Morgan

Czym jest tytułowa Morgan? To stworzona przez zespół naukowców sztuczna inteligencja w ciele dziecka. Choć ma zaledwie 5 lat, jest bardzo świadoma i rozwinięta. Jednak dochodzi do pewnego incydentu, czyli Morgan rzuca się na jedną z naukowców. Wtedy korporacja odpowiedzialna za projekt wysyła specjalistkę od zarządzania – Lee Weathers. Co może wyjść z tej konfrontacji?

morgan1

Debiutujący na polu reżyserskim Luke Scott (syn Ridleya Scotta) próbuje wejść w konwencję, w której jego ojciec jest uznawany za klasyka. Początek jest mocny, krwawy i tajemniczy. Jest zagadka, nakręcająca pierwsze 45 minut. Klimat niepokoju potęguje też bardzo oszczędna scenografia. Pokój, gdzie znajduje się Morgan troszkę przypomina „Ex Machinę”, co jest skojarzeniem na plus. Oczami oschłej Lee widzimy interakcję Morgan z resztą ekipy, która traktuje ją jak własne dziecko, przez co są w stanie zachować dystans do sprawy. Kwestia etyczno-moralnych dylematów związanych z „zabawą w Pana Boga” nie wydaje się niczym nowym, jednak ciągle zmusza to do myślenia.

morgan2

I wtedy młody Scott postanowił od momentu „badania” dokonuje kompletnej wolty. Zaczyna się zabawa w polowania, gdzie nasza tytułowa bohaterka niczym legendarny Obcy, morduje wszystko, co staje na drodze. Nie rozumiem sensu działania tej wolty, chociaż wtedy robi się jeszcze bardziej interesująco. Kamera zaczyna przyspieszać, wszelkie bijatyki są dynamicznie zrobione niczym współczesne filmy akcji, jednak nie mogłem pozbyć się wrażenia, że te dwie stylistyki gryzą się ze sobą. Przez co czułem ogromne zmarnowanie potencjału na coś więcej, chociaż technicznie nie mam nic do zarzucenia.

morgan3

Z kolei aktorsko jest bardzo nierówno, a kilkoro członków obsady jak Jennifer Jason Leigh czy jak zawsze solidny Toby Jones nie mają zbyt wiele do zaoferowania. Najbardziej intryguje Anya Taylor-Joy w roli tytułowej. Ogolona na zero, bardzo skryta i mówiąca pozornie obojętnym głosem, ma w sobie coś niewinnego, z dziecka. Ale przyciśnięte zmienia się w prawdziwe monstrum, co potrafi budzić grozę. Nieźle się sprawdza Kate Mara, choć na początku trudno mi było przekonać się do chłodnej, zdystansowanej korpo-suki. Ale ostatnia scena kompletnie zmienia interpretację tej kobiety. Szoł jednak kradnie Paul Giamatti jako dr Shapiro, mający przeprowadzić test na Morgan, pozwalając sobie na kompletny dystans.

morgan4

„Morgan” miała być rozrywkowym kinem z ambicjami, tylko że Scott nie był do końca pewien w jakim kierunku ma pójść cała historia. Ani jako filozoficzno-etyczny konflikt, ani jako thriller nie do końca wykorzystuje swoje możliwości. Taka bardziej podrasowana „Ex Machina”, tylko czy warta naszego czasu?

6/10

Radosław Ostrowski

Transcendencja

Słowo „transcendencja” oznacza „istnienie bytu poza świadomością”. Innymi słowy, że jest byt, którego nasz umysł nie jest w stanie ogarnąć. Czymś takim może być sztuczna inteligencja. Ale to kwestia kilku(nastu) lat. Wyobraźcie sobie świat, gdzie prace nad sztuczną inteligencją na całym świecie są mocno zaawansowane. Będzie ona w stanie mieć własną świadomość i umysł silniejszy niż jakikolwiek człowiek lub grupa ludzi na świecie. Przewodzi tymi badaniami dr Will Caster, ale ludzie boją się tego, co nowe. I taka grupka terrorystów dokonuje ataków na kilka laboratorium, a Caster zostaje postrzelony kula z polonem. Ale jego zdesperowana żona będzie chciała połączyć jego umysł z rozwiniętą sztuczną inteligencją. I nawet ona nie będzie w stanie przewidzieć konsekwencji tych wydarzeń.

transcendencja1

Kino SF od dłuższego interesuje się kwestią AI oraz kontroli człowieka nad maszynami i na odwrót. Do tego głosu wlicza się debiutancki film Wally’ego Pfistera. Wszyscy go znamy jako operatora współpracującego z Christopherem Nolanem. I osoby spodziewającego się dużego budżetu, bajeranckiej akcji i wielkiej rozwałki – poczują się mocno rozczarowani. Bardziej jest to kameralne, bazujące na dialogach i stawiające poważne, etyczne pytania. O granicę między postępem technologicznym, który może zrobić z nas niewolników a posiadaniem własnego „ja”. Twórcy nie rozwiązują tego sporu, tylko próbują rozważnie przedstawić racje obu stron, które dla własnego dobra są w stanie zrobić wszystko. Wątek sensacyjny akurat wypada tutaj najsłabiej i wszelkie wybuchy czy strzelaniny zwyczajnie nużą. Całość jest mocno oszczędna wizualnie, a efekty specjalne poza scenami regeneracji nie odgrywają tutaj żadnego znaczenia. I na pewno „Transcendencja” daje tutaj sporo do myślenia i zmusza do refleksji.

