Ultraviolet – seria 1

Tytułowy Ultraviolet to grupa detektywów-amatorów, którzy wykorzystują Internet i social media do rozwiązywania spraw kryminalnych. Spraw albo ignorowanych przez policję, albo nie zajmujących się tymi sprawami. Skromna grupa z drobnymi sukcesami kierowana jest przez Tomka Molaka, ale poznajemy ich przez pewną sprawę. Wszystko przez wracającą z Londynu do Łodzi Olę Serafin, będącą świadkiem dziwnego wypadku. Dziewczyna z pomostu spadła na samochód i potem została przejechana przez kierowcę. Policja uważa sprawę za samobójstwo, ale dziewczyna ma inne zdanie.

„Ultraviolet” to serial stacji AXN zrobiony wspólnie z Amerykanami, co samo w sobie mogło brzmieć elektryzująco. Jednak sam serial to klasyczny w swojej formie kryminalny procedural, gdzie każdy odcinek dotyczy innej sprawy: od dziwacznego wypadku przez wykorzystanie inteligentnego domu po śmierć dziennikarza oraz uwolnienia niewinnego człowieka z więzienia. Właściwie można odnieść wrażenie, że całość podporządkowana jest znajomym schematom z użyciem wielu mylnych tropów i wolnego odkrywania kolejnych elementów układanki. Bardziej niż rozwiązanie przyciągają tutaj dwie rzeczy: sama droga do rozwiązania oraz relacje między członkami ekipy.

Użycie dzisiejszych technologii, gdzie niemal wszystko jest dostępne w Internecie jest czymś świeżym na naszym podwórku. Rozmowy prowadzone przez videoczat, hackowanie, przeglądarka (chyba specjalnie zrobiona dla serialu) – te elementy ubarwiają całość i czynią ją bardziej przyjemniejszą w oglądaniu. A to mnie bardzo zaskoczyło, mimo odczuwania pewnych znajomych motywów w postaci nieufnego komendanta policji, gliniarza nawiązującego coś w rodzaju cichego porozumienia z Olą, naznaczona mrokiem przeszłość bohaterki czy takiej fiksacji na punkcie sprawy, że zagraża to życiu oraz sprawom prywatnym. Te jednak czasami sprawiają wrażenie tylko dodatku czy zapychaczem czasu, o którym czasem się zapomina. Ku mojemu zdumieniu pojawiają się tutaj momenty napięcia, a nawet jest miejsce na żart (głównie w relacji Oli z matką), choć początek nie obiecuje tutaj wiele. Zaczyna się bardzo przewidywalnie, jednak gdzieś na etapie 3 odcinka powoli zaczyna wszystko ruszać z kopyta, hamując dopiero w finale. A momentów przestoju czy nudy z każdym odcinkiem było coraz mniej.

Choć muszę przyznać, że produkcja AXN ma parę problemów, z czego jeden jest bardzo poważny. Chodzi o udźwiękowienie, gdzie parę dialogów jest albo niewyraźnie powiedzianych, albo – co jeszcze gorsze – są zagłuszane przez muzykę. Strasznie to irytuje, choć nie pojawia się tak często. Tak samo jak schematyczne prowadzenie śledztw, ale to z czasem przestaje być problemem.

I jest to na tyle porządnie zagrane, że wchodzi się w ten świat bez problemu. Choć nie brakuje tutaj znanych twarzy jak Bartłomieja Topy (komendant), Agaty Kuleszy (matka Oli) czy Michała Żurawskiego (Tomek Molak), całość tak naprawdę napędza to wszystko duet Marta Nieradkiewicz/Sebastian Fabijański. Ta pierwsza w roli Oli Serafin jest mieszanką determinacji, frustracji oraz nieufności wobec policji, choć potrafi irytować swoim egoizmem. Niemniej potrafi wzbudzić sympatię, co nie jest wcale proste. Z kolei Fabijański wydaje się robić to, co zawsze, czyli jest gliniarzem z zasadami, powoli pokazując inne, bardziej ludzkie oblicze. I nie jest taki drewniany jak większość osób uważa, po prostu do pewnych ról zwyczajnie nie pasuje.

Nie oczekiwałem cudów po „Ultraviolet”, ale AXN dostarczyło bardzo porządny i sympatyczny serial kryminalny. Tutaj bardziej liczy się samo dochodzenie do prawdy, a nie samo rozwiązanie zagadki plus stworzenie zgranego kolektywu. Choć zdarzają się potknięcia, jednak frajdy jest tutaj więcej niż się można spodziewać po samym opisie. Skuszę się na kontynuację.

