Zachowaj spokój

Jak wszyscy wiemy, Netflix podpisał umowę na współpracę z pisarzem Harlanem Cobenem na adaptacje jego książek. Nie można jednak pozbyć się wrażenia, że schemat jest dziwnie znajomy. Zwykłe zwykłej, szarej rodziny zostaje wywrócone do góry nogami, gdzie każdy ma swoje tajemnice. Nie inaczej jest w przypadku drugiego polskiego serialu według powieści Amerykanina „Zachowaj spokój”. Oczywiście, że fabuła została przeszczepiona na nasze podwórko. I oczywiście powieści nie czytałem.

zachowaj spokoj1

Akcja toczy się w jednym z zamkniętych (w sensie odgrodzonych) osiedli w znanym mieście, co leży między Pruszkowem a Wołominem. Wśród mieszkańców tego osiedla są m.in. rodzina Barczyków. Oboje wychowują dwójkę dzieci: nastoletniego Adama i chodzącą do podstawówki Olę. Matka, mająca obsesję na punkcie kontroli, instaluje w swoim telefonie oprogramowanie szpiegowskie, będąc zaniepokojona dziwnym zachowaniem. Być może wynik to z faktu, że niedawno w wyniku przedawkowania zmarł jego przyjaciel. Na telefon chłopaka trafia wiadomość, że ma zachować spokój i trzymać gębę na kłódkę. Wieczorem Adam znika bez śladu, a przerażona matka próbuje szukać dziecka. Jak się okazuje zaginięcie Adama i śmierć Igora są mocno powiązane ze sobą.

zachowaj spokoj2

Twórcy serialu (reżyserze Marcin Gazda i Bartosz Konopka oraz duet scenariuszowy Agata Malesińska/Wojciech Miłoszewski) nie zaskakują konwencją, nie wywracają niczego do góry nogami. Budują aurę tajemnicy, mylą tropy, podrzucają kolejne wątki, gmatwając całą układankę (ośrodek dla młodzieży Guru, tajemniczy duet morderców, skrywający tajemnice nastolatkowie). Początkowo może wydawać się bardzo chaotyczne, wywołując kompletną dezorientację, ale też angażując i wciągając. Wszystko po to, by ustalić dokąd to wszystko zmierza, czy te sprawy są ze sobą powiązane oraz o co tu tak naprawdę chodzi. Wszystko to jest zgrabnie poprowadzone, choć czasami ilość twistów może przyprawić o ból głowy. W drugiej połowie wszystko przyspiesza, pewnych rzeczy można się domyślić, zaś finał… hmm, na pewno wielu podzieli i spolaryzuje.

zachowaj spokoj3

Przy okazji „Zachowaj spokój” robi jeszcze dwie rzeczy. Po pierwsze, jest (pośrednio) kontynuacją losów pary bohaterów z „W głębi lasu”, czyli Pawła Kopińskiego oraz Laury Goldstein (oboje znowu są grani przez Grzegorza Damięckiego i Agnieszkę Grochowską). Jeśli jednak liczycie na wyjaśnienie ostatniej sceny tamtego serialu, to… będziecie rozczarowani. Do tamtej historii w ogóle się nie wraca. Nie są oni jednak tylko odwołaniem do poprzednika, ale odgrywają istotną rolę w rozwiązaniu układanki. Druga sprawa to skupienie na relacji rodzic-dziecko, gdzie trudno jest ustalić granicę między zaufaniem a kontrolą. A także najważniejsze: co może zrobić rodzic, by chronić swoje dziecko. Przed wszystkim, cokolwiek by to było. I co zrobić w takiej sytuacji?

zachowaj spokoj4

To jest kompetentnie zrobiony serial na raz, bo nie ma powodu wracać do niego. Trudno się też (może poza dźwiękiem w paru miejscach) przyczepić do warstwy technicznej. Aktorsko też jest bardzo solidnie i nawet bardzo młodzi aktorzy udźwignęli całość (mi najbardziej przypadli Agata Łabno oraz Mikołaj Śliwa). Magdalena Boczarska i Leszek Lichota wypadają przekonująco jako główni bohaterowie, choć to ona wydaje się bardziej energiczna, zdeterminowaną bohaterką z paroma tajemnicami. Nawet w drobnych rolach pojawiają się twarze m.in. Mirosława Zbrojewicza, Anny Krotoskiej, Bartłomieja Topy czy Wiktorii Gorodeckajej. Nie wszyscy wydają się istotni, co może budzić pewien przesyt. Za to szoł kradnie dla mnie Jacek Poniedziałek jako demoniczny łysol Natan z lolitkowatą Justyną Wasilewską, czyli Wierą. Pojawiają się rzadko, ale za każdym razem są świetni.

zachowaj spokoj5

Kolejna solidna produkcja Netflixa na książkowym patencie Cobena. Czyli z wieloma zakrętami, porządnym aktorstwem oraz sprawną realizacją. Jest parę drobnych potknięć i dziur logicznych, niemniej nie ma miejsca tutaj na nudę. Na jesienny wieczór będzie pasować idealnie.

