Nóż w wodzie

Andrzej i Krystyna są małżeństwem. Poznajemy ich, gdy jadą samochodem do przystani, by wypłynąć łódką na jeziorze. Po drodze zabierają młodego autostopowicza i we trójkę wypływają. Między mężczyznami dochodzi do rywalizacji.

noz_w_wodzie1

Każdy reżyser chciał zacząć swoją karierę od wysokiego C. Roman Polański w 1961 roku dostał taką szansę i nakręcił swój pełnometrażowy debiut. „Nóż w wodzie” to psychologiczny dramat pokazujący grę między starszym, statecznym Andrzej a młodym zbuntowanym chłopakiem. Obaj powoli będą zdejmować swoje maski, próbując dowieść kto jest lepszy, wobec kobiety będącej świadkiem i obserwatorem. Doprowadza to do tragedii (przynajmniej tak się nam wydaje) i kończy się upokorzeniem. Polański tutaj krytykuje konsumpcyjny styl życia, polegający na pozerstwie i posiadaniu. Całość toczy się w jednym miejscu (łódka), dialogi są bardzo oszczędne, ale i nie pozbawione odrobiny ironicznego humoru (to zasługa Jerzego Skolimowskiego), co pomaga w budowie dość specyficznego klimatu. Świetne zdjęcia i jazzująca muzyka Krzysztofa Komedy współtworzą klimat tej gry.

noz_w_wodzie2

Drugą mocną stroną są role Leona Niemczyka i Zygmunta Malanowicza, mówiącego głosem Polańskiego. Obaj panowie to w zasadzie jedna i ta sama postać. Andrzej jest cynicznym kabotynem, który upokarza chłopaka i wykorzystuje go. Młodzian jest najpierw zafascynowany Andrzejem, ale gdy jest przez niego upokarzany, zaczyna się buntować, próbuje walczyć. Podchody tych panów są obserwowane przez atrakcyjną Jolantę Umycką, która pozostaje lekko w cieniu obu panów.

Choć ta tematyka była wykorzystywana w kinie wielokrotnie (m.in. „American Beauty”), debiut Polańskiego nadal jest interesującą propozycją. Wymaga on odrobiny skupienia i wnikliwszej obserwacji, ale odpłaca to z nawiązką.

7,5/10

Radosław Ostrowski

Lolita

Profesor Humbert Humbert jest wykładowcą akademickim, który szuka lokum w USA. Trafia w końcu do domu niejakiej Charlotte Haze, mieszkającą razem z 14-letnią córką Lolitą. Mężczyzna wplątuje się w romans z Lolitą i chcąc być bliżej jej, żeni się z Charlotte. Ale kiedy kobieta odkrywa prawdę, rozkręca to spiralę dramatycznych wydarzeń.

lolita2

Stanley Kubrick po nakręceniu „Spartakusa” wyjechał do Wielkiej Brytanii, by przenieść na ekran skandalizującą (wtedy) powieść Vladimira Nabokova, który także napisał scenariusz. Ponieważ wtedy obowiązywała obyczajowa cenzura (kodeks Haysa), historia o toksycznej miłości doprowadzającej do szaleństwa i upadku, musiała być pokazana w sposób bardzo subtelny i niejednoznaczny, co moim zdaniem jest sporym plusem. Kubrick świetnie buduje atmosferę obsesji i erotyzmu, wyprzedzając epokę rewolucji seksualnej. Nie brakuje tutaj też ironicznego humoru, perfekcyjnej realizacji (znakomite zdjęcia, bardzo przyjemna muzyka ze wskazaniem na miły temat przewodni i montaż) oraz bardzo przewrotnego finału. Zachowano narrację Humberta (mówi z offu), co pozwala jeszcze bardziej zaangażować się w ten toksyczny romans i moralny upadek człowieka w ogóle.

lolita1

Także aktorzy wspinają się tu na wyżyny możliwości. Najważniejsze są w zasadzie dwie postacie, a tak naprawdę trzy. James Mason bardzo dobrze wypadł jako profesor zakochany w dziewczynce. Na początku sprawia wrażenie sympatycznego, eleganckiego dżentelmena, ale relacja z Lolitą doprowadza go do obłędu, chce ją mieć tylko dla siebie, zawłaszcza ją. Ta sprzeczność jest pokazana w każdym spojrzeniu i geście. Zjawiskiem jest tutaj debiutująca Sue Lyon – mieszanka niewinności z pewnością siebie. To mistrzyni manipulacji, wodzi profesora za nos i próbuje potem dojrzeć, ustabilizować. Za to drugą niespodzianką był Peter Sellers jako pozornie śmieszny pisarz Quilty, który jest śliskim facetem. Tych troje ciągnie ten film, choć cała reszta też trzyma wysoki poziom jak choćby Shelley Winters (matka Lolity).

lolita3

Kubrick tym filmem tylko potwierdził to, co już było widać w „Spartakusie” czy „Ścieżkach chwały”. To indywidualista tworzący pasjonujące opowieści o ludziach. Ale najlepsze jeszcze przed nami.