7/10

Radosław Ostrowski

Sala samobójców. Hejter

„Hejter” niby wydaje się być kontynuacją debiutanckiego filmu Jana Komasy. Problem w tym, że poza jedną postacią nie ma ona nic wspólnego z poprzednikiem. Tutaj bohaterem jest niejaki Tomek Giemza – młody chłopak z małej miejscowości. Studiuje prawo w Warszawie, zaś finansowe wsparcie udziela zaprzyjaźniona rodzina Krasuckich. Tylko, że nasz bohater zostaje wyrzucony ze szkoły za plagiat i ukrywa ten fakt. Przełomem dla niego staje się praca dla firmy zajmującej się czarnym PR-em.

hejter1

Komasa znowu próbuje wejść w świat Internetu oraz nowych technologii, gdzie każdy jest anonimowy. Wracamy do szczucia, mowy nienawiści, by człowieka zniszczyć, osłabić, skompromitować. Czym zajmuje się farma trolli kierowana przez Beatę Santorską (świetna Agata Kulesza). W tych momentach reżyser wali mocno – tutaj wszystkie chwyty są dozwolone. Tworzenie fałszywych kont, manipulowanie informacjami, kłamstwa, trolling, podsłuchy – dla efektu można posunąć się do wszystkiego. A wszystko w świecie podzielonym niejako na dwa obozy – czy mówiąc troszkę kolokwialnie – dwa podzielone plemiona. Nie potrafią się ze sobą dogadać, a granicą jest ich status społeczny i majątkowy. Bogata, inteligencka elita oraz manipulowana przez populistów biedota, która nie osiągnęła nic. I dlatego są podatni na hasła nacjonalistyczno-populistyczne. Być może dla wielu ta rzeczywistość będzie zbyt zero-jedynkowa oraz mocno przerysowana, ale jednocześnie jest to bardzo dziwnie znajome. My w tym mrocznym świecie żyjemy, czy to się komuś podoba czy nie.

hejter2

Ale jednocześnie widzę pewne pęknięcia w tym tytule. Zbiegi okoliczności czy wizja świata nie jest tak poważnym problemem, ile sam główny bohater. Nie zrozumcie mnie źle, nie jest to słabo zagrane, bo Maciej Musiałowski magnetyzuje swoją obecnością, a kamienna twarz czyni z niego tajemnicę. Ale pewne dwie rzeczy troszkę mi przeszkadzały. Po pierwsze, dlaczego po kolacji u Krasuckich zostawia telefon i podsłuchuje ich rozmowę? Czemu to robi? By odkryć ich dwulicowość, jak obgadują go za plecami? To rzutuje na jego charakter, ale wydaje się niedorzeczne. Tak samo jak przemiana Tomka w niebezpiecznego masterminda. Chłopaka przyłapano na plagiacie, a potem zaczyna manipulować ludźmi, przewidywać kilka ruchów do przodu, organizować wydarzenia, a nawet planować zamach. Ale do tego trzeba coś więcej niż tylko przeczytania „Sztuki wojny”, prawda? A może się mylę i to jest takie proste? Mam wątpliwości co do tego.

hejter3

„Hejter”, choć ma swoje wady i uproszczenia, potrafi zaintrygować i uderzyć. Zwłaszcza, gdy dochodzi do brutalnego, wręcz krwawego finału. Wtedy widać do czego może doprowadzić bezpardonowa walka, a sytuacja zaczyna się wymykać spod kontroli. Mocna rzecz, lepsza od poprzedniej „części”.

7,5/10

Radosław Ostrowski

Boże Ciało

Wszystko zaczyna się w zakładzie poprawczym. Tam przebywa Daniel – młody chłopak z przeszłością. Ale to właśnie tam poznaje kogoś, kto staje się dla niego wzorcem, czyli księdza Tomka. Nawet sam chciałby wstąpić do seminarium, ale z wyrokiem nie przyjmują. Ale dzięki duchownemu chłopak dostaje pracę gdzieś na drugim końcu Polski. Jako stolarz, tylko że na miejscu zmienia zdanie. A że akurat ze sobą wozi sutannę, reszty można się domyślić.

