Złap mnie, jeśli potrafisz

Życie potrafi pisać najbardziej niezwykłe scenariusze, o czym można przekonać się wielokrotnie. Poznajcie Franka Abagnale’a – pozornie wydaje się zwykłem chłopakiem jakich wielu. Ale tak naprawdę był jednym z największych oszustów, który dzięki fałszywym czekom ukradł ponad 5 milionów dolarów, podszywając się za pilota, lekarza i prawnika. I to wszystko zanim skończył 19 lat. O jego kantach, ale tez o schwytaniu go opowiada film Stevena Spielberga „Złap mnie, jeśli potrafisz”.

catchme2

Czym tak naprawdę jest ten film pozbawiony efektów komputerowych? To mieszanka dramatu, kryminału i komedii, opowiadając historię chłopaka zagubionego i bawiącego się, jednak ta zabawa staje się coraz bardziej niebezpieczna. Zabawa w kotka i myszkę, której finał tak naprawdę poznajemy już na samym początku. Więc czy warto dalej oglądać ten film? Absolutnie tak, gdyż reżyserowi bardzo sugestywnie udało się odtworzyć realia lat 60., kiedy to ludzie ufali sobie bardziej, zapraszając obcych ludzi. Wystarczyło nałożyć mundur, by zostać uznanym za pilota – ubiór zmienia człowieka („Dlaczego Jankesi wygrywają? Bo wszyscy gapia się w ich stroje!”), co tłumaczy dlaczego Frankowi udawało się nabierać ludzi przez 3 lata. Ale co skłoniło tego chłopaka do takiego życia? Rozwód rodziców, próbował skleić rodzinę za pomocą pieniędzy, ale jak wiadomo – wszystkiego za forsę kupić się nie da.

catchme3

Pozornie wydaje się to lekką rozrywką na inteligentnym poziomie, a pomysły i sztuczki Franka imponują pomysłowością i nadal bawią – zarówno jako nauczyciel francuskiego, czarujący pilot czy agent tajnych służb. W dodatku całość okraszono stylowymi zdjęciami, pełnymi kolorów, energii i jasności oraz jazzową muzyką Johna Williamsa plus jeszcze zabawne dialogi. I mamy pasjonujący koktajl.

I jeszcze jest to fantastycznie zagrane. Trzeba przyznać, że Leonard DiCaprio znakomicie poradził sobie w roli inteligentnego, sprytnego i czarującego oszusta, który wzbudza sympatię. Tak naprawdę to zagubiony i samotny chłopiec, próbujący się odnaleźć w sytuacji przerastającej go. A jedyną ważną rzeczą dla niego jest miłość do swojego ojca (czarujący Christopher Walken). Partneruje mu sam Tom Hanks jako ścigający go agent Hanriatty – uparty, dociekliwy i konsekwentny gliniarz, który zna się na rzeczy i jest pod wrażeniem umiejętności Franka. Relacja obydwu panów mocno wybiega od zbiega i ścigającego – łączy ich pewien rodzaj szacunku, a wręcz relacji ojca, który chce nawrócić syna na dobrą stronę. I ta chemia jest siłą napędową tej komedii. Poza nim warto wspomnieć role Amy Adams (zakochana we Franku Brenda), Nathalie Baye (matka Franka) i epizod Jennifer Garner (modelka Cheryl).

catchme1

Bardzo pozytywne zaskoczenie w dorobku Spielberga, choć parę motywów pozostaje niezmienionych. Ale takiej komedii Amerykanin nie nakręcił od dawna. Wyborna robota.