8/10

Radosław Ostrowski

Ścieżki chwały

Rok 1916, front francuski. Żołnierze generała Mireau otrzymują zadanie zdobycia i utrzymanie wzgórza Ant. Rozkaz ma wykonać regiment pułkownika Daxa. Jednak żołnierze zostają przygwożdżeni, a Dax decyduje się na odwrót. Generał chce zebrać sąd wojenny i znaleźć kozłów ofiarnych, by zwalić na nich odpowiedzialność za porażkę. Pada na trzech żołnierzy, których obrony podejmuje się pułkownik Dax – adwokat w cywilu.

sciezki_chwaly1

Stanley Kubrick tym filmem przykuł uwagę całego świata. Przenosząc się w realia I wojny światowej reżyser pokazuje bezsens wojny jako takiej, gdzie najważniejszą rzeczą jest posłuszeństwo, nawet jeśli ceną będzie śmierć. Zdrowy rozsądek się tu nie liczy, a nie wykonanie rozkazu, nawet tak absurdalnego jak ostrzał swoich własnych ludzi, może być uznany za brak patriotyzmu. Dowódcy (dokładnie generalicja) nie interesuje się losami jednostek, woli od tego bycie na salonach i zamiatanie pewnych spraw pod dywan (postać kapitana Rigeta nadużywającego alkoholu). Nie jest to stricte wojenny film, bo jest tylko jedna scena batalistyczna (atak na wzgórze) i jest to bardziej antywojenne kino zrobione w dość krótkiej formie (półtorej godziny). Można się tu przyczepić dość prostego podziału na dobrych i złych, nie mniej całość ogląda się bardzo dobrze, m.in. dzięki świetnym zdjęciom (scena ataku na wzgórze czy egzekucji). Kubrick nadal ma siłę, choć wiele dekad powstaną takie klasyki jak „Czas Apokalipsy”, „Pluton” czy „Full Metal Jacket” o wojnie w Wietnamie, które działają mocniej.

sciezki_chwaly2

Także aktorsko film prezentuje się na wysokim poziomie. Kirk Douglas w roli pułkownika Daxa tworzy portret idealisty, który wierzy w idee humanizmu i jednocześnie nie jest pozbawiony racjonalnego myślenia jak jego oponenci (mocny George Macready jako generał Mireau).

Kubrick tym filmem wszedł na salony i w pamięci wielu kinomanów, choć sam tytuł jest lekko zapomniany. Niemniej jest to bardzo poruszające kino antywojenne.

8/10

Radosław Ostrowski

Anioły w Ameryce

Rok 1985, Nowy Jork. Bohaterami są dwaj ludzie, których różni wszystko, ale łączy jedno – obaj są chorzy na AIDS. Prior Walter to młody chłopak, który na skutek choroby ma halucynacje i widzi anioły. Roy Cohn to doświadczony adwokat, który nie akceptuje swojej diagnozy, ukrywa swoją chorobę i orientację seksualną. Ich losy przeplatają się z innymi mieszkańcami Nowego Jorku.

anioly_ameryka1

Przenoszenie na ekran sztuki teatralnej zawsze jest wyzwaniem, nawet jeśli jest to robione przez fachowców. Sztuka Tony’ego Kushnera zebrała wiele prestiżowych nagród i była wydarzeniem roku 1998. Przeniesienie jej na ekran było kwestią czasu. I w 2003 roku powstał 6-odcinkowy miniserial dla telewizji HBO, wyreżyserowany przez Mike’a Nicholsa i napisany przez samego Kushnera. I mam pewien problem z tym dziełem. Jest to ambitna produkcja, w której jest masa tematów i wątków: moralność, władza, seks, AIDS, hipokryzja, normy niszczące człowieka. Dialogi są bardzo mocne i inteligentne, realizacja imponuje, widać duży budżet, mamy obsadę składającą się zarówno z wielkich gwiazd, jak i dużo młodszych kolegów, zaś efekty specjalne nadal robią wrażenie. Więc w czym problem? Niczym ten serial nie zaskakuje – nie chodzi mi tylko o tematykę, ale też o samą treść pełną symboliki, metafor. Mimo ciekawej realizacji, czuć teatralny rodowód. Nie zmienia to jednak faktu, że jest to ciekawe, choć bardziej wymagające dzieło.

