Emotki. Film

Rzadko się zdarza, by jakaś animacja została uznana za jeden z najgorszych filmów roku. Ale studio Sony w 2017 roku postanowił podnieść rękawicę i zrobiło film o najbardziej absurdalnym pomyśle od czasu „Battleship” (gra w statki). Bo czy można inaczej opisać film, gdzie bohaterami są emotikony? I jeszcze jedno: to nie jest film dla dzieci, tylko dla bardziej nastolatków, ok? Chociaż po seansie nie jestem tego taki pewny.

emotki2

Witajcie w Tekstopolis – mieście, które znajduje się w smartfonie. Tutaj żyją wszystkie emotki, która mają zostać wykorzystane przez użytkownika. A jest nim uczeń liceum, beznadziejnie zakochany w pewnej koleżance. Ale jak ma do niej zagadać, gdy cały czas gapi się w telefon? Dodatkowy każdy pisany SMS ostatecznie trafia do kosza. Od czego są jednak emotikony. Jedną z tych emotek jest szukający swojego miejsca Minek, czyli mem mający prezentować obojętność jak jego rodzice. Pierwszy dzień w jego nowej pracy (wybór emotek podczas pisania wiadomości) kończy się blamażem i chłopak zostaje uznany za anomalię. Dlaczego? Bo wyraża więcej niż jedną emocję, a to jest niedopuszczalne. Jest to do tego stopnia groźne, że właściciel chce skasować pamięć telefonu. Więc szefowa Tekstopolis, czyli Uśmiech nasyła na Minka antywirusy. Nasz bohater decyduje się odnaleźć hakera, by pomógł mu być takim normalnym meh, jak się da. I wyrusza w drogę razem z hakerem Matrix oraz troszkę zapomnianym Piątką.

emotki1

Film Tony’ego Leonidasa na pierwszy rzut oka wydaje się brzmieć dziwnie znajomo. Oglądaliście może „W głowie się nie mieści”? Koncepcja kina drogi oraz wiele scen (głównie ta w koszu) wyglądają dość znajomo, jednak sama jakość animacji od Sony mocno odstaje produkcji Pixara. Nie mogę pozbyć się wrażenia, że brakuje świeżości. Jeszcze pomysł przenoszenia się po smartfonie jest niezły czy wizja samego Tekstopolis. Ale po drodze mamy product placement (Candy Crush, Just Dance, YouTube), bardzo przewidywalną fabułę oraz w zasadzie bardzo słabiutki humor. Można jeszcze polubić bohaterów, chociaż Piątka (ruchowa dłoń) jest dość irytujący i ciągle pakuje wszystkich w tarapaty. Za to Minek prezentujący całą paletę emocji oraz zbuntowana Matrix, która nie chce się dostosować do norm społecznych – to zupełnie inna para kaloszy.

emotki3

Także sceny dziejące się w realu, gdzie nastolatkowe gapią się w komórki i nie potrafią do siebie zagadać – ech, szkoda gadać. To jest jeszcze nudniejsze i nie angażujące jak podróż Minka do samoakceptacji. Z takim materiałem nawet polski dubbing nie jest w stanie tego uratować. Bartek Wierzbięta dwoi się i troi ze swoim tłumaczeniem, lecz nawet on z gówna bicza nie wykręci. Podobno zatrudniono gwiazdy polskiego YouTube’a, ale ponieważ nie obserwuje go zbyt dobrze, nie zauważyłem nikogo. Ale za to usłyszałem parę znajomych głosów, z których najbardziej wybijały się trzy. Po pierwsze, Paweł Ciołkosz jako nasz Minek budzi sympatię od razu i zachowuje ją do końca. Po drugie, Monika Pikuła w roli zadziornej, zbuntowanej hakerki Matrix. No i na sam deser Wojciech Paszkowski w roli ojca Minka, który tak swoim głosem czaruje, że każdym słowem rozbawić.

emotki4

Czy „Emotki. Film” to najgorsza animacja w historii? Nie, jest na to zbyt nudny i nijaki. Miewa przebłyski, jednak zbyt rzadko, a charakter praktycznie zniknął na początku produkcji. To tylko produkt, który nie wie dla kogo chce być.