transcendencja2

Jeśli chodzi o grę aktorów to jest ona dość nierówna. Za tło robią tutaj bohaterowie grani przez Morgana Freemana (dr Joseph Tagger) i Cillian Murphy (agent FBI Buchanan), którzy ładnie wyglądają, są poprawnymi postaciami, ale nie odgrywają istotnej roli. Najtrudniejsze zadanie miało troje głównych bohaterów. Pierwszy to dr Caster grany przez Johnny’ego Deppa. Po pierwsze, Depp wygląda tutaj normalnie i nie jest naładowanymi kilogramami charakteryzacji i jest to typowy naukowiec z kompleksem Boga, dla którego nie ma granic do nie przekroczenia, co trochę kontrastuje z dość powściągliwą grą tego aktora. Drugim mocnym punktem jest Rebecca Hall, czyli Evelyn Carter. Ta kobieta po śmierci męża, staje się ofiara swojego obłędu i chcą desperacko utrzymać męża przy życiu przekracza granicę etyki. Dla niej Will, nawet w formie komputera jest tym samym ukochanym, a zanim przejrzy na oczy minie sporo czasu. I trzecia postać, czyli dr Max Waters (solidny Paul Bettany), który ma znacznie więcej wątpliwości i jest bardziej sceptyczny od małżonków. I posiada on na tyle zdrowego rozsądku, że można się z nim identyfikować.

transcendencja3

Pfister nie boi się stawiać pytań, a choć całość nie porywa i ma dość powolne tempo, to jest jest całkiem przyzwoitą propozycją. Może i nie jest tak powalającym wizualnie widowiskiem, to jednak daje kilka poważnych pytań, nie dając w zamian żadnych odpowiedzi i zmusza do refleksji. Solidna produkcja.

6,5/10

Radosław Ostrowski

House of Cards – seria 2

Myśleliście, że o was zapomniałem? Pewnie mieliście taką nadzieję. Skończcie opłakiwać pannę Barnes. Każdy kociak wyrasta na kota. Na początku wydają się bezbronne. Małe, ciche. Cieszące się na talerzyk mleka. Lecz kiedy wyrosną im pazury, zaczynają łaknąć krwi. Czasami nawet z ręki, która je karmi. Dla tych, którzy wspinają się na szczyt łańcucha pokarmowego, nie może istnieć litość. Istnieje tylko jedna zasada. Poluj lub zostań upolowany. Witajcie z powrotem.

house_of_cards21

Na skutek wielu intryg kongresman Frank Underwood zostaje wiceprezydentem. Jednak jego plany obalenia prezydenta Walkera mogą spalić na panewce. Po pierwsze dziennikarka Zoe Barnes, którą wykorzystywał Frank zaczyna składać pewne fakty do kupy. Po drugie, jego żona Claire nie czuje się zbyt komfortowo w roli żony takiej osobistości. Po trzecie i najważniejsze, jest Raymond Tusk – biznesmen i bliski przyjaciel prezydenta, który jest jego największym doradcą.

house_of_cards22

W takiej sytuacji należałoby postawić pytanie, czy Frank wyjdzie cało z opresji i czy jego plan ostatecznie się uda, ale skoro zgłoszono zamówienie na 3. serię, odpowiedź wydaje się zbędna. Ale problemów będzie sporo i wszystko może wziąć w łeb: zerwanie rozmów z Chinami, wąglik w Kongresie (false alert) czy w końcu tajemnica z przeszłości Claire (została zgwałcona przez wojskowego i dokonała aborcji). Plus jeszcze haker pracujący dla rządu, Freddy – prowadzący knajpę z żeberkami czy Rachel Posner, którą wykorzystano do upadku Petera Russo. I tak jak w poprzedniej części mamy zakulisowe rozmowy za drzwiami gabinetów, gdzie moralność została pozostawiona za drzwiami. Dominują tu nieczyste zagrania – szantaż, przekupstwo, manipulacja są tutaj na porządku dziennym. Choć pokazanie polityków jako osoby ponad prawem i ponad wszystkim, może budzić pewne zastrzeżenia, zaś Frankowi znów wszystko idzie zbyt łatwo (co nie znaczy, że bez problemów), ale jak się to świetnie ogląda. Dialogi są mocne i celne, zaś monologi Franka wyrażane bezpośrednio do mnie (przełamanie czwartej ścienny) potrafią zmrozić, a nawet przerazić (zacytowany fragment z początku zostaje powiedziany pod koniec pierwszego odcinka).

