Gracze – seria 2

Jak zapewne pamiętacie, Spencer Strasmore działa jako doradca finansowy w firmie ASM, gdzie werbuje gwiazdy futbolu. Jednak tym razem nad interesem zawisają czarne chmury, z powodu jego dawnego agenta, Andre Allen. Kiedyś panowie byli blisko, ale interes skończył się porażką i doprowadził do niezabliźnionych ran. A Spencer razem z kumplem Joe planują rozwinąć interes firmy oraz odegrać się na Andre.

gracze_21

Lubię ten lekki, wakacyjny serial z zacięciem sportowym, gdzie mieszają się imprezowy styl życia, hedonistyczne podejście do pieniędzy plus rozważne planowanie inwestycji. A że wszystko jest osadzone w letnim Miami, to klimat jest bardziej wyluzowany. Podskórnie widzimy jednak coś więcej niż tylko imprezy, grę i sławę. Tak naprawdę pokazuje styk między sportem i biznesem, gdzie nie zawsze wszystko jest dozwolone. W drugiej serii widzimy bardziej mroczne strony biznesu: szantaże, podchody, próby podkradania klientów oraz ich ekscentryczne prośby (kupno zwierzątka, ale jakiegoś banalnego czy zbudowanie hotelu w nierentownym miejscu). Wszystko to jest poprowadzone lekko, ale i daje wiele do myślenia.

gracze_22

I tak jak poprzednio twórcy skupiają się także na trzech innych bohaterach: Vernonie, Rickym i Charliem. Pierwszy dostaje kontuzji i jego gra w sezonie stoi pod znakiem zapytania, drugi nie może się zdecydować gdzie ma zagrać, a trzeci jest tak stary, że nigdzie go nie chcą i musi się odnaleźć w nowej rzeczywistości. Te wątki nie są tylko zapychaczami, ale bardzo wnikliwie przedstawiają świat sportu, gdzie trzeba mieć mocną głowę, dobrych doradców i przede wszystkim wiedzieć, czego się chce. Najsympatyczniejszy z tej trójki jest Charlie, który dostaje nietypową posadę jako prawa ręka menadżera. I jest jeszcze nowy zawodnik – młody student Travis Mack. Chłopak z potencjałem i redneckim stylem życia, który dzięki Strasmore’owi dostaje szansy gry w I lidze. Ta interakcja ma najwięcej iskier, daje sporo kopa, a młodzik uczy się pokory, co może zaprocentować w przyszłości. Ciekawe, czy będzie to poruszone w trzeciej serii.

gracze_23

Po cichu liczyłem na większą konfrontację z Andre (świetny Andy Garcia), ale ta postać daje sporo ikry oraz pokazuje więcej nieznanych faktów z życia Spencera. Garcia bardzo dobrze czuje się w roli starego lisa, które nic i nikt nie jest w stanie złamać, nawet jego własne brudy. To mała wisienka w tym smakowitym cieśnie. I znowu błyszczy Dwayne Johnson, czyli wyluzowany, pewny siebie, a jednocześnie pełen lęków (dawna kontuzja się odnowiła), co dobitnie pokazuje finałowe przemówienie na uniwerku. Lepiej poprowadzono też relację między Spencerem a Joe (Rob Corddry), który nie jest już tylko wrzodem na dupie, ale prawdziwym wsparciem. I oczywiście, na dalszym planie mamy prawdziwe gwiazdy sportu m.in. Carolinę Woźniacki, Ndamukong Suh, Larry Csonka.

gracze_24

Chociaż zakończenie wydaje się bardzo smutne i przygnębiające, to jednak daje pewną nadzieję, że jeszcze wszystko da się wyprostować. Ale to niepewność, bez postawionej kropki nad i. trzeba będzie poczekać do serii trzeciej na wyjaśnienie kilku spraw. „Gracze” pozostają serialem na lato idealnym, serwując sporo humoru, klimatu Miami oraz niegłupiej obserwacji.

gracze_25

7,5/10

Radosław Ostrowski

Atypowy – seria 1

Bohaterem nowego dzieła od Netflixa jest Sam Gardner – 18-latek, czyli chłopak wchodzący w dorosłość, ma obsesję na punkcie Antarktydy i pingwinów. Mieszka z matką oraz ojcem i młodszą siostrą. I bardzo chciałby mieć dziewczynę. Tylko jest jeden mały problem – chłopak ma autyzm (owszem, jest w stanie samodzielnie funkcjonować i pracować, ale nie zawsze wszystko wyłapuje od razu), co jest dodatkową przeszkodą.

