Maggie

W niedalekiej przyszłości na skutek skażenia zboża ludzie zaczynają zmieniać się w żywe trupy. Z kolei zombiaki zaczynają atakować innych, gryząc ich i zarażając. Jedną z ofiar pogryzienia jest córka farmera Wade’a Vogela, Maggie. Mężczyzna ma trzy możliwości: kwarantanna, zawiezienie do domu i zabicie. Wybiera drugie rozwiązanie, co będzie się wiązało z dramatycznym wyborem.

maggie1

Wydawałoby się, ze nic nie da się nowego wykrzesać z tematu zombie – istot, które po śmierci ożywają i zjadają mózgi żywych ludzi zwiększając swoją populację. Jednak debiutant Henry Hobson postanowił ugryźć ten temat z innej perspektywy – bardziej kameralnej, osobistej. Najważniejsze są tutaj dwie postaci – ojciec oraz córka. On jest jej oddany i kocha ją bardzo, ona mimo choroby stara się normalnie funkcjonować, co nie jest takie proste. Na chorobę nie wynaleziono szczepionki ani żadnego leku, zostało jej góra dwa miesiące życia. Oboje boją się nieuniknionego i starają się funkcjonować normalnie. Już po tej konwencji można stwierdzić, że nie ma mowy o rasowym horrorze, tylko historii o pożegnaniu, odchodzeniu.

maggie2

 

Podkreśla to wszystko bardzo ciężki klimat – pełne mroku, burych kolorów oraz braku jakiejkolwiek nadziei na lepsze jutro. Płonące pola zbóż, opustoszała i podniszczona okolica, policjanci zabierający do szpitali na kwarantannę – obecny świat rozpada się, choć jest on pokazany bez szczegółów. Życie w kwarantannie znamy tylko z opowieści tych, co tam byli. Reżyser tego nie chce pokazać, ale może to i lepiej, bo nie wiadomo czy przełknęlibyśmy to. Poza mało szczegółową, ale realistyczną wizją wielu może zniechęcić dość wolne tempo, gdyż film skupia się bardziej na klimacie oraz dialogach niż na akcji. Samych szokujących i brutalnych scen też nie będzie – twórcy stawiają tutaj na niedopowiedzenie, zgrabnie używają symboli i potrafią chwycić za gardło.

maggie3

Jednak najmocniejszym punktem jest tutaj aktorstwo, ze wskazaniem na dwójkę osób. Nikt nie spodziewał się poważnej roli po Arnoldzie Schwarzeneggerze, dlatego obsadzenie go w roli ojca było wielką niespodzianką. Jednak oszczędna gra (prowadzona przez wszystkich aktorów) ma siłę rażenia bomby atomowej. Smutek, ból, cierpienie, rozpacz i desperacja – to wszystko na twarzy oraz oczach Arnolda maluje się bezbłędnie. Kto wie, czy to nie najlepsza rola w karierze Austriaka. Jednak film skradła mu znakomita Abigail Breslin. Maggie to dziewczyna „naznaczona” jako zombie, a jej reakcja na każdy etap przemiany w głodne monstrum chwyta za gardło (świetna charakteryzacja).

maggie4

„Maggie” to świeższe i nietypowe podejście do filmów o zombie. Może nie do końca wszystko gra, ale efekt jest piekielnie dobry. I to przykład na to, że Arnold S. jeszcze nie powiedział ostatniego słowa.

7/10

Radosław Ostrowski

Blisko ciemności

Caleb jest młodym ranczerem z małego zadupia gdzieś na południu USA. Pewnego wieczora będąc w mieście widzi młodą i atrakcyjną dziewczynę Mae, z którą chce spędzić noc. Podczas pocałunku zostaje on pogryziony, co doprowadza do przemiany w wampira oraz dołącza do wampirzego gangu. Ale żeby zostać członkiem ferajny kierowanej przez Jesse’ego musi odnaleźć w sobie krwiopijcę.

