Człowiek z bieguna

Jest rok 1978, jesteśmy w Bostonie. Tam mieszka rodzina Stuartów, którzy wiążą koniec z końcem, ale łatwo nie jest. Ona (Maggie) jest czarnoskórą kobietą, nie mogąca znaleźć pracy. On (Cameron) cierpi na afektywność dwubiegunową zwaną też chorobą maniakalno-depresyjną i z każdej pracy wręcz jest zwalniany, dlatego (stereo)typowe role rodzinne zostają wywrócone do góry nogami. W końcu kobieta decyduje się na studia do Nowego Jorku i prosi mężczyznę o opiekę nad córkami.

mi_polarny2

Obyczajowa tragikomedia zrealizowana przez doświadczoną scenarzystkę Mayę Forbes, która oparła swoją historię na własnych doświadczeniach. Pokazanie na ekranie choroby psychicznej w taki sposób, bez łopatologii, emocjonalnego szantażu jest zadaniem wręcz karkołomnym. Sam Cameron to postać bardzo kontrastowa, ale nie ma tutaj przerysowania, zgrywy czy parodii. Jego gwałtowna euforia, która zostaje równie szybko zgaszona przez depresję i smutek, a jednocześnie jego próby normalnego funkcjonowania są wygrywane, trafione w punkt. Dużym plusem jest spora dawka humoru, wynikająca z czasami dziwacznych zachowań naszego bohatera (naklejenie sztucznej brody, jazda nago na rowerze… jesienią czy szycie sukienki w nocy), który stara się żyć jak człowiek, a jednocześnie nie chce zawieść żony i córek. Mimo dużego lęku i przerażenia w oczach. Wierzy, że jeszcze znowu będą razem, ale to nie jest takie proste jak się wydaje. Bo jak mają zareagować sąsiedzi, koledzy z klasy? Przecież nie wpuścimy do tej rupieciarni.

mi_polarny1

Forbes rozkłada to na cztery pory roku, gdzie widzimy jak dziwnie dobrze zaczyna funkcjonować ten układ. Na początku jest nieufność i przerażenie, ale Cam okazuje się być naprawdę dobrym ojcem. Dba o dzieci, choć jeździ niebyt sprawnym wozem, jest otwarty na innych ludzi (chociaż niektórzy odebraliby to jako natarczywość). Jednak potrafi nagle się zgasić i zwyczajnie siedzieć (świetna scena, gdy córki zaklejają jego pokój kartkami zniechęcającymi do palenia), jakby wszystko go przerastało. Córki zaczynają powoli się przyzwyczajać i wyciągają to, co od niego najlepsze. Nie oznacza to całkowitej eliminacji choroby, raczej jej kontrolowanie.

mi_polarny3

Wszystko to rewelacyjnie pokazuje Mark Ruffalo, wygrywając drobnymi spojrzeniami, a każdy gwałtowny wybuch nie jest szarżą. Wspierają go świetne Imogeen Wooldarsky oraz Ashley Aufderheide jako dwie powoli dojrzewające córeczki. Nie sposób nie wspomnieć też o Zoe Saldanie jako próbującej radzić sobie Maggie. Czuć bardzo silną chemię i więzi łączące tą familię, co pokazują wstawki zrobione z domowej kamery.

„Człowiek z bieguna” to pozornie typowe kino obyczajowe, ale pełne humoru oraz ciepła wobec swoich bohaterów. Kino bez upiększeń, niegłupie i pełne refleksji  trafnymi dialogami. Bardzo silne przypomnienie o tym jak nasza psychiczna równowaga jest bardzo krucha i podatna na emocje. Małe, ale wielkie kino.

7,5/10

Radosław Ostrowski

Captain Fantastic

Pozornie to klasyczne kino drogi, ale bohaterowie są dość ekscentryczni. Tak naprawdę bohaterami jest rodzina wychowywana przez samotnego ojca Bena. Jest jeszcze pięcioro dzieci, a matka znajduje się w szpitalu. Cała familia przebywa gdzieś w lesie, z dala od cywilizacji. Są świetnie przygotowani w sztuce przetrwania, mają bardzo rozległą wiedzę medyczną, polityczną i społeczną. Jednak cywilizacja upomina się o nich, gdyż ich matka (a żona Bena) odbiera sobie życie. Rodzina wyrusza w drogę na pogrzeb, chociaż nie są tam mile widziani.