boze cialo1

Jan Komasa po pokazaniu swojej wizji Powstania Warszawskiego, skupia się na współczesności. „Boże Ciało” po takim wprowadzeniu może pójść w różne kierunki. Czy to jako komedia, gdzie podszywający się za księdza chłopak popełnia gafy, dramat człowieka szukającego swojego powołania, a może dreszczowiec z osobą ukrywającą się przed dawnymi wrogami. Tylko, że reżyser idzie w troszkę inną stronę, skupiając się na małej miejscowości. Doszło rok temu do tragedii, gdzie rany się nie zagoiły. Śmierć młodych ludzi, sprawca wypadku niepochowany, ksiądz proboszcz lekko choruje, a kościelna wydaje się trzymać mieszkańców w ryzach, zaś wójt niejako ma większą władzę od proboszcza. Jednak reżyser nie osądza mieszkańców, nie pokazuje nikogo palcami, tylko próbuje zrozumieć ludzi. Tak samo robi Daniel, choć początkowo można odnieść wrażenie, że nie pasuje. Zarówno jego msze (kazania pełne wręcz prostego języka, z „no”, „nie” oraz tym swoim flow – scena chrztu), spowiedzi (formułka sprawdzana w Google’u) bardzo nie pasują do typowego wizerunku duchownego. I nikt się nie zorientował, że coś jest nie tak. jednak jego proste słowa oraz postawa zaczynają docierać do innych.

Najbardziej zaskoczyło mnie to, że to wszystko wydaje się takie bardzo przyziemne, wręcz naturalne. Nawet dialogi brzmią wiarygodnie, bez nadmiernego korzystania z bluzgów. Ale jednocześnie Komasa pokazuje jak wielką siła może być Kościół. Pod warunkiem, że nie będzie skupiał się na ideologicznej wojnie, władzy czy zamiataniu brudów pod dywan. Ale i sami mieszkańcy, którzy są bardzo zagubieni, zaślepieni bólem oraz żałobą (tragedia) próbując odnaleźć się w tym wszystkim. I każdy z nich szuka sposobu na odnalezienie spokoju, odkupienia, choć to droga wyboista.

boze cialo2

Komasa opowiada tą opowieść w bardzo prosty sposób, bez jakichś wizualnych fajerwerków, do czego nas przyzwyczaił. Żadnego dubstepu oraz spowolnień kamery, ostrej muzyki w tle – dużo jest skupienia na twarze, kolory stonowane, niemal dokumentalne. I to zaskakująco pomaga tej historii. Jedynym problemem dla wielu może być otwarte zakończenie, jednak wszystko tutaj jest wygrane za pomocą scenariusza, montażu, bardzo oszczędnej muzyki oraz szczerości.

To wszystko by nie podziałało, gdyby nie absolutnie wybitny Bartosz Bielenia. Ten młody chłopak jako fałszywy ksiądz ma niesamowitą charyzmę, niejako improwizując każde swoje kazanie, mszę i wydaje się dość ekscentryczny. Ale w tym wszystkim jest niesamowita pasja, energia, a jednocześnie jest uważnym obserwatorem, podejmując się roli mediatora. Skupia swoją uwagę do samego końca, a w jego oczach maluje się wszystko. Nie oznacza to jednak, że drugi plan nie ma tu do roboty. Film kradnie samą obecnością Aleksandra Konieczna w roli kościelnej, gdzie wszelkie emocje pokazane są bardzo drobnymi, wręcz niezauważalnymi spojrzeniami. Bardzo mocna postać, którą dość łatwo można osądzić, ale jest bardziej złożona niż się wydaje. Tak samo cudowna jest Eliza Rycembel (Eliza), której relacja z księdzem nabiera dynamiki. Nie można też zapomnieć drobnych ról Leszka Lichoty (wójt) oraz Łukasza Simlata (ksiądz Tomek).

boze cialo3

Film widziałem wczoraj, a do tej pory jestem oszołomiony tym, co obejrzałem. Komasa w „Bożym Ciele” zaskakuje dojrzałością, zdyscyplinowaniem oraz subtelnością. Aż boję się myśleć, co reżyser zaserwuje następnym razem, bo warto będzie czekać.