blisko_ciemnosci1

Wszyscy znamy Kathryn Bigelow jako reżyserkę tworzącą surowe kino wojenne w rodzaju „Hurt Lockera”, jednak wcześniej bawiła się w kino gatunkowe z naciskiem na sensację. Tym razem spróbowała swoich sił w kinie grozy. Wydawałoby się, ze nic nowego o wampirach opowiedzieć się nie da – piją krew, boją się słońca (dlatego chowają się przed nim w… kocu), ubierają się jak punkowcy i nie wahają się przez zabijaniem. Reżyserka bawi się tutaj kinem gatunkowym: westernowy sztafaż (otwierające całość piękne plenery teksańskich przestrzeni) miesza się z melodramatem (miłość Caleba do Mae) i horrorem, okraszonym czarnym humorem. Sceny, w których wampiry używają swoich zębów oraz pistoletów są zrobione więcej niż solidnie, z suspensem (strzelanina w otoczonym motelu) oraz tajemniczym klimatem potęgowanym nocnymi ujęciami, a także odrealnioną, elektroniczną muzyką zespołu Tangerine Dream.

blisko_ciemnosci2

Jednak problemem największym jest scenariusz. Nie chodzi o to, że prawie niczego nowego o wampirach się nie dowiadujemy, ale pewne zdarzenia oraz rozwiązania są co najmniej zastanawiające. Największą bzdurą dla mnie było wyleczenie się z wampiryzmu za pomocą… transfuzji krwi. WTF? Bujda na resorach, podobnie jak moralne rozterki Caleba, który nie chce zabijać, nawet za cenę własnego życia. Niby to miało być jego wewnętrzną walką, ale tego nie kupuję. A zakończenie jest tak słodkie, że wywołało we mnie mdłości.

blisko_ciemnosci3

Aktorsko jest całkiem nieźle. Solidnie radzi sobie Adrian Pasdar w roli Caleba, ale szoł kradnie duet psychopatów: Lance Henriksen (Jesse – szef grupy) oraz Bill Paxton (porąbany Severen). Ich zapamiętałem z filmu najbardziej. I jeszcze urocza Jenny Wright (Mae), ale to troszkę za mało, by nazwać ten film czymś więcej niż przyzwoitym rzemiosłem. Najlepsze filmy Bigelow miała dopiero nakręcić.

6,5/10

Radosław Ostrowski

Mutant

Nowy Jork był atakowany przez tajemnicza epidemię, która doprowadzała do zarażenia oraz zgonów dzieci. O pomoc w rozwiązaniu problemu poproszono etymolog dr Susan Tyler oraz Petera Manna z Centrum Kontroli Epidemii. Wskutek eksperymentów genetycznych tworzą Judasza – zmutowanego owada, który ma wykończyć źródło epidemii, czyli karaluchy. Operacja kończy się sukcesem, ale trzy lata później zostają przypadkowo odkryte zmutowane wersje Judaszy w kanałach pod metrem.

mutant1

Guillermo del Toro kojarzy się przede wszystkim z mrocznym kinem grozy, co widać choćby w największym jego dziele – „Labiryncie Fauna”. Jego pierwszy film nakręcony w USA idzie w stronę rasowego horroru, a pomysł wydaje się dość oczywisty. Wszystko idzie dość oczywistymi tropami – wymykający się spod kontroli eksperyment i grupka ludzi w starciu ze zmutowanymi owadami, które zaczęły imitować ludzi (dwoje jajogłowych, strażnik metra, policjant, pucybut i jego autystyczny syn). Z góry wiadomo kto przeżyje i ta przewidywalność fabuły jest najsłabszym ogniwem. Sposób straszenia też jest staroświeckim sposobem – dźwiękiem, pojawieniem się stwora za plecami, brakiem światła. Mroczne zdjęcia i szybki montaż w scenach eksterminacji to za mało, bo film zwyczajnie nie straszy.

mutant2

W dodatku całość jest tak poważna, że aż irytuje. Wiadomo, że stawka jest tutaj duża, ale gra aktorska jest jak dla mnie sztuczna i przerysowana – najbardziej wkurzał Charles S. Dutton jako krzyczący, narwany strażnik Leonard, z kolei jajogłowi (Mira Sorvino i Jeremy Northam) są mdli i mało interesujący. Pewną lekkość wnosił tutaj Josh Brolin jako policjant Josh, ale szybko nas opuszcza.

mutant3

Powiem krótko, del Toro miał lepsze filmy, a „Mutant” zapewnił mu sukces kasowy. Zobaczyć można, ale są lepsze horrory.

