Simone

Victor Taransky jest reżyserem filmowym, który swoje najlepsze lata już ma za sobą, a kino zmieniło się totalnie. Przy pracy nad kolejnym filmem, żadna aktorka nie chce z nim współpracować przy nowym filmie. I wtedy pojawia się pewien programista, który stworzył program tworzący żywą kobietę, która zostaje jego aktorką – Simone. Tylko jak to ukryć?

simone1

Andrew Niccol to sprytny i łebski scenarzysta. Przynajmniej za takiego był uważany, gdy napisał „Truman Show” zrobione przez Petera Weira. Tutaj mamy z jednej strony komedię będącą satyrą na środowisko filmowe, gdzie gwiazdy mogą zerwać kontrakt z tak błahego powodu jak brak odpowiedniej odległości do przyczepy, drwiny z mediów i mas będących w stanie kupić wszystko, co im się da (film nakręcony przez lipną aktorkę, która… żre ze świniami z koryta wywołuje aplauz i entuzjazm). Z drugiej strony jest tu dramat reżysera, który chce „ją” wykorzystać, by wrócić do pierwszej ligi. Ale bardzo niebezpieczne okazuje się stworzenie takiego dzieła, bo nikt nie uwierzyłby w to, że ona nie istnieje. Pomysł jest świetny, realizacja już nie do końca, bo humor zaczyna się powtarzać (finał jest jednak naprawdę mocny i niespodziewany) i chyba nie do końca wiadomo, w którą stronę ten film ma pójść.

simone3

Aktorzy częściowo bronią ten tytuł i dzięki nim dobrze się go ogląda. Al Pacino to Al Pacino – zawsze przykuwa uwagę, nawet jeśli nie jest w najlepszej formie. Tutaj też daje sobie radę jako uwspółcześniony Pigmalion. Zarówno jako pomysłowy filmowiec, jak i kompletnie „uzależniony” od swojego dzieła, twórca wypada naprawdę dobrze. Wspierają go tutaj niezawodna Catherine Keener (była żona i szefowa Elaine), niezła Evan Rachel Wood (córka Lainey) i Winona Ryder (aktorka Nicola Anders) oraz duet Jason Schwartman/Chris Coppola (dziennikarze Echo). Jednak tak naprawdę najciężej miała Rachel Roberts, bo zagrać ideał jest zawsze trudno. No i poradziła sobie.

simone2

Mam lekki niedosyt, jednak to zgrabne połączenie dramatu i komedii wypadło zaskakująco dobrze. Miejscami bawi, miejscami zastanawia, ale mam nadzieję, że jeszcze nie dojdzie do takiej sytuacji, że wszyscy aktorzy będą komputerowi, chociaż kto wie.

7/10

Radosław Ostrowski

Morze miłości

Frank Keller jest policjantem z wydziału zabójstw z 20-letnim doświadczeniem. Razem z detektywem Shermanem prowadzą dochodzenie w sprawie zabójstw mężczyzn. Wszyscy umieszczali anonse w gazecie dla samotnych. Obaj decydują się umieścić swoje ogłoszenia, zakładając, że sprawcą jest kobieta i w ten sposób ją złapać. Frank wpada na trop Helen, ale zakochuje się w niej.

morze_milosci1

Film Harolda Beckera w założeniu jest thrillerem z wątkiem miłosnym. Obydwa wątki zgrabnie przeplatają się ze sobą i wciągają, trzymając w napięciu do samego finału (całkiem niezłego). Wszystko się gmatwa i komplikuje, nie brakuje odrobiny humoru (randki w restauracji), zaś realizacja jest więcej niż solidna. Ogląda się to dobrze i trudno się przyczepić do czegoś.

morze_milosci2

Ale byłby to jeden z wielu filmów z tego okresu, gdyby nie było tak świetnie zagrane. Powracający po czterech latach przerwy Al Pacino znowu przyciąga uwagę. Zarówno jako śledczy, jak i zakochany facet. Także Ellen Barkin jest apetyczna, zaś chemia między nimi jest wręcz namacalna. Poza nimi wybija się sympatyczny John Goodman (detektyw Sherman) i Michael Rooker (Terry).