captain_fantastic1

Fabuła Matta Rossa to słodko-gorzki dramat obyczajowy, który prowokuje pytania niemal odwieczne: jak żyć? Czy da się uniknąć współczesnego wyścigu szczurów? Czy da się istnieć z dala od cywilizacji? Twórcy chcą nam przedstawić punkt widzenia naszego bohatera, dla którego cywilizacja to rozleniwienie, hipokryzja, jedzenie produktów pełnych chemii, nieszczerość i konsumpcjonizm. Jednak każda teoria musi się sprawdzić w praktyce i okazuje się pod koniec, że ta wiedza w zasadzie nie jest w pełni praktyczna. Podróż na pogrzeb zmusi naszą kochającą się rodzinę do weryfikacji swojej ideologii oraz przekonań. Chociaż nie daje jednoznacznej racji żadnej ze stron. Zderzenie rodziny z cywilizacją ma sporo pokładów komediowych (wizyta u szwagrów, spektakularna kradzież z marketu czy pierwsza randka najstarszego syna), ale też bardzo mocno zmusza do refleksji, nie dając w zamian jednoznacznej odpowiedzi (aczkolwiek finał pokazuje możliwy „złoty środek”). Potrafi wiele razy wzruszyć jak podczas pięknej sceny pogrzebu ze „Sweet Child O’Mine” w tle (granym przez rodzinę), a to już o czymś mówi.

captain_fantastic2

Kośćcem tego filmu jest jednak znakomita kreacja Viggo Mortensena jako ojca. Człowieka, który bardzo stara się być lepszym, kocha swoje dzieci i chce dla nich jak najlepiej. Ale przekonanie o wyższości swoich poglądów doprowadza do tłamszenia rodziny, trzymania w ciężkim, nieprzyjemnym kloszu. Pogodzenie się z tym wymaga od niego wielkiego wysiłku, tylko czy nie będzie za późno dla niego oraz dzieci, gdy przejrzy na oczy? Świetne są też dzieciaki, od których nie mogłem odwrócić wzroku (ze szczególnym uwzględnieniem rozbrajającej Shree Crooks jako Zaja). Czuć między nimi silną chemię, a rozmowy z nimi to małe perły.

captain_fantastic3

„Captain Fantastic” to bardzo słodko-gorzkie, ale i refleksyjne kino na temat życia w ogóle. A takie mądre rzeczy nie pojawiają się ostatnio zbyt często. Po tym filmie będziecie mieli wiele pytań natury refleksyjno-społecznej. To już coś.

7,5/10

Radosław Ostrowski

Ave, Cezar!

Lata 50., Hollywood – kraina bogactwa, sław i gwiazd, które wprawiają w zachwyt, ekstazę, będąc osobami o nieposzlakowanej opinii. I w tym raju najważniejszą postacią jest Eddie Mannix – nadzorujący produkcję zastępca szefa wytwórni, który także tuszuje wszelkie skandale, utrwala hollywoodzki sen. Ale już czuje się zmęczony tą fuchą, ale ma jeszcze jedno zadanie – gwiazda filmu „Ave, Cezar!” opowiadający losy niejakiego Dżizasa, Baird Whitlock znika bez śladu. Okazuje się, że zostaje porwany i kidnaperzy zwany „Przyszłością” żądają 100 tysięcy dolców.

ave_cezar1

Bracia Coen – wiadomo nie od lat, że to specjaliści naznaczający swoim własnym piętnem każdą produkcję, łącząc inteligentny humor z absurdem i groteską. Tutaj właściwie z jednej strony mamy hołd dla kina lat 50., z drugiej satyrę na Hollywood. I jest jeszcze intryga kryminalna tocząca się niejako przy okazji. A czego tu nie ma? Musical z marynarzami, film o Dżisasie, western, stylowy film kostiumowy, syreny. Ale jeszcze dziennikarskie plotkary, gwiazdorscy aktorzy, których słabości nie mogą dojść do publicznej wiadomości (alkohol, panienki, bycie samotną matką), sfrustrowani reżyserzy, no i sam Mannix, kuszony by przejść do poważnej fuchy w lotnictwie. Dzieje się tu wiele i dla mnie jest tutaj zbyt chaotycznie, przez co trudno skupić się było na intrydze, poprowadzonej po łebkach.

ave_cezar2

Plusem na pewno jest styl, czerpiący garściami z dawnego kina, gdzie olśniewa dekoracja (sceny z „Ave, Cezar!” czy filmu o syrenach) i kostium. Ludzie są tutaj ubrani naprawdę elegancko, a zdjęcia tylko podkręcają tą otoczkę. Mi najbardziej utkwiła w pamięci scena musicalowa, jakby żywcem wzięta z tamtego okresu (świetna choreografia) oraz próba zmienienia emploi aktora westernowego, Hobie’ego Doyle’a w nowej produkcji Laurence’a Laurentza. To jednak troszkę za mało, by mówić o udanej zabawie. I nawet zabawa w kino dla osób nie interesujących się starym kinem, może pozostać nieczytelna (odniesienia do autentycznych postaci i afer Złotej Ery).