atypowy1

Podoba mi się podejście, by dotykać tematów mniej popularnych i trudnych, a do tej grupy zalicza się także „Atypowy” stworzony przez Robię Rashid. Rozumiem też wybór tonacji takiej słodko-gorzkiej, co może czynić całość bardziej przyswajalną. Także fakt, że twórcy wiele próbują pokazać jak funkcjonuje taka osoba – ze swoimi lękami, dziwactwami oraz marzeniami. Sam ciągle szuka i jest to osobnik stawiający na twarde fakty, a emocje i uczucia to bardziej skomplikowana zagadka niż znajomość gatunków pingwinów. Dlatego do randek i szukania tej partnerki na całe życie jest źródłem wielu komicznych sytuacji, będących wszelkiego rodzaju „badaniem” gruntu (podpytywanie wprost o metody podrywu, szukanie w Internecie czy wizyta – nieudana – do klubu ze striptizem, by zobaczyć piersi) oraz próbami, które kończą się porażką z powodu jego zachowania (pierwszą dziewuchę, która zaczęła go dotykać… odepchnął) albo z faktu, iż powiedział coś, czego nie powinien. Ale faktem jest, że naszemu bohaterowi trochę za łatwo mu to idzie. Zaskakująco prosto jest w stanie nawiązać kontakt i nawet, że się wyrażę, jest ktoś zainteresowany (neurotyczna Paige), ale wydaje mi się to troszkę zbyt bajkowe. Albo ja po prostu pamiętam inaczej i wiem, że poznawanie przedstawicielek innej płci przypominało odkrywanie nieznanego lądu.

atypowy2

To jednak jedna z paru bolączek, które sprawiają, że „Atypowy” mógłby być dużo lepszym tytułem. Drugim kiksem jest coś, co nazwałbym tłem dla rodziny. Mówi się, że Sam ma pewne nawyki i rytuały, które musza być przestrzegane. Więcej, nawet w kuchni jest zorganizowana rozpiska dnia, czyli co, kto i kiedy robi. Tylko, że niespecjalnie coś z tego wynika, pozostali członkowie nie mówią sobie, gdzie idą, po co i dlaczego, przez co cały realizm sytuacji trafia jasny szlag, włącznie z tym „planowaniem” życia.

atypowy3

Na plus warto wyróżnić sceny z grupy wsparcia, chociaż mają one charakter informacyjny i pokazują jak rodziny sobie z tym nie radzą, wliczając w to Sama – matka (Jennifer Jason Leigh) mocno podporządkowała swoje życie synowi oraz opiece nad nim, przez co czuje się troszkę (nawet więcej niż troszkę) przyduszona, a jednocześnie chce prowadzić w miarę normalne życie. Ojciec (dobry Michael Rapaport) wstydzi się choroby swojego syna, ale próbuje się przełamać i staje się dla niego powiernikiem w kwestiach randek, siostra (Brigette Lundy-Paine) z jednej strony ma dość faktu, że to brat skupia swoją uwagę niż ona, z drugiej go chroni przed nietolerującym go otoczeniem. Na dalszym planie wybija się lekko postrzelona terapeutka Julia (sympatyczna Amy Okuda), będąca obiektem miłosnym naszego bohatera oraz hinduski kolega z pracy, Zahid (Nik Dodani).

atypowy4

„Atypowy” miał wszelki potencjał na poruszającą mieszankę komedii i dramatu, dotykającą w pełni temat autyzmu. Wyszedł z tego lekki, mocno uproszczony, płytki, ale jednak sympatyczny serial, trzymany w garści, dzięki świetnej roli Keira Glichrista jako Sama. Chłopak porusza swoim spojrzeniem na świat i od samego początku wzbudza sympatię, a jego nieporadne zderzenie wywołują śmiech, ale nie jest to szyderstwo z bohatera. Za to duży plus, ale to za mało by uznać całość za dobrą. Zakończenie pozostaje otwarte i mam nadzieję, że całość zostanie podreperowana, bo nie mogłem poczuć płytkości, wręcz zmarnowania potencjału.

6/10

Radosław Ostrowski

To właśnie seks

Człowiek jest istotą bardzo skomplikowaną, która próbuje jakoś żyć w tym pokręconym świecie. Równie pokręcone bywa życie intymne, ale nie zawsze jesteśmy w stanie o tym opowiadać. I o tym opowiada australijski film „To właśnie seks”.

to_wlasnie_seks1

Film Josha Lawsona (pojawia się także po drugiej stronie jako fetyszysta stóp) to opowieść o pięciu parach oraz ich życiu intymnym. Problemem może być jednak to, że mamy pewne fetysze oraz fantazje, co wywołuje obowiązkowe komplikacje. Ona chce być zgwałcona, on czuje podniecenie, gdy żona śpi (bo za dnia jest twardą i ostrą zawodniczką), żona podniecana tylko, gdy widzi łzy czy wchodzenie w role. „Co się stało ze starym, dobrym seksem?” – pyta jedna z postaci. Reżyser w sposób słodko-gorzki pokazuje pewną może mało odkrywczą, ale trafną prawdę: do dobrego i satysfakcjonującego seksu potrzebna jest dobra… komunikacja. Jeśli nie boimy się powiedzieć o swoich marzeniach, fantazjach, bez osądzania i szczerze, to jest szansa, że się uda.