5/10

Radosław Ostrowski

Berberian Sound Studio

Lata 70. Do włoskiego Berberian Sound Studio trafia brytyjski dźwiękowiec Gilderoy, który ma zgrać dźwięk do horroru klasy B producenta Santiniego. Produkcja nie jest wcale prosta, gdyż aktorki grymaszą, producent mocno naciska, a samo miejsce jest bardzo tajemnicze.

berberian_sound_studio1

Brytyjski reżyser Peter Strickland postanowił zrobić dość nietypowy film grozy. Ponieważ samego straszenia tutaj jest niewiele, a twórcy skupiają się bardziej na zbudowaniu specyficznego klimatu i nastroju. Praca przy horrorze (a dokładnie przy włoskim giallo) może wywołać niezadowolenie, jednak najzabawniejsze jest to, że samych scen z tego filmu nie zobaczycie. Samotny facet, który nie zna języka włoskiego, w obcym miejscu, gdzie trudno zrozumieć panujące tam reguły – bardziej jest więzieniem, z którego nie ma szansy ucieczki. Strickland wizualnie garściami bierze z giallo (czarne rękawiczki, których używa operator w tego typu produkcjach dokonywały morderstw, zbliżenia na oczy – dokładnie na gałki), by zbudować studiom samotności oraz szaleństwa, co było mocna stroną Romana Polańskiego. Twórca wodzi tropy, stawia na niedopowiedzenia oraz dziwaczne sceny (kręcone ujęcia filmu, gdzie wcześniej poznajemy i słyszymy treść – parę razy was to wystraszy), które wprowadzają w zamęt i dają duże pole do interpretacji. I ten specyficzny klimat trafi do raczej wąskiego grona odbiorców.

berberian_sound_studio2

Ta cała opowiastka by się nie udała, gdyby nie bardzo wyciszona kreacja Toby’ego Jonesa. Gilderoy to w jego wykonaniu cichy i spokojny facet, który zna się na swojej pracy i jest uznawany za artystę. Jednak mężczyzna zaczyna nie wytrzymywać tej pracy i próbuje się buntować. Równie brawurowo zbudowali swoje role Cosimo Fusco (reżyser Francesco) oraz Antonio Mancini (producent Santini), którzy zawłaszczają film swoją obecnością.

berberian_sound_studio3

Intrygujące i pomysłowe kino, które jednak dla wielu może być zbyt hermetyczne. Niemniej fani nieszablonowego kina z duszą, powinni poczuć się jak w domu. Ale ostrzegam – to nie będzie łatwa i przyjemna droga.

7/10

Radosław Ostrowski

Postrach nocy

Horror to gatunek z tradycjami tak długimi, że mało kto je tak pamięta. Pytanie czy można wymyślić coś nowego w tego typu historii, jeśli sięgniemy po tak klasycznego przedstawiciela grozy jak wampira? O dziwo się da, co pokazał w 1985 roku Tom Holland, reżyser znany jako twórca  laleczki Chucky.

postrach_nocy1

Poznajcie Charliego Brewstera – młodego chłopaka, który lubi namiętnie oglądać horrory, ale jeszcze bardziej lubi koleżankę ze szkoły, Amy. Ale dziewczyna nie należy do „łatwych” – innymi słowy, zawsze kończyło się na całowaniu. Do miasteczka, gdzie mieszka nasz bohater wprowadza się nowy sąsiad, niejaki Jerry. W tym samym czasie dochodzi do serii morderstw młodych kobiet, a Charlie przypadkowo dokonuje szokującego ukrycia – jego sąsiad jest wampirem. Tylko jest jeden mały problem: nikt mu nie wierzy.

postrach_nocy2

W zasadzie film z jednej strony trzyma się konwencji klasycznego horroru, z drugiej zaś uwspółcześnia go, stając się pastiszem. Jest wszystko, co w ikonografii wampirycznej być powinno – kły, pazury, trumna i zamiłowanie do krwi. A że wampiry jeszcze mają siłę uwodzenia, to czyni sprawy skomplikowanymi. Z dzisiejszej perspektywy, film Hollanda nie wywołuje takiego przerażenia jak w dniu premiery, jednak jest tutaj kilka klimatycznych zdjęć jak nocna ucieczka „Szajby” za Jerrym czy sekwencja w dyskotece (tutaj jest też napięcie erotyczne). Swoje robi także elektroniczna muzyka oraz trzymającą w napięciu finałowa konfrontacja (z przyzwoitymi efektami specjalnymi) z obowiązkowym finałem w piwnicy.

postrach_nocy3

Nieźle w tą konwencję wpisują się też aktorzy. Najbardziej wybija się demoniczny i charyzmatyczny Chris Sarandon, czyli wampir Jerry oraz Roddy McDowell jako aktor Peter Vincent, będący parodią profesora van Helsinga, tylko w wydaniu tchórzliwym. Młodzi aktorzy wypadają przyzwoicie, zwłaszcza neurotyczny William Ragsdale grający główną rolę.

postrach_nocy4

Jako horror nie do końca sprawdza, jednak pozostaje całkiem niezłym pastiszem. Podobnie jak remake sprzed 4 lat z Colinem Farrellem i Davidem Tennantem.