8/10

Radosław Ostrowski

Annie Hall

Alvy Singer jest nowojorskim komikiem, który odnosi pewne sukcesy.  Ale jego prywatne posypało się. Niedawno rozstał się z Annie Hall – młodą, obiecującą piosenkarką. Nie mogąc o niej myśleć opowiada nam historię tego związku.

annie_hall1

Ten film jest dla Allena jest punktem zwrotnym i wyznacznikiem stylu reżysera, kompletnie odcinając się od dotychczasowego dorobku. Nie ma tutaj gagów, pastiszu czy zgrywy, w zamian pojawiają się błyskotliwe dialogi, pełne ironii, złośliwości i odniesień do kultury. Allen nie oszczędza nikogo, a najbardziej siebie – zakompleksionego inteligenta z obsesjami na punkcie śmierci, seksu i antysemityzmu, zaś psychoterapeuci biorą szmal i nie do końca pomagają. To tutaj bohater Allena zwraca się bezpośrednio do widowni, łamie chronologię i zderza rzeczywistość z przeszłością (rozmowa rodziny Annie z rodziną Alvy’ego), co potem będzie pojawiać się wielokrotnie. Jednak tutaj pojawia się tu też pytanie, które sobie zadają wszyscy ludzie: dlaczego fascynacja dwojga ludźmi nagle się wypala i gaśnie? I czemu miłość nie trwa wiecznie. No właśnie, dlaczego? Odpowiedzi nie ma, zaś połamana chronologia uatrakcyjnia całość, bo po chwili radości nagle widzimy jak się kłócą i sprzeczają. A wszystko z błyskotliwymi dialogami, jazzem w tle oraz tak rozpoznawalną czołówką, która będzie nam towarzyszyć do samego końca. No i Nowy Jork – miasto tak specyficzne, które Allen tak kocha, niezwykłe, specyficzne, pokręcone.

annie_hall2

Allen tutaj jest tym Allenem, którego tak bardzo pokochały miliony na świecie. Neurotyczny, zakompleksiony inteligent, który nie radzi sobie ze swoimi obsesjami (śmierć, seks). Równie neurotyczna jest Annie (życiowa rola Diane Keaton), zaś chemia między nimi jest wręcz namacalna. Drugi plan też jest pełen ciekawych postaci jak przyjaciel Rob (Tony Roberts), pierwsza żona Alvy’ego – Allison (Carol Kane), zaś w epizodach pojawiają się tu Christopher Walken (brat Annie, Duane), Jeff Goldblum (facet na przyjęciu) i Sigourney Weaver (dziewczyna w kinie).

annie_hall3

Nic dziwnego, że ten film uważany jest za opus magnum Allena. Od tego filmu zaczęła się wielka sława tego reżysera oraz TO poczucie humoru. Ostatnim filmem o tej tematyce w takim stylu, było „500 dni miłości” (które też polecam).

9/10 + znak jakości

Radosław Ostrowski


Późny kwartet

Od 25 lat działa Fuga – słynny kwartet smyczkowy w składzie: Daniel (I skrzypce), Robert (II skrzypce), jego żona Juliette (altówka) i Peter (wiolonczela). Z tej okazji mają zagrać specjalny koncert. Jednak z Peterem jest coraz gorzej. Początkowe roztargnienie i niedyspozycja to było tak naprawdę wczesne stadium Parkinsona. To zdarzenie stanie się katalizatorem wydarzeń, które mogą doprowadzić do rozpadu zespołu.

Mało znany reżyser Yaron Zilberman stworzył film, który można określić jako stricte obyczajowe kino. Mamy zżytą ze sobą grupę. Jednak choroba mentora grupy doprowadza do wygrzebania tłumionych ambicji, pretensji i ran. Każdy ze składu, będzie musiał się zmierzyć ze swoimi problemami – przemijaniem, miłością, zdradą, rutyniarstwem, rywalizacją. Wszystko to opowiedziane bardzo subtelnie, z oszczędnymi dialogami, a każdy gest i spojrzenie ma istotne znaczenie. Drugą bohaterką jest muzyka, którą cała ekipa kocha i scala ich, zaś scena finałowego koncertu – po prostu kapitalna. Ogląda się to z dużym zaangażowaniem – to o czymś świadczy.

kwartet2

A w dodatku zagrane jest to wybornie. Każdy z aktorów w głównych rolach tworzy pełnokrwiste postacie i trudno mi wyróżnić, które z nich było lepsze czy bardziej błyszczało. A tu są mistrzowie swojego fachu – Philip Seymour Hoffman, Catherine Keener, Christopher Walken i Mark Ivanir – wypadli oni wręcz koncertowo. Ale towarzyszą im też wybijająca się z drugiego planu Imogen Poots w roli Alex, która czuje się opuszczona przez rodziców-muzyków.

kwartet3

Niby film jakich wiele, nie rzucający się w oczy. Jednak po bliższej znajomości okazuje się perłą. Dziwne, że jeszcze w Polsce nie ma jeszcze dystrybutora. Dlaczego? Nie wiem, ale jeśli macie możliwość, zobaczcie koniecznie.