ave_cezar3

Sytuację częściowo próbują ratować aktorzy, jednak poza Mannixem, reszta jest zepchnięta do mniejszych lub większych epizodów. Dominuje tutaj Josh Brolin w roli Mannixa, chociaż wygląda jak detektyw z czarnego kryminału, jest świetnym fixerem, niemal uzależnionym od spoglądania w zegarek, próbującym a to zatuszować pornografię, rozwiązać problem samotnej matki i oczywiście uwielbianej gwiazdy DeeAnn (dobra Scarlett Johansson). Z całego tłumu gwiazd mi najbardziej utkwił w pamięci Aiden Ehrenreich w roli westernowej gwiazdy Hobie’ego (ten południowy akcent) oraz próbującego go ulepić na nowo reżysera Laurentza (niezawodny Ralph Fiennes – szkoda, że go tak mało), a także drobny epizod Frances McDormand (montażystka C.C.).

ave_cezar4

Dawno Coenowie mnie nie rozczarowali, bo inaczej nie jestem w stanie nazwać „Ave, Cezar”. Film, w którym intryga jest tylko pretekstem do pokazania dawnego Hollywood, ale sam czar i nadmiar wątków pobocznych wywołuje dezorientację. Jednak nadal liczę, że jeszcze będę w stanie kiedyś powiedzieć Ave, Coen. Ale to jeszcze nie dzisiaj.

6,5/10

Radosław Ostrowski

Babka

Elle Ried była kiedyś bardzo znaną i poczytną poetką, ale to było dawno i nieprawda. Teraz mieszka sama, gdyż rozstała się ze swoją partnerką – znacznie młodszą od siebie Olivią. Jednak spokój nie będzie jej dany na dobre, gdyż nieoczekiwanie odwiedza ją wnuczka Sage. Dziewczyna ma problem – jest w ciąży, chce zrobić zabieg, nawet jest ustalony termin. Tylko skąd załatwić sześćset dolców?

babka1

Zrobić film o aborcji w tle i to w dodatku nie będąc opowiadaniem się po jednej ani drugiej stronie to zadanie tak bezpieczne jak chodzenie po polu minowym bez sprzętu sapera. Jednak Paul Weitz to twórca, który nie boi się wyzwań. W końcu zrobił pierwszą (i chyba najlepszą) część „American Pie” i świetnego „Był sobie chłopiec”. To stricte niezależne kino, ale jeśli spodziewacie się podśmiechiwania oraz żartów niskich lotów, będziecie diablo rozczarowani. Owszem, są zadane dwa ciosy (jeden w krocze), ale to tyle w tej kwestii. Humor jest raczej złośliwy i ironiczny, podlany gorzką obserwacją. Młodzi ludzie są zagubieni i nie do końca wiedzą jak zaplanować sobie życie (zresztą kto w tym wieku wie, co chce), a relacje między młodymi i starszymi przypominająca Wielki Mur Chiński. I to ta relacja jest kluczem do całej tej historii. Krótkiej, spokojnej, wyciszonej, okraszonej stonowaną muzyką, niestabilnymi ujęciami kamery.

babka2

Po drodze poznajemy relacje Elle z pozostałymi znajomymi i przyjaciółmi: byłym mężem, właścicielką baru, szefową salonu z tatuażem, wreszcie z własną córką. I tutaj widzimy dawne pretensje, animozje, żale i tajemnice. Niby nie jest to nic, czego bym się spodziewał, ale i tak oglądałem z zaciekawieniem do samego finału. Weitz unika lukru i słodzenia, ale opowiada o tym delikatnie i z wyczuciem. Co do samej aborcji, to jej w filmie nie zobaczycie, jednak postawa reżysera w tej kwestii wydaje się dla mnie jasna: kobieta powinna sama podjąć taką decyzję i liczyć na to, że reszta otoczenia ją uszanuje. Idealnie byłoby, gdyby udało się zdobyć wsparcie najbliższych. To chyba każdy człowiek posiadający (i korzystający) urządzenie zwane mózgiem chyba o tym wie.

babka3

Aktorstwo jest tutaj wszystko zdominowane przez Lily Tomlin, która jest po prostu MISTRZYNIĄ. Elle jest dość trudną w obyciu kobieta, która się nie patyczkuje, nie boi się mówić niewygodnych i brutalnych rzeczy, a w jej twarzy widać wiele doświadczeń. Bywa butna, ale i wrażliwa. Impulsywna, ale i refleksyjna. Uparta, ale i zdecydowana. I daje się ją naprawdę polubić. Podobnie jak zagubioną Sage (ładna i dobra Julia Garner), która wie czego nie chce – bycia zołzą jak matka. Z drugiego planu najbardziej utkwił mi w pamięci niezawodny Sam Elliot jako Karl – były mąż Elle. Potężny i inteligentny facet, mający wobec Elle niezagojone rany sprzed lat. To spojrzenie mówi więcej niż wszystko inne.