to_wlasnie_seks2

Każda z tych opowieści jest rozbrajająco szczera (próba gwałtu na parkingu skończona dość ostro), a komplikacje doprowadzają do nieobliczalnych sytuacji. Jak inaczej wytłumaczyć, że za bardzo zaczniemy zatracać się w tych fetyszach (mąż za bardzo pragnący odgrywać role, kobieta doprowadzająca męża do łez – orgazm udało się osiągnąć dopiero na wieść o… śmierci teścia), to możemy stracić bardzo wiele. Mocno o tym przypomina przypadek męża, którego podnieca śpiąca żona, więc ją usypia, co mocno odbija się na jego pracy.

to_wlasnie_seks3

Lawsonowi udaje się balansować miedzy powagą a żartem i pozwala przejrzeć się w bohaterach jak w lustrze. Czy jest możliwe spełnienie swoich marzeń, bez strachu? Wydaje mi się, ze jest taki przypadek, będący jednocześnie najzabawniejszym. Czyli słynna (już) rozmowa w call center, gdzie tłumaczka Monika pośredniczy między Samem a… prostytutką, gdzie nie brakuje pomyłek, przerażenia, aparat słuchowy nagle zacznie szwankować. I to wszystko bardzo bawi, ale finał jest tak uroczy – choćby dla tej kapitalnej sceny warto zobaczyć cały film.

to_wlasnie_seks4

Nie wiem, jak to możliwe, że u nas nie powstał film w takim stylu i o tej tematyce. Bez wulgarności, poczucia żenady i skupianiu się tylko na scenach erotycznych. „To właśnie seks” (oryginalny tytuł „Little Death”) jest szczery, nie drwi z postaci i jednocześnie skłania do refleksji. Ostatnio coraz bardziej lubię takie słodko-gorzkie filmy, świetnie zagrane, z równym tempem oraz kilkoma komediowymi fajerwerkami.

7,5/10

Radosław Ostrowski

Dziadek i ja

Joshua ma 9 lat i chodzi do katolickiej szkoły w Filadelfii. Rodzice są lekarzami, strasznie zajętymi, starsza siostra żyje w swoim świcie. Ale był jeszcze On – dziadek, z którym spędzał mnóstwo czasu i był dla niego prawdziwym kumplem. Taka bardzo silna więź zdarza się podobno raz na życie. Dziadek umiera, a chłopiec nie do końca jest w stanie się z tym pogodzić. Dlatego postanawia podjąć się ważkiej misji: znaleźć Boga i zapytać go, co z dziadkiem.

dziadek_i_ja1

Wiara jest tematem bardzo trudnym, a co dopiero szukanie wiary przez bardzo młodego człowieka. Tym bardziej zaskakuje sposób w jakim jest to opowiedziane – bardzo delikatnie, bez górnolotnych słów, patosu. Tym bardziej zaskakujące, że reżyserem tego filmu jest… M. Night Shyamalan. Tak, TEN Shyamalan i to na pięć minut przed realizacją swojego najgłośniejszego dzieła. Opowieść naszego bohatera toczy się w trzech punktach czasowych: jesienią, gdy zaczyna naukę w szkole i zaczyna stawiać pytania, zimą szukając znaku i dowodów na obecność Jego oraz wiosną, gdy kończy V klasę, znajdując odpowiedzi. Po drodze chłopiec przeżyje to, co wiele osób w tym wieku: przyjaźni z kumplem, zauroczenie dziewczyną ze szkoły naprzeciw, bycie prześladowanym przez Freddy’ego oraz narzucającego się Franka – grubego, unikanego przez wszystkich kolegów oraz zakonnicę Terry, która łączy religię z baseballem.

dziadek_i_ja2

Jednocześnie to wszystko przeplatane jest krótkimi retrospekcjami z dziadkiem. Już początek, gdzie widzimy rysunki naszego bohatera, a w tle słyszymy próbę gry czy bieg podczas szkolnego festynu. Dla mnie tych scenek było troszkę za mało, jednak wystarczyło to, by w pełni pokazać tą silną więź. Równie mocno zaakcentowana jest przyjaźń z Davem – wspólne gry, rozmowy i dyskusje pełen są ważkich kwestii, ale nigdy nie skręcają w stronę kiczu. Dla mnie „Dziadek i ja” to przede wszystkim opowieść o przechodzeniu żałoby oraz wchodzenia w poważniejszy wiek. Rodzice zabiegani próbują pomóc bohaterowi rozmowami, tak naprawdę jednak sam chłopiec wskutek wydarzeń dojrzewa i dostrzega pewne rzeczy inaczej.

