Wysoka fala

Jay Moriarty jest młodym 15-letnim chłopakiem, którzy poświęca się surfowaniu po falach. Ale jego największym marzeniem jest surfowanie po Mavericku (najwyższa fala, bo ponad 5-metrowa). Dlatego prosi o naukę Frosty’ego – doświadczonego surfera, który staje się dla niego kimś więcej niż tylko mentorem.

fala1

Ta historia wydarzyła się naprawdę, a twórcy tworzą opowieść o tym, że warto zawsze spełniać swoje pasje i marzenia, choć ta historia ma swoje post scriptum (młodzieniec ten utopił się podczas nurkowania), ale był najmłodszym surferem w historii. Nie mogło zabraknąć paru klisz (relacja uczeń-mistrz, dziewczyna, matka-pijaczka), jednak podświadomie surfing jest tu pokazany jako nałóg, od którego nie można się wyzwolić, zaś życie osobiste mocno na tym cierpi. Jednak film ten dobrze się ogląda, nie brakuje emocji, zaś same widoki fal są imponujące (znakomite zdjęcia Billa Pope’a).

fala2

Zagrane też jest dobrze. Bardzo zaskoczył mnie Jonny Weston w roli ambitnego Jaya. Przekonująco pokazał jego lęk, pasję i determinację, wzbudzając sympatię dla chłopaka. Po raz kolejny zabłysnął Gerard Butler. Frosty to mentor, twardziel „męczący” chłopaka, świetny surfer, ale nie najlepszy mąż i ojciec, czasami wypływają z niego emocje. Tych dwóch panów napędza ten film i tworzą bardzo dobry duet.

fala3

Nie jest to może film najwyższych lotów (albo fal), niemniej ogląda się go dobrze i dając niemało przyjemności. Może to niewiele i czasem ociera się o banał, niemniej jest to naprawdę kawał solidnego kina.

7/10

Radosław Ostrowski

Późny kwartet

Od 25 lat działa Fuga – słynny kwartet smyczkowy w składzie: Daniel (I skrzypce), Robert (II skrzypce), jego żona Juliette (altówka) i Peter (wiolonczela). Z tej okazji mają zagrać specjalny koncert. Jednak z Peterem jest coraz gorzej. Początkowe roztargnienie i niedyspozycja to było tak naprawdę wczesne stadium Parkinsona. To zdarzenie stanie się katalizatorem wydarzeń, które mogą doprowadzić do rozpadu zespołu.

Mało znany reżyser Yaron Zilberman stworzył film, który można określić jako stricte obyczajowe kino. Mamy zżytą ze sobą grupę. Jednak choroba mentora grupy doprowadza do wygrzebania tłumionych ambicji, pretensji i ran. Każdy ze składu, będzie musiał się zmierzyć ze swoimi problemami – przemijaniem, miłością, zdradą, rutyniarstwem, rywalizacją. Wszystko to opowiedziane bardzo subtelnie, z oszczędnymi dialogami, a każdy gest i spojrzenie ma istotne znaczenie. Drugą bohaterką jest muzyka, którą cała ekipa kocha i scala ich, zaś scena finałowego koncertu – po prostu kapitalna. Ogląda się to z dużym zaangażowaniem – to o czymś świadczy.

kwartet2

A w dodatku zagrane jest to wybornie. Każdy z aktorów w głównych rolach tworzy pełnokrwiste postacie i trudno mi wyróżnić, które z nich było lepsze czy bardziej błyszczało. A tu są mistrzowie swojego fachu – Philip Seymour Hoffman, Catherine Keener, Christopher Walken i Mark Ivanir – wypadli oni wręcz koncertowo. Ale towarzyszą im też wybijająca się z drugiego planu Imogen Poots w roli Alex, która czuje się opuszczona przez rodziców-muzyków.

kwartet3

Niby film jakich wiele, nie rzucający się w oczy. Jednak po bliższej znajomości okazuje się perłą. Dziwne, że jeszcze w Polsce nie ma jeszcze dystrybutora. Dlaczego? Nie wiem, ale jeśli macie możliwość, zobaczcie koniecznie.

