Bociany

Nie wiem dzieciaczki czy słyszałyście o tym, że dzieci przynosi bocian? Krążyły takie plotki, a wiele osób nadal w to wierzy. Czasy się jednak zmieniły i nasze białopiórne ptaki robią teraz za kurierów. Co dostarczają? Telefony komórkowe, a firma stała się potężną korporacją, wśród której najlepszym pracownikiem jest Junior. By zostać nowym szefem, bociek musi zwolnić kompletnie nieprzydatną sierotę Tulip, nie posiadającą własnej rodziny 18-latki. Ta jednak zostaje przeniesiona do działu korespondencji i przez pomyłkę realizuje list o dziecko. By uratować swoją posadę, Junior decyduje się odstawić dzieciaka do przyszłego domu, w czym będzie mu pomagać Tulip.

bociany1

„Bociany” to wbrew pozorom animacja skierowana do starszego widza. I nie, nie chodzi mi o to, ze są bluzgi, seks oraz bardzo ostro (to nie „Sausage Party”), ale dla młodego będzie to tylko szalona i pokręcona przygoda. Troszkę starzy widz, jeśli lubi absurdalne poczucie humoru, odnajdzie się jak w domu. Niby jest to, co zawsze w animacjach ostatnich lat, czyli pościgi i pędząca na złamanie karku akcja, jednak ciągle jest tu drugie dno. Impulsem działania naszych bohaterów jest potrzeba posiadania rodzeństwa przez Nate’a – chłopaka wychowywanego przez rodziców-pracoholików. Atak w korporacyjne praktyki, gdzie liczy się postępowa praktyka i pogoń za pędem (forsa, forsa, forsa, prestiż, prestiż, prestiż), a tradycja stała się po prostu niedochodowa. No i kto miałby wierzyć w bociany?

bociany2

A największą siła jest niedopasowana para „rodziców”, czyli Junior i Tulip. Niby chodzi tu tylko o dostarczenie bobasa, lecz dla nich to będzie doświadczenie przełomowe. Te przekomarzanki, początkowa wrogość oraz powoli budzący się instynkt macierzyński pokazuje jak zaczynają czuć się odpowiedzialni za kogoś. Sceny, gdy muszą uśpić dzieciaka i bocian musi szkraba objąć (by nie wpaść) są po prostu rozczulające, mieszając trafną obserwację z żartem. Nie sposób też zapomnieć pomysłowej gonitwy z wilkami, które są w stanie (stadnie) zmienić się w cokolwiek jest potrzebne do kontynuowania pościgu (most, statek, cokolwiek chcecie) czy „cichej” (by nie obudzić dziecka) bójce z pingwinami. Dodają one lekkości tej wariackiej komedii, opartej na mocnych kontrastach oraz pełnej ciepła wobec bohaterów.

bociany3

A kolejny raz wartością dodaną jest polski dubbing. Tutaj wybijają się świetne głosy Grzegorza Kwietnia i Dominiki Kluźniak. Pierwszy jako Junior jest spięty, bardzo poważny i nie do końca pewnych swoich umiejętności przywódczych, ona z kolei jest mocno postrzelona, ciągle próbująca zrobić coś dobrze, ale ciągle jej nie wychodzi. Dziwna to para, która przechodzi klasyczną drogę od wrogości do przyjaźni. Drugi plan też jest bardzo ciekawy i bogaty: bezwzględny korposzef Hunter (Jacek Lenartowicz), próbujące ukraść dziecko wilki Alfa i Beta (nieoczywisty duet Adam Ferency/Cezary Żak) czy niewyraźnie mówiący kurdupel Lizus (Dariusz Błażejwski) zapadają mocno w pamięć.

bociany4

„Bociany” zaskoczyły mnie swoją lekkością, ale nie są one w żaden sposób infantylne czy naiwne. To szczere, ciepłe i dowcipne kino, niepozbawione zgrabnego przesłania, unikając łopatologii. Nie wspomniałem też o animacji, która jest ładna i przyjemna dla oka, a dzieciom może dać wiele frajdy.