anioly_ameryka2

Nichols świetnie prowadzi aktorów, nawet jeśli grają po kilka postaci. Tym bardziej imponuje Meryl Streep (Hannah Pitt/Ethel Rosenberg – prześladująca Roya/rabin Chemelwitz) i Emma Thompson (anioł/pielęgniarka/bezdomna), które są po prostu fantastyczne i zawsze wypadają inaczej. Ale tak naprawdę najważniejsi są dwaj aktorzy: Justin Kirk jako Prior, który walczy o swoje życie do końca, ma różne wizje, gdzie jest prorokiem (żal faceta) oraz Al Pacino wcielający się w Roya Cohna – potężnego prawnika, który próbuje oszukać śmierć. Wywołuje on obrzydzenie, współczucie i szacunek jednocześnie. Tutaj właściwie trudno się do kogokolwiek przyczepić, bo pozostali aktorzy także wypadli przynajmniej bardzo dobrze (ja zdecydowanie wyróżniłbym Mary-Louise Parker i Patricka Wilsona – małżonków Mormonów – ona chora psychicznie i nadużywająca leków, on ukrywający swój homoseksualizm).

anioly_ameryka3

Serial ten zdobył wiele prestiżowych nagród, choć nie do końca się z nimi zgadzam. Jedno jest dla mnie pewne: „Anioły w Ameryce” trzeba obejrzeć, choćby po to by samemu wyrobić zdanie. Ale ostrzegam: to nie jest łatwy, lekki i przyjemny tytuł.

7/10

Radosław Ostrowski

Ludzie, których znam

Eli Wurman jest specjalistą od PR-u, który swoje najlepsze lata ma już dawno za sobą. Teraz jest starym, zmęczonym facetem nadużywającym alkoholu i lekarstw. Jego stały klient aktor Cary Launer prosi go o przysługę: zaprowadzenie jego kochanki do hotelu i potem na lotnisku. Przez to zostaje wplątany w morderstwo.

ludzie1

Film niejakiego Daniela Algranta to mieszanka dramatu obyczajowego z thrillerem. Samo to połączenie wydaje się dość karkołomne, jednak całość wyszła dość intrygująca. Opowieść o sile mediów i PR-u, od którego zależą losy wielu, bo bez „gwiazd i sław” nic nie można dzisiaj załatwić jest prowadzona w dość spokojny, wręcz ospały sposób. Tempo jest bardzo powolne, intryga jest dość jasna i klarowna, choć w połowie następuje przyśpieszenie, zaś parę wątków (polityczny, kryminalny, miłosny) wydaje się pourywanych. Niemniej jest to dobra historia, z dość zaskakującym finałem, gorzką refleksją i obnażeniem hipokryzji świata pozbawionego ideałów, gdzie inni ludzie decydują o naszym losie. Niby nic zaskakującego, ale dobrze się ogląda m.in. dzięki intrygującym zdjęciom i jazzowej muzyce.

ludzie_znam

Siła napędową jest zdecydowanie Al Pacino, który wcielił się w typ postaci, który ostatnio przylgnął do jego wizerunku – zmęczonego, skażonego złem człowieka. Jest to słaby, uzależniony od nałogów (leki, alkohol) facet wplątany w sytuację, która go zmusza do refleksji – jak się zachować? Poza Alem warto tez zwrócić na Kim Basinger (szwagierka Victoria, która chce z nim związać życie) oraz Teę Leoni (Jilli Hooper).

Dobre i sprawnie zrobione kino z magnetyzującym Alem P., który wielkim aktorem jest i basta.