Solidny dreszczowiec, który mimo upływu lat potrafi sprawić satysfakcję.

7/10

Radosław Ostrowski

Dick Tracy

Tytułowy bohater jest gliniarzem pracującym w Mieście, gdzie walkę o wpływy w półświatku mafijnym prowadzi Big Boy Caprice. Obaj panowie prowadzą ze sobą otwartą wojnę, jednak Big Boy otrzymuje tajemniczego sojusznika Noface’a, który decyduje się mu pomóc.

Jak widać sama historia jest prosta jak konstrukcja cepa i bazująca na komiksach Chestera Goulda, które już były parokrotnie przenoszone na ekran. Ale w 1990 roku zadania adaptacji podjął się Warren Beatty – wówczas już uznany reżyser i bardzo popularny aktor. Sam film jest dość komiksowy, co nie powinno dziwić – jednowymiarowi bohaterowie, prosta, choć komplikująca się fabuła, kiczowata kolorystyka (dominuje czerwień, zieleń i czerń), prosty humor. Jednak paradoksalnie wyszedł z tego udany film. Jak to możliwe? Świadomość pochodzenia i nie wypieranie się tego stało się atutem, bo intryga wciąga, zabawa jest całkiem przyjemna, a i realizacja też jest bardzo intrygująca, czerpiąca zarówno z estetyki komiksu (kolorystyka, montaż), kina noir (scenografia – ręcznie rysowana miejscami, kostiumy) i kiczu (przerysowana charakteryzacja), okraszając to zgrabnymi piosenkami. Ponieważ adaptacje komiksów jeszcze raczkowały (rok wcześniej powstał „Batman” Tima Burtona), więc wtedy film robił wrażenie, ale w porównaniu z mrocznymi opowieściami serwowanymi obecnie (Batmany Nolana, X-Men) wypada dość blado. Beatty jednak nie udaje, że chodzi o coś więcej, niż tylko zabawę i na tym polu wygrywa.

dick_tracy2

Także od strony aktorskiej postarano się uwiarygodnić ten świat. Pierwsze skrzypce gra tu sam Beatty, który nieźle wypada w roli nieugiętego gliny, chociaż wydaje się on zbyt kryształowy. Znacznie ciekawszy jest drugi plan, gdzie pełno jest gangsterów z paskudnymi ryjami (charakteryzacja jest naprawdę świetna). Tutaj bryluje kapitalny Al Pacino w roli Big Boya – jest on groteskowy, przerażający, zabawny i wyrazisty. Tutaj Al parodiuje swoje gangsterskie wcielenia, co najważniejsze nigdy nie popada w granicę przerysowania, co niedawno zrobił Sean Penn w „Gangster Squad”. Jest jeszcze Madonna, która dobrze sobie radzi w roli femme fatale. Zaś w kluczowych lub epizodycznych rolach nie zabrakło takich aktorów jak James Caan (Splendini), Dustin Hoffman (Bełkot), William Forsythe (Flattop) czy Mandy’ego Patinkina (pianista 88 Keys).

dick_tracy1

Film Beatty’ego jest świadomie kiczowatym, komiksowym filmem, który broni się paroma pomysłami, atmosferą i świetną obsadą. Jeśli szukamy tylko i wyłącznie dobrej zabawy, to znajdziecie jej tu wiele.