7/10

Radosław Ostrowski

Sekretne życie zwierzaków domowych

Kto z nas nie lubi zwierzątek? Nawet jeśli nie każdy je posiada, to każdy lubi na nie popatrzeć. Jedną z takich szczęściarek, co ma zwierzątko jest mieszkająca w Nowym Jorku Kate, która przygarnęła do siebie małego pieska Maxa. Jest to zwierzak oddany, lojalny i mocno przywiązany do swojej pani. Więc kiedy pojawia się Kate z nowym psem – dużym, przypakowany i kudłatym Dukem, konfrontacja wydaje się nieunikniona. Obydwa psy pakują się w tarapaty, chcąc jeden pozbyć się drugiego. I tak trafiają do kanałów, kierowani przez mszczącego się na ludziach królika Tuptusia. W tym samym czasie, zakochana w Maxie Gridget organizuje poszukiwania.

sekretne_zycie1

Illumination Entertainmnet chce udowodnić sobie – i także reszcie świata, że nie potrzebują do realizacji swoich kolejnych hitów Minionków, by odnieść sukces. Pierwszą taką próbą jest „Sekretne życie…”, które fabularnie przypomina „Toy Story”, tylko że zamiast zabawek mamy zwierzątka – psy, koty różnej maści. Pomysł prosty – pokażmy, co robią zwierzęta, gdy ich opiekunowie opuszczają dom, by pójść do pracy. Ale wszystko i tak ogranicza się do gonitw, ucieczek oraz powrocie do domu. Oczywiście, nasi antagoniści w końcu zaprzyjaźniają się i zostają kumplami. Do tego jest kilka nieoczywistych pomysłów (pudel uwielbiający ostre, metalowe granie; sokół próbujący walczyć z żądzą zabijania i szukający przyjaciela – najlepsza i najciekawsza postać), ale i tak wszystko to pozostaje pokazany w sposób ograny, przewidywalny i nudny.

sekretne_zycie2

Jeśli chodzi o zwierzaki, twórcy skupiają się przede wszystkim na kotach i psach (ze szczególnym naciskiem na to drugie), bazując na powszechnych stereotypach: pies jest oddany i lojalny, na widok piłki dostaje głupawki, a koty albo są mocno skupionymi na siebie żarłokami, albo podstępnymi cwaniakami. Potrafi to być miejscami zabawne (impreza u Dziadka), ale jest skierowana do zdecydowanie młodszego widza w wieku 6-7 lat. Same gonitwy są zrobione nawet zgrabnie, a kilka scen akcji (skrót do kanału czy bójka Bridget na moście), jednak nie byłem w stanie pozbyć się przewidywalności oraz braku zaangażowania w całą opowieść.

sekretne_zycie3

Animacja wygląda ładnie, a otwierający całość widok na Nowy Jork z przyspieszającą kamerą zapiera dech w piersiach. Także muzyka będąca mieszanką jazzu i dynamicznego, niemal barokowej akcji jest imponująca, świetnie współgrając z wydarzeniami ekranowymi. I złego słowa nie powiem o polskim dubbingu, bo jest on po prostu dobry. Aktorzy (ze szczególnym wskazaniem na Tomasza Borkowskiego i Jakuba Wieczorka) przekonująco pokazali swoje istoty, nadając im lekkiego charakteru.

sekretne_zycie4

Nie chodzi o to, że „Sekretne życie…” jest filmem słabym i nieciekawym. Po prostu to nie jest kino zaadresowane dla mnie, tylko dla początkujących swoją przygodę z kinem. Także poczucie humoru miejscami było niskich lotów (picie… wody ze spłuczki), a samo przesłanie jest wręcz łopatologiczne. Obejrzeć można i nie zaszkodzi, zwłaszcza jak się ma małe dzieci. Ale starszy kinoman poczuje się mocno rozczarowany tą nudną gonitwą. Bezczelnie zmarnowany potencjał.

5,5/10

Radosław Ostrowski

Dobry dinozaur

Poznajcie Alro – to mały dinozaur (w porównaniu do reszty rodziny), który jest strasznie strachliwy w porównaniu z resztą rodzeństwa. Próbuje jak może pomóc swojej rodzinie, dbającej o swoje pole, jedzenie i siebie. Dinuś próbuje zrobić wszystko, by przełamać swój strach, dlatego dostaje zadanie wytropienia szkodnika kradnącego ich jedzenie. Okazuje się nim być mały człowiek, któremu udaje się uciec z pułapki. Arlo razem z ojcem ruszają w pogoń, ale młodzik skręca nogę, a podczas burzy ojciec ginie od przypływu wody. W końcu nasz dinuś zostaje sam, razem z Bąblem i musi wrócić do domu.