dziadek_i_ja3

Całość jest za to bardzo dobrze zagrana, co jest zasługą dobrych ról dzieci. Joseph Leary z delikatnym spojrzeniem kradnie film przy takich scenach jak rozmowa z księdzem o Bogu czy siedzenie w fotelu bujanym z koszulą dziadka. Chłopakowi partneruje Timothy Reifsnyder jako oddany kumpel Dave, z którym prowadzi dyskusje, wspólnie się bawią, a sam Dave wykonuje szalone rzeczy (akcja z wiadrem i mopem w stylu „Mission: Impossible” – bezcenne). Choć Robert Loggia (dziadek) pojawia się tylko w retrospekcjach jest zwyczajnie uroczy. Tak samo zaskakująca Rosie O’Donnell jako pełna empatii siostra Terry.

dziadek_i_ja4

Shyamalan w prosty sposób opowiada historię w taki sposób, że nie da się przejść obojętnym. „Dziadek i ja” jest poruszającą, mądrą, chwytającą za serce historią o przyjaźni, wierze, szukaniu sensu i odnalezieniu się po stracie bliskiej osoby. Kompletnie nieoczywiste oblicze twórcy „Szóstego zmysłu”.

8/10

Radosław Ostrowski

Dobrze się kłamie w miłym towarzystwie

Wyobraźcie sobie taką sytuację, ze jesteście na przyjęciu u swoich najbliższych przyjaciół. Znacie się praktycznie od dziecka, wiecie o sobie wszystko. Prawda? Więc co byście zrobili, gdyby podczas takiego towarzyskiego spotkania czytali na głos wszystkie smsy, maile i telefony? W końcu nie macie przed sobą żadnych tajemnic. Tak postanowili zrobić bohaterowie filmu „Dobrze się kłamie w miłym towarzystwie”, a pretekstem jest spotkanie u Rocco i Evy. On jest chirurgiem plastycznym, ona terapeutką.

dobrze_klamie1

Kogo spotkamy po drodze w tej eskapadzie? Młode małżeństwo (taksówkarz i nauczycielka), małżeństwo z długim stażem (on jest zapracowanym adwokatem) oraz przyjaciel wuefista, który sam przychodzi na imprezę (jego obecna partnerka zostaje w domu). Ciekawe, czy po tej całej zabawie nadal będą chcieli być kumplami? Bo reżyser Pablo Genovese ciągle podpuszcza widza, zmieniając tempo i nastrój całej zabawy. Początkowo wszystko idzie w stronę Woody’ego Allena, czyli obserwacji, odrobiny złośliwego humoru. Ale tylko do czasu, bo im dalej las, tym coraz bardziej poznajemy to ciemniejsze oblicze, jakiego nie pokazujemy innym ludziom. Robi się coraz ciężej, mroczniej, ostrzej, rozdrapując kolejne rany: od małych grzeszków (danie córce opakowania prezerwatyw, planowana operacja powiększenia piersi) po coraz cięższy kaliber jak zdrada, homofobia.

dobrze_klamie2

I pytanie: czy naprawdę chcemy wiedzieć wszystko? Bo jak inaczej odbierać sceny, gdy mamy dwójkę bohaterów rozmawiających tylko ze sobą? Czy chcemy czy nie, musimy zachowywać pewne tajemnice i nie dopuszczamy do nich nikogo – nawet przyjaciół, rodzinie. Bo się boimy ich reakcji. Bardzo dokładnie odbiera to scena, gdy odkryta zostaje tajemnica związana z orientacją seksualną (tylko kto inny został wzięty na celownik z powodu zamiany telefonu), wtedy zaczynają puszcza hamulce.

dobrze_klamie3

Komedia zmienia się w dramat, a każdy ma mniejsze lub większe tajemnice. Które z nich możemy uważać za te najgorsze? To, że nie powiedzieliśmy o chodzeniu na terapię, że nadal kontaktujemy się ze swoim byłym, prowadzimy „wirtualny” flirt czy że mamy kogoś na boku? Sami to oceńcie, tylko pamiętajcie o jednym: czy wy powiedzielibyście wszystko swoim najbliższym? A może pewne rzeczy powinny pozostać ukryte? Właśnie.

dobrze_klamie4

Realizacyjnie film przypomina teatr telewizji (podobnie jak „Sierpień w hrabstwie Osage”) i jest świetnie zagrany przez mało rozpoznawalnych aktorów – może z wyjątkiem Kasi Smutniak – tworzących bardzo skomplikowane i niełatwe charaktery. Ale dodatkowo zakończenie wywraca wszystko do góry nogami i stawia proste pytanie, które się tutaj cały czas przewija. Sami się zastanówcie, co wy byście zrobili i czy zabralibyście ze sobą telefon komórkowy, będący czarnymi skrzynkami naszego życia. Mocne, szarpiące kino w stylu „Rzezi” Polańskiego, „Sierpnia…” Wellsa – niby nic nowego, ale trzyma za gębę.