house_of_cards23

I teraz pora na kolejne oczywistości – jak zawsze zarąbisty jest Kevin Spacey. Ja mogę go oglądać jak robi cokolwiek, bo on ma taką charyzmę i magnetyzm, że mimo wszystkich podłości jakie on robi (z morderstwem włącznie). A jego mowa ciała jest po prostu bezbłędna, inaczej nie umiem tego powiedzieć. Robin Wright tutaj pojawia się znacznie więcej czasu i jest równie brutalna jak Frank, ale też pokazuje zaskakująco ludzkie oblicze (tylko wtedy, gdy jest sama albo z Frankiem). Ktoś kiedyś powiedział, że małżeństwo to kontrakt zabójców. Oboje są potwierdzeniem tej tezy. Stara gwardia trzyma fason (niezawodni Michael Stoll, czyli prawa ręka Franka – Douglas Stamper oraz Gerard Mcraney – przebiegły i sprytny Raymond Tusk), zas z nowych postaci należy zdecydowanie wyróżnić Jimmy’ego Simpsona (haker Gavin) oraz Libby Woodbridge (szeregowy Megan Hennessay – ofiara gwałtu, która zostaje zmanipulowana przez Claire).

house_of_cards24

Druga seria, choć ma pewne słabsze momenty, pozostaje znakomitym serialem. Brawo, panie prezydencie Underwood. Czekam na trzecią serię, która – prawdopodobnie – pokaże upadek Franka. A może i nie?

8/10

Radosław Ostrowski

House of Cards – seria 1

Po zwycięskich wyborach prezydenckich kongresmen Francis Underwood w zamian za doprowadzenie do zwycięstwa prezydenta Garretha Walkera miał obiecany urząd sekretarza stanu. Jednak ta obietnica zostaje złamana. Polityk opracował plan obalenia prezydenta i zamierza go konsekwentnie zrealizować.

Kino i telewizja zawsze interesowało się polityką i władzą. Dlaczego? A kogo ona nie interesuje. Tym razem tą sprawą postanowił się przyjrzeć Beau Willimon – dramaturg, autor „Id marcowych”. Razem z Netflix oraz grupą świetnych reżyserów (m.in. David Fincher, James Foley, Joel Schumacher) stworzył interesujący i pasjonującą walkę o władzę. A właściwie jej pewien rozdział, bo to dopiero I seria. Tutaj kłamstwo, blef, szantaż, oszustwo, manipulacja, a nawet morderstwo jest tutaj na porządku dziennym. Kogo można tak użyć? Wszystkich – współpracowników, żonę, media, lobbystów, nawet prezydenta. Mimo że naszemu bohaterowi pozornie wszystko idzie gładko i zawsze wychodzi cało z każdej opresji, to jednak serial trzyma w napięciu, obserwując machinacje, układy, podstępy i różne inne zakulisowe zagrywki. Nawet strajk nauczycieli (skutek prac nad ustawą oświatową) nie jest żadnym problemem. Trzeba zgasić kongresmena, bo straciło się kontrolę nad nim? Upozorujemy samobójstwo. Jeśli myślicie, że polityków ktoś kontroluje, jesteście w wielkim błędzie, oni mogą wszystko i są bezkarni, choć zakończenie sugeruje, że zaczynają wisieć nad Underwoodem czarne chmury. Ogląda się to po prostu znakomicie.

Jeśli chodzi o obsadę, wystarczy wymienić jedno nazwisko – Kevin Spacey. Rola Underwooda jest po prostu kapitalna. Zimny, wyrachowany, opanowany polityk, który czasami zwraca się bezpośrednio do widza, serwując swoje bon-moty. Ten człowiek jest przygotowany na każdą ewentualność i przewiduje kilka ruchów naprzód jak zawodowy szachista i dominuje każdą scenę, w której się pojawia. Czy to znaczy, że pozostali aktorzy wypadają słabo? W żadnym wypadku. Równie świetna jest Robin Wright, czyli żona Underwooda, Claire. Sprawia wrażenie stonowanej i lojalnej, ale jak o niej mówi Frank „kocha krew bardziej niż rekin”, co czasem wykorzystuje mąż w swojej grze. Poza nimi są jeszcze tak wyraziste postacie jak manipulowani kongresmen Peter Russo (świetny Corey Stoll) i naiwna dziennikarka Zoe Barnes (Kate Mara) czy prawa ręka Franka – Doug Stamper (Michael Kelly). To jeszcze nie są wszyscy, ale na wymienienie wszystkich nie starczyłoby miejsca.

Kiedy kończyłem oglądać „Breaking Bad” myślałem, że już nie będę miał takiego porywającego serialu. Pierwsza seria była najbliżej tego poziomu (zwłaszcza ostatnie 4 odcinki) i już nie mogę się doczekać dalszego ciągu. Bo będzie. Czy wy też będziecie w przyszłym roku?

9/10 + znak jakości

Radosław Ostrowski