4/10

Radosław Ostrowski

Kung Fu Panda 2

Nasz dzielny Po zrobił to, czego bardzo pragnął. Został wojownikiem kung fu i dołączył do grona Wścieklej Piątki. Ale znowu musi stawić czoło Złu w postaci złego księcia Shen, który posiadł moc zniszczenia za pomocą dział i prochu. Paw wrócił odebrać swoje dziedzictwo oraz przejąć kontrolę nad światem. Po z kumplami musi go powstrzymać.

kung_fu_panda_21

Zgodnie z regułami sequela jest więcej starć, naparzania się oraz więcej mroku. Tutaj Po musi zmierzyć się ze swoją przeszłością (której nie zna) i odkryć swoje pochodzenie. Bo jakim cudem panda wychowywał się przez gąsiora? I nie trzeba być geniuszem, by wiedzieć, że losy Shena i Po są ze sobą powiązane, gdyż szybko poznajemy odpowiedź. Twórcy pokazują jak nasz Po powoli odkrywa swoje pochodzenie, a jednocześnie godzi się ze swoją mroczną przeszłością (ładnie rysowane animacje dwuwymiarowe w formie retrospekcji). Po drodze dostajemy kolejne pomysłowe sekwencje starć Po i jego kumpli z noszącymi zbroje wilkami (nadal miesza się finezja, ciosy oraz humor), odpowiednio pokręcając tempo, by w paru miejscach pozwolić sobie na wyciszenie.

kung_fu_panda_22

Znowu imponuje strona plastyczna, bardziej skupiona na detalach – pięknie wygląda zarówno scenografia, jak i kostiumy naszych bohaterów, konsekwentnie odtwarzając realia starożytnych Chin. Także muzyka dodaje klimatu, a całość jest mroczniejsza i poruszająca jak w scenach, gdy Po trafia do swojej dawnej wioski. Animacja jest nadal śliczna.

kung_fu_panda_23

Także dubbing w polskiej wersji jest bardzo udany. Ciepły głos Macieja Hycnara idealnie pasuje do troszkę niezdarnego i ciapowatego Po, którego energia wręcz rozsadza. Gdyby jeszcze potrafił czasem pomyśleć (nie tylko o jedzeniu), byłaby to postać kompletna. Ale i tak jest uroczy :). Równie ciekawy jest antagonista – paw Shen (niezawodny Krzysztof Dracz), istota pewna siebie, ale ta pewność maskuje strach przed przeznaczeniem oraz niską samoocenę. I te magnetyzujące piórka. Drugi plan, czyli kumple Po nie zawodzą, godnie trzymając fason (na plus Brygida Turowska jako Tygrysica oraz wnoszący sporo luzu Krzysztof Banaszyk – Modliszka), podobnie jak opanowany mistrz Shifu (Jan Peszek).

kung_fu_panda_24

Druga część „Pandy” to historia o panowaniu nad emocjami, odnajdywaniu wewnętrznej równowagi oraz odkrywaniu swojej własnej tożsamości. Zrobiona z głową, pomysłowa i – owszem, brutalniejsza, ale przemoc ta jest łagodzona humorem, niedopowiedzeniem. Godna kontynuacja legendy, choć zakończenie zapowiada ciąg dalszy.

7,5/10

Radosław Ostrowski

Kung Fu Panda

Chiny tak dawne, że mało kto o tym pamięta. Tam żyje nasz bohater – panda Po. Jest bardzo pulchny i ma wielkie gabaryty (jak na pandę przystało), a od dziecka marzył, by zostać wojownikiem kung-fu. Ale jest synem żurawiego mistrza kuchni i tam ciągle pracuje. Aż w końcu wyrusza na turniej podczas którego ma zostać wybrany Smoczy Wojownik przez samego mistrza Oogwaya. I choć trudno w to uwierzyć, zostaje wybrany Po, co wszystkich wprawia w konsternację, nawet doświadczonego mistrza Shifu oraz wyszkoloną przez niego Wściekłą Piątkę. Sprawa jest o tyle poważna, że dawny uczeń Shifu, potężny Tai Lung ucieka z więzienia i planuje swoją zemstę.