8/10

Radosław Ostrowski

Hologram dla króla

Alan Clay to biznesmen w wieku średnim, który najlepsze lata w swojej karierze wydaje się mieć dawno za sobą. Czuje się już wypalony, rozwiódł się z żoną i próbuje zachować kontakt z córką. Od szefa dostaje nowe zadanie: zrobić duży interes w Arabii Saudyjskiej, by sprzedać samemu władcy nową technologię: hologram pozwalający na telekonferencje. Wydaje się, że sprawa jest prosta, gdyż Clay zna bratanka króla. Tylko, że nic nie jest takie proste.

hologram_dla_krla1

Tom Tykwer korzysta z książki Dave’a Eggera, by opowiedzieć historię w zasadzie nam znajomą. Bohaterem jest człowiek w średnim wieku, który nie potrafi się odnaleźć i stracił życiową energię. Ale czy nowe miejsce i umowa pozwolą odnaleźć dawną pewność siebie i przynieść wewnętrzny spokój? Po tym jak zamknął swoją poprzednią firmę, rozwiódł się z żoną i nie jest w stanie zapewnić kasy na studia córce? Niby takich opowieści było tysiące, ale i tą ogląda się dobrze. Kluczem wydaje się tutaj zderzenie mentalności zachodniej z klimatem i krajobrazem Bliskiego Wschodu. Tutaj kraj arabski nie jest pokazany ani z przesadnym, bombastycznym przepychem, ani jako nieufne miejsce walki z terroryzmem. Arabia Saudyjska jest krajem pełnym paradoksów: biurokratyczna ospałość i niekompetencja (postać sekretarki Mahy) może doprowadzić do szału – prawie jak w PRL-u, a przepisy dotyczące alkoholu (zakaz picia) są bardzo sprytnie omijane i nie dotyczą najbogatszych. I perspektywa zwykłych ludzi mieszkającym w kraju, gdzie nie widzą dla siebie miejsca uatrakcyjnia tą opowieść.

hologram_dla_krla2

Tykwer konsekwentnie trzyma się określonego kierunku, ale wprowadza wiele retrospekcji, podkreślając skomplikowany charakter zagubionego Alana. Nawet delikatnie poprowadzony wątek miłosny między mężczyzną a poznaną lekarką Zahrą, staje się spójnym fragmentem całości. Na szczęście twórca wnosi odrobinę humoru (żart z CIA czy strach z powodu domniemanej bomby w aucie Yousefa), podnosząc mocno na duchu i dając nadzieję.

hologram_dla_krla3

Wszystko to uwiarygodnia swoją świetną rolą Tom Hanks, który pozornie wciela się w kolejnego everymena, ale tym razem jest to bohater po wielu ciężkich przejściach, próbujący robić dobrą minę do złej gry. Zmęczony życiem, w obcym świecie z nieznaną mu kulturą, ale jednocześnie nie pozbawiony determinacji oraz uporu. Wszystko to jest bezbłędnie wygrane. Wsparciem (nie tylko komediowym) jest Omar Elba jako młody szofer Yousef, który staje się przewodnikiem oraz przyjacielem naszego bohatera. Sceny wspólnych podróży stanowią popis komedii. Cała reszta postaci stanowi raczej tło dla Hanksa, ale nie ma mowy o nijakich bohaterach.

hologram_dla_krla4

„Hologram dla króla” to słodko-gorzka historia szukania (i odnalezienia) nowego miejsca na Ziemi oraz nadziei. Kino powstałe ku pokrzepieniu, ale nie przesłodzone. Pachnące Orientem (piękne zdjęcia oraz cudowna muzyka), ale nie kiczowate. Nawet jeśli nie zostanie w pamięci na długo, to daje sporo do myślenia, a to już coś.

