nudę i monotonię. Aż do chwili, gdy widzi nietypowe zachowanie Larsa Thorwalda, który nagle wieczorem wychodzi z domu. Mężczyzna podejrzewa, że sąsiad zabił swoją żonę.

„Okno na podwórze” jest uznawane za arcydzieło w dorobku Alfreda Hitchcocka. Ja jednak jestem daleki od entuzjazmu. Sama intryga jest dość prosta i oczywista, zaś pomysł na bohatera uziemionego, który jest podglądaczem jest pomysłowe. Jednak dla mnie znacznie ciekawszy był wątek obyczajowy, gdzie Jeff nie chce się ożenić z bardzo atrakcyjną modelką Lisą Fremont. Tutaj bardziej było wyczuwalne napięcie (no i w samym finale), w dodatku naszpikowane ironicznymi dialogami. Technicznie trudno się do czegokolwiek przyczepić, ale obserwowanie przez okno sąsiadów przestało być interesujące.

okno

Zaś od strony aktorskiej film prezentuje się naprawdę dobrze. James Stewart (ulubieniec Hitcha) po raz kolejny przykuwa uwagę. Znudzony, samotny Jeffries to facet, który potrzebuje mocnych wrażeń i adrenaliny, nie potrafi siebie wyobrazić w roli ustatkowanego męża, zaś swoją dziewczynę uważa za zbyt idealną dla siebie. Partneruje mu Grace Kelly i jest po prostu zjawiskowa. Piękna, ale jednocześnie niepozbawiona sprytu, wierzy Jeffowi na słowo, zaś zakończenie pokazuje, że chyba się zeszli ze sobą. Poza nimi wyróżniają się Thelma Ritter (opiekuńcza Stella) oraz Wendell Corey (porucznik Doyle, trzeźwo myślący).

Sama intryga kryminalna tutaj była za prosta i oczywista, jednak o dziwo całość wypada dobrze. Ja jednak liczyłem na coś innego i bardziej interesującego. To po prostu dobry film i tyle.

7/10

Radosław Ostrowski

M jak morderstwo

Londyn. Tam mieszka małżeństwo Wendice – spokojne, stabilne i szczęśliwe (pozornie). Bo prawda jest taka, że pani Wendice zdradza swojego męża z amerykańskim pisarzem Markiem Hallidayem. Mąż to odkrywa i planuje popełnienie zbrodni doskonałej – wynajmuje starego znajomego, by zabił jego żonę. Ale plan bierze w łeb, gdyż kobieta zabija napastnika.

m_jak_morderstwo1

Jeśli oglądamy film Alfreda Hitchcocka, to na 90% będziemy mieli do czynienia z kryminałem, albo historią z kryminalnym/szpiegowskim wątkiem. Adaptacja sztuki teatralnej Fredericka Knotta pokazał, tak jak „Lina” jak stworzyć trzymające w napięciu kino, mając do dyspozycji małą przestrzeń i kilku aktorów. I to na kilka lat przez „12 gniewnymi ludźmi” Lumeta. Intryga jest tutaj budowana bardzo precyzyjnie – nie brakuje kilku wolt, a napięcie mimo „rozgryzienia” sprawy nie opada (śledztwo). Kilka ujęć (plan Wendice’a opowiedziany Swanowi czy proces pani Wendice) to małe perełki. Jak zawsze zdjęcia i montaż współtworzą atmosferę i wspierają całą opowieść, która wciąga, zmusza do myślenia i nadal przykuwa uwagę mimo lat (co jest sporą zasługą reżysera oraz świetnych dialogów).