kung_fu_panda_11

To, że animacja jest zrozumiała w każdej części świata, jest rzeczą powszechnie wiadomą. Tak samo jak fakt, iż można pokazać koloryt różnych regionów i rejonów. A że na początku XXI wieku modne stały się filmy azjatyckie w stylu wuxia („Przyczajony tygrys, ukryty smok” czy „Hero”) oraz innych cudacznych scen kung-fu. Nie inaczej jest w tej historii o odkrywaniu samego siebie oraz drodze do samoakceptacji. Nie brakuje tutaj pomysłowych i finezyjnych choreografii potyczek (starcie z Tai Lungiem czy szkolenie Po przez mistrza Shifu), gdzie ruch jest tak szybki jak tylko jest to możliwe.

kung_fu_panda_12

Wszystko jest idealnie wyważone między napięciem i humorem, przez co ogląda się z nieprawdopodobnym przejęciem, a parę razy twórcy czerpią ze stylistyki azjatyckich anime (prolog, pokazujący sen Po) z bardzo szybką kreską i efekciarską formą, co jest dużą zaletą. Także muzyka ociera się o Orient, co jest absolutnie zrozumiałe i dodaje klimatu. I wygląda to świetnie, a każda lokalizacja ma swój klimat – mroczne i surowe więzienie, barwna wioska czy sala treningowa mistrza Shifu. Sama animacja postaci robi robotę, a wojownicy są – a jakże by inaczej – zwierzętami z cechami ludzi. I każdy z nich będzie musiał zaakceptować swoje przeznaczenie, gdyż inaczej może być nieprzyjemnie.

kung_fu_panda_13

No i dostajemy fajne, sympatyczne postacie. Trudno zresztą nie polubić troszkę puszystego, choć niezdarnego Po, który może i jest leniwy, a ciosy kung-fu są dla niego zbyt trudne, ale nie można odmówić mu determinacji oraz sprytu. Nawet w chwili załamania, udaje mu się wyjść z sytuacji. Podobnie zbudowany jest mistrz Shifu – mały i niepozorny, ale zacięty i waleczny. Początkowo nieufny wobec Po, ale kiedy udaje się mu odnaleźć odpowiednią metodę szkolenia, wykazuje się pełnią swojej głębokiej mądrości, jakiej wojownik może udzielić wojownikowi.

kung_fu_panda_14

Pierwsze spotkanie z pandą, co chciała poznać metody kung fu była wielkim kasowym hitem, a po ponad 8 latach ogląda się z dziką pasją. To bardzo lekka i przyjemna produkcja opowiadająca o ważnych sprawach w sposób przystępny. Spodobała się dzieciom (co jest bardzo zrozumiałe), a i starsi widzowie znaleźli coś dla siebie. I tak narodziła się legenda Smoczego Wojownika, która musiała być kontynuowana.

8/10

Radosław Ostrowski

Klopsiki kontratakują

Na pewno pamiętacie Flinta Lockwooda (nie mylić z Clintem Eastwoodem) – ekscentrycznego naukowca, który zbudował maszynę zmieniającą wodę w jedzenie. 8 minut po wydarzeniach z poprzedniej części (szybko streszczonej w prologu) pojawia się nagle jego idol z dzieciństwa – wynalazca oraz szef korporacji Live Corp., Chester V. mężczyzna proponuje Flintowi pracę w swojej firmie, w zamian uporządkowując Morskie Zdroje ze zmutowanego jedzenia. Ale Chester tak naprawdę ma własny plan. Okazuje się, że wynalazek Flinta działa i mózgowiec chce wykorzystać młodzieńca do znalezienia cacka. Ten zabiera przyjaciół (bo oni nie chcą się odczepić) i wyrusza na stare śmieci.

klopsiki_21

Czyli innymi słowy „Klopsiki kontratakują” to nie klasyczny sequel według zasady: więcej, mocniej, bardziej. Całość bardziej przypomina coś w stylu kina przygodowego, w którym trafiamy do kompletnie zmienionego miejsca, opanowanego przez genetyczną mieszankę jedzenia i zwierząt. I wyobraźnia jest jeszcze bardziej dzika niż w oryginale: pianki zmieszane z myszą, zmutowane poziomki, pająki-chesseburgery czy tacozaury, nie mówiąc o ogórkach. Dzieje się tu dużo – może intryga nie jest specjalnie skomplikowana i toczy się przewidywalnym torem, ale i tak ogląda się z przyjemnością. Twórcy stawiają tutaj na interakcję miedzy starymi znajomymi i korpoświatem – gdzie jak powszechnie wiadomo, zysk jest najważniejszy. I rozgrywa się ciągle konflikt w naszym bohaterze – kariera i uznanie mentora czy przyjaźń? Oto jest pytanie, a odpowiedź podana jest w bardzo nienachalny sposób.