dobry_dinozaur1

Pixar w tym samym roku wydał dwa filmy, z czego „W głowie się nie mieści” podbiło kina i jednocześnie starało się wejść w umysł młodego człowieka. Dlatego niejako w jego cieniu wszedł do kin „Dobry dinozaur” – skromne, niemal klasyczne kino inicjacyjne opowiadające o wchodzeniu w dorosłość i radzeniu sobie z demonami. Arlo będzie musiał zmierzyć się ze swoim strachem oraz ciężkim brzemieniem jakim była śmierć ojca (na jego oczach) oraz duża wrogość wobec Bąbla, którego obwinia za tragedię. Problem z tą historią jest dla mnie w tym, ze jest to kompletnie przewidywalne i prowadzone po sznurku. Ta opowieść po prostu jest skierowana dla najmłodszego odbiorcy, zaczynającego swoją przygodę z kinem. Morał bardzo ładnie i prosto jest opowiedziany, a przygoda dinozaura oraz „wytresowanego” przez niego dzieciaka.

dobry_dinozaur2

Widać, ze to Pixar, bo animacja wygląda zachwycająco. Nie mogłem pozbyć się wrażenia jak pięknie wyglądała przyroda. Zupełnie jakby to było fotografowane, filmowane przez dokumentalistów, a nie animatorów – woda jest tak naturalna, a chmury wręcz olśniewająco. Trudno oderwać od tego oczy i brakuje do szczęścia tylko znaczka National Geographic. Same stworzenia już nie robią tak wielkiego wrażenia – mało szczegółów, uproszczony wygląd, prosta kreska. Nawet w przypadku tyranozaurów pilnujących swojego stada czy paskudnych pterodaktyli nie robią dużego wrażenia. Całość okraszona jest przypominającą western muzyką, która dziwnie pasuje do całości.

dobry_dinozaur3

Polski dubbing do animacji przyzwyczaił mnie do wysokiego poziomu. I potwierdza się tutaj dobre rzemiosło oraz odpowiedni dobór głosów. Tylko problem w tym, że – tak jak cały film – skierowany jest do zdecydowanie młodego (nawet bardzo) widza. Nie mniej trudno nie zapomnieć zwłaszcza postaci drugoplanowych jak paskudny pterodaktyl Gromowładek (Jerzy Kryszak), wystraszonego nosorożca Wawrzyńca (Artur Andrus) czy przywódcy stada bydła, Buźki (Marian Dziędziel). Także wcielający się w Arlo Olaf Marchwicki radzi sobie bardzo przyzwoicie, przekonująco oddając jego zagubienie, bezradność, strach i wolę walki.

dobry_dinozaur4

Największym problemem „Dobrego dinozaura” jest taki, że to po prostu nie jest filmem skierowanym dla mnie. Młodzi widzowie powinni bawić się przednio, ale dla dorosłych nie proponuje tak naprawdę niczego. Niby jest dobrze, ale za stary już jestem na takie mało oryginalne kino.

5,5/10

Radosław Ostrowski

Walc z Baszirem

War. War never changes. – to zdanie otwierające każdą część z serii gier „Fallout” pasowałoby idealnie do gorzkiego filmu Ari Folmana z 2008 roku. „Walc z Baszirem” to ubrana w formę animacji mieszanka dokumentu i kina wojennego. Wszystko zaczyna się od koszmaru, opowiedzianemu przez przyjaciela Formana w knajpie – ze szczekającymi 26 psami pod domem. To bardzo brutalna i krwawa przeszłość nie pozwala o sobie zapomnieć, a dokładnie zdarzenia z wojny libańskiej w 1982 roku. Wspomnienie to postanawia zweryfikować z dawnymi towarzyszami broni, gdyż Folman nie jest w stanie przypomnieć sobie swojego udziału w masakrze ludności palestyńskiej dokonanej przez libańską milicję po zamordowaniu prezydenta kraju.

walc_z_baszirem1

Oryginalna forma pozwala na sklejenie dwóch pozornie nie pasujących do siebie elementów: klasycznych „gadających głów”, jakie znamy z setki filmów dokumentalnych, gdzie postacie opowiadają o swoich przeżyciach oraz animowane retrospekcje, pokazujące wojnę jako dziwaczny, niemal transowy stan. A jednocześnie (i to dla mnie był najciekawszy wątek) pokazuje jej silny wpływ na psychikę, doprowadzający do balansowania między faktycznymi wydarzeniami, a wytworem ludzkiej wyobraźni. Zarówno scena przypływu statku (wyglądającego jak nowoczesny okręt z basenem i jacuzzi) czy widok wychodzących chłopców z morza w ostrzeliwanym flarami mieście mocno zapadają w pamięć.