7/10

Radosław Ostrowski

Najmro

Polskie kino rozrywkowe kojarzy się głównie z trzema rzeczami. Pierwszą to (nie)śmieszne komedie romantyczne made in TVN, wyglądające niczym z żurnala, plastikowe i nudne. Druga to Patryk Vega – śmieciowe kino-sensacyjno-gangsterskie, oblane bluzgami, krwią i bardzo prostackimi żartami. Jest jeszcze próba trzecia, czyli podrabianie amerykańskiego stylu i przeszczepienie go na nasze podwórko. To jednak wydawało się robione na siłę oraz bez pomysłu. Ale czasem pojawiają się perełki i czymś takim jest „Najmro”.

najmro1

Debiutant Mateusz Rakowicz inspiruje się życiorysem Zdzisława Najmrodzkiego – słynnego złodzieja oraz króla ucieczek, jednej z barwniejszych postaci polskiego półświatka. Ale jeśli spodziewacie się faktograficznej biografii, trafiliście pod zły adres. „Najmro” czerpie pewne elementy z życiorysu bandyty, tworząc portret oparty na micie romantycznego złodzieja. Wszystko zaczyna się pod koniec działania systemu PRL-u, kiedy Najmro z ferajną nadal okrada Pewexy. Ale milicja nadal jest na jego tropie, wszystko z powodu nowego gliniarza Barskiego – ambitnego, doświadczonego i nieustępliwego psa w średnim wieku. Pojawia się jeszcze jedna komplikacja, a imię jej Kobieta – Tereska, pracuje jako bileterka w kinie. I między nimi zaczyna iskrzyć, lecz by zbudować związek, on musi skończyć z ferajną oraz zniknąć z radaru milicji.

najmro2

Już od pierwszych scen rzuca się jedna rzecz – jak bardzo stylowy jest to film. Od mocno nasyconych kolorów (nawet w scenach nocnych) przez dość częste wykorzystanie slow-motion po zabawy montażowe, gdzie ekran niemal żywcem wygląda jak kadry z komiksu. Niektórzy powiedzą, że te ostatnie elementy są zbyt efekciarskie, sprawiając wrażenie teledysku, ale nie jest to zbyt nadużywane. Jeszcze bardziej zaskoczyło mnie to, że mamy tu pościgi samochodowe (i to bardzo dobrze zrobione), jedną strzelaninę, w tle grają hity z lat 80. (ale muzyka napisana przez Smolika też się świetnie sprawdza). Czego chcieć więcej do szczęścia – oprócz paru scen z „Klątwy doliny węża”?

najmro3

By jednak nie było za dobrze, finał robi się bardzo mroczny, choć jest jedna przewrotka na koniec. Bo wchodzimy w lata 90., gdzie bandyterka staje się bardziej bezwzględna, krwawa i brutalna w nowej rzeczywistości. Spryt zastąpiła siła, ale czy to była dobra zmiana? Musi też dojść do konfrontacji starej szkoły z nową (Najmro vs Anton, który sypnął swojego szefa), a jej wynik został sprytnie ograny. I jak to jest zagrane – Ogrodnik w roli Najmro jest rewelacyjny, pełen uroku oraz działający z głową. W scenach z Tereską (przeurocza Masza Wągrocka) iskrzą chemią i wydają się tak naturalne jak to jest możliwe. Troszkę jego ekipa wydaje się tak naprawdę tylko tłem (poza Jakubem Gierszałem jako Antonem), a chciałoby się ich lepiej poznać. W kontrze do nich jest Robert Więckiewicz, który zawsze trzyma poziom i nie inaczej jest tutaj. Twardy gliniarz, z zasadami i potrafiący użyć mózgownicy czyni go godnym przeciwnikiem Najmrodzkiego oraz jego ekipy. W ogóle na drugim planie jest parę znajomych twarzy (nie powiem kto, bo to dodatkowa frajda), dający z siebie wszystko.