klopsiki_22

Oczywiście, nie brakuje kompletnie szalonych pomysłów jak nauka łowienia dla… ogórków, odzyskiwanie sprzętu do stworzenia lokalizatora, w czym pomagają bardzo elastyczne gacie czy obowiązkowa finałowa konfrontacja w dużej maszynerii (rozegrana z fantazją niczym w grze komputerowej), przez co nie można odczuć chwili znużenia. Polubiłem tą ferajną i może chciałbym zobaczyć ich jeszcze raz, chociaż może lepiej nie. Jest bardziej słodko (wizualnie) niż poprzednik, jednak nie jest to mocna wada.

klopsiki_23

Animacja śliczna, muzyka pachnąca troszkę starymi grami komputerowymi zmieszana z orkiestrą, sporo humoru (bardziej slapstickowego, ale sprytnie ogranego – maszyna do robienia imprez). No i polski dubbing, gdzie wracają stare głosy. Nadal klasę potwierdza Jacek Bończyk jako pogubiony i ekscentryczny Flint i Monika Pikuła jako Sam, tym razem próbująca być wsparciem oraz sumieniem dla naszego naukowca. Wraca też ojciec (Piotr Bąk), twardy gliniarz Earl (Robert Tondera) i chłodny emocjonalnie operator Manny (Przemysław Nikiel). Z nowych postaci ważne są dwie, czyli korporacyjny szef Chester (bardzo dobry Tomasz Borkowski) oraz humanoidalna małpa Barb (Anna Sztejner), będąca jego prawą ręką. Ale i ona zostanie zmuszona do poważnego wyboru.

klopsiki_24

„Klopsiki” są w pełni udaną kontynuacją, pokazującą jeszcze bardziej pokręcony świat niż poprzednik. Może i łatwo domyślić się całej intrygi, niemniej realizacja imponuje, a przesłanie pokazane jest z głową i bez wbijania do łba. No i znowu w napisach końcowych popisali się twórcy.

7/10

Radosław Ostrowski

Klopsiki i inne zjawiska pogodowe

Jest takie małe morskie miasteczko zwane Morskie Zdroje, gdzie jest bieda, spokój i… sardynki. Jedynie burmistrz jest na tyle cwany, że chce się wybić. No i jest Flint Lockwood – już jako dziecko chciał być naukowcem, ale jego wynalazki przynoszą tylko katastrofę i zniszczenie. Jednak nie jest w stanie się złamać i dalej tworzy kolejny przełomowy wynalazek – maszynę przerabiającą wodę w jedzenie. Maszyna zaś trafia w przestrzeń i Flintowi udaje się zbudować łącznik do wynalazku, a Flint staje się nowym bożyszczem miasta. Nawet pojawia się kandydatka na żonę – dziennikarkę Sam Sparks.

klopsiki_11

Dzieło duetu Christopher Miller/Phil Lord (wskrzesiciele serii „21 Jump Street”) w 2008 roku wystrzelili jak rakieta. I ta dość pokręcona animacja zaczyna się bardzo spokojnie, wręcz klasycznie. Historia outsidera, który dostaje szansę na miłość i akceptację otoczenia, chociaż najbardziej zależy mu na szacunku ojca. Brzmi to bardzo znajomo, ale forma obrana przez twórców jest kompletnie nieoczywista. Od momentu uruchomienia maszynerii, film nabiera posmaku abstrakcji oraz mocno surrealistycznego świata, gdzie żarcie spada z nieba. Jakie sobie chcesz: hot-dog, pizza, kanapka, stek, ryba, słodycze. I wygląda to obłędnie, nie tylko dzięki bardzo wyrazistemu wyglądowi postaci (duże oczy, nieforemna twarz), ale też silnemu nasyceniu kolorami oraz bardzo dynamicznemu montażowi w scenach działań Flinta, gdzie słyszymy i widzimy co robi (bo sam mówi o swoich działaniach).