babka4

„Babka” to, jakkolwiek dziwnie to zabrzmi, fajne kino obyczajowe zrobione z głową oraz wrażliwością. Tak feministycznego filmu nie widziałem od dawna i jestem pewny, ze nie tylko kobiety powinny zobaczyć ten tytuł.

7/10

Radosław Ostrowski

Życie nie gryzie

Poznajcie Megan – ma 29 lat, pracuje w firmie doradzającej w kwestii podatkowych jako… drogowskaz. Ma faceta, który jest fotografem, ale jeszcze nie są małżeństwem. Podczas ślubu swoich przyjaciół, Andrew (tak się nazywa delikwent) chce się jej oświadczyć. Kobieta zachowuje się w sposób kompletnie racjonalny, czyli pod wpływem paniki znika. Pod pretekstem wyprawy do seminarium, by odnaleźć lepszą siebie ukrywa się w okolicy. Tak poznaje Annikę – nastolatkę, co wozi się z kumplami po okolicy i wkrótce ma wejść w dorosłość. Za pomoc przy zakupie alkoholu, dostaje możliwość zamieszkania w swoim domu u ojca-prawnika.

zycie_nie_gryzie1

Niezależne kino obyczajowe to coś, co ostatnio coraz bardziej zwraca uwagę kinomanów szukających czegoś więcej niż tylko rozrywkę. Na mnie Lynn Shelton zrobiła wrażenie poprzednim filmem – „Siostra twojej siostry” i tutaj jest to podobny klimat. Innymi słowy jest to słodko-gorzką historią obyczajową tym razem opowiadającą o próbie odnalezienia siebie w dorosłym świecie. W świecie, gdzie trzeba znieść presje otoczenia i ze strachu pozwalają, by inni ludzie za nich podejmowali swoje decyzje. Czy jest możliwa zmiana takiego nastawienia? Tydzień spędzony w domu Anniki i jej ojca Craiga daje taką szansę, ale musi pojawić się impuls z zewnątrz. I jest nim… miłość. Wiem, brzmi to słodko i naiwnie, ale tutaj nie ma tutaj pójścia na łatwiznę i płytkich rozwiązań, chociaż idzie to w dość oczywistym kierunku.

zycie_nie_gryzie2

Ale jest kilka mocnych scen jak spotkanie Anniki i Megan z matką tej pierwszej czy wypadek samochodowy, poprzedzony kłótnią między wszystkimi. Te drobne fragmenty oraz lekkość z jaką to jest opowiedziane to spory plus. Jednak czegoś mi tu zabrakło i historia tu opowiedziana nie porwała mnie, byłem znużony i było już tego tak wiele, że trudno było mnie czymś zaskoczyć. Film broni się tutaj aktorstwem.

zycie_nie_gryzie3

Przyznam się od razu, że nie jestem wielkim fanem Keiry Knightley, ale ostatnie jej lata to same niespodzianki. I tutaj też aktorka świetnie poradziła sobie z rolą kobiety uwięzionej w zawieszeniu między byciem dzieckiem a dorosłością – te tiki nerwowe, jej kłamstwa i zacinanie głosu, niepewne spojrzenia. Naprawdę byłem zachwycony tą kreacją. Podobnie błyszczy i trzyma fason Sam Rockwell jako ojciec Anniki – taki troszkę zblazowany, ale i wyluzowany ojciec z ciętym dowcipem. Troszkę w cieniu wydaje się być Chlor Grace Moretz, jednak ta drobniutka dziewczyna szukająca własnej mentorki zaskakuje dojrzałością i dość powściągliwą kreacją jak na ten typ bohaterki. I to trio wnosi ten film na wyższy poziom, dając ogromną przyjemność z seansu.

Jak to się skończy, to już nam daje polski tytuł poszlakę. Shelton po raz kolejny pokazuje, że interesują ją skomplikowani ludzie, próbujący się odnaleźć w swoich porąbanych życiach. Dochodzi do tego okrężną drogą, ale i tak potrafi to być ciekawe. Co najważniejsze, wiele osób zastanowi się po seansie nad sobą, a to duży plus.