Drugą mocną stroną (umówmy się, ten film nie ma słabszych stron) jest gra aktorska, która jest po prostu wyborna. I nie ma w tym przesady. Najbardziej tutaj błyszczy Ray Millard. Pan Wendice w jego wykonaniu to bardzo spokojny i opanowany człowiek, który tak naprawdę jest sprytnym i podstępnym człowiekiem. Jego plan zbrodni doskonałej poraża wyrachowaniem i elastycznością. Z kolei Grace Kelly jako niewierna żona również wypada bez zarzutu, tak jak partnerujący jej Robert Cummings, czyli Mark Halliday. Ale wszystko nabiera rumieńców z pojawieniem się inspektora Hubbarda (kapitalny John Williams – nie mylić z kompozytorem Johnem Williamsem) – śledczego, który pozornie wydaje się typowym gliniarzem. Ale finał należy do niego.

m_jak_morderstwo2

Od pewnego czasu zauważam wysoką formę Hitchcocka, która ciągle się go trzyma i odejść nie chce. „M jak morderstwo” tylko potwierdza tą formę. Może nie jest to tak popularny film jak „Psychoza” czy „Północ-północny zachód”, ale nie jest gorszy od nich.

8/10

Radosław Ostrowski

W sieci kłamstw

Roger Ferris jest agentem terenowym CIA na Bliskim Wschodzie, zaś jego zadaniem jest schwytanie al-Saleema. Działa ze swoim oficerem prowadzącym Edwardem Hoffmanem, który kontaktuje się z nim na odległość. W końcu Amerykanie proszą o pomoc wywiad Jordanii.

siec1

Ridley Scott to jeden z tych filmowców, których nie można pomylić z nikim innym. Wszechstronnie uzdolniony, sprawny rzemieślnik obracający się po kinie gatunkowym różnej maści. Tutaj próbuje wejść w konwencję thrillera politycznego i przy okazji próba zabrania głosu w sprawie wojny z terroryzmem. Technicznie jest to świetny film (montaż, zdjęcia – kapitalne), zaś sceny rozmów między Ferrisem i Hoffmanem nie pozbawione są pewnego cynicznego humoru. Przy okazji Scott pokazuje nieufność Ameryki wobec sojuszników (ze wskazaniem na wywiad Jordanii), z którymi muszą współpracować, bo znają teren i mentalność i dlatego z nimi współpracują, choć nie zawsze działają równocześnie (próba dorwania wtyczki Jordańczyków w Al-Kaidzie). Widać, że filmowiec stara się zachować obiektywizm i pokazać, że nie wszyscy Arabowie są źli. Ale jednak i tak Amerykanie wygrywają, co trochę budzi niesmak.

siec2

Od strony aktorskiej film jest całkiem przyzwoity. Leonardo DiCaprio powtarza tutaj swoją rolę w „Infiltracji” i daję radę. Nie wie komu może ufać (bo nawet jego szef nie informuje go o wszystkim), świetnie wtapia się w tło i miota się. Misiowaty Russell Crowe jako jego szef jest lepszy – ciągle ze słuchawką w uszach, cyniczny i nie do końca uczciwy. Za to perełką tutaj jest Mark Strong jako Hani – przenikliwy szef wywiadu Jordanii, który ceni sobie lojalność i jest naprawdę cwanym lisem (finał jest jego).

Scott zrobił porządny film, gdzie jest pewna równowaga między dialogami a akcją. Pomysłowo, perfekcyjnie technicznie i ze sporą dawką emocji.

7/10

Radosław Ostrowski

Wyznaję

Otto Keller pracuje jako kościelny i jako ogrodnik u mecenasa Villarete’a. Otto okrada dom prawnika i zabija go. Ze wszystkiego spowiada się księdzu Loganowi. Wskutek zbiegu okoliczności, ksiądz zostaje oskarżony i nie broni się.

wyznaje1

Kolejny film w schemacie Hitchcocka pt. „Niewinny człowiek wrobiony w morderstwo”. Tym razem tym niewinnym jest ksiądz, który nie może się bronić. Może i nie powala film szybkim tempem czy super skomplikowaną intryga, ale jest interesująca tajemnica (dla mnie trochę zbyt oczywista) i wszystko skupia się na słowach – miłość, szantaż, morderstwo, śledztwo. Quebec jest tutaj naprawdę ciekawie sfotografowany (znowu czarno-biała taśma), nie brakuje kilku wolt i skrętów, zaś finał w hotelu jest przykładem dobrego finału. Jednak najciekawsza nie była intryga kryminalna, choć ma świetny pomysł i punkt wyjścia, ale wątek obyczajowy i dylematy księdza Logana. Hitchcock pokazuje też trochę przy okazji jak łatwo można oskarżyć człowieka (sceny procesu i tuż po nim).