7/10

Radosław Ostowski

Strach na wróble

Max siedział w więzieniu, zaś Lionel wrócił znad morza. Celem pierwszego jest Pittburgh, gdzie chce założyć myjnię samochodową, zaś drugi zostawił w Detroit ma żonę i dziecko, którego nigdy nie widział. Obaj panowie zaprzyjaźniają i decydują się wspólnie podróżować.

strach_na_wroble1

Jerry Schatzberg po raz kolejny opowiada o zwykłych ludziach, którzy mają plany, cele i marzenia, choć realizacja nie będzie zbyt łatwa. Cala konstrukcja filmu to zbiór różnych scenek z naszymi bohaterami, którzy wędrują od miasta do miasta, spotykają różnych ludzi, a nawet trafiają do więzienia. Owszem, zdarzają się pewne dłużyzny i spowolnienia akcji, zaś zakończenie pozostaje otwarte, ale mimo to ogląda się to naprawdę nieźle. Po części jest to zasługa zdjęć Vilmosa Zsigmonda, które z jednej strony pokazują piękne plenery, z drugiej surowe pomieszczenia, pełnie biedy i nędzy. Nie zabrakło też odrobiny humoru oraz ciekawych obserwacji.

strach_na_wroble2

Sytuację ratują za to grający główne role Al Pacino i Gene Hackman. Obaj pozornie różnią się wszystkim. Max to z jednej strony solidnie przygotowany i planujący facet, który bywa i porywczy, ale niepozbawiony empatii. Zaś Lionel sprawia wrażenie niepoważnego wesołka, pełnego pogody ducha, ale ma pewną tajemnicę. Obaj panowie się świetnie uzupełniają i tworzą dość skomplikowane postacie, choć może tego nie widać na pierwszy rzut oka.

Sam film jest całkiem interesująca propozycją, którą odrobinę pokrył kurz. Może nie jest do końca idealny, ale jako świadectwo epoki jest ciekawą ofertą.

6/10

Radosław Ostrowski

Dzień kobiet

Halina Radwan jest pracownicą sieci sklepów „Motylek” – serdeczna, przyjacielska, próbująca zapewnić byt sobie i 13-letniej Misi. Zostaje awansowana na stanowisko kierownika. Poza wyższą pensją i przywilejami, jednak cena związana z tym jest wysoka – zmuszanie do pracy, fałszowanie dokumentów. Nawiązuje romans ze swoim przełożonym. Kiedy jedna z pracownic podczas inwentaryzacji poroniła, kobieta zostaje zwolniona. Decyduje się wytoczyć proces swojej dawnej firmie.

dzien_kobiet1

Filmów antykorporacyjnych (czyli walka jednostki przeciwko systemowi i korporacji) było na pęczki. Wystarczy wymienić „Adwokata”, „Informatora”, „Erin Brockovich” czy „Michaela Claytona”. W Polsce też powstawały tytuły, gdzie zaślepienie mamoną miało poważne konsekwencje jak „Nie ma zmiłuj”. Do tego grona próbuje dołączyć pełnometrażowy debiut Marii Sadowskiej, którą jest bardziej znana jako wokalistka niż reżyserka. Ale ona ma potencjał. Niby nie jest to nic zaskakującego w tej konwencji (mieszanka dramatu z thrillerem), a wnioski są zaskakujące (w korporacji zysk przede wszystkim, człowiek jest głęboko w d., zaś w walce możesz być zdany tylko na siebie), jednak całość jest bardzo autentyczna i wiarygodna. Sceny w supermarkecie porażają (zmuszenie do inwentaryzacji czy sytuacja, gdy człowiek umiera, ale mimo to pracujemy dalej i zakryjmy czymś zwłoki do przyjazdu zakładu pogrzebowego), zaś stosowanie ekonomicznego szantażu, by zmusić do posłuszeństwa i lojalności – zgroza.

dzien_kobiet3

Wszystko to jest świetnie zrealizowane, z paradokumentalnymi zdjęciami Radka Ładczuka (zwłaszcza ujęcia inwentaryzacji, gdzie wszystko się rozmazuje), wyraźnym dźwiękiem (co w przypadku polskich produkcji zasługuje na szczególne wyróżnienie) oraz bardzo solidnym montażem. Można się trochę przyczepić, że za dużo złego spada na głowę naszej bohaterki, że czasami konwencja thrillera nie do końca pasuje (obserwacja Haliny w lesie przez złego, łysego faceta) czy że zakończenie trochę za szybkie. Nie zmienia to jednak faktu, że to dobry film. Po prostu.