7/10

Radosław Ostrowski

Ludzie, których znam

Eli Wurman jest specjalistą od PR-u, który swoje najlepsze lata ma już dawno za sobą. Teraz jest starym, zmęczonym facetem nadużywającym alkoholu i lekarstw. Jego stały klient aktor Cary Launer prosi go o przysługę: zaprowadzenie jego kochanki do hotelu i potem na lotnisku. Przez to zostaje wplątany w morderstwo.

ludzie1

Film niejakiego Daniela Algranta to mieszanka dramatu obyczajowego z thrillerem. Samo to połączenie wydaje się dość karkołomne, jednak całość wyszła dość intrygująca. Opowieść o sile mediów i PR-u, od którego zależą losy wielu, bo bez „gwiazd i sław” nic nie można dzisiaj załatwić jest prowadzona w dość spokojny, wręcz ospały sposób. Tempo jest bardzo powolne, intryga jest dość jasna i klarowna, choć w połowie następuje przyśpieszenie, zaś parę wątków (polityczny, kryminalny, miłosny) wydaje się pourywanych. Niemniej jest to dobra historia, z dość zaskakującym finałem, gorzką refleksją i obnażeniem hipokryzji świata pozbawionego ideałów, gdzie inni ludzie decydują o naszym losie. Niby nic zaskakującego, ale dobrze się ogląda m.in. dzięki intrygującym zdjęciom i jazzowej muzyce.

ludzie_znam

Siła napędową jest zdecydowanie Al Pacino, który wcielił się w typ postaci, który ostatnio przylgnął do jego wizerunku – zmęczonego, skażonego złem człowieka. Jest to słaby, uzależniony od nałogów (leki, alkohol) facet wplątany w sytuację, która go zmusza do refleksji – jak się zachować? Poza Alem warto tez zwrócić na Kim Basinger (szwagierka Victoria, która chce z nim związać życie) oraz Teę Leoni (Jilli Hooper).

Dobre i sprawnie zrobione kino z magnetyzującym Alem P., który wielkim aktorem jest i basta.

7/10

Radosław Ostowski

Ludzie miasta

Kevin Calhoun jest asystentem nowojorskiego burmistrza Johna Pappasa – człowieka z dużą reputacją i niemal nieskazitelną opinią. Pewnego dnia dochodzi do tragicznej sytuacji – na skutek strzelaniny zginął policjant, siostrzeniec mafioza i 6-letni chłopiec, który był przypadkową ofiarą. Poruszony tragedią Kevin próbuje na własną rękę wyjaśnić sprawę i trafia na dużą aferę.

ludzie_miasta2

Kino polityczne nie jest łatwym gatunkiem, bo wymaga od widza większego skupienia, ma wolniejsze tempo i jest pozbawione klasycznie rozumianej akcji. Pozornie film Harolda Beckera jest kolejną tego typu opowieścią, jednak potrafi on wciągnąć i zmusić do przemyśleń, choć wnioski są dość oczywiste: układy między policją, władzą, sądami i mafią są bardzo silne, oparte na znajomościach i lojalności. Doprowadzają one do czegoś, co fachowo nazywa się skażeniem i psuciem systemu. Owszem, film jest bardzo gadany (jednak dialogi są naprawdę dobre), scenariusz przykuwa uwagę jak w rasowym kryminale, co nie dziwi jeśli wśród autorów mamy m.in. Nicolasa Pileggi („Chłopcy z ferajny”) i Paula Schradera („Taksówkarz”). Drugą rzeczą istotną jest sposób realizacji – wszystko zrobione w sposób bardzo oszczędny, pozbawiony patosu i łopotu amerykańskiej flagi, co samo w sobie jest dużym plusem. Nawet finał jest zrobiony bez podniosłości i werbli.

ludzie_miasta1

No i jak to jest zagrane. Al Pacino jako burmistrz jest po prostu wyborny – to silna i charyzmatyczna osobowość (mowa na pogrzebie chłopca), która magnetyzuje i przykuwa uwagę. Także John Cusack w roli jego asystenta prezentuje się bardzo dobrze. To idealista, który jest uczciwy – przypomina trochę bohatera „Id marcowych”. Wzbudza sympatię i poznaje reguły polityki. Poza tym duetem obsada jest bardzo imponująca: od Danny’ego Aiello (powiązany z mafią Frank Anselmo), Brigdet Fondy (Marybeth Cogan – adwokat policjantów) i Martina Landau (sędzia Stern) do Davida Paymera (Abe Goodman – przyjaciel Calhourna) i Anthony’ego Francioza (Paul Zapatti – gangster).