7/10

Radosław Ostrowski

Miłość i ból i ta cała cholerna reszta

Czasami zdarza się tak, że spotyka się dwoje ludzi, chociaż nie wiadomo, co z tego wyjdzie. On był nieśmiałym astmatykiem, ciamajdą i w ogóle czarną owcą rodu wybitnie inteligentnego. Ona wydaje się podniosła i zdystansowana, jak to na Angielkę przystało. Miejsce spotkanie dość niezwykłe – Hiszpania, a dokładnie autobus wycieczki. On ze swojej, rowerowej uciekł (kto wpadł na pomysł, by astmatyk zapieprzał na rowerze po górzystym rejonie?), a ona siedziała obok. On ochlapał jej sukienkę swoim bukłakiem i batonem, więc ona nie zwracała specjalnie na niego uwagi. Prawda, że brzmi to jak miłość od pierwszego wejrzenia?

milosc_bol_reszta1

Alan J. Pakula znowu wraca do tematu związków, ale jest jedna poważniejsza zmiana. Ona jest od niego starsza, chociaż nadal to atrakcyjna kobieta. Dodatkowo mamy pięknie sfotografowaną Hiszpanię, ze wszystkim, z czym się kojarzy (poza walką byków). Jest więc flamenco z obowiązkowymi kastanietami, wiatraki, z którymi mierzył się don Kichot, zamki, pola i piękne zachody słońca. Brzmi jak pocztówka? Po części tak jest, ale reżyser znowu miesza poważną, wnikliwą obyczajową obserwację z odrobiną humoru. Nawet jeśli jest on lekko slapstickowy (drobne potknięcie czy spektakularne rozwalenie ściany pięścią), pozwala odrobinę odprężyć się od całości. Powoli jednak między tą dwójką bohaterów zaczyna tworzyć się silniejsza więź, a wręcz uczucie, którego być może nieświadomie szukali. Tylko, że ona ukrywa pewną tajemnicę, która może rzucić poważniejszy cień.

milosc_bol_reszta2

Jednak zanim do tego dojdziemy, reżyser ze scenarzystą dodadzą wiele do tej niby banalnej opowieści. Na szczęście, nie pozwolono sobie tutaj na sentymentalizm czy kicz. Gra bardzo ładna muzyka (mocno liryczna), a po drodze przejdziemy wiele stadiów uczucia. Od zauroczenia, przez stopniowe, bliższe poznanie się (pierwszy raz był dość gwałtowny i komiczny) i nasza para powoli zaczyna dojrzewać, nawet wychodzą na wierzch cechy, jakich byśmy nie podejrzewali (chłopiec staje się zdeterminowany, zyskuje pewność siebie, ona zaczyna coraz swobodniej się zachowywać i częściej uśmiechać). Jest nawet zazdrość, ale to zostaje szybko rozwiązane (dla mnie troszkę zbyt bajkowo).

milosc_bol_reszta3

Wszystko jednak dźwigają świetni aktorzy. Pakula stawia tym razem na młodego Timothy’ego Bottomsa oraz bardziej doświadczoną Maggie Smith. On jest strasznie nieśmiały, wręcz wycofany, gdy go poznajemy. Ona bardziej zachowawcza, wręcz sztywna, jak to Brytyjka. To wszystko jednak zaczyna się stopniowo zmieniać, a wszelkie radości, ale i lęki (scena, gdy Lili się upija) wygrywane są wręcz bezbłędnie, bardzo subtelnie i naturalnie. Bez nich ten film nie byłby taki udany, to jest pewne.

„Miłość i ból…” to historia o poważnym związku oraz powolnym dojrzewaniu do odpowiedzialności za drugą osobę.  Może i mniej błyskotliwe jak w przypadku debiutu, ale bardzo szczere, pięknie sfotografowane oraz pełne ciepła, co jest zasługą świetnego duetu aktorskiego. Jeśli macie szansę, zobaczcie ten tytuł.

7,5/10

Radosław Ostrowski

Bezpłodna kukułka

Wszystko zaczęło się od autobusowego przystanku – miejsce banalne, spokojne i samo w sobie nieciekawe. Ale to właśnie na przystanku pojawiło się tych dwoje młodych ludzi. On jest wycofanym, spokojnym facetem bujającym w książkach. Ona jest bardziej namolna, gadulstwo ma wpisane w DNA i nie jest pozbawiona sprytu. Jerry i Pookie idą na studia do różnych uczelni, ale jadą tym samym autobusem. W końcu nieunikniony jest fakt, że muszą spędzić czas ze sobą.

kukulka1

Debiutujący na polu reżyserskim Alan J. Pakula zaczyna pozornie jeden z ogranych schematów kina, czyli pierwszą miłość. Ale nie jest to w żadnym wypadku klasyczne love story, gdyż oboje do końca nie pasują do narzuconych w tego typu opowieściach szablonów. On nie jest przystojnym księciem z bajki, a ona bezradną damą w opałach, szukającą swojego rycerza. Oboje są na swój sposób ekscentryczni, szukają na swój sposób bliskości. Wszystko jest tutaj wypowiedziane przy bardzo trafnych dialogach, gdzie poznajemy bardzo rozbudowaną psychologię postaci. Klimat troszkę nostalgiczny tworzy bardzo śliczna piosenka zespołu The Sindpipers „Come Saturday Morning”, która towarzyszy w scenach bliskości. Pierwszych pocałunków, spacerów na plaży czy podczas jesiennej aury, gdzie na leży leżą wręcz tony opadających liści. Wszystko to pozbawione lukru, sentymentalizmu czy kiczu, ale niepozbawione humoru (nieudane próby zbliżenia w aucie czy na trawie) oraz lekkiego ironicznego zacięcia. Trudno mówić tutaj o pełnym, czystym uczuciu.