Bardzo lubię takie niespodzianki, gdzie twórcy bez kompleksów i wstydu robią kino gatunkowe na poziomie oraz z własnym charakterem. „Najmro” jest kolorowym ptakiem wśród naszego kina rozrywkowego, który czaruje, uwodzi i zachwyca. Jeśli nie widzieliście, co tu jeszcze robicie?

8/10

Radosław Ostrowski

PolandJa

Kino nowelowe czy posiadające polifoniczną narrację nie jest niczym nowym czy zaskakującym – bez względu na gatunek czy konwencję. Na wieść o polskiej komedii składającej się z kilku wątków, podchodziłem dość sceptycznie. Zwłaszcza, że jest t dzieło debiutanta.

polandja1

O czym jest „PolandJa”? to zbiór kilku historii pokazujących Polaków portret własny, czyli opisem naszej zawiści, nienawiści, pracoholizmu, nietolerancji. Problem w tym, że kilka z tych nowelek kompletnie nie działa, a poczucie humoru oparte na rzucaniu kurew, pizd i innych wulgarnych słów. Trzeba jednak przyznać, że twórcom nie brakuje pomysłów na historyjki: ojciec jadący na spotkanie, by potem dotrzeć do córki na zawody sportowe, profesor akademicki korzystający z usług prostytutki (okazuje się ona jego… studentką), dwójkę nacjonalistów, chłopak próbujący pozbyć się węża, policjanta i bandziora gadającego o kobietach, pracownicę korporacji zwolnioną z pracy, a punktem spójnym jest budka z kebabem „Istambuł”.

polandja2

To miejsce dochodzi do finałowego zderzenia, ale to wszystko nie łączy się w jedną opowieść – brak jakiegoś wydarzenia, będącego klejem. Wszystko w oparach absurdu, a reżyser próbuje skomentować obecną sytuację kraju, mierzącego się z imigracją i „brudasami”. Bywa czasami dosadnie (rozmowa Iwo z Erykiem), nawet lekko romansowo (studentka w związku z pracownikiem budki z kebabem) czy wręcz purnonsensowo (wątek Szymona i tajemniczego kloszarda), ale to wszystko ani ciekawe, ani zabawne, czy nawet wnikliwe – wszystko ociera się o banał, wyciągając mało odkrywcze, a nawet krzywdzące wnioski (że mało Polaków w Polsce przez „brudasów” czy innych „ciapatych”).

polandja3

„PolandJa” jest miejscami topornie zrealizowana, choć zdjęcia są niezłe. Broni się też muzyka Andrzeja Smolika, dobrze pasująca do wydarzeń ekranowych, nawet zgrabnie wykorzystująca piosenki. Ale sami bohaterowie są ledwo liźnięci i pozbawieni jakiegoś wyraźnego tła czy motywacji. Czułem się wrzucony w środek historii, bez początku czy puenty, przez co miałem tak naprawdę gdzieś ich losy. Jeśli jednak ktoś wyróżnia się z tego grona postaci, to byłyby zdecydowanie role Izy Kuny (Jola), Borysa Szyca (żołnierz w ostatniej sekwencji) oraz Jerzego Radziwiłowicza (profesor). Jeszcze można wspomnieć Janusza Chabiora (menel) i Michała Żurawskiego (Eryk, czyli typowy Janusz), tworzący wyrazisty drugi plan.

polandja4

Tylko, że to wszystko nie wystarcza, bo „PolandJa” nie daje ani dobrej (lub co najmniej przyzwoitej) rozrywki, ani jakiejś trafnej obserwacji rzeczywistości (nieudolne próby pozbycia się węża czy próba wysadzenia kebabu) lub solidnej realizacji. Poza aktorami nie ma tu zbyt wiele do pokazania, co mocno smuci.

polandja5

4/10

Radosław Ostrowski

Smolik Grosiak Mioush – Historie

0005NT57H1QLS6GU-C122

Dziś przypada kolejna rocznica wybuchu Powstania Warszawskiego – heroicznej walki o wolność, wbrew wszystkiemu. Obyśmy nigdy więcej nie musieli dokonywać takiego poświęcenia. I jak co roku Muzeum Powstania Warszawskiego z tej okazji wydaje płyty o tej tematyce. Zanim przejdę do tegorocznego wydawnictwa, opowiem o projekcie z zeszłego roku, w którym maczały palce aż trzy osoby.