8/10

Radosław Ostrowski

W drodze

Rok 1947. Młody pisarz Sal Paradise poznaje włóczęgę Deana Harrisona i zaprzyjaźniają się ze sobą. Razem z wyzwoloną dziewczyną Marylou wyruszają w drogę. Dokąd? Wszędzie, buntując się przeciwko rzeczywistości, a tak naprawdę szukając swojego miejsca.

w_drodze1

Adaptacji autobiograficznej powieści Jacka Kerouaca próbowało podjąć się wielu, ale udało się to wreszcie Brazylijczykowi Walterowi Sallesowi. Jednak efekt trochę rozczarowuje, bo film ten jest ciągiem zdarzeń i wędrówek bohaterów, które tak naprawdę prowadzą donikąd – rozmowy, seks, marihuana. Z jednej strony udaje się odtworzyć realia przełomu lat 40. i 50., gdzie młodzi ludzie buntowali się przeciwko porządkowi, prowadzili dość luźne życie osobiste i rozmawiali o dość głębokich sprawach. Ale problem polega na tym, że ta opowieść kompletnie nudzi i nie przyciąga uwagi, choć bohaterowie wydają się ciekawi (bohema artystyczna). Czegoś tutaj w tym zabrakło.

w_drodze2

Zagrane jest to całkiem przyzwoicie. Zarówno Sam Riley jak i Garrett Hudlund poradzili sobie w rolach Sala (alter ego Kerouaca) i Deana (wieczny dzieciak, który nie chce dorosnąć). Zaskoczeniem była dla mnie Kirsten Stewart (Marylou – atrakcyjna, pełna seksapilu), a w epizodach nie zabrakło m.in. Steve’a Buscemi (sprzedawca), Amy Adams (Jane), Kirsten Dunst (Camille), ale i tak wśród nich zabłysnął najbardziej Viggo Mortensen (Old Bull – mentor grupy wzorowany na Williamie Borroughsie).

Cóż, ten film jest wyzwaniem, choć niewiele się różni od innych filmów drogi poza realiami. Dlatego ta produkcja nie wydała mi się zbyt atrakcyjna. Trochę szkoda, ale jest na co popatrzeć.

5/10

Radosław Ostrowski

W imię ojca

Aż trudno uwierzyć, że ta historia wydarzyła się naprawdę. W 1974 roku brytyjski wymiar sprawiedliwości oskarżył Gerry’ego Conlona – drobnego złodziejaszka –  o dokonanie zamachu terrorystycznego. Razem z nim oskarżono trzech jego kumpli z komuny hippisowskiej oraz całą jego rodzinę, bo jak wiadomo wszyscy Irlandczycy to terroryści. Dopiero po 15 latach znaleziono dowody niewinności.

w_imie_ojca1

Opromieniony sukcesem debiutu Jim Sheridan znów opowiada prawdziwą historię największej pomyłki w historii brytyjskiego wymiaru sprawiedliwości, za którą do tej pory nikt nie odpowiedział. Sam film zaczyna się od zamachu bombowego, w którym zginęło 5 osób (w tle „In the Name of the Father” U2 i Gavina Fridaya), a następnie przenosimy się do Belfastu, w którym trwa wojna i z którego Irlandczycy uciekają, by być jak najdalej od polityki, zamachów itp. Jednak z momentem wsadzenia ojca i syna w jednej celi, zaczyna się opowieść o relacji ojciec-syn, która paradoksalnie zaczyna się odbudowywać, co w innych okolicznościach byłoby niemożliwe, choć trwa to bardzo stopniowo i subtelnie. Al też pokazuje nie tylko niesprawiedliwość, ale też do czego może doprowadzić nadużycie władzy i wykorzystywanie jej w oparciu na stereotypach. Wszystko to naprawdę dobrze zrealizowane od strony technicznej, ze świetną muzyką (nie tylko piosenkami, gdzie spotykają się tu m.in. Hendrix, Thin Lizzy, Ray Davies i Sinead O’Connor, ale też instrumentalną Trevora Jonesa).

Zaś wisienką w tym filmie są dwie kreacje, o których nie można zapomnieć. Wiadomo, że jak pojawi się Daniel Day-Lewis, to on i tak ukradnie cały film oraz, że ta rola będzie bardzo autentyczna. I tak też jest tutaj. Gerry to na początku zagubiony, młody chłopak, który może nie jest świętym, ale stara się być uczciwym.  I w więzieniu przechodzi pewną metamorfozę, buntuje się i walczy o prawdę na wszelkie sposoby. Równym partnerem dla niego okazał się równie przekonujący Pete Postlethwaite – spokojny, opanowany i stonowany, ale ufający swojemu synowi i wspierający go. Ten duet nakręca ten film i jest jego siłą napędową. Poza nimi nie można nie wspomnieć Emmy Thompson (Gareth Pierce, obrońca w procesie apelacyjnym) oraz Colina Redgrave’a (śliski inspektor Dixon).

w_imie_ojca2

Takie filmy jak „W imię ojca” wywołują poruszenie i wściekłość wobec tego, co się stało. To nadal mocne i surowe kino, broniące się świetnym aktorstwem oraz historią. Absolutnie trzeba to obejrzeć.