6,5/10

Radosław Ostrowski

Martwica mózgu

Jest rok 1958. W Nowej Zelandii mieszka zdominowany przez matkę, niezdarny Lionel. Chłopak zakochuje się w ekspedientce ze sklepu, Paquicie, a raczej ona w nim pod wpływem swojej matki-wróżbitki. Jednak matka Lionela zaczyna szpiegować parę. Gdy pojawiają się w zoo, matka zostaje pogryziona przez małposzczura. Od tej wypadki toczą się błyskawicznie, gdyż kobieta zmienia się w zombie.

martwica1

Peter Jackson kojarzony jest dzisiaj ze stworzeniem kinowego Śródziemia, bazując na powieściach Tolkiena. Jednak zanim do tego doszło, w 1992 roku nakręcił pokręcony i strasznie krwisty komedio-horror. Efekt? Makabra, miłość, czarny humor, zombie, talizmany oraz hektolitry krwi – ta mieszanka nie dla wszystkich może zadziałać. Cel jest dość prosty – trzeba zrobić wszystko, by zombiaki nie opuściły domu, bo wtedy będzie niewesoło. Jak pokonać żywego trupa, gdy nie mamy żadnych broni palnych? Nie pomaga zakopanie, lekarstwa, trucizna ani ciosy karate. A jak zostaniesz pogryziony, będziesz jednym z nich. Jackson bierze z klasyków kina grozy, jednak polewa to tak duża ilością krwi, że osoby o słabszych żołądkach mogą tego nie wytrzymać (zwłaszcza finału). Wielkie wrażenie robi tutaj charakteryzacja – wygląd zombie wywołuje obrzydzenie i niechęć, a metody zabijania mogą wywoływać śmiech (hurtowa likwidacja za pomocą noży czy starcie na cmentarzu z księdzem-karateką).

martwica2

Tak naprawdę film Jacksona jest opowieścią o miłości oraz próbie wyrwania się spod wpływu zazdrosnej matki. To tak naprawdę przez jej wścibstwo i próbę kontroli dochodzi do całej lawiny krwawych i zabawnych scen (pogrzeb), gdzie reżyser idzie po bandzie. Jeśli nie boicie się hurtowej ilości krwi, powyjmowanych kończyn oraz zombie seksu, to jesteście w domu. Dodajmy do tego przyzwoite aktorstwo oraz wręcz rzeźnickie zakończenie, a otrzymamy pokręcony i szalony komedio-horror. Ja się bawiłem całkiem nieźle, ale ostrzegam – nie jest to produkcja dla każdego.

martwica3

6/10

Radosław Ostrowski

Wściekłość

W małym miasteczku w Kanadzie dochodzi do wypadku samochodowego. Motocykl zderza się z samochodem, pasażerka pojazdu zostaje uwięziona i dochodzi do eksplozji. Kobieta o imieniu Rose trafia do szpitala, gdzie zostaje poddana eksperymentalnej metodzie (przeszczep tkanki uda, która wcześniej zostaje zmutowana w laboratorium). Po miesiącu przeszczep przyjmuje się, jednak kobieta zaczyna zachowywać się dziwacznie.

wscieklosc1

David Cronenberg – nazwisko, które podświadomie wywoływało we mnie niepokój i grozę, choć jego ostatnie dokonania (od czasu „Pająka” – jedynego dobrego filmu obejrzanego przeze mnie) są co najwyżej niezłe i nie podoba mi się w nich chłód emocjonalny. Być może dlatego postanowiłem sięgnąć po jeden z wcześniejszych filmów, nakręconą w 1977 roku „Wściekłość”. Tutaj reżyser zaczyna przyglądać się jednej ze swoich obsesji – niedoskonałości ludzkiego ciała oraz jego relacji ze stanem psychicznym. Wypadek oraz operacja staje się katalizatorem epidemii, doprowadzającej do ataków wściekłości i żądzy krwi. O dziwo, jak na slashera czy film gore, produkcja Cronenberga unika dosłowności, co jest dla mnie plusem. Jednak sama historia jest tutaj mało oryginalna (przemiana ludzi w zabójcze monstra), a reżyser próbuje zbudować atmosferę strachu oraz epidemii, wykorzystując m.in. wiadomości z telewizji.