kukulka2

Miałem wrażenie, że nasz bohater miał już troszkę dość namolności Pookie, więc dał niejako za wygraną. przynajmniej na początku, ale potem coś się zaczęło zmieniać. Oboje zaczęli powoli się do siebie przybliżać, ale zaczynają się także problemy: ciąża (chociaż nie do końca pewna), studia, potrzeba przerwy. Ale wszystko zrobione jest z głową (te sceny, gdy oboje są osobno), pewną intuicją Pakuli oraz spokojnym montażem. Żadnego efekciarstwa, popisywania się, wręcz bardzo gorzki i refleksyjny finał.

kukulka3

Cały film rozpisany jest na dwójkę aktorów, gdzie reszta jest tylko elementem dekoracyjnym, znakomicie poprowadzeni. Pookie (debiutująca na ekranie Liza Minelli) ma w sobie coś takiego, ze mimo tego rozgadania nie można przejść obojętnie. Niby taka młoda, a bardzo rozczarowana – nigdy do końca nie wiadomo, kiedy żartuje, a kiedy drwi. Pod tą maską, skrywa się wystraszona, panicznie bojąca się samotności wrażliwa dziewczyna. A jakie ona ma oczy i uśmiech, zawłaszczając w całości ekran. Partneruje jej Werdell Burton, który bardzo dobrze odnajduje się w roli spokojnego, skrytego, niepozbawionego ambicji chłopca. Czuć między nimi powoli rodzące się uczucie, ale trudności prozy życia zmuszają do weryfikacji.

Imponuje pewność i konsekwencja z jaką reżyser opowiada pozornie prostą historię o pierwszym zauroczeniu. Wszystko jest to pewnie pokazane, bez cienia fałszu czy popadania w banał. Jeden z prekursorów słodko-gorzkich filmów obyczajowych i początek wielkiej kariery Lizy.

8/10

Radosław Ostrowski

Sekrety i grzeszki

Ronny Valentine i Nick Brennen to prawdziwi kumple, co pracują razem w firmie robiącej auta, a dokładnej części do aut. Znają się od lat i są dla siebie prawdziwym wsparciem. Nick to szczęśliwy mąż Geneve, a Ronnie jest w (jeszcze nie skonsumowanym obrączką) związku z Beth. Panowie dostają propozycję dużego kontraktu z Dodge’m, a Ronny powoli przygotowuje się do oświadczyn ze swoją kobietą. I wtedy przypadkowo mężczyzna widzi żonę przyjaciela z innym facetem. No i pytanie, jak to rozwiązać?

sekrety1

Brzmi jak pomysł na fajną komedię z morałem oraz poważniejszą refleksją? Mając na pokładzie doświadczonego reżysera jak Ron Howard była gwarancja, że to wypali, prawda? Niestety, przeliczyłem się strasznie, gdyż ten film nie jest specjalnie zabawny. Chyba, że nadekspresyjne zachowanie naszych bohaterów, doprowadzające do bijatyk można uznać za zabawne. Reżyser próbuje (i to do pewnego stopnia) stawiać pytania, co do szczerości, związków i przyjaźni. Jak zachować się w tej sytuacji? Tłumić w sobie i zwlekać? Zmusić drugą stronę do zaprzestania zdrad czy zająć się tym samemu? Problem w tym, ze jest to strasznie przewidywalne (po 15 minutach wiadomo, jak to się zakończy) i niemal wszystko idzie jak po sznurku. Perswazje, przysięgi, wzajemne szpiegowania – dzieje się tu wiele, ale tak naprawdę jest to strasznie płytkie, a humor mocno odstrasza.

sekrety2

Owszem, agresywna reakcja Ronniego oraz młodego chłopaka Zipa, zakończona demolowaniem mieszkania i auta rozbawiła mnie, tak jak dość rubaszna nowa przełożona (Queen Latifah), ale pojawia się zbyt rzadko. Wszystko kończy się happy endem (aczkolwiek Nick zostaje sam), wybaczeniem win oraz obietnicą szczerości. Nawet kontrakt udaje się wygrać (chociaż za Chiny nie zostaje pokazane, jak udało się rozwiązać problem z silnikiem), przez co finał jest lekko przesłodzony. Ładnie to wygląda, zdjęcia są ok, ale nie jest to nawet przyzwoity poziom. Scenariusz nie pozwala na zbyt wiele i miejscami bywa mocno łopatologicznym.