wyznaje2

W dodatku aktorzy to udźwignęli. Fantastycznie wypadł Montgomery Clift jako dość tajemniczy ksiądz – człowiek po przejściach, który jest zdany tylko na siebie i woli chronić cudzą reputację niż swoją. Niewinny, niepewny, samotny – to wszystko widać na twarzy. Dorównuje mu kroku Anne Baxter jako madame Grandford – dawna znajoma księdza, a nawet więcej. Scena jej przesłuchania jest jedną z najciekawszych w filmie. Poza tym duetem warto zwrócić uwagę na Karla Maldena (skrupulatny inspektor Larrue) i O.E. Hasse (Otto Keller).

Mniej znany film Hitcha, ale na pewno dobry i ciekawy. Sprytnie zrobione kino.

7/10

Radosław Ostrowski

Lina

Brandon i Phillip są studentami. Obaj zabijają w swoim mieszkaniu ich kolegę Davida, ukrywają ciało w skrzyni i organizują przyjęcie dla ojca zabitego. Wśród gości jest ich wykładowca Rupert Cadell, który zaczyna się wszystkiego domyślać.

lina1

Alfred Hitchcock o zbrodni doskonałej. Choć całość może sprawiać wrażenie bardziej uczestnictwa w Teatrze TV (jedno miejsce akcji, jeden wątek), to reżyser bardzo pewnie opowiada całą historię i mimo krótkiego trwania, wyciska z niej soki i trzyma w napięciu aż do finału. Świetne dialogi, precyzyjnie opowiedziana intryga, znakomita praca operatorska (cały film to 4 długie ujęcia kamery przerywane jedynie widokiem na plecy) i jest to pierwszy film Hitcha w kolorze. W dodatku mamy też wiarygodne portrety psychologiczne bohaterów (ze wskazaniem na sprawców mordu), zaś reżyser chyba podziela pogląd Dostojewskiego, że każda zbrodnia wyjdzie na jaw i kara jest nieunikniona. Zaś atmosfera powoli się zagęszcza, a każde słowo może być istotne.

lina2

Ten spektakl nie byłby tak znakomity (od strony technicznej to majstersztyk – zwłaszcza finał), gdyby nie równie znakomite aktorstwo. Na pierwszy plan wbija się w zasadzie postać drugoplanowa, bo profesor Rupert koncertowo zagrany przez Jamesa Stewarta. Podejrzliwy, zbijający z tropu za pomocą czarnego humoru i wyjątkowo dociekliwy, mógł być jedną z inspiracji do stworzenia postaci porucznika Columbo. Równie wyborni są obsadzeni na zasadzie kontrastu – opanowany i pewny siebie John Dall (Brandon) oraz wrażliwy, łamiący się Farlay Granger (Phillip). Reszta aktorów w zasadzie robi za tło, ale nie można się tu do nich przyczepić.

Hitchcock po raz kolejny udowadnia swój nieprzeciętny talent w opowiadaniu historii, tworząc jeden ze swoich najlepszych filmów w ogóle. Mocne, emocjonujące i dopieszczone do najdrobniejszego szczegółu.

9/10 + znak jakości

Radosław Ostrowski

Osławiona

Alicia Huberman jest córką skazanego za kolaborację z Niemcami. Kobieta od tej pory prowadzi dość hulaszcze życie. I wtedy pojawia się tajemniczy T.R. Devlin – agent wywiadu, który dalej jej zadanie do wykonania. Ma zbliżyć się do znajomych jej ojca, którzy prowadzą tajemnicze interesy. Jeden z nich Alexander Sebastian jest w niej zakochany, co powinno ułatwić zadanie. Chyba, że jej agent prowadzący też się w niej zakocha.