wscieklosc2

Problemem dla mnie jest nierówny poziom realizacyjny. Cronenberg wykorzystując niewielki budżet, próbuje budować atmosferę prostymi środkami – gwałtowna muzyka, kilka krwawych scen jak choćby atak na samochód dyplomaty czy atak w metrze, gdzie następuje nagły atak. Jednak jest tutaj kilka scen, które ocierają się wręcz o śmieszność z dzisiejszej perspektywy jak scena wypadku, gdzie motocykl po zderzeniu leci w górę, by po krótkim zderzeniu z ziemią eksplodować. Lokalizacje są bardzo ograniczone i nie bardzo czuć atmosferę strachu czy przerażenia, poza pojedynczymi przypadkami. Jakby było tego mało całość jest niespójna i zawiera wiele zaczętych, niedokończonych wątków. Nie do końca wiadomo, co to tak naprawdę miało być – satyra na lenistwo, ostrzeżenie przed eksperymentami czy filmem o epidemii. Nie sprawdza się w żadnym z tych pól.

wscieklosc3

Jakby tego było mało, aktorstwo jest tutaj delikatnie mówiąc nie najlepsze. Dialogi są wypowiadane w sposób sztuczny, emocje są granie zbyt ekspresyjnie (kłótnia na samym końcu) i żadna z postaci niespecjalnie zapada w pamięć. Wyjątkiem jest grająca Rose Marilyn Chambers – wcześniej znana jako aktorka kina porno, która tworzy mieszankę delikatności oraz sex appealu.

wscieklosc4

„Wściekłość” nie zmieni mojego zdania, co do Cronenberga jako reżysera (wręcz pogorszy je), a sam film należy potraktować jako ćwiczenie swojego warsztatu. Mocno niedoskonałe i tylko dla zapalczywych fanów Kanadyjczyka.

5/10

Radosław Ostrowski

Sweeney Todd: Demoniczny golibroda z Fleet Street

XIX-wieczny Londyn. W nim żył kiedyś fryzjer (wtedy tą profesję zwano golibrodą) Benjamin Barker, który miał piękną żonę i śliczną córeczkę. Jednak wskutek intrygi sędziego Turpina, zostaje skazany na kolonię karną. Po 15 latach wraca do Londynu i odkrywa, że jego żona nie żyje, a córkę wziął pod opiekę Turpin. Zrozpaczony golibroda planuje zemstę. By jej dokonać idzie w spółkę z panią Lovett, która robi najgorsze ciastka w mieście.

sweeney_todd1

Tim Burton znany jest z opowiadania mrocznych opowieści, tym razem jednak sięgnął po musical Stephena Sondheima z lat 70. opowiadający o krwawej zemście. Owszem, reżyser czasami wykorzystywał wstawki śpiewane (m.in. w „Charliem i fabryce czekolady”), jednak nie na taką skalę, a zmieszanie tego z horrorem mogło wydawać się ciężkostrawną mieszanką. Jednak reżyser nie tylko trzyma rękę na pulsie, ale potrafi wciągnąć w swoją ponurą historię zemsty. Londyn tutaj pokazany jest jako ponure miasto (całość wizualnie jest utrzymana w czarnych kolorach i toczy się w nocy), pełne brudu, korupcji i nieuczciwości. Ludzie władzy są zepsuci, a biedota żyje w strasznej nędzy. A sprawiedliwość trzeba wymierzyć na własną rękę. Pod tym względem, miasto przypomina Gotham City, gdzie działały te same reguły gry. Atmosferę grozy, poza znakomitymi zdjęciami, jeszcze bardziej nasila scenografia (niemal gotycka) oraz utrzymana w jaśniejszych kolorach kostiumy. Jasne kolory pojawiają się jedynie w retrospekcjach i w scenie wizji przyszłego związku pani Lovett z Toddem.