7/10

Radosław Ostrowski

U2 & Gavin Friday – „In the Name of the Father”


Atlas chmur

W 1846 r. notariusz Adam Ewing zapada na ciężką chorobę podczas podróży z wysp Pacyfiku do San Francisco. W trakcie wyprawy zaprzyjaźnia się z niewolnikiem. W 1936 r. młody kompozytor-gej Robert Frobisher zatrudnia się u światowej sławy kompozytora Vyvyana Ayrsa. Po pewnym czasie zaczyna tworzyć własne arcydzieło. W 1973 r. dziennikarka Luisa Rey szuka prawdy o intrydze szefa elektrowni atomowej, czym ściąga na siebie śmiertelne niebezpieczeństwo. We współczesnym Londynie wydawca Timothy Cavendish wpada w kłopoty finansowe. Wskutek intrygi brata zostaje uwięziony w domu starców. A w dość odległej przyszłości w Nowym Seulu genetycznie zmodyfikowana kelnerka Sonmi-451 oczekuje na wykonanie wyroku śmierci. Opowiada służącemu systemowi Archiwiście historię swojej przemiany. A w post apokaliptycznej rzeczywistości Zachariasz próbuje chronić swych bliskich przed kanibalami Kona. Jego życie zmienia pojawienie się tajemniczej kosmitki Meronym.

Wachowscy i Tom Tykwer próbują stworzyć filmową układanką, toczącą się w sześciu przestrzeniach czasowych, gdzie ok. 20 bohaterów w ciągu prawie trzech godzin. Jak widać, nie jest to łatwe kino, bo wymaga skupienia, zaś przeplatanie wątków może wywołać chaos i zagubienie na początku, ale opanowanie tego nie jest aż takie trudne jak się wydaje. Twórcy stworzyli dość ciekawą wizję świata (zwłaszcza historie futurystyczne), zaś przewijającym wątkiem jest bunt wobec porządku świata, narzuconym konwenansom oraz bycie niewolnikiem, a wszystko okraszone poważnymi i „głębokimi” dialogami oraz monologami, co dość mocno psuje frajdę z oglądania. Poza tym każda z opowieści opowiedziane w różnych konwencjach: od komedii przez thriller i melodramat do SF, ze świetnym montażem oraz kapitalną charakteryzacją, gdyż aktorzy grają nawet po kilka postaci i nie zawsze łatwo jest rozpoznać ich.

I właśnie zagrane jest to naprawdę świetnie, choć postacie nie są zbyt głęboko zarysowane. Największe brawa należą się Tomowi Hanksowi (m.in. Zachariasz, dr Henry Goose czy pisarz Dermot Hoggins), który stworzył kilka kompletnie różnych postaci (najbardziej zapada w pamięć brytyjski pisarz Hoggins, brytyjski akcent Hanksa jest wyborny) i pokazał, że jeszcze nie powiedział ostatniego słowa. Drugim jasnym punktem jest Halle Berry (m.in. Luisa Rey, Meronym czy biała blond Jocasta), ale też nie można zignorować będących w równie mocnej formie Hugo Weavinga (m.in. demoniczny demon Stary Georgie, zabojca Bill Smoke czy pielęgniarka Noakes – nowa wersja siostry Ratchet), Jima Broadbenta (m.in. Cavendish) czy Jima Sturgessa (m.in. Adam Ewing i Hae-Joo Chang). To naprawdę robi wrażenie i po części oni podnoszą ten film na wyższy poziom.

atlas6

Ta mieszanka jest zgrabnie pokazaną żonglerką gatunkami oraz potwierdzeniem rzemiosła reżyserów. A że czasem pojawiają się naprawdę głębokie dialogi i monologi, to akurat jest najdrobniejsza wada. Uczciwie dobry film.