7/10

Radosław Ostrowski

Joy

Znacie pewnie takie osoby, które wydają się niepozornymi szaraczkami, które w decydującym momencie przejmują inicjatywę oraz wyrastają na silne osobowości? Tak właśnie było z Joy Mangano. Gdy była dziecka, miała bardzo bogatą wyobraźnię i tworzyła coraz to nowsze wynalazki. Miała przed sobą wielką przyszłość, ale niestety, włączyły się osoby trzecie. Rozwód rodziców, zamieszkanie z matką oglądającą non stop telewizor, pomaganie ojcu w interesach, nieudany związek z muzykiem, dwójka dzieci do wychowania. Jak to się mówi, życie przytłumiło ją i nie zamierzało puścić. Aż pewnego dnia, postanowiła zaryzykować i stworzyć nowy wynalazek – mop, który sam się ściera. Problem w tym, żeby ktoś chciał tą mała rewolucję kupić.

joy1

Sama historia może wydawać się błahostką, ale reżyser David O. Russell to specjalista od kina interesującego, nawet gdy przedstawia zwykłych szaraczków, dokonujących niezwykłych rzeczy. Tutaj jest to kolejna opowieść o próbie spełnienia amerykańskiego snu. Tylko jak to zrobić, gdy rodzina zwyczajnie cię krytykuje i nie wspiera, prosząc o pomoc niemal we wszystkim. Faktury, rachunki, rury, docinki oraz brak motywacji. Wyjątkiem od tej postawy jest tylko i wyłącznie babcia, która jest narratorką całej opowieści. Jednak Joy ma stawiane kłody pod nogi – zawsze, gdy wydaje się, że wszystko idzie ku lepszemu (stworzenie i zbudowanie mopa czy reklama w telezakupach), to zawsze pojawiają się problemy oraz coraz większe długi (brak zainteresowania, próba kradzieży patentu). A my się zastanawiamy jak z tego da radę nasza Joy się wyplątać?

joy2

Dla mnie pewnym problemem było wplecenie scen snów, gdzie widzimy naszą bohaterkę w świecie przypominającym telenowelę, ale to szybko zostaje porzucone. Stonowane i wyciszone zdjęcia oraz znakomicie wpleciona muzyka (Elvis, Alabama Shakes) w tle nam przygrywa. Plus jeszcze szybki montaż w scenach telewizyjnej reklamy, które wyglądają kapitalnie i rozkręcają całą tą opowiastkę.

joy3

A wszystko trzyma na swoich barkach rewelacyjna Jennifer Lawrence w roli tytułowej. Joy sprawia wrażenie kobiety tak przybitej, że aż zastanawiające jest to jak ona jeszcze to wszystko znosi: ojca i matki, co się nienawidzą, byłego męża mieszkającego w piwnicy. No i jeszcze dzieci, ciągle brakuje pieniędzy, jest słabo. A jednak ma w sobie tyle i siły i determinacji, że niemal w pojedynkę podejmuje walkę o swoją wartość, godność oraz pieniądze. Ta przemiana fascynuje i wypada znakomicie, sprawiając wielką frajdę. Aktorka ma mocne wsparcie u boku niezawodnego Roberta De Niro (Ruby), Edgara Ramireza (Tony) i Isabelli Rossellini (Trudy), jednak najbardziej w pamięć zapada Bradley Cooper. Grany przez niego Neil Walker to prawdziwy wilk interesu, szef potężnej stacji TV oraz właściciel Kmart. Mimo tego budzi sympatię, stając się przyjacielem w interesach.

joy4

„Joy” to kolejny przykład solidnego rzemiosła Russela, pokazującego jak znakomicie prowadzi aktorów. To dzięki nim ta historia świetnie się ogląda, pokazując jak wiele szczęścia i uporu trzeba, by spełniać swoje marzenia. Nie każdy ma w sobie tyle determinacji, ale może warto zaryzykować.

7/10

Radosław Ostrowski

Ugotowany

Adam Jones to był gość w kulinarnym świecie. Perfekcjonista, wymagający od siebie i od innych wiele. Był blisko osiągnięcia trzeciej gwiazdki Michelin, ale zaliczył gigantyczny upadek – gorzała, dragi, dziewczyny. I zniknął, trafiając do wygwizdowa w Luizjanie, by powrócić do Londynu po trzech latach. Świat jednak o nim nie pamięta, a znajomi traktują go z nienawiścią. Udaje się jednak zebrać ekipę i w restauracji starego kumpla Tony’ego – kierownika restauracji swojego ojca.