Andrzej Smolik – kompozytor, producent muzyczny współpracujący m.in. z Wilkami, Krzysztofem Krawczykiem, Noviką. Natalia Grosik – wokalistka zespołu Mikromusic i autorka tekstów obdarzona bardzo delikatnym, ale silnym emocjonalnie wokalem. Miłosz Brocycki – raper z Katowic, nie bojący się eksperymentów z gatunkami. Razem ta trójka stworzyła concept-album “Historie”, opowiadający losy czwórki bohaterów: Ireny, Alunii, Henryka I Danusi. Każda z postaci dostaje po trzy utwory: instrumentalną kompozycję Smolika z wplecionymi wypowiedziami powstańców (te utwory są nazywane “Archiwum”) i piosenek wykonywanych na przemian przez Natalię Grosiak oraz Miousha (wyjątkiem jest “Henryk”, gdzie pod koniec wchodzi raper). Wszystko zaczyna się od “Ireny” z poruszającymi smyczkami w tle, kapitalnie zgranym z bardzo chwytającym za serce wokalem pani Natalii. Dopiero pod koniec pojawiają się trąbki, klaskanie, kompletnie rozsadzając wszelkimi emocjami. Pozostałe piosenki Grosiak są utrzymane w podobnej stylistyce, choć nie zabrakło mieszanki elektroniki z żywymi instrumentami (poruszająca “Alunia” w połowie niemal eksplodują dźwięki, opisująca rozstanie z ukochanym, co “wojnie oświadczył się”), a nawet psychodeliczno-melancholijny “Henryk” z chropowatą perkusją, wręcz “orientalnymi” smyczkami oraz mocno podniszczonym, nieprzyjemnym wokalem I atakującymi smyczkami jazzową “Danusią”.

W przypadku Miousha jest to bardziej surowa mieszanka rytmicznego bitu, elektronicznych sampli, smyczków, fortepianu, dęciaków oraz gitary. Tak jest w niemal agresywnej “Irenie”, perkusyjno-gitarowej “Alunii” (drugie spojrzenie, tym razem mężczyzny), opartym tylko na smyczkach “Henryk” oraz bardziej bazującej na żywych instrumentach “Danusi”.

Siłą są teksty opowiadające o rozstaniu, wygnaniu, samotności, ukrywaniu się oraz zniszczeniu miasta. Nie mówią o tym wprost, ale szyfrowanie jest zrobione w tak czytelny sposób, że nie da się w tym pogubić. Do tego bardzo szeroko wykorzystywana muzyka tworzy prawdziwą petardę. Wobec “Historii” trudno przejść obojętnie, ale nie czuć tutaj pójścia na łatwiznę czy koniunkturalizmu. Spójna opowieść, chwytająca za gardło, szczera i uczciwa.

Radosław Ostrowski

Smolik / Kev Fox – Smolik / Kev Fox

Smolik__Kev_Fox

Kev Fox jest brytyjskim wokalistą, który od lat znany jest fanom tamtejszej sceny. Usłyszał o nim też ceniony polski producent Andrzej Smolik, który pokochał jego twórczość i postanowił nagrać z nim wspólnie album, który wyszedł w tym roku. Co powstało z tej mieszanki?

Na początek dostajemy dynamiczny i przebojowy singiel „Run”, z gitarą elektryczną w tle oraz łagodnymi dzwonkami pod koniec. Jednak im dalej, tym spokojniej oraz melancholijnej jak w gitarowo-pianistycznym „Mind the Bright Lights”, który porusza i wgniata czy najdłuższy w zestawie „Help Yourself”, pełen łagodnego dźwięku gitary oraz perkusji. Nie brakuje też odrobiny mroku (garażowe riffy w westernowej „Vera Lynn”), jednak jego obecność jest bardziej symboliczna i nie burzy klimatu całości. Najbardziej ujęły mnie także dwa duety – tajemniczy „Regretfully Yours”, gdzie Foxa wspiera Bokka (głos jej może wywoływać irytację, ale moim zdaniem bardzo dobrze współgra z wokalem Anglika) oraz elektroniczny, wyciszony „Hollywood” z delikatnym wsparciem Natalii Grosiak z Micromusic oraz dodanymi dźwiękami strun.

Utworów jest tylko dziewięć, jednak efekt mnie bardzo zaskoczył – niski, ale ekspresyjny głos Foxa plus świetna produkcja Smolika musiały zadziałać. Każda piosenka wchłania i wprowadza odbiorcę w stan zatracenia. Lekka, ale ambitna propozycja (teksty) dla szukających nieszablonowych i emocjonalnych doświadczeń.

8/10

Radosław Ostrowski