klopsiki_12

Ale druga część to kompletna zmiana klimatu, gdyż maszyna zaczyna wymykać się spod kontroli. No i dostajemy taką animowaną wersję kina Rolanda Emmericha, gdzie zmutowane jadło dokonuje dzieła kompletnej zagłady. Nie tylko w naszym miasteczku ze zgniłym moralnie burmistrzem, ale na całym świecie. Adrenalina zaczyna podnosić się, pomysły są kompletnie odjechane (chodzące kurczaki, misie-żelki w stylu Haribo czy tornado w kształcie spaghetti), a napięcie jest stopniowane i rozładowywane żartem (scena, gdy ojciec Flinta musi wysłać maila – mocne, śmieszne i prawdziwe), przez co naprawdę zależy nam na bohaterach. Przy okazji filmowcy ostrzegają przed działaniami jajogłowych, którzy ignorują konsekwencję oraz jak łatwo mogą być podatni manipulacjom.

klopsiki_15

Do tego polski dubbing, który w animacjach nam zawsze wychodzi. I tutaj naprawdę błyszczy aż troje bohaterów: Flint, Sam i burmistrz. Pierwszy (cudowny Jacek Bończyk) to taki typowy mózgowiec/outsider, który nie potrafi dopasować do otoczenia i ciągle chce być wiernym sobie, nie zważając na opinie innych. Trudno odmówić mu dobrych intencji, konsekwentnie chcąc realizować swoje pomysły. I czuć chemię miedzy nim a Sam (świetna Monika Pikuła) – tylko pozornie słodka dziewucha marząca o sławie, ale ukrywająca swoją naukową pasję (oraz to, że musi nosić okulary). Jak nie polubić tej dziewuchy. I jest burmistrz (niezawodny Miłogost Reczek), który skupiony jest na własnym brzuchu (dosłownie) oraz próbie zbicia kapitału na swoim mieście. Śliski typ. Byłbym zapomniał o prostodusznym ojcu Flinta (Piotr Bąk), rzucającym morskimi metaforami, choć sprawia wrażenie szorstkiego gbura.

klopsiki_13

„Klopsiki” okazały się cudownym zaskoczeniem i takim popisem dzikiej wyobraźni twórców, że do dziś robi to piorunujące wrażenie. Wariacka jazda po bandzie, która dla wielu może skończyć się silnym bólem żołądka. I nie oglądać na głodnego, bo bardzo będzie wam się chciało jeść.

klopsiki_14

7,5/10

Radosław Ostrowski

Minionki rozrabiają

Pamiętacie największego przestępcę wszech czasów, Gru? Te czasy to już zamierzchła przeszłość – teraz prowadzi własną firmę produkującą słodycze, wychowuje troje dziewcząt i przeszedł na szeroko rozumianą jasną stronę życia. Jednak musi znowu powrócić do mroku. Ktoś zabrał – dosłownie – całe tajne laboratorium na biegunie należące do Rosjan. Powołana Liga Antyprzestępcza prosi Gru o pomoc w ustaleniu sprawcy, a jako wsparcie pojawia się Lucy. W tym samym czasie zaczęły znikać Minionki.

jak_ukra_ksiyc_21

Dystrybutorzy postanowili chyba nas zmylić i dlatego zamiast „Jak ukraść księżyc 2” mamy „Minionki rozrabiają”, przez co wielu widzów mogło poczuć konsternację. Ale na szczęście wszystko inne się zgadza: to nadal pokręcona historia Gru, który musi zmierzyć się z kolejnym wewnętrznym demonem: nieśmiałością do kobiet. A dziewczyny bardzo potrzebują mamy i chcą temu zaradzić. Cała intryga idzie w stronę kina szpiegowskiego, gdzie nasz bohater pod przykrywką próbuje schwytać łotra. I pojawia się podejrzany, ale znalezienie dowodów nie jest takie proste.

jak_ukra_ksiyc_22

Dystrybutorzy postanowili chyba nas zmylić i dlatego zamiast „Jak ukraść księżyc 2” mamy „Minionki rozrabiają”, przez co wielu widzów mogło poczuć konsternację. Ale na szczęście wszystko inne się zgadza: to nadal pokręcona historia Gru, który musi zmierzyć się z kolejnym wewnętrznym demonem: nieśmiałością do kobiet. A dziewczyny bardzo potrzebują mamy i chcą temu zaradzić. Cała intryga idzie w stronę kina szpiegowskiego, gdzie nasz bohater pod przykrywką próbuje schwytać łotra. I pojawia się podejrzany, ale znalezienie dowodów nie jest takie proste. To buduje napięcie i parę razy zaskakuje, a finałowa konfrontacja nakręca się i nie brakuje dowcipnych gagów.