7/10

Radosław Ostrowski

W sypialni

Kim jest Edyta? Jak ją poznajemy, sprawia wrażenie osoby skrytej i bardzo tajemniczej. Nie ma mieszkania (śpi w samochodzie), nie ma kasy (podjada w markecie), umawia się przez Internet z mężczyznami, następnie ich usypia i tak zamieszkuje. Przynajmniej do czasu, gdy pojawia się Patryk.

sypialnia

Tak, to kolejna polska produkcja, ale o dziwo nie będę tego aż tak mocno krytykował. Po pierwsze, jest technicznie naprawdę dobry – dźwięk jest wyraźny, a WSZYSTKIE dialogi słyszalne, montaż i zdjęcia też są naprawdę dobre, co w przypadku filmu zrealizowanego za 8 tysięcy złotych wydaje się nierealne. A jednak. Dla mnie jednak ten film jest trochę za krótki (nieco ponad godzinę) i stawia pytania, nie dając praktycznie żadnych odpowiedzi, urywając się w dość istotnym momencie. A najważniejsza w tym wszystkim jest Edyta, a tak naprawdę Ewa. Wiemy, że uciekła z domu, nie jest w stanie wejść w głębsze relacje i że coś ukrywa. Ale nie dowiemy się dlaczego, mimo to (a może dzięki temu) postać tej złodziejki przykuwa naszą uwagę, co pokazuje tutaj grająca ją Katarzyna Herman. Poza nią (obsada naprawdę niewielka) rzuca się w oczy przyzwoicie grający Tomasz Tyndyk jako Patryk, o którym też niewiele wiemy oraz pojawiający się w epizodach Mirosław Zbrojewicz (Jacek) oraz Agata Buzek (aktorka Klaudia).

sypialnia2

Dla osób, które odbierają filmy rozumem „W sypialni” może być rozczarowaniem, jednak osoby szukające czegoś oryginalnego, eksperymentalnego i nietypowego zakochają się od razu. Dla mnie osobiście, to kawał niezłego kina, czego w naszym kraju też trochę brakuje i które chyba ma coś do powiedzenia.

6/10

Radosław Ostrowski

Dopóki piłka w grze

Gus Lobel jest podstarzałym łowcą talentów, który szuka nowych gwiazd baseballu. Jednak jego czasy, gdy liczył się wzrok, minęły. Obecnie w tym fachu liczą się komputerowe statystyki. Mimo, że nie do widzi nie zamierza rezygnować, choć biuro Atlanta Bravers nie liczy się z jego zdaniem. Za namową przyjaciela Pete’a, pomaga mu Mickey, córka Gusa – obiecująca prawniczka, z którą Gus nie ma najlepszych kontaktów. Ale wokół nich pojawia się były zawodnik, obecnie łowca talentów Jimmy Flanegan.

pilka1

Robert Lorenz to przede wszystkim producent filmowy, który współpracował z Clintem Eastwoodem (m.in. „Rzeka tajemnic” czy „Za wszelką cenę”). Tym razem postanowił zadebiutować jako reżyser. Choć tłem jest baseball (narodowy sport USA, którego popularność w Polsce jest dość nikła), tak naprawdę jest to dramat obyczajowy o ojcu i córce, którzy nie potrafią się ze sobą dogadać, a oboje kochają baseball. W zasadzie cała historia jest dość prosta i przewidywalna jak kolejność dni w tygodniu i odrobinę sentymentalnie. Technicznie trudno się przyczepić, ten film mógłby wyreżyserować Clint Eastwood – długie ujęcia Toma Sterna, surowy montaż. Sama historia jednak nie angażuje i nie wciąga zwyczajnie. Zaś wątek romantyczny wydaje się lekko wepchnięty na siłę. Mimo tego ogląda się to całkiem dobrze i nie przynudza.

pilka2

O Clincie Eastwoodzie nie będę mówił, bo to klasa sama w sobie i wiadomo czego się po nim spodziewać. Nie zawodzi, nadal jest szorstkim i ponurym twardzielem, który znosi wszystkim ciętym humorem. I mimo 82 lat na karku, nadal ogląda się go z przyjemnością. Partnerujący mu aktorzy nie są słabi czy nieuzdolnieni, ale przy nim wypadają blado (w tym przypadku oznacza to przyzwoicie). Tak można powiedzieć o Amy Adams w roli Mickey – prawniczki, co baseballem się interesuje i ma wielką pasję w tym kierunku, oddana pracy, ale mająca duży żal do ojca. Z kolei Justin Timberlake jest przystojny, zabawny i wygadany. Trzeba coś więcej??