walc_z_baszirem2

Ale reżyser nie próbuje oskarżać Izraela, Palestyny, Libanu czy jakiejkolwiek osoby z imienia i nazwiska. Pokazuje jak wojna może wpływać na umysł, bo jak jest możliwe, że pewne wydarzenia zostają wymazane, wręcz wyparte, a inne pamiętamy ze wszystkimi szczegółami. Poczucie nierealności i grozy potęguje kompletnie odjechana, pulsująca muzyka Maxa Richtera i dobrane piosenki (ta o bombardowaniu Libanu jest bardzo mocna).

walc_z_baszirem3

A jeśli nie jesteście w pełni przekonani, to zwróćcie uwagę na ostatnie kadry, gdzie będziemy mieli pokazane prawdziwe zdjęcia z rzezi cywili w kompletnej ciszy. I potem nie będziecie chcieli się więcej odezwać. Zawsze należy przypominać o okrucieństwie wojny, która zwykłych ludzi zmienia w bezwzględnych potworów zdolnych do najgorszego.

7,5/10

Radosław Ostrowski

Marnie. Przyjaciółka ze snów

Anna jest młodą, ale bardzo skrytą dziewczyną z astmą, która ma problemy z akceptacją siebie oraz otoczenia. Ma swoje humory, potrafi bez powodu się wkurzyć i trudno jest nawiązać relacje z kimkolwiek. Jej opiekunowie (rodzice nie żyją) decydują się zaprowadzić dziewczynę do wujostwa na wieś, by się polepszyło. Pewnego dnia trafia na opuszczone domostwo, które ja intryguje i zaczyna je rysować. Wieczorem trafia na młodą, blondwłosą dziewczynkę o imieniu Marnie. Nie byłoby w tym nic dziwnego gdyby nie fakt, że mieszka w opuszczonym domku. Anna zaczyna się z nią przyjaźnić, ale zaczyna mieć wątpliwości, czy nowo poznana koleżanka istnieje naprawdę.

marnie_11

Rzadko zdarza mi się odwiedzać kino azjatyckie, jednak animację to skośnoocy potrafią zrobić. W końcu to owiane legendą studio Ghibli, z którym nie miałem zbyt wiele do czynienia. I pierwsza, co rzuca się w oczy to piękna, ręcznie rysowana animacja z zachwycającymi krajobrazami. Dom na mokradłach, których woda podnosi się i opada wygląda prześlicznie, twórcy skupiają uwagę na pełnej szczegółach scenografii, wprowadzając na w pociągający i tajemniczy świat. Do tego bardzo delikatna, liryczna muzyka, wpadająca mocno w ucho, tworząca niezwykły klimat całości.

marnie_13

A cała historia skupia się wokół tajemniczej Marnie – twórcy długo wodzą za nos, co do jej tożsamości. Jej obecność w życiu zahukanej i strachliwej Anny działa bardzo pozytywnie. Dziewczyna bardzo stopniowo zaczyna się zmieniać, dostrzegać inaczej świat i mierzyć się z własnymi demonami. Kluczowa wydaje się wspólna wyprawa do podniszczonego silosu podczas burzy – wtedy robi się naprawdę mroczniej i to Anna (ta wyciszona) staje się wsparciem dla wystraszonej Marnie. Stopniowo odkrywamy kolejne elementy układanki, tworząc bardzo spójną, logiczną oraz poruszającą historię z wieloma ślicznymi fragmentami (wspólny taniec dziewczynek, retrospekcje z życia Anny), które dają wiele do myślenia, a także pokazują zagubienie oraz lęk bohaterki przed otworzeniem się.

marnie_14

Przyznam się wam do czegoś: po raz pierwszy odkąd pamiętam, rozkleiłem się w trakcie oglądania filmu, co nie zdarzyło mi się nigdy. Końcówka to prawdziwy emocjonalny rollercoaster, który doprowadzi do łez nawet największego twardziela i poznajemy prawdziwą historię Marnie. To bardzo mocne emocjonalnie, choć bardzo klasycznie zrealizowane kino.

marnie_12

Tym większa szkoda, że ta nominowana do Oscara produkcja nie trafiła do kin, tylko od razu na DVD. I chyba skuszę się, by posmakować japońszczyzny, bo jest bardzo dobra. Takie filmy powinno się pokazywać dzieciom, a następnie porozmawiać z nimi o pewnych sprawach. To już wiecie, co macie robić, prawda?