O dziwo, jest troszkę więcej mroku (sceny zniknięć Minionków niemal żywcem wzięte z jakiegoś thrillera czy nawet horroru), ale na szczęście twórcy nie zapominają o rozładowaniu atmosfery żartami. I tutaj znowu błyszczą żółte ludziki, choć żarty te oparte są na klasycznym slapsticku (ale finał w ich wykonaniu – rewelacyjny). Do tego jeszcze wpleciono wątek romansowy, który parę razy jest zgrabnie ograny (moment, gdy Lucy wszędzie widzi Gru) i moment, gdy Margo przeżywa pierwsza miłość. A Gru – jak na ojca – zachowuje się ostro.

jak_ukra_ksiyc_23

Sama animacja nadal trzyma wysoki poziom i znowu wygląda ślicznie. Zarówno Minionki wyglądają bardzo uroczo (pod warunkiem, że wyglądają normalnie), nawet jeśli przez chwile można odnieść wrażenie nadmiaru ich obecności. Nadal jednak są na drugim planie, zachowując sporo uroku. Nie czuć efektu deja vu oraz odcinania kuponów, co jest dużym plusem.

jak_ukra_ksiyc_24

A także polski dubbing trzyma fason, co kolejny raz jest zasługą Marka Robaczewskiego jako Gru (to jego „r”). Gru się zmienił, ale nadal to troszkę nieśmiały i skryty, ciągle skłonny do poważnych, wręcz heroicznych czynów. Ale jeśli myślicie, że zapomniał o byciu złośliwym, to aż tak mocno się nie zmienił. Wspiera go Izabela Bukowska jako skuteczna i młoda agentka Lucy (te jej wielkie… oczy – o czym myśleliście? To film dla dzieci w końcu). Jest zdeterminowana, ambitna, uparta i konsekwentna w realizacji celu, a chemia między nią a Gru czuć od pierwszego spotkania. A na drugim planie błyszczy niezawodny Miłogost Reczek jako tajemniczy Edourdo – właściciel knajpy meksykańskiej. Pozornie sympatyczny i rubaszny grubasek, ale ma on swoje mniej przyjemne oblicze.

Byłem pewny, że „Minionki rozrabiają” będą kolejnym typowym sequelem opartym na zasadzie: to samo, tylko bardziej. Podoba mi się zmiana kierunku (Minionków jest tylko więcej), czuć świeżość i nadal to sprawia frajdę. Minimalnie bardziej mi się podobała część pierwsza, ale i tak seans był bardzo zadowalający.

7,5/10

Radosław Ostrowski

Jak ukraść Księżyc

Dawno, dawno temu był sobie dzieciak o imieniu Gru. Marzy o tym, żeby polecieć na Księżyc, ale jak dorósł został kimś kompletnie innym niż planował: zostać przestępcą marzącym o realizacji wielkiego skoku. Jednak jego poprzednie plany nie były tak mocno udane, jednak ma cel: ukraść księżyc (już raz próbowano, ale to się nie liczy). Gru jednak nie ma ani funduszy, ani odpowiedniego sprzętu, dodatkowo plany zamierza popsuć niejaki Wektor. By namieszać młodemu w planach, mężczyzna postanawia… zaadoptować troje dzieci z sierocińca.

jak_ukra_ksiyc1

Tym filmem zadebiutowało studio Illumination Entertainment, próbując uszczknąć kawałek tortu wśród graczy z kina animowanego (Sony, Pixar, Disney, DreamWorks, Blue Sky) i ich pierwsze dzieło wystrzeliło jak rakieta. Jestem kompletnie oszołomiony stroną wizualną filmu, która swoimi pomysłami przypomina kino szpiegowskie, z podchodami, gadżetami i wynalazkami. Oglądałem z wypiekami na twarzy historię tego sympatycznego, choć mrukliwego Gru. Dodatkiem do całości są Minionki – żółte sługusy Gru, robiące tutaj za niezdarne i urocze istotki.

