Struktura kryształu

Właśnie wczoraj ogłoszono, że przewodniczącym jury konkursu głównego najbliższego Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni został Krzysztof Zanussi. Niespokrewniony z twórcą pralek reżyser może ostatnio nie jest w najlepszej formie (choć jego najświeższych tytułów nie sprawdzałem), nie powinno zniechęcać do sięgnięcia po starsze tytuły. Była już „Iluminacja”, „Spirala” i „Barwy ochronne”, więc pora sięgnąć po debiut z 1968.

Akcja „Struktury kryształu” toczy się gdzieś na Puławach, gdzie cywilizacja już wkroczyła, ale jeszcze nie całkowicie. Tutaj razem z żoną mieszka Jan (debiutant Jan Mysłowicz, a tak naprawdę rzeźbiarz Krystian Jarnuszkiewicz) – kiedyś obiecujący fizyk i naukowiec. Niejako wycofał się z kariery naukowej, jednak ma stację meteorologiczną. Z kolei jego partnerka Maria (Barbara Wrzesińska) jest nauczycielką w szkole. Pewnego zimowego dnia przyjeżdża do niego kolega ze szkoły, Marek (Andrzej Żarnecki), który właśnie wrócił ze stypendium naukowego w USA. Panowie wspólne spędzają czas między innymi na rozmowach, zaś Marek ma jeszcze swój cel tej wizyty.

W zasadzie sam film to zderzenie dwóch życiowych postaw, które poznajemy głównie przez rozmowy, rozmowy i jeszcze więcej rozmów. Czasem jeszcze poprzez interakcje Marka z Marią, z których można wiele wyłuskać. Z jednej strony kariera naukowa, ciągły ruch, rywalizacja w środowisku, a z drugiej rzucenie tego wszystkiego oraz wyjazd w Bieszczady. Nie dosłownie, ale życie bardziej wyciszone, stabilne, może dla wielu nudne. Zanussi konfrontuje te dwa podejścia, lecz nie pozwala sobie na wskazanie zwycięzcy. Dysputy stricte naukowe mieszają się z filozofią, dialogi brzmią zaskakująco naturalnie, bez napuszenia i dydaktyki.

Co najbardziej wyróżnia debiut Zanussiego to formalna zabawa, którą niemal do perfekcji opanuje w „Iluminacji”. Wiele rozmów nagle jest zagłuszanych przez muzykę albo urywanych cięciem montażowym. Dużo jest tutaj zwykłej obserwacji dnia codziennego, szybkich zbitek na jakieś rysunki czy strony z książek, a także pokazywanych na kilka sekund zdjęć. A wszystko jeszcze spowite śniegiem na czarno-białych kadrach, wyglądających niczym zdjęcia. Obaj panowie próbują zrozumieć swoje decyzje i postawy, jednak obydwaj pozostają na swoim. I choć pozornie nic się nie dzieje (niczym u Czechowa), to dzieje się tu więcej niż się można spodziewać – od sprawdzania powstającej stacji meteorologicznej przez jazdę samochodem aż po zimowe zawody.

Choć z wcześniejszego okresu Zanussiego bardziej mi się podoba „Iluminacja”, to już w debiucie widać pewne znajome tematy. Ku mojemu zaskoczeniu to kawałek dobrego kina obyczajowo-poetyckiego, stawiającego aktualne pytania i nie daje żadnych odpowiedzi. Udany pełnometrażowy debiut reżysera zanim zaczął na siłę moralizować.