To naprawdę dobry film, który jest zrealizowany w prosty sposób, bez żadnego kombinowania i udziwniania. Owszem, niektórych może to wynudzić, ale sprawna realizacja i świetne aktorstwo powinno wynagrodzić wszelkie słabostki.

7/10

Radosław Ostrowski

Strach na wróble

Max siedział w więzieniu, zaś Lionel wrócił znad morza. Celem pierwszego jest Pittburgh, gdzie chce założyć myjnię samochodową, zaś drugi zostawił w Detroit ma żonę i dziecko, którego nigdy nie widział. Obaj panowie zaprzyjaźniają i decydują się wspólnie podróżować.

strach_na_wroble1

Jerry Schatzberg po raz kolejny opowiada o zwykłych ludziach, którzy mają plany, cele i marzenia, choć realizacja nie będzie zbyt łatwa. Cala konstrukcja filmu to zbiór różnych scenek z naszymi bohaterami, którzy wędrują od miasta do miasta, spotykają różnych ludzi, a nawet trafiają do więzienia. Owszem, zdarzają się pewne dłużyzny i spowolnienia akcji, zaś zakończenie pozostaje otwarte, ale mimo to ogląda się to naprawdę nieźle. Po części jest to zasługa zdjęć Vilmosa Zsigmonda, które z jednej strony pokazują piękne plenery, z drugiej surowe pomieszczenia, pełnie biedy i nędzy. Nie zabrakło też odrobiny humoru oraz ciekawych obserwacji.

strach_na_wroble2

Sytuację ratują za to grający główne role Al Pacino i Gene Hackman. Obaj pozornie różnią się wszystkim. Max to z jednej strony solidnie przygotowany i planujący facet, który bywa i porywczy, ale niepozbawiony empatii. Zaś Lionel sprawia wrażenie niepoważnego wesołka, pełnego pogody ducha, ale ma pewną tajemnicę. Obaj panowie się świetnie uzupełniają i tworzą dość skomplikowane postacie, choć może tego nie widać na pierwszy rzut oka.

Sam film jest całkiem interesująca propozycją, którą odrobinę pokrył kurz. Może nie jest do końca idealny, ale jako świadectwo epoki jest ciekawą ofertą.

6/10

Radosław Ostrowski

Narkomani

Helen jest młodą dziewczyną mieszkającą w Nowym Jorku i próbującą swoich sił w malarstwie. Interesuje się nią Bobby, który zajmuje się handlem narkotykami. Zakochują się w sobie, ale oboje zaczynają popadać w uzależnienie.

Debiutujący w roli reżysera Jerry Schatzberg tym razem schodzi mocno na ziemię i pokazuje Nowy Jork, któremu bliżej jest do miasta z filmów Martina Scorsese niż Woody’ego Allena. Widzimy tutaj ludzi uzależnionych, dla których najważniejsze jest dostać forsę, by mieć na działkę. Żeby to zdobyć zrobią wiele – ukradną, prostytuują się, oszukają lekarza. Dlatego jesteśmy przez większość czasu na ulicy, w zaniedbanych i poniszczonych domach, spelunach. Pytanie tylko, czy taki film po „Requiem dla snu” może jeszcze zrobić wrażenie? O dziwo, tak. Dawanie w żyłę, zawsze będzie wyglądało obrzydliwie, tutaj nie ma żadnych ozdobników, happy endu czy moralizatorskiego tonu. Paradokumentalne zdjęcia i obsadzenie wtedy mało znanych aktorów spotęgowało poczucie autentyzmu, a takie sceny jak przedawkowanie Bobby’ego i próba ratowania go, robią wrażenie. To nadal mocne kino, które potrafi trzymać za gardło i przekonująco pokazać drogę upadku człowieka uzależnionego.

narkomani1

Uwiarygodniają to grający główne role Al Pacino i Kitty Winn (nagrodzona w Cannes) jako młodzi, zagubieni, uzależnieni i zdani na siebie. Widzimy ich szczęścia, chwile radości, by potem skakali sobie do gardeł, walczą ze sobą i przegrywają z nałogiem. Poza nimi warto też wyróżnić Alana Vinta jako bezwzględnego gliniarza Hotcha.