8/10

Radosław Ostrowski

7 psychopatów

Martin jest scenarzystą, który ostatnio przeżywa kryzys twórczy. Próbuje napisać scenariusz o siedmiu psychopatach, a jego najbliższy kumpel Billy razem z Hansem kradną psy i oddają właścicielom (że niby je znaleźli). Ale kiedy porywają psa pewnego gangsterowi sprawy się komplikują.

psychopaci1

Kiedy w 2004 roku objawił się Martin McDonagh – nikt nie spodziewał się tego, co nastąpi dalej. Ten ceniony dramaturg tak jak David Mamet zaczął podbijać kino i to z naprawdę dobrym skutkiem. „Sześciostrzałowiec” otrzymał Oscara za najlepszy krótki metraż, a „In Bruges” (polskiego tłumaczenia tego filmu nie podam z litości) świetnie łączyło czarny humor z poważną tematyką. Tutaj w zasadzie tez jest podobnie, choć tutaj reżyser żongluje tematami, bohaterami i planami. Pierwszy plan to Marty, Billy i cała jazda związana z kradzieżami psów. Druga to historia psychopatów, które są opowiadane przez Marty’ego i jego kumpli. Ta zbitka tworzy dość mocną bombę, w której czuć inspiracje zarówno Davidem Lynchem, Guyem Ritchie i braćmi Coen. Pomysłowość reżysera i scenarzysty jest naprawdę imponująca, choć można odnieść wrażenie chaotyczności. Wszystko to jest świetnie zrealizowane (zdjęcia, montaż jest naprawdę imponujące), dialogi błyskotliwe i pełne absurdalnego humoru w brytyjskim stylu. Ale mimo tego całego szaleństwa i miłości do kina (film chyba miał być dowodem na kreatywność scenarzystów), to czegoś tutaj mi zabrakło. Bardziej mi się podobało „In Bruges”, które było chyba spójniejsze.

psychopaci2

Jedno co się nie zmieniło u McDonagha to obsada, niezawodna i wyborna. Nieźle wypadł Colin Farrell w roli zagubionego scenarzysty, który ma kryzys twórczy, ale dzięki szalonym wydarzeniom odnajdzie inspiracje. Nie zawodzą też Christopher Walken, który jako Hans podtrzymuje wizerunek psychola z kamienną twarzą, Woody Harrelson będący bezwzględnym gangsterem dbającego o swojego pieska oraz pojawiający się w epizodach Tom Waits (Zachariasz z króliczkiem w ręku), Harry Dean Stanton (kwakier), Michael Pitt oraz Michael Stuhlberg, których rozmowa rozpoczyna film. Ale ci wszyscy są przebici przez Sama Rockwella, który jako Billy jest najbardziej nieobliczalnym facetem, skłonnym do zabijania gościem. Ta rola najbardziej zapadła mi w pamięć. Za to kompletnie zlekceważono panie Abbie Cornish i Olgę Kurylenko, które robią tu za tło oraz epizody.

psychopaci3

„7 psychopatów” to pokręcony i obłąkany film, który mógł być dla McDonagha „Pulp Fiction”, ale to nadal kawał dobrego kina. Chociaż bardziej podobało mi się „In Bruges”.