W dodatku wszystko jest zagrana na wysokim poziomie, co podnosi wiarygodność i poziom filmu. Fantastyczna jest Katarzyna Kwiatkowska w głównej roli. Jej Halina nie jest świętą osobą. Na początku jest sympatyczną i uśmiechniętą kobietą, która potem zostaje „zmuszona” do bycia bezwzględną suką, pozbawioną emocji i godności. Tu widać wszystko – strach, gniew, bezsilność, smutek. Mocna kreacja, gdzie widzimy kobietę z krwi i kości. Równie wyborny jest Eryk Lubos jako jej szef, Eryk. Czarujący, szarmancki i uwodzicielski, by potem stać bezwzględnym szefem, stawiającym twarde warunki. Poza tym duetem jest jeszcze bogaty drugi plan – od Doroty Kolak (Maryla), Anity Janci (Jadźka), Ewy Konstancji Bułhak (Ania) przez Leonarda Pietraszaka (mecenas Gawlik – taki adwokat to skarb) aż do epizodów Agaty Kuleszy (psycholog na szkoleniu), Ireneusza Czopa („przyjaciel”) i Marii Seweryn (nauczycielka).

dzien_kobiet2

Zdaje sobie sprawę, że nie jest to nic zaskakującego, ale „Dzień kobiet” to kolejny dowód na to, że u nas można nakręcić dobry i mocny film opowiadający o współczesności bez popadania ze skrajności w skrajność. Tyle i aż tyle.

7/10

Radosław Ostrowski

Koliber

Joseph Jones był żołnierzem brytyjskich sił specjalnych stacjonujących w Afganistanie. Teraz ukrywa się w londyńskich uliczkach jako bezdomny i towarzyszy mu Isabelle. Uciekając przed łobuzami wpada do domu i przejmuje tożsamość właściciela, który wyjechał na długo. Zdobywa pracę w chińskiej mafii, pomagając siostrze Cristinie zajmującej się bezdomnymi. Ale kiedy dowiaduje się, że Isabelle została zamordowana, chce ją pomścić.

koliber1

Dziwny film zaserwował debiutujący w roli reżysera Steven Knight (scenarzysta m.in. „Wschodnich obietnic” Davida Cronenberga), bo jak na film akcji za mało akcji, tempo jest spokojne, a dużo psychologii. Londyn nocą nie wygląda tak fajnie jak za dnia i nie chodzi mi tu o neony, ale nocą budzą się demony. Wiem, brzmi to banalnie, ale to akurat prawda – prostytucja, haracze, handel towarem, ściąganie długów. Tu sprawiedliwość wymierza się na własną rękę. Klimatu brudu dopełniają ciekawe i niepozbawione uroku zdjęcia Chrisa Mengesa, dobry montaż oraz dość intrygująca fabuła, która może nie jest specjalnie oryginalna, ale nie zanudza. Jak dla mnie to za spokojnie było (ze względu na pewnego aktora liczyłem na więcej zadymy), ale efekt jest niezły, zaś rzadko pojawiające się sceny akcji są porządnie zrobione.

Liczyłem na jatkę i kino akcji, bo zagrał tu niejaki Jason Statham, który jednoznacznie kojarzy się z byciem twardzielem. Tutaj jednak gra faceta z przeszłością, od której próbuje uciec, a by odkupić swoje winy, musi sam załatwić sprawy za pomocą pięści. I facet jest wiarygodny, nawet jeśli nikomu nie spuszcza łomotu. Drugą kluczową postacią jest siostra zakonna grana przez Agatę Buzek. Nie, to nie jest żart. Nie dość, że dobrze mówi po angielsku (choć kilka zdań jest po polsku) i całkiem nieźle poradziła sobie z rolą dość skomplikowanej kobiety.

koliber2

„Koliber” to od czasu „Revolvera” Guya Ritchiego najbardziej nietypowy film w dorobku Jasona Stathama. Jak na film akcji, za dużo gadania i spokoju, a jak na dramat trochę dużo akcji. Efekt wyszedł przyzwoity, a i parę razy potrafi zaskoczyć.