8/10

Radosław Ostrowski

Mały Książę

Kto z nas nie czytał choćby raz „Małego Księcia” Antoine de Saint-Exupery’ego? Historia chłopca z asteroidy B-612 poruszała (i moim skromnym zdaniem) ciągle będzie poruszać kolejne pokolenia. Także filmowcy mierzyli się z tym tematem, a ostatnia wersja (francuska) poszła o krok dalej i dodali do tego coś w rodzaju tła.

may_ksi2

Sama historia Małego Księcia jest tylko fragmentem większej całości, gdyż główną bohaterką jest dziewczynka. Mieszka z matką-pracoholiczką, a jej plan na życie został precyzyjnie zaplanowany, co do minuty. Celem jest dostanie się do prestiżowej uczelni, zajmującej się matematyką. A obok niej w nowym mieszkaniu jej sąsiadem jest pewien bardzo starszy pan. Jak się okazuje jest Pilotem – tym pilotem. Tylko, że w tej zapracowanej wersji naszego świata nikt historii Małego Księcia nie zna. Dziewczynka, mimo początkowych oporów, zaczyna przyjaźnić się z mężczyzną i poznaje historię Małego Księcia.

may_ksi1

Pilotujący całość Mark Osborne (twórca pierwszej „Kung Fu Pandy”) miesza konwencję oraz style animacji. Historia współczesna opowiedziana jest zgodnie z obowiązującymi dzisiejszymi trendami kina animowanego, czyli bardzo wyrazista kreska, trójwymiarowe otoczenie, jak Pixar z DreamWorks przykazał. Sama wizja świata naszej bohaterki przypomina współczesną galop, gdzie tak naprawdę trzeba jak najszybciej dorosnąć. Co to znaczy? Być konkretnym, stojącym mocno na ziemi i pozbawionym wyobraźni automatem. Mocno przypomina o tym (też dodana przez twórców) wizyta w korpoplanecie, która przypomina świat z „Brazil” Terry’ego Gilliama – zapieprzające niczym mrówki ludzie, niczym w zegarku, a dzieci po prostu nie istnieją (mają przyspieszony kurs dojrzewania – bardzo mroczny i nieprzyjemny). To bardzo przygnębiająca wizja świata, który bezwzględnie zmierza w tym kierunku.

may_ksi5

Ale historia Małego Księcia (z ciekawie dopisanym zakończeniem – to sami zobaczcie) jest zrealizowana w klasyczny sposób. Animacja wygląda na ręczną, nie ma zbyt wiele detalów, a niektóre postacie jak Lis wyglądają niczym zrobione z wycinanki. I to wygląda po prostu pięknie, bardziej niż współczesne trendy (czyżby film o sile wyobraźni, gdyż ona czyni nas dziećmi, miała sugerować jaka forma animacji jest odpowiednia? A może tylko ja sobie to dopowiadam). Problem w tym, że ten współczesny wątek jest troszkę na siłę dopowiedziany, przez co większą siłę rażenia będzie miał dla młodego odbiorcy. Nadal ogląda się to nieźle, a kilka scen (ucieczka z korpoplanety) potrafią wziąć za serducho.

may_ksi3

Także polski dubbing zasługuje na pochwałę, co jest zasługą świetnego doboru głosów. Tutaj najbardziej wybija się Włodzimierz Press (lekko postrzelony, ale sympatyczny Pilot) oraz Aleksandra Kowalicka (czarująca, zafascynowana, ale nie przyjmująca bezkrytycznie opowieści Dziewczynka), miedzy którymi zaczyna rozwijać się silna więź. Twórcy postanowili zaangażować też bardziej rozpoznawalnych aktorów jak Andrzej Seweryn (Król), Piotr Adamczyk (Próżny), Adam Ferency (Księgowy) czy Robert Więckiewicz (Wąż), którzy w pełni wykorzystują dany im krótki czas ekranowy, tworząc wyraziste postacie.

may_ksi4

Mimo pewnej łopatologii w wątku współczesnym, „Mały Książę” bardzo pozytywnie mnie zaskoczył. Był zrobiony z sercem, a twórcy chcieli ugryźć go z zupełnie innej strony, za co doceniam wysiłek. Kawał ładnego kina dziecięcego.

