Sprzedawcy

Dante i Randall pracują w supermarkecie oraz wypożyczalni video, które mieszczą się w tym samym budynku. I patrzymy na ich jeden dzień z życia, w którym Dante lawiruje między dwiema dziewczynami (Caitlin i Veronica), mecz gry w hokeja na dachu oraz wizytę w domu pogrzebowym.

sprzedawcy1

Ten czarno-biały debiut Kevina Smitha jest dziś uznawany za produkcję kultową, która w USA do tej pory jest najbardziej piraconym filmem ever. Największą jego siłą są mocne dialogi, w których głębokie przemyślenia idą ręka w rękę z bluzgami i rzucaniem mięsem. A jednocześnie jest to tak pokręcone, że aż głowa mała. Życie, Gwiezdne wojny, seks i cała reszta – o tym opowiadają bohaterowie, którzy próbują jakoś przetrwać w tej szarej rzeczywistości. Dante (ten rozsądny z dwiema laskami) i Randall (kompletnie olewający klientów i nienawidzący ich) tworzą dość ciekawy duet, zaś na drugim planie jest drugi dość pokręcony duet dealerów – Jay i Cichy Bob, który pojawi się później w wielu kolejnych filmach Smitha się pojawi.

sprzedawcy2

Zagrane jest to świetnie, a ogląda się to z zaskakująca przyjemnością, bo poza nawijką o budowie Gwiazdy Śmierci w „Powrocie Jedi”, pokazana jest sytuacja Dantego, który nienawidzi swojej pracy, ale nie potrafi z niej zrezygnować, bo nie widzi dla siebie żadnej perspektywy. Z kolei Randall może i prostak, ale przynajmniej nie oszukuje siebie. Ta gorzka refleksja lekko psuje nam nastrój i powoduje, że ten film bardziej zapada w pamięć. Choć wielu humor może się wydawać niesmaczny, to nie zmienia faktu, że jest to dobry film.

sprzedawcy3

7/10

Radosław Ostrowski

Asterix i Obelix: W służbie Jej Królewskiej Mości

Jest rok 50 p.n.e., czyli jak dobrze wiemy w tym czasie Juliusz Cezar spuścił łomot wszystkim Galom. Prawie wszystkim, gdyż jedna mała wioska, w której żyją Asterix i Obelix dzielnie stawia opór rzymskim najeźdźcom. Ale Cezar postanowił im odpuścić i ruszyć na podbój Brytanii. Królowa wysyła swojego zaufanego człowieka, Mentafixa do galijskiej wioski z prośbą o pomoc. Asterix i Obelix w towarzystwie Skandalixa (siostrzeniec wodza) i beczką magicznego napoju ruszają do Brytów.

Będąc młodym chłopcem zdarzało mi się oglądać stare filmy animowane z Asterixem i Obelixem zrealizowane przez Francuzów, dzięki którym miło spędzałem (i nadal spędzam) czas. Ale w końcu żabojady wpadły na pomysł, by przenieść komiksy o dzielnych Galach na duży ekran z żywymi aktorami. Pierwsza próba „Asterix i Obelix kontra Cezar” była całkiem niezła, za to „Misja Kleopatra” była esencją tego, za co kochano komiksy (dowcipne dialogi, masa odniesień do popkultury i świetna realizacja + świetny polski dubbing). „W służbie Jej Królewskiej Mości” to czwarta część serii (o „Asterixie na Olimpiadzie” nie wspominam) nakręcona przez Laurenta Tiranda („Mikołajek”), któremu udało się zachować atmosferę udziału w bezpretensjonalnej i lekkiej zabawie. Nie brakuje tutaj nabijania się ze stereotypów Angoli (picie o piątej, zachowanie opanowania i bycie dżentelmenem nawet w sytuacji wymagajacej brutalnego zachowania, zespoły), biurokracji  Rzymian (kontrola audytu w trakcie inwazji) czy Wikingów, którzy chcą poznać strach. I tu udaje się wykorzystać humor sytuacyjny, a także nie zabrakło żartów z popkultury („Kill Bill”, „Gwiezdne wojny”, gdy Cezar mówi Asterixowi, że jest jego ojcem czy przymusowa terapia savoir vivru w stylu „Mechanicznej pomarańczy”). Mimo humoru, zdarzają się jednak zastoje i spowolnienia tempa, ale to na szczęście rzadkie momenty.