ugotowany1

John Wells – znany i ceniony producent filmowy – coraz sprawniej działa sobie jako reżyser. „Ugotowany” to jego trzecie podejście. Moim zdaniem najlepszy z tego zestawu. I już po tytule można stwierdzić, że to film o gotowaniu, ale nie do końca. Po kolei. Najważniejsze jest tutaj całkowite poświęcenie się swojej pasji. Tą filozofię realizował Adam, bo gotowanie dla gości to nie jest takie byle co, skoro płaci się takie pieniądze. A to oznacza jedno – kilkunastogodzinną harówkę, ciągły stres, bluzgi oraz całkowite poświęcenie. Taka jest cena bycia doskonałym, ale co po tym? Poczucie wypalenia, zmęczenie, dystans wobec innych. Adam musi zmierzyć się z własnymi demonami, a nazbierało się ich. Nie będę o nich opowiadał, bo historia ta wciąga, mimo iż było na ekranie wiele. Sytuację częściowo ratuje ironiczny humor (głównie drwienie z kuchni molekularnej), trzymająca w napięciu muzyka oraz pięknie fotografowane jedzenie.

ugotowany2

Twórcy realistycznie pokazują pracę w kuchni, gdzie najważniejsze jest zadowolenie klienta oraz dążenie do perfekcji, nawet za cenę rezygnacji z osobistych planów. Ma to swój rytm, smakuje pysznie i czuć silną chemie między bohaterami. Za to plus. A co mi się nie podobało? Pewne wątki i postaci pojawiają się dosłownie na kilka minut – dług zaciągnięty u francuskich dilerów, była dziewczyna czy krytyk kulinarny przychodzący specjalnie na kolację. Można to było bardziej rozwinąć, by czuć stawkę tej gry, na szczęście to nie jest poważna wada.

ugotowany3

Wszystko tutaj trzyma za pysk Bradley Cooper. Adam w jego wykonaniu to bezczelny, ale utalentowany skurczybyk z niewyparzoną gębą, trochę jak główny bohater „Whiplash”. Jak sam mówi, tylko w kuchni czuje się dobrze. Wsiąka tym miejscem niczym gąbka, ciągle zdystansowany, zawsze perfekcyjny i trudny do polubienia. Ale ma za to dobrych przyjaciół, chociaż na nich nie zasługuje. Drugi plan za to jest tak bogaty, że niektórzy bohaterowie pokazują się za krótko (dotyczy to Umy Thurman oraz Alicii Vikander), ale najbardziej wyróżniają się dwie postacie. Pierwszą jest opanowany i sztywny niczym kij od szczotki Tony z aparycją Daniela Bruhla. Widać, że temu facetowi zależy na Adamie i szanuje go za umiejętności. Druga postacią jest młoda, samotna matka Helena (Sienna Miller bez makijażu wygląda znacznie ciekawiej), która jest równie ambitna jak Adam, ale sprawia wrażenie takiej cichej myszki. Potem jednak zaczyna dogadywać się z Adamem, nadawać na tych samych falach i czuć miętę.

ugotowany4

Jeśli ktoś szukał realistycznego portretu światka kulinarnego, to „Ugotowany” jest filmem dla was. Niby nic oryginalnego w samej historii, ale jak to jest zrobione i jak to się ogląda. Tylko jedna rada: zobaczcie ten film po spożytym posiłku, a nie przed. Poczujecie się głodni.

7,5/10

Radosław Ostrowski

Destrukcja

Davis jest pozornie zwykłym japiszonem, który kocha swoją pracę, ma piękną zonę, którą kocha. Dość spokojne i uporządkowane życie wywraca się do góry nogami przez wypadek samochodowy. On przechodzi bez żadnego zadrapania, ale żona ginie. I wtedy dochodzi do innego wydarzenia – próbując kupić M&Msy, maszyna z jedzeniem zacina się. Pismo do firmy odbiera pracownica Karen, która wieczora dzwoni do niego. Ona ma chłopaka i rozwydrzonego dzieciaka, zaczynają się spotykać.

destrukcja1

Dziwne to jest kino, choć dotykające ważkiego tematu – żałoby. Jednak zapomnijcie o delikatności i subtelności z „Nie ma mowy!”. Reżyser Jean-Marc Vallee po prostu idzie mocno po bandzie, pozwalając sobie na krótkie ujęcia, dość szybko montowane i przeplatane ze sobą. Dodatkowo jeszcze polane jest to mocno absurdalnym humorem, co wywołuje jeszcze większy rozgardiasz. Zdarzenia przychodzą i odchodzą jak w kalejdoskopie, zmieniając tempo oraz dorzucając kolejne sceny symboliczne (wyrwane drzewo, oddzielenie skarpetek od bielizny czy demolka własnego mieszkania). To wszystko powoduje, że trudno zachować sympatię do bohaterów – niedopasowanych do swoich ról outsiderów z popapranym życiorysem i nie radzącym sobie z niczym. Przechodzimy od sceny do sceny i… ja nie poczułem nic. Absolutne nic. Rozumiem próby łagodzenia pokręconym humorem, by mimo wszystko poczuć się lepiej, ale to kompletnie nie działa.