6/10

Radosław Ostrowski

…I sprawiedliwość dla wszystkich

Arthur Kirkland jest młodym prawnikiem z 12-letnim stażem, który wierzy w prawo i jest naprawdę dobry w tym co robi. Nie robi tego ani sławy, władzy czy pieniędzy, ale dlatego, że tak trzeba. Próbuje pomóc młodemu chłopakowi, który dostał wyrok, choć sędzia miał pójść na układ. Zastąpił go jednak sędzia Fleming, który kurczowo trzyma się litery prawa. Jednak Fleming wkrótce zostaje aresztowany i oskarżony o gwałt i pobicie. Chce, żeby Kirkland był jego obrońcą.

sprawiedliwosc1

Dramatów sądowych na ekranie było wiele i każdy bardziej lub mniej poruszał temat sprawiedliwości. Jednak Norman Jewison przy okazji pokazał wady systemu sądowniczego. Wiem, nie był on pierwszym reżyserem, który się tego podjął, ale zrobił to bardzo sugestywnie. Sam film jest tak naprawdę zapisem kilku dni (tygodni) z dnia Kirklanda, gdzie przy okazji poznajemy drobniejsze sprawy dnia codziennego (m.in. niesłusznie skazany Jeff czy transwestyta oskarżony na obnażanie się). Te sprawy pozornie błahe służą napiętnowaniu systemu sprawiedliwości, gdzie prawda nikogo nie obchodzi, a liczy się tylko wygranie sprawy. Gdy jeszcze dodamy do tego korupcję i nieuczciwość sędziów (jeden jest seksualnym maniakiem, drugi żyje na krawędzi i kocha adrenalinę), widok nie jest wesoły, zaś komisja d/s etyki okazuje się kolejną ściemą. Wszystko to zrobione więcej niż dobrze – klimatyczne zdjęcia, funkowo-jazzowa muzyka Dave’a Grusina, mocne dialogi oraz świetny montaż i zaskakujący finał.

sprawiedliwosc2

No i udało się też zebrać świetną obsadę. Bryluje tutaj niezawodny Al Pacino, który bardzo wiarygodnie zagrał młodego idealistę, który wbrew swojej woli zostaje wplątany w brudną sprawę. Jego wątpliwości, a jednocześnie oddanie sprawom małych ludzi są świetnie pokazane i kibicujemy temu bohaterowi do samego końca. Poza nim mamy bardzo mocny drugi plan ze świetnymi rolami Jacka Wardena (sędzia Rayford, który…  parę razy próbował się zabić), Johna Forsythe (śliski sędzia Fleming), Christine Lahti (Gail Packer z komisji d/s etyki) i Lee Strasberg (dziadek Arthura, chorujący na Alzheimera).

Film Jewisona nie zestarzał się, mimo ponad 30 lat na karku. Mocna tematyka, dobra realizacja, świetna konstrukcja. Jeśli nadal chcecie zostać prawnikami, zobaczcie byście wiedzieli co was czeka.

8/10

Radosław Ostrowski

Nieulotne

Michał i Karina są studentami, którzy spędzają wakacje w Hiszpanii i parą. Spędzają razem czas i kochają się. Podczas nurkowania Michał zostaje zaatakowany przez pewnego mężczyznę po nurkowaniu na jego terenie. Agresja doprowadza do tragedii, która rzutuje na ich dalsze losy.

nieulotne1

Jacek Borcuch to jeden z tych reżyserów, którzy wyróżniali się wśród młodych twórców. Po nostalgicznej opowieści o starości („Tulipany”) oraz filmie o miłości ze stanem wojennym w tle („Wszystko, co kocham”), tym razem opowiada współczesną historię o wchodzeniu w dorosłość. Jednak tym razem nie wyszło. Pomysł wydawał się ciekawy, ale sama historia zwyczajnie była nudna i nie wciągająca. Od strony formalnej trudno się przyczepić. Zdjęcia Michała Englerta imponują zarówno kolorystyką (część w Hiszpanii), jak i techniką, montaż też jest na poziomie, zaś elektroniczna muzyka Daniela Blooma buduje wrażenie surrealizmu. Jednak sama historia jest dość pourywana, konstrukcja oparta na przypadkowych spotkaniach i rozmowach, z których niewiele wynika i nasi bohaterowie snują się po okolicy, ładnie wyglądają i cierpią, ale to wszystko takie chłodne i wykalkulowane.

nieulotne2

Trochę szkoda, bo grający główne role Jakub Gierszał i Magdalena Berus dają z siebie wiele, grając naprawdę nieźle. Poza nimi reszta aktorów nie miała zbyt wielu szans pokazania się.

Borcuch zawsze trzymał fason i robił naprawdę dobre filmy. Tym razem jednak coś nie do końca zagrało. Naprawdę szkoda, bo wyszła z tego wydmuszka.

6/10

Radosław Ostrowski