El Camino: Film „Breaking Bad”

Wydawało mi się, że po ostatnim odcinku „Breaking Bad” nie ma już powodu kontynuować historii Jesse’ego Pinkmana oraz Waltera White’a. Chociaż pozostała furtka wobec Jesse’ego, któremu udało się uciec z trzymanej przez grupę Todda klatki. Ale co dalej? Uciekł, lecz jest ścigany, a by zacząć nowe życie musi mieć kasę. Zadanie opowiedzenia tego nieplanowanego ciągu dalszego podjął się twórca oryginału, czyli sam Vince Gilligan.

el camino1

„El Camino” jest bezpośrednią kontynuacją serialu, która zaczyna się w momencie ucieczki Pinkmana. Mężczyzna najpierw trafia do znajomych, czyli Skinny’ego Pete’a oraz Badgera, by pozbyć się auta. Ale tak naprawdę to jest początek odysei naszego bohatera, mającego jeden cel: zebrać kasę na nową tożsamość i zacząć wszystko od nowa. I tak jak przyzwyczaił nas serial, film opowiada swoją historię bardzo powoli oraz spokojnie. Jednocześnie obecne wydarzenia są przeplatane z retrospekcjami, co pozwala pokazać jakie piekło przeszedł nasz bohater. I wierzcie mi, jest parę mocnych momentów jak pomaganie Toddowi przy pozbywaniu się ciała czy cała akcja ze sprzedawcą odkurzaczy. Obecność starych znajomych (m.in. Mike, Jane, Todd), co dla fanów serialu będzie sporym plusem. Z czasem napięcie zaczyna być coraz bardziej odczuwalne jak podczas przeszukiwania mieszkania Todda czy pod koniec, gdy dochodzi do konfrontacji z fałszywymi policjantami. A wszystko widzimy z perspektywy naszego protagonisty, a wszelkie inne informacje poznajemy z mediów.

el camino2

Realizacyjnie czuć styl znany z serialu, czyli nietypowe kadrowanie, długie ujęcia oraz przyspieszony montaż. I to pomaga wejść w klimat, choć osoby niezaznajomione z oryginałem mogą nie odnaleźć się w tym świecie. Nie brakuje też miejscami smolistego poczucia humoru oraz niezłych dialogów. Zaś aktorsko najbardziej błyszczy Aaron Paul, który jest tutaj kompletnie zniszczonym człowiekiem. Próbuje lawirować i desperacko znaleźć sposób, by zniknąć oraz zacząć na nowo. Mocna, bardzo wyrazista postać, która jest w stanie udźwignąć film. Poza nim najbardziej w pamięć mi zapadł Robert Forster w roli sprzedawcy odkurzaczy, zajmującego się zmianą tożsamości oraz Jesse Plemons jako Todd.

el camino3

Powiem szczerze, że nie oczekiwałem zbyt wiele po „El Camino” i nie czułem potrzeby obejrzenia kontynuacji. Niemniej Gilliganowi udało się zachować klimat serialu-matki, Pinkman nadal budzi sympatię, a sam seans daje masę frajdy. Nie taki zły Netflix jak go malują.

7/10

Radosław Ostrowski

Zadzwoń do Saula – seria I

Dawno, dawno temu, a mówiąc dokładnie 7 lat temu pojawił się serial, który okazał się wielkim dziełem, chociaż początek tego nie zapowiadał. Dzisiaj „Breaking Bad” ciszy się statusem dzieła kultowego, a opowieść o nauczycielu chemii zachodzącym przemianę w barona narkotykowego, wciąga i fascynuje. Więc kiedy pojawiły się wieści o spin-offie tego serialu, byłem troszkę sceptyczny, ale i podekscytowany. Wrócić do Alboquerque – byłoby fajnie.

better_call_saul1

Tym razem głównym bohaterem jest Saul Goodman – charyzmatyczny prawnik, który miał gadane i był w stanie wybronić każdego, dosłownie każdego. Ale Vince Gilligan razem z Peterem Gouldem postanowili opowiedzieć o naszym adwokacie zanim poznał on Waltera White’a aka Heisenberga. Nasz bohater najpierw nazywał się Jimmy McGill – gdy go poznajemy jest młodym prawnikiem, który próbuje wyrobić sobie własną markę, będąc w cieniu swojego brata Chucka – uznanego adwokata i wspólnika w Hamlin, Hamlin & McGill. Twórcy serwują aluzjami do pierwowzoru, co widać w sposobie realizacji – dziwacznych perspektywach (serwisu do kawy, kółka jadącego wózka itp.), wplataniu różnych piosenek oraz coraz bardziej komplikując drogę do przemiany McGilla w Goodmana (rozczaruję was – w tej serii do tego nie dochodzi). Sam początek serialu pokazuje nam obecną sytuację Goodmana, który wskutek działań White’a musiał uciec i zmienić tożsamość. Więc opowieść jest niekończącą się retrospekcją z życia Jimmy’ego/Saula.