7/10

Radosław Ostrowski

Ostatni smok świata

Po przyglądaniu się animacjom zza Wielkiej Wody, tym razem pora na produkcję z Europy. Ukraińska animacja opowiada o małym chłopaku Nika, syn krawca, co wiele lat temu wybił ostatniego smoka. Chłopak nie chce się uczyć fachu, tylko marzy o byciu bohaterem. I będzie miał okazję się wykazać gdyż smok opętał ciało pewnej kobiety, zamierzając swój powrót. Chłopak wplątuje się w walkę, przez gadającego nietoperza Edka, próbującego zostać wielkim czarnoksiężnikiem.

ostatni_wladca_swiata1

Sama historia nie jest może sama w sobie oryginalna, ale przez pewien czas potrafi wciągnąć. Wygląda to całkiem nieźle, co jest zasługą wtopienia do całości elementów kultury słowiańskiej (stroje, wygląd chat, fryzury). Problem jednak w tym, że twórcy pokazują wzorce absolutnie nie do naśladowania. Nasi bohaterowie są zwyczajnie, bezczelni, nieodpowiedzialni i nie wywiązujący się z danego słowa. Zwłaszcza Edek wydaje się bardzo śliskim, nieufnym partnerem, jakiego nie życzyłbym sobie nikomu. Czyżby to miał być przewrotny morał – rób jak chcesz i pewnością siebie podbijesz świat, osiągając swój cel? Wątpliwe moralnie, w dodatku opowiedziane w tak nudny sposób, gdyż z góry wiadomo jak się skończy cała historia. Bohaterowie trafiają do innego świata, trafiają na dziewczynę znającą ten rejon (Rebeka zwana Peszkiem), zaczyna rodzić się przyjaźń (bardziej to przypomina syndrom sztokholmski), po drodze jakieś żarty (niskich lotów).

ostatni_wladca_swiata2

Sytuację próbuje ratować polski dubbing i do aktorów nie mam zastrzeżeń. Udało się zatrudnić takich weteranów jak Piotr Fronczewski, Jarosław Domin, Miłogost Reczek, Adam Baumann i Anna Sroka. Jednak materiał był tak kiepski, że wszelkie próby i starania nie są w stanie wnieść całości na wyższy poziom. Daje się tego słuchać, ale całość jest strasznie wymęczona, nudna i obrzydliwa. Takie filmy, choć nie kopiujące na siłę zachodnich wzorców, wywołują poczucie żenady i wstydu. Absolutnie nie warto.

ostatni_wladca_swiata3

3/10

Radosław Ostrowski

Fistaszki – wersja kinowa

„Fistaszki” to jedna z najpopularniejszych serii komiksowych w historii tego gatunku, zrealizowana przez Charlesa M. Schulza. Bohaterami serii były bardzo wcześnie dojrzałe dzieci, trafnie i celnie komentujące zastaną rzeczywistość, ale najważniejszy był on – Charlie Brown. Chłopiec w żółtym sweterku z czarnymi paskami był klasycznym, szkolnym looserem. Czegokolwiek próbował się podjąć, zawsze kończyło się to porażką. Nieważne czy chodziło o puszczanie latawców, grę w baseball czy kopnięcie piłki futballowej. Charlie opiekujący się psem Snoopym wchodzi w trudny okres i nie dlatego, że chce się wybić, ale zakochał się w nowej koleżance – rudowłosej dziewczynie. Tylko jak zwrócić swoją uwagę? Tymczasem Snoopy znajduje maszynę i zaczyna pisać powieść, w której jest pilotem myśliwca walczącym z Czerwonym Baronem.

fistaszki1

Jak widać z opisu, historia nie jest skomplikowania i jest pretekstem do pokazania gagów, pokazujących determinację naszego chłopca, by zdobyć uwagę Rudej. I trudno nie powstrzymać się od śmiechu, gdy wszelkie próby Charliego kończą się porażką. Ale dlaczego tak się dzieje? Czyżby los był tak podły i złośliwy, że jakakolwiek próba musi skończyć się porażką? Bo zawsze latawiec zahaczy o drzewo, próba tańca na balu kończy się włączeniem zraszacza (mimo, że nasz bohater przeszedł trening), a literackie próby Snoopy’ego są traktowane szyderczo. Niemniej twórcy nie drwią i nie szydzą ze swoich bohaterów, tylko pokazują nieporadność Charliego z życzliwością, a bohater ma wsparcie kilku osób (w tym kujona Linusa). Do tego naprawdę pokręcona wyobraźnia pieska (jego historia to popis animatorów, szalonej wyobraźni i dobrych gagów) i otrzymujemy rozczulającą, czułą komedię.