asterix

Film był u nas pokazywany z polskim dubbingiem, a twórcy wpadli na dość ciekawy patent. Brytowie tutaj mówią mieszanką słów polsko-angielskich, z brytyjskim akcentem, co w zamierzeniu miało rozśmieszać i to się udało. A jak poradzili sobie aktorzy? Całkiem nieźle. Ze stałej obsady ostał się tylko Wiktor Zborowski, który jako Obelix spisał się tak jak w poprzednich częściach, czyli świetnie. Asterixowi tym razem (po wybornym Mieczysławie Morańskim i słabym Sławomirze Packu z olimpiady) głos podłożył Tomasz Borkowski i poradził sobie naprawdę przyzwoicie. Z drugiego planu należy zdecydowanie wyróżnić Miłogosta Reczka (Juliusz Cezar – scena u terapeuty naprawdę zabawna oraz „veni, vidi i nici”), Beatę Tyszkiewicz (królowa Kordelia) oraz Katarzynę Kwiatkowską (pani Macintosh – mistrzyni dobrych manier).

brytowie

Ta część serii wyszła Francuzom naprawdę przyzwoicie. Technicznie trudno się do czegoś przyczepić (nawet efekty specjalne są dobre), choć zdarza się rozwlekanie fabuły. Niemniej humor jest przedni, dubbing polski dobry, a fabuła solidna. Czas nie będzie stracony.

6,5/10

Mocne uderzenie

Scott Voss jest nauczycielem biologii w szkole, gdzie nie za bardzo się przykłada, a swoje najlepsze lata ma za sobą. Także szkoła ma spore kłopoty finansowe i dlatego chcą zlikwidować dodatkowe zajęcia z muzyki prowadzonymi przez Marty’ego. Scott chcąc pomóc , dorabia jako nauczyciel dla starających się o obywatelstwo. Tam poznaje Nika, byłego zawodnika MMA. Wtedy wpada na pomysł dorobienia jako zawodnik.

MMA_300x300

Już sam opis zapowiada, że jest to film, którego nie można traktować absolutnie poważnie. Po komedii należy się spodziewać masy humoru (niekoniecznie najwyższych lotów). Nie ma tutaj ostrego treningu przepony, ale zdarzają się zabawne sytuacje, że wymienię chociaż pierwsze walki, dość nieudane czy nauka cudzoziemców. Tak naprawdę jest to opowieść o tym, że zawsze należy walczyć. Może i zakończenie jest naiwne, ale pokrzepia. I jest naprawdę dobrze zrobione (świetnie zmontowana walka). Technicznie jest w porządku, zwłaszcza muzyka jest naprawdę dobra.

Siłą napędową tego filmu jest Kevin James, który jest dość dobrze zbudowany i bywa przekonujący w roli nauczyciela-fightera, który z desperacji walczy, choć nie potrafi. Wychodzi mu to ślamazarnie, ale mimo to trzymamy za niego kciuki. Poza nim wybija się Henry Wnkler (Marty, nauczyciel muzyki) oraz wyjątkowo zabawny Bas Rutten jako Niko. Ten były fighter, który uczy jogi (to też jest dość ciekawe) i stara się o obywatelstwo staje się mentorem i wsparciem dla Scotta.

MMA2_300x300

Ogólnie mówiąc, to oglądało się to z frajdą i lekkością. Jeśli chcecie po tym trenować MMA zastanówcie się, bo możecie ostro oberwać.