better_call_saul2

Nasz bohater ma problemy i przez długi czas chce grać czysto, a najbardziej zależy mu na rozgłosie, w czym ma pomóc mu zajęcie się sprawą Kettelmanów, oskarżonych o defraudację, co doprowadza do zaskakujących sytuacji (Jimmy o mało nie zostanie zabity przez Tuco) i nieprzewidywalnego finału. Po drodze nasz bohater poczuje smak zdrady, parę razy zagra nieczysto i poznamy jego przeszłość, gdy był krętaczem, a także jego relacje z bratem oraz jego dawnym szefem, Hamlinem. Jedyna rzecz, która rozczarowuje to ostatni odcinek, który w połowie traci tempo, choć zakończenie intryguje. Znamy finał, ale już nie mogę się doczekać drugiej serii.

better_call_saul3

Zazwyczaj jest tak, ze gdy w głównej roli widzimy postać drugoplanową z pierwowzoru, efekt jest rozczarowujący. Na szczęście, w „Better Call Saul” jest inaczej. Bob Odenkirk znowu jest fenomenalny, czarujący i ma taką nawijkę, ze każdy chciałby go zatrudnić, nawet jeśli sprawa jest absurdalna (np. oddzielenie Teksasu od USA). Nawet jako McGill potrafi skupić swoją uwagę, a sposoby reklamowania się są godne podziwu (gra w bingo czy specjalne pudełka dla seniorów). Poza nim drugą istotną postacią jest równie znakomity Mike Ehrmantraut (pamiętacie tego fixera granego przez Jonathana Banksa?) – gdy go poznajemy jest… cieciem parkingowym. Wiem, nie jest to posada godna tej osoby, jednak potem poznajemy jego przeszłość i jesteśmy świadkami jego umiejętności nabytych w poprzednim fachu. Jeszcze tutaj nie działają jako duet, jednak ich bliższa współpraca jest tylko kwestią czasu. A trzecim pionkiem tej układanki jest Chuck (świetny Micheal McKean) – chory na alergię „elektryczną” brat Jimmy’ego, który wydaje się sojusznikiem i wsparciem naszego bohatera.

„Better Call Saul” ma wszelkie zadatki, by zostać serialem wybitnym. I nie trzeba znać serialu „Breaking Bad”, aby czerpać wielką przyjemność z oglądania. Szkoda tylko, że trzeba czekać rok na następne odcinki, ale na pewno jest tego wart.

8/10

Radosław Ostrowski

Czarna lista – seria 1

Raymond „Red” Reddington to jeden z najbardziej poszukiwanych przestępców. Przez 20 lat pośredniczył w realizacji różnego rodzaju interesów, nie zawsze zgodnych z prawem. Tym bardziej może zaskakiwać fakt, że Red oddaje się w ręce FBI i jest w stanie wydać wszystkich swoich wspólników, umieszczonych na swojej „czarnej liście”, a o wielu z nich FBI nawet nie wie o ich istnieniu. Jednak stawia jeden warunek: będzie rozmawiał tylko z agentką Elizabeth Keen. Tylko że agentka jest świeżo po rozpoczęciu pracy, więc o co tu chodzi?

czarna_lista2

Debiutujący przy serialu twórca „Czarnej listy” postanowił sięgnąć po typowo proceduralną formułę, a potencjał tej opowieści był naprawdę ogromny, zaś każdy z przeciwników do pokonania mógł być naprawdę interesującą postacią. Zwłaszcza wątek główny przewijający się w tle (przeszłość Keen i jej obserwacja) mógł być naprawdę interesujący. I w zasadzie tak jest aż do połowy serii – akcja ma niezłe tempo, zagadki są dość intrygujące, a przeciwnicy naprawdę pomysłowi (m.in. odporny na ból Kurier, anarchista generał Lund czy naukowiec Frederick Barnes). Jednak później fabuła powoli zniża poziom, agenci FBI sprawiają wrażenie idiotów, którzy bez pomocy Reda nie zrobiliby nic (Red wręcz prowadzi ich za rączkę), a wątki obyczajowe wokół agentki Keen (tajemniczy mąż, trzymający w skrytce kasę i wiele paszportów) sprawiały wrażenie zapychacza. Nawet całkiem niezły finał (druga seria na bank będzie) nie jest w stanie zatrzeć tego wrażenia – rządzi schemat i klisza, a zmiana sposobu filmowania z przyśpieszonym pokazywaniem widoków miasta, to troszeczkę za mało. Technicznie trudno się przyczepić do czegoś poważnego – zdjęcia i montaż naprawdę trzymają poziom, a dynamiczne sceny strzelanin i pościgów naprawdę są takie jak być powinny.