fistaszki2

Widać, ze twórcy lubią pierwowzór Schulza, więc sama animacja mocno trzyma się pierwowzoru i oddana jest z szacunkiem oraz sercem. Postacie (choć trójwymiarowe) wyglądają niemal żywcem wzięte z komiksu, mimo bardzo niewielu detali w sylwetkach oraz twarzy. To jednak jest najmocniejszy atut filmu, a dowcipne gagi (Snoopy przebijający się do obozu czy taniec Charliego Browna) wywołują uśmiech na twarzy. A polski dubbing wypada całkiem przyzwoicie, choć dzieciaki u nas jakoś na ekranie niespecjalnie sobie radziły.

fistaszki3

Produkcja pozornie skierowana do najmłodszego grona odbiorców jest ciepłym, serdecznym, sympatycznym filmem. Starsi mogą poczuć nutkę nostalgii wobec ferajny: Linusa, Lucy, Patty, Schroedera i nie będzie w tym nic złego, bo przypomną sobie początki znajomości z Charlie Brownem.

7/10

Radosław Ostrowski

 

Persepolis

Iran wydawał się przez pewien czas krajem spokoju i sporych swobód, jak na państwo monarchiczno-dyktatorskie. Ale rok 1978  oraz rewolucja wywróciły wszystko do góry nogami. To w tych czasach przyszło żyć młodej Marjanne Satrapi – rysowniczce, autorce komiksów oraz reżyserce filmowej. W 2007 roku (w formie filmu) postanowiła opowiedzieć swoją historię, którą wcześniej pokazała w komiksie.

persepolis1

Reżyserka wsparta przez Vincenta Paronnauda miesza jej wspomnienia, historie bliższych, by pokazać jak silne były przemiany społeczno-polityczne w Iranie. Jak kraj posiadający swobody, coraz bardziej idzie w stronę prawa opartego na islamie i Koranie. A prawo to mocno ogranicza prawa kobietom (i nie tylko), a wszystko co zachodnie (muzyka, filmy) są zabronione. Dla nas, tzw. ludzi zachodu wydaje się to czymś nie do pomyślenia. Dodatkowo bardzo surowa, ale piękna kreska oparta na czerni i bieli (więcej nie trzeba).

persepolis2

Samą historię można podzielić na trzy etapy: dzieciństwo, wyjazd do Francji oraz powrót do kraju. Każdy z tych etapów coraz bardziej pozbawia złudzeń naszej bohaterki, która przedwcześnie zaczyna dojrzewać. Bezsensowna wojna, czystki polityczne, wreszcie obowiązkowe prawo nakazujące wszelkiego rodzaju życia towarzyskiego (zakaz alkoholu, spoglądania na kobiety, sama kobieta nie może publicznie chodzić w innym stroju niż zasłaniającym wszelkie wdzięki), przez co każda próba wszelkiego „normalnego” życia staje się formą buntu. Jednak to zachłyśnięcie Zachodem, podczas pobytu we Francji, zaczyna pokazywać swoje mroczniejsze oblicze. Dystans innych ludzi do niej, rozczarowania miłosne, bezdomność, choroba, poczucie alienacji.

persepolis3

I musiało dojść do powrotu, niby normalności, bo wojna się skończyła, ale nie oznaczało to, iż w kraju jest bezpiecznie. Dominacja religii, poczucie przygnębienia, bezsilności – to wszystko przebija się z ekranu, doprowadzając do dziwnej konsternacji. Że w każdym kraju, na każdej szerokości geograficznej, jest potrzeba normalnego życia w zgodzie z własnymi przekonaniami. Czasami jednak takie życie bywa nie do zniesienia w takim państwie opartym na dyktaturze, teokracji czy innej formie indoktrynacji. Historia Marjanne bywa czasem okraszona humorem (jej rozmowy z Bogiem, wyjście z letargu, a w tle „Eye on the Tiger” – pasuje ten kawałek idealnie), jednak trudno wymazać obrazki z wojny (bombardowania, trupy, kości) czy scenę nalotu policji podczas imprezy.

persepolis4

Satrapi uderza, ale nie jest w żaden sposób ani sentymentalna, ani przesadnie okrutna. Próbuje zachować równowagę, portretując wszelkie próby zwykłego życia w Iranie. Wszystko spina się w mocną, silnie angażującą całość, przez co wiele razy nie mogłem wyjść ze zdumienia. „Persepolis” skupiło uwagę widowni na całym świecie potwierdzając, że każdy temat można pokazać w formie animacji, tylko trzeba mieć do tego odpowiedni klucz.