7,5/10

Radosław Ostrowski


Twardziele

Po 28 latach z więzienia wychodzi Val – stary gangster. Przychodzi po niego jedyny kumpel Doc. Obaj kumple decydują się znów połączyć siły, a potem przyłączają do siebie Hirscha. Ale Doc musi zabić Vala na polecenie szefa, bo inaczej jego sprzątną. Ma czas do 10 rano następnego dnia. W między czasie panowie decydują się zabawić.

goscie2

W zamierzeniu ten film miał być komedią kryminalną, jednak reżyser chyba do końca nie wiedział, co z tym materiałem zrobić. Humor jest, ale bardzo delikatny i subtelny. Akcja w zasadzie jest nieśpieszna, choć jest kilka naprawdę fajnych scen (ucieczka przed policją na autostradzie czy rozprawa z bandziorami, co zostawili rozebraną kobietę), jednak najważniejszy jest tu nostalgiczny klimat (genialna muzyka pachnąca latami 70-tymi), gdzie bohaterowie trochę wspominają swoją przeszłość. A teraz są już dojrzałymi facetami, którzy są coraz bardziej kim są. Mimo tego, nadal mają swoje pasje, tajemnice i nadal są w dobrej formie. Ta obyczajowa opowieść o przyjaźni i lojalności ma niezłe dialogi, otwarty finał i ogląda się go naprawdę przyjemnie.

goscie3

Najsilniejszym elementem tego filmu jest obsada. Ale umówmy się – jeśli zatrudniamy aktorów formatu Christophera Walkena i Ala Pacino, to nie powinno być lipy. I obaj panowie nie zawodzą. Pacino jest tutaj podstarzałym gangsterem, który jest pogodzony z losem i chce skorzystać z życia, póki jeszcze może. Za to Walken potwierdza klasę i jako targami między lojalnością wobec szefa a przyjaźnią.  A jednocześnie szuka wnuczki, maluje obrazy i jest sympatycznym jegomościem. Między nim a Pacino czuć chemię. Trzecim do pary jest Alan Arkin jako schorowany Hirsch – mistrz kierownicy.

Może nie jest to film, który zmieni oblicze świata, ale pozwala przez te półtorej godziny zapomnieć o świecie. Niby niewiele, ale o to tu chodzi. Czasem zdarzają się postoje, ale nie przeszkadzają.

6/10

Radosław Ostrowski

Psy wojny

Jamie Shannon jest najemnikiem, który dostaje bardzo nietypowe zlecenie. Celem jest afrykańskie państwo Zangaro, rządzące przez generała Kimbę, stosującego dyktatorskie metody, zleceniodawcą – duża korporacja, która wypatrzyła się dużych złóż surowców, a zadaniem Shannona jest zrobienie rozpoznania, a potem przeprowadzenia zamachu stanu.

psy_wojny1_300x300

Tak w skrócie można przedstawić fabułę filmu „Psy wojny” na podstawie powieści Fredericka Forsytha. Jeśli jednak spodziewaliście się filmu naszpikowanego akcją, w której naboje, krew i flaki leją się strumieniami w ilościach hurtowych, to pomyliliście seanse. Reżyser John Irvin bez upiększania oraz w bardziej realistycznej konwencji, opowiada o niełatwej pracy najemnika, który traktowany jest jako ktoś spisany na straty. W zasadzie przez większą część filmu obserwujemy przygotowania do operacji: kupno broni, zebranie ekipy, przeszkolenie ludzi – wszystko przypominające bardziej film dokumentalny niż fabułę. Statyczność może przeszkadzać, ale udaje się Irvinowi zbudować klimat tej opowieści. Zaś sama akcja (ostatnie 20 minut) to przykład dobrego warsztatu + dodajmy do tego dość przewrotny i zaskakujący finał, co jest wartością absolutnie dodaną. W dodatku bardzo przekonująco pokazano życie w państwie dyktatorskim (oszczędna scenografia, bida, nędza).

psy_wojny_2_400x400

Jeśli zaś chodzi o aktorstwo, powinienem się ograniczyć do jednego nazwiska: Christopher Walken. Shannon w jego wykonaniu to sprytny, inteligentny i opanowany najemnik, który w najbardziej tragicznej sytuacji (pobyt w więzieniu) zachowuje spokój. Poza nim nie można nie wspomnieć Toma Berengera (Drew), Colina Blakeleya (dziennikarz North) czy Hugh Millaisa (Endean, zleceniodawca), którzy stworzyli wyraziste postacie.

Może i film powstał ponad 30 lat, ale nadal broni się realizacją i potrafi wciągnąć. Nietypowy film sensacyjny, który trzeba po prostu znać.

7,5/10

Radosław Ostrowski