sekrety3

Aktorsko jest zaledwie ok. Vinve Vaughn i Kevin James dają radę, nie wywołują irytacji, są wręcz powściągliwi w swojej grze. Można nawet złośliwie rzecz, że to jedne z lepszych kreacji w ich karierach. Jednak moje oczy zwróciły uwagę na ich ładniejsze połówki – Jennifer Connelly oraz Winonę Ryder. Panie mają troszkę więcej do pokazania (zwłaszcza Ryder w roli zdradzającej kobiety – nie, nie jest ona typową zdzirą) i dzięki nim seans jest dość strawny. Nawet Channing Tatum wyszedł całkiem przyzwoicie, co też może być szokiem.

sekrety4

Rona Howarda zwyczajnie stać na lepsze i dużo śmieszniejsze filmy niż ten snujący się dramat ze śladowymi akcentami humorystycznymi. Zawinił przede wszystkim słaby, wręcz ch**** scenariusz, nie dając zbyt wielkiego pola do manewru. Czemu ten reżyser wplątał się w tą kabałę? Nie mam pojęcia, ale to jest prawdziwy koszmarek wysmażony prosto z hollywoodzkiego piekła. Odradzam bardzo gorąco.

4/10

Radosław Ostrowski

Kokon

Filmy o seniorach i ludziach starszych mają to do siebie, że można podzielić je na dwie grupy. Pierwsza to depresyjne kino pokazujące mroczną stronę tego okresu: fizyczna ułomność, zmęczenie życiem. Druga grupa to pokazanie tego okresu jako sytuacji, gdy jeszcze można być głodnym życia. Tak jest w przypadku filmu Rona Howarda z 1985 roku.

kokon1

Poznajcie Arta, Bena i Joego – to trzej pensjonariusze domu opieki w St. Petersburgu (ale nie tego w Rosji). Ci ludzie jeszcze nie zamierzają się nudzić. Dlatego w tajemnicy zakradają się do opuszczonego domu, by popływać w znajdującym się tam basenie. Problem jednak zaczyna się, gdy budynek zostaje wynajęty przez tajemniczego Waltera, a na dnie basenu pojawiają się bardzo duże kamienie. Jedno nie ulega wątpliwości: podczas kąpieli nasi emeryci stają się coraz bardziej ożywieni i zdrowieją. Sami odkrywają, iż tajemniczy goście to przybysze z kosmosu.

kokon2

Akcja „Kokonu” przebiega dwutorowo: z jednej strony mamy naszych emerytów, co stają się coraz młodsi i bardziej energiczni niż zwykle. Nawet do tego stopnia, że wszelkie choroby i dolegliwości znikają automatycznie. Drugi wątek skupiony jest wokół Waltera oraz wplątanego w całą eskapadę z kokonami Jacka Bonnera (kapitana statku wynajmowanego przez kosmitów). Prędzej czy później musi dojść do zderzenia tych bohaterów. Po drodze nie brakuje odrobiny humoru oraz troszkę rubasznych żartów (aczkolwiek scena w dyskotece, gdy Art wykonuje breakdance – wow), ale Howard potrafi też wzruszyć oraz zastanowić. Nie da się zapomnieć nagłego odejścia jednej z pensjonariuszek (Rose), zgonu jednego z kokonów czy dramatycznego, finałowego pościgu z gęstą mgłą. To wszystko pokazuje, że starość też może być piękna, a staruszkowie to też ludzie. Potrafiący kochać, cierpieć, sprawić innym ból lub być mentorami (relacja Bena z wnukiem).

kokon3

To ładne kino z pięknymi zdjęciami podwodnymi oraz genialną muzyką Jamesa Hornera. Howard troszkę tutaj przypomina Stevena Spielberga, a historia pierwszego kontaktu z obcymi utrzymana jest w duchu ciepłego humanizmu. Do tego jest świetnie zagrany przez niesamowitych aktorów, choć już dzisiaj zapomnianych. Dominuje trio Don Ameche/Wilford Brimley/Hume Cronyn, między którymi czuć silną chemię oraz prawdziwą przyjaźń. Widać, że wiele przeszli i nie zamierzają godzić się na nudne życie. Po drugiej stronie mamy troszkę nieśmiałego Steve’a Guttenberga (Jack) oraz opanowanego i spokojnego Briana Dennehy’ego jako przywódcę kosmitów Waltera, który jest bardzo ludzki i życzliwy. To nie wszyscy, bo wyliczyć każdego byłoby trudno.

kokon4

„Kokon” jest bardzo ciepłym, sympatycznym, a jednocześnie pogodnym filmem. Howard pozostaje twórcą życzliwym, a chociaż efekty specjalne zestarzały się mocno, to klimat pachnący nostalgią oraz kinem nowej przygody pozostaje. Refleksyjne, pełne serca kino.

7/10

Radosław Ostrowski