Ogólnie mówiąc, nie jest to film stricte o baseballu, ale o ludziach. Problem w tym, że nie jest to ani odkrywcze, ani ciekawe. Niemniej ogląda się przyjemnie (staruszek Clint rządzi!!!!) i czas nie jest do końca stracony.

6,5/10

Radosław Ostrowski

Kryptonim: Shadow Dancer

Belfast, rok 1993. Colette McVeigh jest młodą kobietą, która zajmuje się synem i jednocześnie walczy w IRA. Podczas akcji podłożenia bomby w metrze, zostaje zwerbowana pod wpływem szantażu (syn miał zostać przejęty przez Anglików). Od tej pory ma meldować o wszystkich działaniach swoich braci, ale wszystko zaczyna się komplikować od nieudanego zamachu na policjanta. Wtedy oficer prowadzący Colette odkrywa, że jest jeszcze jedna wtyka.

shadow_dancer

James Marsh jest przede wszystkim cenionym dokumentalistą, który także sprawdzał się w fabule, co było widać na przykładzie „Wilczego prawa: 1980”. Tym razem reżyser podjął wątku IRA oraz tajnych służb. Nie jest to jednak film stricte sensacyjny, bo najważniejsza jest relacja między Colette a rodziną, która jest zaangażowana w walkę z Brytanią. Ale tutaj Irlandczycy mają obsesję na punkcie zdrady oraz kretów. Jednocześnie tajne służby nie są wobec siebie otwarte i ukrywają swoich kretów przed resztą. Bo w razie wsypy grozi im śmierć. A pracownicy wywiadu, jeśli dostaną nadmiar władzy, mogą być równie niebezpieczni jak ci, których tropią. Nie ma tutaj efektownych strzelanin, pościgów czy innych bondopodbnych tricków. Kamera jest bardzo statyczna, chłodna i stonowana, zaś sceny akcji są bardzo stabilne. Jednak poza thrillerem jest to też dramat rodzinny i tu są stawiane pytania o to, co jest ważniejsze: rodzina czy ideologia? I to jest dość otwarte pytanie.

shadow_dancer2

Zaś od strony aktorskiej, film jest trochę nierówny. Najlepiej wypada Clive Owen w roli Maca – opanowanego i spokojnego agenta, który jednak decyduje się na niesubordynację. Także grająca jego przełożoną Gillian Anderson jak zimna suka wypada przekonująco. To samo chciałbym powiedzieć o Andrei Riseborough grającą Colette. Niestety, jest ona najsłabszym elementem, zaś jej obojętny wyraz twarzy nie przekonuje mnie. Być może to miała być forma maski, ale jej los nie obchodził mnie.

Gdyby nie to, byłby to jeden z najlepszych thrillerów ostatnich lat. A tak mamy do czynienia z naprawdę dobrym thrillerem, który potrafi trzymać w napięciu i ogląda się dobrze.

7/10

Radosław Ostrowski

Obława

Rok 1945. Kapral Wydra jest żołnierzem partyzanckiego oddziału porucznika Maka, który ukrywa się gdzieś w lesie. Kapral dostaje zadanie zlikwidowania niejakiego Kondolewicza – młynarza, który jest kapusiem. To proste zadanie będzie początkiem sprawy, w którą zostaną wplątane 4 osoby.

oblawa1

Moja miłość do polskiego kina była wielokrotnie wystawiana na próbę. Bo potencjał był niewykorzystywany, budżet za tani, nuda panie i prawie ciągle te same twarze. Z tego co powstaje w naszym kraju, w ciągu roku tych ciekawych i udanych propozycji, można policzyć na palcach jednej ręki. I do tego grona dodałbym nowy film Marcina Krzyształowicza (polski film można też poznać po trudnym do wymówienia nazwisku reżysera), który po paru latach przerwy i dwóch zapomnianych produkcjach, serwuje nam film o wojnie. Żeby jednak przyciągnąć naszą uwagę, chronologia zostaje załamana, co daje bardzo ciekawy efekt, a każda z poprzednich scen nadaje nowe znaczenie i rzuca inne światło na bohaterów. Bo niby wydaje się, że wiemy o nich wszystko – egzekutor, konfident, jego żona i sanitariuszka. Jednak im dalej w las, tym więcej dostrzega się szarości, a jedyni źli to Niemcy. Wszystko to znakomicie sfotografowane (realistyczne i wyprane z kolorów ujęcia Arkadiusza Tomiaka) i zmontowane, ale znów dźwiękowcy się nie popisali, bo dialogi (z tego, co wychwyciłem) były naprawdę dobre. No i o patosie czy patriotyzmie zapomnijcie – tu żołnierze klną, chcą zabijać i wszyscy są zmęczeni (tak jak dowódca).