Film Schatzberga nadal pozostaje mocnym i poruszającym filmem z narkotykami w tle. Naprawdę godny uwagi film.

7/10

Radosław Ostrowski

Bobby Deerfield

Bobby Deerfield jest kierowcą rajdowym Formuły 1. Podczas jednego z wyścigów dochodzi do tragedii – kolega Bobby’ego ze stajni ginie w zderzeniu dwóch pojazdów, dochodzi do eksplozji. Drugi kierowca trafia do szpitala, gdzie Bobby go odwiedza. Tam poznaje niejaką Lillian Morelli – Włoszkę, która go intryguje. Później okazuje się, że kobieta jest ciężko chora.

bobby_deerfield1

Melodramat jest gatunkiem bardzo trudnym, jednak to nie zniechęca filmowców. Jednym z takich dość nietypowych love story jest film Sydneya Pollacka „Bobby Deerfield”. Z jednej strony nie brakuje tu ładnych zdjęć wielu plenerów (Francja, Włochy), nieźle zrobionych scen wyścigów oraz dobrych dialogów. Z drugiej jednak tempo jest dość spokojne, wręcz usypiające, co może zniechęcić, bo ten romans niby jest, a tak naprawdę go nie ma. Może inaczej – rozwija się bardzo powoli, wręcz niezauważalnie, więc wymaga to skupienia. Dla mnie trochę było za mało tej rajdowej otoczki (wiem, że nie był to najważniejszy wątek), bo to historia o budzeniu się z emocjonalnego letargu i znużenia. Jednak na mnie miejscami wywoływał znużenie zamiast ciekawości. A chyba nie o to tu chodziło.

bobby_deerfield2

Częściowo sytuację ratuje niejaki Al Pacino, który świetnie wciela się w znużonego rajdowca. Kroku dorównuje mu urocza Martha Keller, która mimo świadomości swojego krótkiego życia, próbuje czerpać z życia garściami i prowokuje Bobby’ego. Oboje tworzą dość ciekawą parę.

Mimo lat film jest całkiem przyzwoitą opowieścią, pozbawioną sentymentalizmu, wpadania w klisze. Ale czegoś mi tu zabrakło.

6/10

Radosław Ostrowski

…I sprawiedliwość dla wszystkich

Arthur Kirkland jest młodym prawnikiem z 12-letnim stażem, który wierzy w prawo i jest naprawdę dobry w tym co robi. Nie robi tego ani sławy, władzy czy pieniędzy, ale dlatego, że tak trzeba. Próbuje pomóc młodemu chłopakowi, który dostał wyrok, choć sędzia miał pójść na układ. Zastąpił go jednak sędzia Fleming, który kurczowo trzyma się litery prawa. Jednak Fleming wkrótce zostaje aresztowany i oskarżony o gwałt i pobicie. Chce, żeby Kirkland był jego obrońcą.

sprawiedliwosc1

Dramatów sądowych na ekranie było wiele i każdy bardziej lub mniej poruszał temat sprawiedliwości. Jednak Norman Jewison przy okazji pokazał wady systemu sądowniczego. Wiem, nie był on pierwszym reżyserem, który się tego podjął, ale zrobił to bardzo sugestywnie. Sam film jest tak naprawdę zapisem kilku dni (tygodni) z dnia Kirklanda, gdzie przy okazji poznajemy drobniejsze sprawy dnia codziennego (m.in. niesłusznie skazany Jeff czy transwestyta oskarżony na obnażanie się). Te sprawy pozornie błahe służą napiętnowaniu systemu sprawiedliwości, gdzie prawda nikogo nie obchodzi, a liczy się tylko wygranie sprawy. Gdy jeszcze dodamy do tego korupcję i nieuczciwość sędziów (jeden jest seksualnym maniakiem, drugi żyje na krawędzi i kocha adrenalinę), widok nie jest wesoły, zaś komisja d/s etyki okazuje się kolejną ściemą. Wszystko to zrobione więcej niż dobrze – klimatyczne zdjęcia, funkowo-jazzowa muzyka Dave’a Grusina, mocne dialogi oraz świetny montaż i zaskakujący finał.