oslawiona1

Alfred Hitchcock kolejny raz współpracuje ze scenarzystą Benem Hechtem. I znów mamy mieszankę wątku miłosnego z wątkiem sensacyjno-szpiegowskim. Tym razem jeszcze wszystko w Brazylii. A całość znowu jest bardzo zgrabnie i pomysłowo zrobiona. Wizualnie znowu wszystko jest dopieszczone i dopracowane, sama intryga dobrze poprowadzona, a oba wątki trzymają w napięciu i nie nudzą. Aż do naprawdę trzymającego finału. Szczegóły są dopięte, zdjęcia i muzyka są naprawdę dobre, zaś montaż stawia wszystko na nogi. Więcej nie zdradzę, choć trochę to przypomina „Urzeczoną”, tylko zamiast psychoanalizy mamy szpiegów i intryga jest chyba ciekawsza.

oslawiona2

Wszystko jest poprowadzone pewną ręką i zagrane bardzo dobrze. Zarówno przystojny Cary Grant i piękna Ingrid Bergman tworzą naprawdę zgrabny duet. Oboje muszą tłumić swoje emocje, bo to mogło by zaszkodzić, ale to nie jest łatwe. Ale i tak cały film ukradł Claude Rains – czarujący, inteligentny facet, który stracił głowę dla kobiety i to go, niestety, zgubi.

Kolejny przykład na to, że nawet z dość typowego schematu, można wymyślić jeszcze coś ciekawego i nadal trzymającego w zainteresowaniu. Świetne kino.

8/10

Radosław Ostrowski

Zagubiona autostrada

Ciemna noc, żółte pasy po środku i niewyraźnie oświetlona droga – ten obraz zaczyna i kończy jeden z najgłośniejszych filmów lat 90-tych, a mianowicie „Zagubioną autostradę”.

autostrada1

Sama fabuła jest dość skomplikowana. Wszystko zaczyna się w momencie, gdy saksofonista Fred Maddison słyszy w domofonie informację, że Dick Laurent nie żyje. Potem Maddisonowie zaczynają otrzymywać kasety wideo, gdzie ktoś filmuje ich dom. Na ostatniej taśmie widać, że Fred zabija swoją żonę. Mężczyzna zostaje skazany na śmierć. Ale parę dni później zamiast niego w celi pojawia się młody chłopak, Pete Dayton, który zostaje wypuszczony.

autostrada2

Jeśli po tym opisie czuje się skonsternowani i nie ogarniacie tego można wyciągnąć jeden wniosek – jest to film Davida Lyncha. Ten filmowiec zawsze prowadził grę z widownią i tworzył światy na granicy jawy i snu, ciągle inspirując innych reżyserów. Więcej fabuły nie zdradzę, bo jest skomplikowana jak pętla. Mamy tu niebezpieczną miłość, pornografię, morderstwo, gangsterów i zagadkę, której rozwiązanie wymyka się i rozgryźć potrafią tylko nieliczni. Realizacja filmu, też nie ułatwia rozwiązania – obraz bywa zniekształcony, bazuje na powtórzeniach (droga nocą, paląca się chata jak w przewijanym filmie), intrygująco wykorzystując kolorystykę (ze wskazaniem na czerwień, biel, czerń i błękit) i tworząc dość dziwaczny klimat. Mogą zdarzyć się pewne sceny zbędne (wybuch pana Eddy’ego na kierowcę, który pokazał mu środkowy palec), ale nic tu nie jest dziełem przypadku.

autostrada3

Aktorzy też są kluczem do rozwikłania zagadki, a wypadają naprawdę dobrze. Bill Pullman kojarzony głównie z roli najbardziej patetycznego prezydenta USA („Dzień Niepodległości”) lub parodii Hana Solo w „Kosmicznych jajach” tutaj tworzy dość niejednoznaczną postać Freda – zazdrośnika. Świetnie za to wypadła Rosanna Arquette jako potulna żona Freda i jako femme fatale Alice. No i w końcu trzeci w te parze Balthazar Getty – czyli Pete Dayton, który z twarzy kogoś przypomina. Jak myślicie kogo? Poza nim są dwie mocne role – stonowany Robert Blake (tajemniczy mężczyzna) i szarżujący Robert Loggia (gangster Dick Laurent).

autostrada4

Kolejna mroczna droga do ludzkiego umysłu według Davida Lyncha. Nie jestem fanem, ale bardzo go szanuję za ten film. A co wy zobaczycie na zaciemnionej drodze?

7,5/10

Radosław Ostrowski