destrukcja3

Sytuację próbują ratować aktorzy i to częściowo się udaje. Ale czy może być inaczej, jeśli się zatrudnia Jake’a Gyllenhaala? Davis w jego wykonaniu sprawia wrażenie lekko stukniętego – nieogolony, ze słuchawkami na uszach i pustymi oczami. Bredzi od rzeczy i chociaż nie potrafi niczego naprawić, zaczyna brać się za majsterkowanie, a mówiąc wprost, za niszczenie wszystkiego. To ma być taki sympatyczny misio, który przeżywa żałobę, mając wszystko gdzieś i mówiąc to, co naprawdę myśli. Na przykład, że nigdy nie kochał swojej żony i nie zwracał uwagi na wszystko dookoła. partneruje mu Naomi Watts, której dawno (czyli od „Birdmana”) nie widziałem i jest równie pokręcona (jej postać) jak Davis. Samotnie próbuje wychować krnąbrnego i szczerego do bólu syna (fantastyczny Judah Lewis), a przy okazji pali zioło. Nieźle? Zaczyna się tworzą miedzy tą dwójką więź, ale trudna do jednoznacznej oceny – zauroczenie, współczucie, miłość? Wszystkiego trzeba się domyślić (to fajne), ale brakuje nawet poszlaki (nie fajne).

destrukcja2

Trudno mi ocenić „Destrukcję”. Z jednej strony ma mocnych aktorów oraz nietypową formę realizacji, ale z drugiej trudno mi było wejść w skórę naszego bohatera. To, co się z nim działo było mi w zasadzie obojętne, chociaż widać, że coś w nim siedzi. Wielu z was odrzuci dość mocna symbolika i nierówne tempo, podobnie humor. Potwierdza się teza, że aby zbudować coś nowego, trzeba wyburzyć stare.

6/10

Radosław Ostrowski

Nieracjonalny mężczyzna

Abe Lucas jest profesorem filozofii, który jest strasznie przygnębiony. Zostaje przeniesiony na uniwersytet, gdzie ma zostać wykładowcą, a już jego zła sława przyszła wcześniej. Wypalony, zmęczony i dręczony poczuciem bezsensowności egzystencji powoli zatapia się w życiu uniwersyteckiego. Do czasu kiedy poznaje studentkę Jill. Dziewczyna się w nim podkochuje, ale on się opiera. Podczas jedzenia posiłku, oboje podsłuchują rozmowę kobiety skarżącej się wobec nieuczciwego sędziego. Abe postanawia wykorzystać szansę i planuje zbrodnię doskonałą.

nieracjonalny_mezczyzna1

Woody Allen to jeden z tych reżyserów, którzy nawet jak się powtarzają i kręcą jeden, ten sam film, nie schodzi jednak poniżej wysokiego poziomu. Rzadko zdarzają mu się wpadki czy rozczarowania, ale zeszłoroczny film trudno określić innym słowem niż rozczarowanie. Oskarżanie reżysera o wtórność tematyczną jest czymś takim jak czepianie się garbatego, że chodzi krzywo. Bo Allen mimo pewnej powtarzalności zawsze miał duża dawkę uroku oraz trafnej obserwacji. Jednak tutaj trudno mówić o czymś takim w „Nieracjonalnym mężczyźnie” – to kolejna egzystencjalna opowieść o tym, jak życie potrafi być nieobliczalne, o wszystkim decyduje przypadek. To wiemy z innych filmów Nowojorczyka, a dylematy zbrodni i kary w pełni zostały pokazane w znakomitym „Wszystko gra”. I że paradoksalnie dokonanie najgorszego czynu, może dokonać przemiany człowieka (na lepsze).

nieracjonalny_mezczyzna2

W porównaniu z tamtym thrillerem z 2005 roku, przedostatni film Allena zwyczajnie nie trzyma w napięciu. Ani w scenie przygotowania morderstwa, gdy Abe znajduje się w laboratorium i zostaje zauważony przez studentkę czy podczas sceny morderstwa. Sam wątek romansowy też jest poprowadzony dość ślamazarnie i bez zaangażowania. I nie wiem, czy to wina dialogów czy reżyserii Allena, ale nie zagrało to wszystko. Może poza zakończeniem, ale to troszkę za mało.