sprawiedliwosc2

No i udało się też zebrać świetną obsadę. Bryluje tutaj niezawodny Al Pacino, który bardzo wiarygodnie zagrał młodego idealistę, który wbrew swojej woli zostaje wplątany w brudną sprawę. Jego wątpliwości, a jednocześnie oddanie sprawom małych ludzi są świetnie pokazane i kibicujemy temu bohaterowi do samego końca. Poza nim mamy bardzo mocny drugi plan ze świetnymi rolami Jacka Wardena (sędzia Rayford, który…  parę razy próbował się zabić), Johna Forsythe (śliski sędzia Fleming), Christine Lahti (Gail Packer z komisji d/s etyki) i Lee Strasberg (dziadek Arthura, chorujący na Alzheimera).

Film Jewisona nie zestarzał się, mimo ponad 30 lat na karku. Mocna tematyka, dobra realizacja, świetna konstrukcja. Jeśli nadal chcecie zostać prawnikami, zobaczcie byście wiedzieli co was czeka.

8/10

Radosław Ostrowski

Twardziele

Po 28 latach z więzienia wychodzi Val – stary gangster. Przychodzi po niego jedyny kumpel Doc. Obaj kumple decydują się znów połączyć siły, a potem przyłączają do siebie Hirscha. Ale Doc musi zabić Vala na polecenie szefa, bo inaczej jego sprzątną. Ma czas do 10 rano następnego dnia. W między czasie panowie decydują się zabawić.

goscie2

W zamierzeniu ten film miał być komedią kryminalną, jednak reżyser chyba do końca nie wiedział, co z tym materiałem zrobić. Humor jest, ale bardzo delikatny i subtelny. Akcja w zasadzie jest nieśpieszna, choć jest kilka naprawdę fajnych scen (ucieczka przed policją na autostradzie czy rozprawa z bandziorami, co zostawili rozebraną kobietę), jednak najważniejszy jest tu nostalgiczny klimat (genialna muzyka pachnąca latami 70-tymi), gdzie bohaterowie trochę wspominają swoją przeszłość. A teraz są już dojrzałymi facetami, którzy są coraz bardziej kim są. Mimo tego, nadal mają swoje pasje, tajemnice i nadal są w dobrej formie. Ta obyczajowa opowieść o przyjaźni i lojalności ma niezłe dialogi, otwarty finał i ogląda się go naprawdę przyjemnie.

goscie3

Najsilniejszym elementem tego filmu jest obsada. Ale umówmy się – jeśli zatrudniamy aktorów formatu Christophera Walkena i Ala Pacino, to nie powinno być lipy. I obaj panowie nie zawodzą. Pacino jest tutaj podstarzałym gangsterem, który jest pogodzony z losem i chce skorzystać z życia, póki jeszcze może. Za to Walken potwierdza klasę i jako targami między lojalnością wobec szefa a przyjaźnią.  A jednocześnie szuka wnuczki, maluje obrazy i jest sympatycznym jegomościem. Między nim a Pacino czuć chemię. Trzecim do pary jest Alan Arkin jako schorowany Hirsch – mistrz kierownicy.

Może nie jest to film, który zmieni oblicze świata, ale pozwala przez te półtorej godziny zapomnieć o świecie. Niby niewiele, ale o to tu chodzi. Czasem zdarzają się postoje, ale nie przeszkadzają.

6/10

Radosław Ostrowski