sweeney_todd2

Skoro jest to musical, to nie można nie zwrócić uwagi na sceny śpiewane, bo tutaj nie ma zbyt wielu scen tańca (najlepsza to, gdy Todd krąży po mieście szukając klientów), co dla mnie jest pewną zaletą. Natomiast sam śpiew jest co najwyżej średni i może wywołać rozdrażnienie dla uszu i pod tym względem „Sweeney Todd” rozczarowuje. Horrorem jest troszkę lepszym, zwłaszcza w dramatycznym finale.

sweeney_todd3

O ile partie śpiewane nie są zadowalające, o tyle sama gra aktorska jest na zupełnie innym poziomie. Znakomicie poradził sobie Johnny Depp w dość nietypowej dla siebie roli mściciela, pełnego mroku w sobie, pozbawionego wiary w dobroć człowieka. Zemsta jest robakiem, które gnije jego duszę, stając się jedynym sensem jego życia. Nigdy później aktor nie grał tak skrytej postaci. Równie ciekawa jest Helena Bohnam Carter jako pani Lovett. Wdowa jest sprytną kobietą, która wie jak ożywić swój interes i zakochuje się w golibrodzie, co będzie miało dla niej tragiczne skutki (nieodwzajemnione uczucie). Ten duet jest siłą napędową tego krwawego musicalu. Poza tym duetem, jest kilka równie interesujących ról. Bezwzględny sędzia Turpin (świetny Alan Rickman), woźny Beadle (odpychający Timothy Spall) czy włoski mistrz Pirelli (barwny i najlepiej śpiewający Sacha Baron Cohen) to bardzo wyraziste i zapadające w pamięć postacie.

sweeney_todd4

„Sweeney Todd” jest bardzo mrocznym i stylowym filmem Burtonem, pełnym krwi, zabijania oraz okropności. Brutalne przypomnienie do czego może doprowadzić miłość lub zemsta.

7/10

Radosław Ostrowski

 

Tusk

UWAGA!

Tekst zawiera spojlery.

Z czym wam się kojarzy Kanada? Ze spokojem, nudą, Winnipeg oraz tym, że są w przeciwieństwie do Amerykanów jakieś 10 lat do tyłu (kto oglądał „Jak widziałem wasza matkę”, wie o czym mówię). A także z tego, że jest tam spora banda idiotów. Ich przedstawiają dwaj prezenterzy radia internetowego – Teddy i Wallace z Non-See Party. Ten drugi wyrusza do kanady, by przeprowadzić wywiad z internetową gwiazdą, jednak na miejscu okazuje się, że osobnik nie żyje. Przypadkowo nasz radiowiec znajduje notkę z intrygującą treścią i tak poznaje Howarda Howe’a, co mocno zmieni jego życie.

tusk3

Jak można z tego opisu, film Kevina Smitha nie jest biografią Donalda Tuska. Nawet dziadka z Wehrmachtu tu nie znajdziecie (jest co prawda wspominany Adolf Hitler, jednak to tyle w tym temacie). Sam początek wydaje się typową komedią w stylu Smitha (nieprzyzwoite żarty, niepozbawione wulgarności i ciosów poniżej pasa, ale to nadal zabawne), jednak dalej humor staje się coraz bardziej smolisty, atmosfera mroczniejsza i na granicy obrzydzenia. Sama intryga (która rozkręca się po 30 minutach) mogła powstać tylko w chorym umyśle – stworzenie człowieka, który fizycznie i mentalnie przemieni się w morsa budzi odrazę i poczucie wstrętu. Napięcie jest tutaj budowane bardzo powoli, jednak całość jest tak strasznie groteskowa i surrealistyczna, że nie było możliwością powstrzymania się od śmiechu (walka morsów czy opowieści Howe’a). Pomieszana chronologia pozwala na bliższe poznanie głównych bohaterów, którzy jednak nie wzbudzają do końca naszej sympatii.