oblawa3

A co do aktorów? Jak opisać te postacie, by nie zdradzić zbyt wiele o nich? Po raz kolejny klasę pokazał Marcin Dorociński jako bezwzględny egzekutor Wydra, dla którego litość jest słowem obcym. Kompletnie zaskoczył za to Maciej Stuhr i jeśli ktoś zwątpił i uważał go za beztalencie, po tym filmie zmieni zdanie. Kondolewicz w jego interpretacji to cwany facet, który jest słabym i świadomym tego, co robi. Także Sonia Bohosiewicz i Weronika Rosati zasługują na uznanie tworząc niejednoznacznych bohaterów. Poza tym czworokątem należy też wyróżnić Andrzeja Zielińskiego jako zmęczonego, chorego porucznika Maka.

oblawa

„Obława” to mocna i brudna opowieść o bezsensowności wojny. Bez patyczkowania, łagodzenia i innych ceregieli.

8/10

Radosław Ostrowski

Lot

Whip Whitaker jest kapitanem lotnictwa, który na sterowaniu samolotem wie wiele, naprawdę wiele. Po trzech dniach pod rząd, ma kolejny lot. Ale w jego trakcie dochodzi do turbulencji i awarii samolotu, Whitaker wykonuje niebezpieczny manewr i cudem ratuje pasażerów przed tragedią. Nie wszystkich, a podczas śledztwa prowadzonego przez komisję okazuje się, że kapitan w trakcie lotu był pijany.

lot1_400x400

Robert Zemeckis był jednym z najzdolniejszych reżyserów amerykańskich, którego śmiało można nazwać uczniem i następcą Stevena Spielberga. Po realizacji filmów animowanych wraca do „żywych” aktorów po 12 latach. I choć w tle jest katastrofa lotnicza (świetnie zrealizowana), tak naprawdę jest to film o walce z nałogiem, tutaj alkoholem. To jak niszczy i jak wiele trzeba, by uświadomić sobie, że jest się uzależnionym. Co w przypadku osoby, która nie ma z tym problemu nie jest łatwe. Choć reżyser czasem serwuje banały i pewnej przewidywalności, to potrafi to bardzo przekonująco opowiedzieć, bo emocje aż kipią i ogląda się tą walkę z dużym zaciekawieniem. To duży plus, choć trochę patetyczne zakończenie może zaszkodzić.

lot2_400x400

Zresztą Whitakerowi wierzymy na słowo, bo gra go Denzel Washington i jest świetny w roli nałogowego pijaka, którego otoczenie częściowo tuszuje jego zachowanie. On nie widzi problemu w piciu (wszelkie sceny, gdy jest pod wpływem są świetne), zaś jego przemiana pokazana jest stopniowo i bardzo subtelnie. Mieszanka pewności siebie i bycia żałosnym udają się bardzo przekonująco. Druga kluczową postacią jest narkomanka Nicole (w tej roli równie wyborna Kelly Reilly), którą Whitaker poznaje w szpitalu. Jest to kobieta z przeszłością, jednak świadoma swojego nałogu i za wszelką cenę próbująca z nim zerwać. Poza tym duetem, nie brakuje wyrazistych postaci drugoplanowych. Tutaj błyszczy pojawiający się krótko John Goodman w roli dealera Harlinga Mays, wprowadzając odrobinę humoru. Poza nim dobrze wypadają Bruce Greenwood (Charlie Anderson, przyjaciel Whitakera) oraz Don Cheadle (adwokat Hugh Lang), którzy potwierdzają swój talent.

lot3_400x400

Zemeckis może i Ameryki nie odkrywa, jednak historia z „Lotu” zostaje w pamięci. Choć są pewne wady (schematyzm, zakończenie), to ten lot reżyserowi się udał.

7,5/10

Radosław Ostrowski