jak_ukra_ksiyc2

Twórcy świetnie się bawią, a kilka scen imponuje (kradzież zmniejszacza z potężnej siedziby Wektora, praca dr Nikczemniuka), jednak prawdziwym clue jest relacja naszego Gru z „adoptowanymi” córkami, które powoli zaczynają zmiękczać jego serce. To rozdarcie między jego planami a byciem człowiekiem jest mocno wygrywane i podkręca napięcie w finałowej konfrontacji. A spektakularna kradzież Księżyca wygląda imponująco i banan na twarzy jest gwarantowany.

jak_ukra_ksiyc4

Czy trzeba wspominać o polskim dubbingu? Klasę pokazuje Marek Robaczewski w roli przebiegłego Gru (i to jego „r” akcentowane – pychotka), który z czasem pokazuje swoje bardziej sympatyczne oblicze. Ale to wymaga wiele wysiłku z jego strony (przełomowa jest scena w parku rozrywki). Do tego fantastycznego Jarosława Boberka (pyskaty i pewny siebie Wektor) – bo w końcu polski dubbing bez Boberka nie jest polskim dubbingiem – oraz rozbrajające trio dziewczęce: Olga Zaręba/Lena Ignatiew-Zielonka/Helena Englert, czyli szukające miłości dziewczyny z sierocińca. Rozczulają tak samo jak dziwacznie gadające Minionki, które przypominają takie rozpędzone, zagalopowane dzieciaki.

jak_ukra_ksiyc3

„Jak ukraść księżyc” okazało się wielkim dziełem, które zaczęło trylogię dotyczącą Minionków, stając się nowymi ikonkami animowanej popkultury. Ale czy następne części były tak udane, to opowiem wam innym razem. Początek był huczny i spektakularny, a mimo lat ogląda się znakomicie.

jak_ukra_ksiyc5

8,5/10 + znak jakości

Radosław Ostrowski

Film o pszczołach

Barry Benson jest młodą pszczołą, która wchodzi w dorosłe życie. Powinien w tej chwili znaleźć pracę w korporacji Miodex, którą będzie wykonywał do końca życia. Problem w tym, że nasz Barry nie wie, kim chce być. Wreszcie decyduje się na samowolę i opuszcza ul razem z rozpylaczami. Odłącza się od grupy i zostaje uratowany przez kwiaciarkę Vanessę. Przypadkiem odwiedzając sklep zauważa pszczeli miód. Przerażony skalą miodu, postanawia wytoczyć ludziom proces o kradzież i bezprawne wykorzystanie ich pracy.

film_o_pszczoach1

Produkcja od DreamWorks jest zgrabną mieszanką satyry, historią poszukiwania swojego miejsca na Ziemi oraz zawiera ekologiczne przesłanie. Twórcy bawią się wszelkimi konwencjami i pokazują pszczoły tak jak ludzi, co jest plusem. Początek to satyra korporacyjna, gdzie poznajemy jak wygląda życie pszczół, dożywotnio pełniących swoje prace (niczym korporacyjne szczury). Ale kiedy Barry wychodzi na zewnątrz wszystko wywraca się do góry nogami, jadąc w dramat sądowy, gdzie każdy może podjąć walkę o swoje racje, bez względu na rasę i pochodzenie. Nie brakuje tu słownej szermierki czy drwiny z konsumpcyjnego stylu życia (gościnne epizody Stinga i Raya Liotty), co daje do myślenia dzieciom oraz dorosłym.

film_o_pszczoach2

Twórcy świetnie rysują nasze pszczółki oraz spotykanych innych owadów (komar rządzi!), a także ludziom, co wykorzystują zwierzęta do własnych korzyści (to lekkie nadużycie). Wszystko to jest prawdziwie zabawne, ale też i refleksyjnie. Może i ostatni akt jest bardzo przygnębiający, ale to daje mocnego kopa. Bo jeśli pszczoły nie będą pracować, a my ciągle będziemy tępić, będzie wtedy bardzo niewesoło. Wygląda to bardzo ładnie, a kilka aluzji (m.in. Barry w basenie niemal jak w „Absolwencie”) zwróci uwagę także bardziej dorosłego odbiorcy.