 

W cała tą pokręconą konwencję wpisali się aktorzy. Znakomity jest Michael Parks w roli Howe’a – początkowo sprawia wrażenie interesującego gawędziarza, jednak pod tym wszystkim skrywa się szaleniec z chorym pomysłem. Przypomina on stara prawdę, że najbardziej przerażający jest człowiek. Sekundują mu bardzo dobrzy Justin Long (niewierny i arogancki Wallace) oraz powracający do gry Haley Joel Osmond (misiowaty Teddy). I kiedy wydaje się, że już nic ciekawego nie może się zdarzyć, pojawia się detektyw Guy LePointe, grany przez… Guya LePointe (to żart Smitha, tak naprawdę LePointe nazywa się Johnny Depp). Dziwaczny detektyw z bardzo charakterystycznym akcentem, jest tak przerysowany, jakby wzięty z innej opowieści, wnosząc i tak dużą dawkę humoru.

tusk4

Takiego oblicza Smitha się nie spodziewałem. Niby horror, niby dramat, niby komedia. Zgrywa i groteska idą tutaj ręka w rękę z obrzydliwością i poczuciem niesmaku. Ostrzegam, ten koktajl nie wszystkim się spodoba, ale jeśli macie twarde żołądki i chorą wyobraźnię, „Tusk” jest dla was idealną propozycją.

7/10

Radosław Ostrowski

Jeździec bez głowy

Rok 1799. Miasteczko Sleepy Hollow gdzieś daleko za Nowym Jorkiem. To do niego zostaje wysłany posterunkowy Ichabod Crane, by zbadać makabryczne zbrodnie. Otóż w tej miejscowości doszło do trzech morderstw – ofiary zostały pozbawione głów. Sprawcą tych morderstw podobno jest mityczna postać Jeźdźca bez głowy.

jezdziec_bez_glowy1

Tim Burton zawsze tworzył pokręcone i szalone kino, pełne mroku, jednak tym razem postanowił zrobić pełnokrwisty horror oparty na klasycznej historii Washingtona Irvinga. Sama historia jest oparta na zderzeniu (odwiecznym) dwóch światów: racjonalnego, pełnego logicznego i naukowego podejścia (Crane) oraz magii, tajemnicy i… zabobonu (mieszkańcy). Ten koncept jest typowy dla klasycznej literatury grozy, a reżyser postanawia wskrzesić realia, gdy jeszcze nauka jeszcze pozostawała tajemnicą. Trudno odmówić reżyserowi stylu oraz klimatu, tworzonego przez Sleepy Hollow – las, senne miasteczko i grota wiedźmy. Te miejsca potrafią budzić atmosferę niepokoju, a strach tworzy bardzo dobra muzyka Danny’ego Elfmana. Problem jednak w tym wszystkim, że wszystkie sztuczki Burtona nie działają i jako horror, „Jeździec…” po prostu się nie sprawdza. Nawet obecność samego Jeźdźca oraz jego krwawe rozprawy wywołują bardziej znużenie niż przerażenie. Są pewne próby całkiem niezłe (tajemnicze znaki), jednak cała intryga po mniej więcej 30 minutach stała się dla mnie zbyt łatwa do odczytania.

jezdziec_bez_glowy2

Sytuację próbują ratować aktorzy i to dzięki nim ten seans nie był czasem straconym. Burton w głównej roli drugi raz obsadził Johnny’ego Deppa, a ten w roli Crane’a sprawdza się bardzo dobrze. Jest on racjonalistą z krwi i kości, co wynika z dość traumatycznej przeszłości (sceny z niej nawiedzają naszego bohatera w snach), jednak pobyt w Sleepy Hollow jest dla niego testem tej wiary. Największą gwiazdą jest tak naprawdę Christina Ricci w roli córki wpływowego van Tassela (solidny Michael Gambon), Katrin. Jest nie tylko urodziwą kobietą, ale posiada pewien tajemniczy magnetyzm, mocno działający na Crane’a. kluczowa rolę w całej intrydze odgrywa przekonująca Miranda Richardson (lady van Tassel). Jedyną rzeczą budzącą autentyczne przerażenie w tym filmie jest Christopher Walken w roli tytułowej. Czy nie poczulibyście się przerażeni, gdybyście zobaczyli tą twarz?

jezdziec_bez_glowy3

Burton próbował zrealizować rasowy, choć staroświecki horror. I chyba słowo staroświecki jest tutaj kluczem. Wiem, że aby wystraszyć kogoś nie trzeba krwi, posoki oraz brutalnej przemocy. Reżyser chciał pójść pod prąd, jednak tym razem mocno się poparzył. Zarówno jako horror, co świadczy chyba o tym, ze podjęto realizację tego przedsięwzięcia bez głowy.

jezdziec_bez_glowy4

5/10

Radosław Ostrowski