czarna_lista1

Jeśli zaś chodzi o aktorstwo, to niestety jest to serial jednego aktora, którzy trzymał równy poziom do samego końca – mianowicie James Spader. Red to najmocniejsze ogniwu tego serialu, a wypadkowa jego elegancji (garniak i kapelusz), inteligencji i bezwzględności tworzy mocną miksturę. To w zasadzie wypadkowa Hannibala Lectera z Keyserem Sose. Jedynie w paru momentach Red pokazuje się z bardziej ludzkiej strony, ale robi to naprawdę rzadko, a jego przeszłość (poza utrata rodziny) pozostaje zagadką. Szkoda, że pozostali aktorzy nie dorównują mu poziomem. Partnerująca mu w roli agentki Keen Megan Boone na początku radziła sobie całkiem nieźle jako dopiero zaczynająca swoją pracę w dodatku z dużą sprawą na dzień dobry. Jednak później zachowuje się miejscami nieodpowiedzialnie (bez wsparcia wchodzi na nierozpoznany teren), idiotycznie (wchodzi podczas obserwacji swojego męża, gdy zajmują się nim ludzie Reda), prawie jak obrażona nastolatka. Szkoda, że wokół niej rozkręca się cała akcja, bo inaczej nie musiałbym jej tak znosić. Równie irytujący jest Diego Klattenhoff (agent Donald Ressler), za to przeciwnicy Reda bywają naprawdę przyzwoicie zagrani m.in. przez Roberta Kneppera (Kurier), Toma Noonama („Stewmaker”) czy Roberta Seana Leonarda (Frederick Barnes), a także Alana Aldę (tajemniczy Fitch).

czarna_lista3

Niestety, „Czarna lista” (przynajmniej 1 seria) to jedno z największych rozczarowań tego roku. O ile jeszcze początek, mimo pewnej wtórności, mógł być obietnicą całkiem niezłej rozrywki, druga połowa mocno nadszarpnęła i osłabiła ten serial. Jeden James Spader bez wsparcia nie jest w stanie tego udźwignąć. Chociaż skoro dostał on II serię, to może twórcy wyciągną wnioski i uda się poprawić niedoskonałości. Ale nie wiem, czy chce to dalej oglądać.

5,5/10

Radosław Ostrowski

Dave Porter – Breaking Bad

breaking_bad

Ten serial zrobił wielkie zamieszanie, choć początek miał dość niepozorny. Walter White miał wszystko to, co mogło go określić jako losera. Jest nauczycielem chemii, którego olewają uczniowie, dorabia na stacji benzynowej, syn ma porażenie mózgowe, a wkrótce ma pojawić się kolejne dziecko. Czy może być gorzej? Tak, bo Walter ma raka płuc (nieoperacyjnego). By zapewnić byt swojej rodzinie, razem ze swoim byłym studentem zajmują się… robieniem narkotyków. Tak można opisać pokrótce „Breaking Bad”. Serial ma świetny scenariusz, wyrazistych bohaterów, który są fantastycznie zagrani, a także świetną muzykę (składającą się m.in. z bardzo dobrze dobranych piosenek).

Ale w zeszłym roku wydano ścieżkę dźwiękową do serialu, a jej autorem jest niejaki Dave Porter i zawiera ona najważniejsze tematy z 4 serii/sezonów (niepotrzebne skreślić). Cały problem polega na tym jednak, że o ile w serialu ta muzyka brzmi rewelacyjnie, to poza nim jakoś tak mniej interesująca jest. W całości bazuje na elektronice i ambiencie, która nie należy do najprzyjemniejszej, trochę w stylu Cliffa Martineza.

dave_porterCzym byłby jednak serial bez tematu przewodniego? To, co słyszymy na początku serialu na płycie zostało wydłużone o minutę, dzięki czemu możemy usłyszeć więcej perkusji, westernową gitarę i bas, zmieszane elektronicznymi dźwiękami, które budują odrealniony klimat. Jednak tutaj większość utworów coś tam mamrocze, nie mogąc wychwycić tych dźwięków i zniekształcając lekko tło. Czasem idąc w lekko trance’owe klimaty („Smoking Jesse’s Pot”), czasem wkładając inne instrumenty (fortepian w „Gray Matter”, cymbałki w „The Morning After” czy bębny w „Jesse in Mexico”). Najciekawsze są tutaj utwory z agresywnymi dźwiękami jak „Aztek” (mocna perkusja), „Crawl Space” z lekko „kosmicznymi” dźwiękami czy „Baby’s Coming”. W pozostałych utworach albo jest bardziej wyczuwalny ambient („Disassemble” czy „Three Days Out”) albo jest co najwyżej średnio strawną elektroniką, co nie jest zbyt przyjemne w odsłuchu.

Niemniej praca Portera spełnia swoje zadanie, a to jest podstawa. Że poza nim nie robi już takiego wrażenia, ale to nadal udana robota.

7/10

Radosław Ostrowski