8,5/10 + znak jakości

Radosław Ostrowski

Miasto 44

Chyba żaden film polski nie wywołał ostatnio takich emocji jak „Miasto 44”. Film skupia się na postaci Stefana, który zostaje zaprzysiężony kilka dni przed powstaniem.

miasto_44_1

Jan Komasa zaskakuje tutaj nie tylko rozmachem, niemal hollywoodzkim, ale też całkiem nieźle oddaje atmosferę czasu powstania: od euforii (za 2-3 dni, będzie po wszystkim) przez zniechęcenie po grozę i bezwzględność działań powstańczych. Można się przyczepić, że realizacja jest bardzo współczesna i nowoczesna, a bohaterowie są płascy i mało ciekawi (a wątek miłosny między Stefanem i Biedronką – niemal na granicy kiczu). Komasa nie próbuje się bawić w publicystykę czy atakować polityków, ale pokazuje młodych ludzi w czasach, gdy gotowość na oddanie swojego życia za swój kraj było czymś naturalnym. I im dalej trwa powstanie, tym bardziej widać beznadzieję sytuacji – jest coraz mocniej, brutalniej (z obowiązkowym slow-motion) i parę scen na pewno wielu zmiażdży emocjonalnie. Na mnie największe wrażenie zrobiły sceny w kanałach (niemal iście horrorowa strona plastyczna) oraz w piwnicy obrzuconej granatami, gdzie zabijano cywili. To na takich scenach budowany jest ten film, choć może wielu znudzić ten teledyskowy montaż oraz wpleciona muzyka (m.in. dubstep).

miasto_44_2

O aktorstwie pokrótce powiedziałem, że jest i nie przeszkadza. Bohaterowie mają być na tyle wyraźni, żeby było ich widać, ale o sympatii można zapomnieć, gdyż w każdej chwili mogą zniknąć z ekranu. Tak naprawdę najbardziej warci zapamiętania byli wcielający się w dowódców Tomasz Schuchardt („Kobra”) oraz Michał Żurawski („Czarny”). Dominuje tutaj młoda grupa aktorów z mało znanymi (jeszcze) twarzami, z wyjątkiem Antoniego Królikowskiego („Beksa”) i robią co mogą, radząc sobie poprawnie.

miasto_44_3

Komasa miał ambicje bycia drugim Wajdą. Plusem na pewno jest to, że stara się unikać patosu i pokazuje powstanie bez słodzenia i ogródek – jako okrutna walka, jak zresztą każda wojna. Problem w tym, że postacie były mi obojętne, a coraz mocniejsze i brutalniejsze sceny mogły działać odstraszająco. Wyraźnie adresowane dla młodego widza z pokolenia Facebooka. Na pewno nie przejdziecie obojętnie wobec niego.

Radosław Ostrowski

Powstanie Warszawskie

Ten temat, czyli powstanie warszawskie zawsze wywoływał i wywoływać będzie ostrą dyskusję. Czyn heroiczny czy bezsensowna ofiara życia? Tego chyba nikt już w stu procentach nie rozstrzygnie, a ten temat filmowcy nasi wykorzystywali wielokrotnie, jednak tym razem Muzeum Powstania Warszawskiego wpadło na szalony i dość karkołomny pomysł nakręcenia filmu dokumentalnego o tym wydarzeniu.

powstanie1

Ktoś powie; no dobra, powstało już wiele filmów, także dokumentalnych, więc czy można jeszcze coś o tym opowiedzieć? Tym razem twórcy pilotowani przez Jana Komasę wpadli na pomysł wykorzystania archiwalnych materiałów z kronik powstańczych. Mało tego, poddali je rekonstrukcji, koloryzacji i udźwiękowieniu, a żebyśmy wiedzieli co tak naprawdę oglądali dodali postaci dwóch filmowców – Karola i Witka, którzy filmują całe powstanie. Być może ten wątek sprawia wrażenie niepotrzebnego i dodanego na siłę (także dubbing może budzić wątpliwości), ale oglądając całość przestało to dla mnie nie miało znaczenia. Autentyzm tego, co widzimy robi wrażenie nadal mimo 70 lat od tych wydarzeń. Udało się uchwycić zarówno nastrój radości, poczucia zwycięstwa jak i tych ostatnich, bardziej tragicznych wydarzeń (rannych powstańców, widoku martwych cywili czy ruin miasta). Jednocześnie widać dzień codzienny – fabrykę produkcji broni, piekarnię, drukowanie „Biuletynu Informacyjnego” czy schwytanie niemieckich jeńców.

powstanie2

Twórcy jednak świadomie nie stawiają pytań o sens, tylko ograniczają się do kronikarskiego zapisu, który ma poruszyć i zmusić do refleksji. Wnioski każdy z nas musi wyciągnąć sam. Dlatego każdy z was powinien sam obejrzeć ten film. Oceny wyjątkowo brak. 

Radosław Ostrowski