7/10

Radosław Ostrowski

Trzeba zabić tę miłość

Początek lat 70., czyli czas powoli wchodzącej „propagandy sukcesu”. Bohaterami jest dwójka młodych bohaterów. Magda próbowała złapać się na studia medyczne i niby zdała, ale zabrakło troszkę punktów. Żeby je zdobyć musi podjąć praktykę w szpitalu jako salowa. Mieszka z ojcem oraz jego dużą młodszą partnerką. Andrzej próbował załapać się do Politechniki Warszawskiej, lecz go nie przyjęli i próbuje jakoś znaleźć swoje miejsce. W końcu dostaje pracę jako mechanik w warsztacie samochodowym. Wydaje się, że oboje są na drodze do swojego własnego mieszkania oraz ku szczęściu. Problem jednak w tym, że to mężczyzna zawodzi, a wszystko zaczyna się od kradzieży i niewierności.

trzeba zabic te milosc1

Janusz Morgenstern kolejny raz przygląda się współczesności oraz młodym ludziom. Już sam tytuł zapowiada, że będziemy mieli do czynienia z rozpadem związku. Zderzenie młodości i oczekiwań z rzeczywistością skupioną ku konsumpcjonizmowi. Liczy się tutaj to, co masz oraz by się odpowiednio ustawić. Wręcz kombinatorstwo jest prawie czas obecne. Nieważne, czy mówimy o przybyciu telewizji i robieniu reportażu, ukrywaniu swojego wykształcenia, by jako niewykwalifikowany zarobić więcej czy postać Dzidzi, która jest „dziewczyną” ojca Magdy. Bo co się liczy dla młodego człowieka najbardziej? Mieszkanie, swoje auto i mieć dużo kasy. A miłość, związek i szczerość? Oto jest pytanie.

trzeba zabic te milosc3

Reżyser z dużą ironią przygląda się temu pędowi ku dobrom materialnym, co słychać w kąśliwych dialogach. To nie jest ten romantyczny reżyser z czasów „Do widzenia, do jutra”, bo jego miejsce zajmuje człowiek po przejściach. Uniesienie i miłość nie jest w stanie wytrzymać, bo nasi młodzi bohaterowie przyjmują reguły panującej gry. Ale miłość niekoniecznie musi być toksyczna czy oparta na „handlu” swoim ciałem. Najbardziej to widać w scenach, będących niejako ramą całej opowieści, czyli związku człowieka (dozorcy, handlującego na lewo materiałami budowlanymi) z psem, który raz oswojony nie opuszcza pana. A to doprowadza do tragicznego, wręcz eksplodującego finału.

trzeba zabic te milosc2

Wszystko to wygląda czasem jak film z nowej fali. Jest wiele scen pozbawionych dialogów, niemal reporterski styl fotografowania, zaś w tle przygrywa (rzadko obecna) muzyka eksperymentalna. Ale najbardziej moją uwagę przykuł montaż. Wiele razy pojawiają się w filmie parosekundowe przebitki, pokazujące albo to, co już się wydarzyło albo co się dopiero wydarzy. Początkowo może wydawać się to dezorientujące, ale nie przeszkadza tak bardzo.

Całość w swoich ryzach trzyma absolutnie zachwycająca debiutantka Jadwiga Jankowka-Cieślak. Jej Magda to dziewucha odpowiedzialna, dojrzała i wie, czego chce. Wydaje się twardo stąpać po ziemi i łatwo budzi sympatię. Ale w rzeczywistości jest bardzo niepewna tego, czego naprawdę chce, bywa naiwna oraz łatwowierna, słaba i jednocześnie silna. Przeciwieństwem jest dla niej Andrzej Malec mówiący głosem Piotra Fronczewskiego jako próbujący zdobyć kasę Andrzej. Bardzo śliski cwaniak, dążący do wszystkiego na skróty i okrężną drogą, niemal za wszelką cenę. Bardzo niedojrzały chłopak, niezdolny do wzięcia odpowiedzialności. Nie można nie wspomnieć o drobnej roli Jana Himilsbacha, czyli niemal niemej kreacji dozorcy czy mocnym epizodzie Tomasza Lengrena.

„Trzeba zabić tę miłość” to jeden z najbardziej brutalnych filmów o straconych złudzeniach. Młodzi ludzie nie mają szans, w świecie kierującym się tym by mieć niż być, zaś każde uczucie ma swoją cenę. Przerażająco aktualne.

8,5/10 + znak jakości

Radosław Ostrowski