7/10

Radosław Ostrowski

Niewierni

Francuscy filmowcy postanowili opowiedzieć na temat (nie)wierności, jednak nie jest to jedna fabuła, tylko kilka opowieści wrzuconych w jeden film. Łączy je temat oraz obsada, jednak jakość jak to w filmowych składankach bywa różna – i trudno całość nazwać komedią, gdyż jest to poważna próba pokazania problemu zdrady z perspektywy facetów, którzy owszem traktują panie w sposób przedmiotowy, oszukują i zdradzają, ale żaden z nich nie wychodzi na tym dobrze. I nic nie zyskuje, idąc z instynktem wbrew zasadom czy konwenansom.

niewierni_300x300

Najbardziej to widać w historii trzeciej nakręconej przez Michela Hazanaviciusa, w której główny bohater próbuje zdradzić żonę, ale mu to w ogóle nie wychodzi. Nie brakuje tu zarówno romansu z nastolatką (nowela „Lolita”) czy drobnych obyczajowych skeczy („Bernard” w szpitalu, „Thibault” z psem żującym prezerwatywę i „Simon” z kobietą na „huśtawce”, która zeszła) czy najbardziej rozbrajającą nowelkę o anonimowych seksoholikach, gdzie panowie „próbują” walczyć ze swoim nałogiem. Ale to trochę za mało, by film nazwać komedią, to raczej dramat, choć temat nie do końca zostaje wykorzystany.

niewierni2_300x300

Twarzami tego filmu są pojawiający się parokrotnie Jean Dujardin i Gilles Lellouche, którzy serwują wiele wcieleń niewiernego mężczyzny i każdy z nich wypada bardzo przekonująco, zmieniają się tylko towarzyszące im partnerki. Z nich największe wrażenie zrobiła na mnie Sandrine Kimberlain (Marie-Christine, prowadząca terapię), a reszta jest całkiem w porządku.

Ni to komedia, ni to dramat, choć obejrzeć można. Czegoś tu zdecydowanie zabrakło, ale nie bardzo wiem czego. Średnia produkcja. Szkoda.

Radosław Ostrowski

Wyborcze jaja

Trwa kampania wyborcza. O urząd kongresmena w Karolinie Północnej walczy jedyny kandydat Cam Brady. Jednak zajmujący się lobbingiem bracia Notch chcą wystawić kandydata spełniającego ich oczekiwania. W końcu stawiają na niedoświadczonego Marty’ego Hugginsa – kierownika ośrodka biura turystycznego. O dziwo konfrontacja wypadnie dość ciekawie…

wybory_400x400

Jay Roach to reżyser, który z jednej strony nieźle sobie radził w komediach („Poznaj mojego tatę” z Robertem De Niro) oraz filmach politycznych dla HBO („Decydujące głos” oraz „Zmiana w grze”), więc połączenie jednego z drugim teoretycznie powinno wypalić. Teoretycznie, bo w praktyce polityczna satyra nie zaskakuje niczym nowym w tematyce politycznej, zaś kampania wyborcza z uczciwością nie ma zbyt wiele wspólnego, zwłaszcza gdy decydujące są pieniądze osób wspierających kampanię. Że kampania jest ostra i bezpardonowa, gdzie wszystkie chwyty są dozwolone (z użyciem seks taśmy włącznie) bywa nawet zabawna, ale tylko na początku. Ale zarówno przymusowy moralny happy end jak i przemiana tego złego na porządnego nie brzmi przekonująco.

wybory2_400x400

Aktorsko „Wyborcze jaja” prezentują się całkiem nieźle. Will Ferrell i Zach Galifianakis stanowią dość kontrastujący duet. Pierwszy wciela się w „napalonego” na władzę kongresmena, drugi naiwnego idealistę, któremu nie zależy na karierze. Jednak tak naprawdę ten film to popis wyrazistego Dylana McDermotta (doradca Tim Whittley – ostry i bezpardonowy) oraz Jasona Sudekisa (uczicwy Mitch). Reszta prezentuje się poprawnie, choć miło było obejrzeć Dana Aycroyda oraz Johna Lightgowa (bracia Notch).

To mogła być całkiem ciekawa satyra polityczna, ale czegoś tutaj zabrakło. Trochę szkoda, niemniej obejrzenie „Wyborczych jaj” będzie nieźle spędzonym czasem.

6/10

Radosław Ostrowski