film_o_pszczoach3

Także polski dubbing jest więcej niż dobry, ale w przypadku animacji to już jest wypracowany standard. Tutaj największe pole do popisu dostał Maciej Stuhr, który jako Barry potwierdza swój talent komediowy. Jest zarówno bezradny, porażony, ale też uczy się odpowiedzialności za siebie. A także za cały rój, gdy dochodzi do poważnych perturbacji. Partneruje mu Joanna Trzepiecińska jako lekko postrzelona Vanessa, która dba o przyrodę i inne stworzenia. Tutaj mocno widać, że można dojść do porozumienia między ludźmi a owadami. Z drugiego planu najbardziej wybija się przyjaciel Barry’ego, Adam (uroczy Tomasz Bednarek) oraz śliski i bezwzględny prawnik Layton Montgomery (Miłogost Reczek).

film_o_pszczoach4

Pszczoły doczekały się własnego filmu i jest to bardzo fajna przygoda. Niegłupia, zabawna, ale też i dająca do myślenia. Nawet starsi widzowie (poza śliczną animacją i mądrym przesłaniem) znajdą tu coś dla siebie.

7/10

Radosław Ostrowski

Jak wytresować smoka

Dawno, dawno temu żyli sobie Wikingowie. Byli to ludzie bezwzględni, co mordują, palą, gwałcą i plądrują, a także muszą zabijać smoki, co kradną im jadło, niszcząc przy okazji wszelkie domostwa. Jednak w każdej wiosce Wikingów jest jeden taki, który wydaje się nie pasować do reszty. Kimś takim jest Czkawka – niski, młody i bardzo cherlawy chłopak, co w porównaniu z resztą mieszkańców, wyglądających niczym zawodowi koksiarze, jest kpiną. Ale to ten chłopak przypadkowo rani bardzo niebezpiecznego smoka – Nocną Furię, co nikt nie jest w stanie zauważyć. Sprawdzając miejsce, gdzie bestia może się ukryć, znajduje rannego smoka, którym zaczyna się opiekować i kurować. W tym czasie jego ojciec i wódz plemienia wyrusza, by namierzyć leże smoków, a Czkawka musi przejść szkolenie na prawdziwego zakapiora.

smok2

W 2010 roku DreamWorks tym filmem złapał drugi oddech i mógł znowu rywalizować z resztą stawki, jeśli chodzi o animację. Opowieść o chłopcu, który doprowadza do życia w symbiozie między ludźmi a smokami toczy się dość stopniowo i powoli, skupiając się na relacji między nieporadnym chłopcem a smokiem. Szczerbatek (tak zostaje nazwany) to uroczy (śliczniutki pyszczek) smoczek, który staje się przyjacielem. Chłopak pomaga mu się podnieść po uszkodzeniu ogona i zaczyna tresować zwierzaka, latając razem z nim po przestworzach, ale musi to ukrywać w tajemnicy. Tak samo szkolenie odbywa się, skupiając się na praktycznym aspekcie zabijania skrzydlatych bestii, a i pojawia się obowiązkowo ognista (z charakteru) Astrid oraz ojciec nieakceptujący nowego oblicza syna. Niby to schematyczne i przewidywalne, ale i tak dobrze się ogląda, co jest zasługą ślicznych plenerów, pięknie wyglądającego Szczerbatka oraz epickiej muzyki Johna Powella.

smok1

Także sama animacja mocno w stylu DreamWorks z dość dużymi twarzami bohaterów zasługuje na uznanie. Jest płynna, przykuwa oko, a mimika twarzy jest więcej niż porządna. Ale największe wrażenie robią plenery oraz sylwetki smoków – różnorodne, pomysłowe (dwugłowy smok) i wyjątkowe.

smok4

No i dubbing, który trzyma fason, choć jedna postać mi nie podeszła. Chodzi o naszego Czkawkę, którego w polskiej wersji odgrywa Mateusz Damięcki. Aktor daje radę i robi, co może, ale ten głos wydawał mi się troszkę za stary. Za to wszystko bezczelnie kradnie Julia Kijowska (twarda i charakterna Astrid) oraz Miłogost Reczek (surowy, ale kochający ojciec), którzy są po prostu świetni i mają spore pole do popisu.

smok3

„Jak wytresować smoka” to bajka skierowana do zdecydowanie młodego widza, gdyż dorosły i/lub starszy nie znajdzie tutaj zbyt wiele dla siebie. Nie ma tutaj miejsca na postmodernistyczne żarty czy aluzje dla wyrobionych kinomanów. Lekkie kino przygodowe dla dzieciarni, które może się podobać.

7/10

Radosław Ostrowski