7,5/10

Radosław Ostrowski

Ratchet i Clank

Zdarzały się już wcześniej próby przenoszenia na duży ekran bohaterów gier komputerowych, ale o żadnej z nich nie można powiedzieć wiele ciepłych słów. Teraz postanowiono dokonać transferu Ratcheta i Clanka – bohaterów serii gier na konsolę. Jednak filmowa ekranizacja jest prequelem przeznaczonym głównie dla osób nieznających tej marki.

ratchet1

Pierwszy z nich jest lombaxem mieszkającym w małym wygwizdowie, gdzie pracuje jak mechanik. Mierzy jednak znacznie wyżej, gdyż chciałby być kosmicznym strażnikiem (nie mylić ze Strażnikami Galaktyki). Drugi jest niskim robotem, który miał dołączyć do armii paskudnego Draxa, który zaczął niszczyć planety i wybierać pojedyncze fragmenty. Ale podczas budowy coś poszło nie tak (znaczy piorun strzelił w fabrykę produkującą) i zamiast niszczyć oraz siać zamęt, staje po stronie dobra. Duet zaczyna się powoli zgrywać i dzięki obronie miasta bohaterów. Wystarczy teraz tylko pokonać Draxa i wszystko będzie dobrze.

ratchet2

Innymi słowy jest to klasyczne kino przygodowe w otoczce SF. Znamy takich opowieści setki, więc nie ma tutaj mowy o jakimkolwiek zaskoczeniu. Sama kreska przypomina tą z gier, tylko zrobioną dzięki obecnej technologii. Czyli jest całkiem nieźle, kreska wygląda miło, chociaż troszkę koślawo. Tak jednak miało być, twórcom udaje się podrzucić kilka żartów (to akurat zasługa tłumaczenia), a całość jest bardzo lightową i lekką zabawą. Można było troszkę podkręcić gazu, ale to skierowana dla młodego odbiorcy oraz dorosłych zachowujących w sobie dziecko. Efekciarskie, bajeranckie i mocno przewidywalna opowieść o odpowiedzialności i stworzeniu w pełni zgranego kolektywu.

ratchet3

Z kolei polska wersja językowa jest dość nierówna. Tłumaczenie pełne jest żartów i drobnych aluzji do naszego podwórka (afera podsłuchowa), a obecność lektora (Tomasz Knapik) w przeskokach z miejsca na miejsce ma wiele uroku. Co do głosów postaci, to zostało tylko kilkoro aktorów powtarzających swoje role z gier. Mowa tu o dobrym Jerzym Kryszaku (robot Clank), świetnym Mirosławie Wieprzewskim (demoniczny naukowiec, dr Nefarius) oraz wspierających nasz duet Karolinie Kalinie (twardej Elaris) i Annie Sroce (jajogłowa Cora). Zmiany dotknęły Ratcheta oraz szefa strażników, kapitana Quarka. O ile w drugim przypadku, czyli nierozgarniętym i posiadającym wielkie ego kapitanie zmiana ta wyszła na plus (kapitalny Łukasz Nowicki godnie zastąpił Roberta Tonderę), o tyle nasz antagonista w wykonaniu Macieja Musiała jest zaledwie poprawny. Nie mogłem pozbyć się wrażenie bycia na siłę cool oraz wyluzowania. Zdecydowanie warto też pochwalić Waldemara Barwińskiego jako głównego antagonisty.

ratchet4

O ogólnym rozrachunku wychodzi z tego całkiem niezła zabawa, chociaż mało odkrywcza i zaskakująca. Gdyby nie bohaterowie oraz zderzenie ich charakterów, byłoby bardziej nudno niż zwykle. A tak jest fajna i niezobowiązująca rozrywka, głównie dla młodego kinomana.

6/10

Radosław Ostrowski