nieracjonalny_mezczyzna3

Aktorzy starają się, by nadać charakteru swoim postaciom i to oni ratują ten tytuł przed porażką. Klasę potwierdza niezawodny Joaquin Phoenix w brawurowej roli Abe’a. Gdy go poznajemy, sprawia wrażenie wiecznie zmęczonego, zgorzkniałego faceta z zawsze towarzyszącą mu manierką. Ale powoli (i stopniowo) zaczyna na nowo wracać do krainy żywych, chociaż motywacja jest co najmniej dwuznaczna. Równie urocza jest Emma Stone jako niby pewna czego chce Jill, jednak dziewczyna ulega pokręconemu Abe’owi, niejako chcąc być jego kochanką i partnerką. Ale to ona okazuje się być osobą z silniejszym kręgosłupem moralnym. Chemia między tym duetem to w zasadzie największy atut tego filmu.

nieracjonalny_mezczyzna4

Powiedzmy to sobie wprost – „Nieracjonalny mężczyzna” to nie jest najlepszy film w dorobku Allena. To po prostu niezłe kino z zabarwieniu kryminalnym z odrobinką humoru oraz drwiną z wszelkiej maści filozofów teoretyków. Bo najważniejsze jest tutaj przeżycie życia, jakiekolwiek ono jest. Dla mnie to nihil novi.

6/10

Radosław Ostrowski

Nie ma mowy!

Żałoba jest trudnym okresem w życiu każdego człowieka. A co dopiero mówić o żałobie, gdy jest się wdową po popularnym muzyku folkowym. Taki jest przypadek Hannah Miles, która jest w tym stanie od dwóch lat. Wzmacnia się to poczucie uzależnienia od męża, gdyż kobieta próbuje napisać jego biografię. Ale nie wychodzi jej to najlepiej. Kiedy jednak pojawia się profesor Andrew McCabe, który dostał zlecenie napisania książki o Hunterze Milesie, kobieta uniesiona dumą odmawia. Jednak po bliższym poznaniu mężczyzny, zgadza się na współtworzenie.

nie_ma_mowy1

„Nie ma mowy!” to niemal klasyczne kino niezależne, które stawia na klimat niż na stricte akcję czy hollywoodzkie zakręty fabularne. Wszystko toczy się tutaj spokojnym rytmem niczym w piosence folkowej – bez żadnych ozdobników, z odrobiną zgryźliwego humoru oraz ładnymi, zimowymi plenerami. Wszystko się tutaj obraca wokół bohaterów, ich rozterek oraz walk z własnymi demonami. Niby takich opowieści było już wiele, ale debiutujący Sean Mewshaw jest bardzo szczery i traktuje swoich bohaterów z sympatią. Emocje tutaj są widocznie w spojrzeniu, drobnym geście, co widać choćby podczas rozmowy na rodzinnym obiedzie czy podczas pracy nad książką.

nie_ma_mowy2

Drugim atutem jest bardzo delikatna oprawa muzyczna z prześlicznymi piosenkami wykonanymi przez Damiena Jurado. Ten głos, pełen melancholii i bólu, współgra z ekranowymi wydarzeniami, współtworząc ten słodko-gorzki klimat. Ale swoje zrobili też aktorzy. Jestem po prostu zachwycony delikatną kreską, z jaką narysowano postać Hanny. Rebecca Hall czyni z niej z jednej strony złośliwą kobitkę z ikrą, ale nie do końca pogodzoną ze stratą oraz kochającą swojego męża. Ciągle w żałobie i jednocześnie pragnącą korzystać z życia. Podobnie jest z  obsadzonym wbrew swojemu emploi Jasonowi Sudeikisowi. Jego Andrew to postać bardzo zafascynowana dorobkiem Huntera, ale nie rozumiejąca mentalności mieszkańców Tumbledown – czyli małomiasteczkowej społeczności. Dodatkowo facet ma obsesję na punkcie samobójstwa, co wypacza jego pracę. Czuć, że powoli między tą dwójką zaczyna iskrzyć, a przewidywalny finał jest przekonujący dzięki tej dwójce. Z drugiego planu najbardziej wybija się troszkę zapomniany Griffin Dunne (bibliotekarz Upton), nerwowy Joe Manganello (utrzymujący bliskie relacje z Hannah leśnik Curtis) oraz Blythe Danner (matka zmarłego).

nie_ma_mowy3

Reklamowany jako komedia romantyczna film „Nie ma mowy!” ma więcej wspólnego z takimi dziełami jak „Zacznijmy od nowa” czy „Siostra twojej siostry”, czyli ciepłymi, słodko-gorzkimi dramatami obyczajowymi. Takimi jakie najbardziej lubię oglądać i nie zawsze dających jednoznaczne odpowiedzi na niełatwe pytania.

7/10

Radosław Ostrowski