Doctor Strange

Kim jest tajemniczy dr Strange? Neurochirurgiem, z niewyparzoną gębą, wielkim ego oraz ogromnym talentem medycznym. Brzmi jakby to był mieszkaniec 221b Baker Street, co nie jest tylko kwestią aktora. Ale jeden wypadek zmienia wszystko, przez co jego ręce nie są sprawne jak kiedyś i desperacko próbuje wrócić do czasów przed momentem krytycznym. Dlatego wyrusza do Tybetu, by sięgnąć ostatniej szansy. Tak trafia do Przedwiecznego, który uczy go magii. A nauka jest potrzebna, bo – jak to w klasycznych opowieściach Marvela – świat zmierza do ostatecznej rozwałki z powodu byłego ucznia Przedwiecznej, czyli Kaecillusa chcącego złączyć wszystkie światy w jedno. Dlatego sprzedał się mrocznej materii i trzeba go powstrzymać.

doktor_strange1

Marvel tym razem zapuszcza się do świata magii, a jeśli nie znacie poprzednich części tego uniwersum, to nie szkodzi. Scott Derrickson, specjalizujący się w świecie horrorów, od razu wrzuca nas w ten pokręcony świat, gdzie światy się mieszają ze sobą – świat astralny, lustrzany, zwykły. Po drodze będzie wiele obowiązkowego morału z przemianą bohatera, poznawaniem samego siebie oraz ratowaniem świata przed kompletnym scaleniem (czytaj: rozsadzeniem w pizdu). Innymi słowy: klasyczny origin story, ale jednocześnie nie do końca poważny. Dla mnie najfajniejsze były momenty (dość krótkie i uproszczone) nauki zdobywania kolejnych umiejętności i czarów (scena na Evereście – perełka), jednocześnie pozwalając na chwilę złapania oddechu. Powoli zaczynamy widzieć ewolucję wielkiego egoisty (niepozbawionego talentu ani inteligencji) w odpowiedzialnego wojownika stającego po stronie dobra. Bywa bezczelny (jak Sherlock), ale nie jest idiotą, zaczyna panować nad swoimi zapędami.

doktor_strange2

Gdy jesteśmy rzuceni w wir akcji, to dzieją się cuda jak z „Incepcji”, tylko jeszcze bardziej. Tutaj właściwie całe miasta, budynki i ulice zakrzywiają się na wszystkie możliwe kierunki, doprowadzając oczy niemal do ekstazy. Także, gdy przeskakujemy z wymiaru na wymiar (pierwszej wejście Strange’a) możemy poczuć się jak na haju. Nie wiem, co brali twórcy efektów specjalnych, ale to podziałało, przez co potyczki z Kaecillusem oraz jego pomagierami wskoczyły na wyższy poziom widowiskowości. Nawet jeśli mamy wrażenie, że już to gdzieś widzieliśmy, to nie mogłem oderwać oczu.

doktor_strange3

Poza brakiem czegoś oryginalnego, miałem tak naprawdę dwie poważne uwagi. Po pierwsze, wątek (nazwijmy go) romansowy, czyli relacja Strange’a z Christine jest traktowana po macoszemu. Kobieta jeszcze po wypadku z nim zostaje, ale ona sama nie jest zbyt ciekawa czy wyrazista. Potem pojawia się w dwóch scenach (w tym operacji) i znika – szkoda Rachel McAdams, ze nie dostała ciekawszego materiału. Po drugie, czarny charakter, chociaż nie do końca. Mads Mikkelsen świetnie pasuje do roli zbuntowanego Kaecillusa, który chce równego dostępu do transcendentalnych umiejętności, ale brakuje czegoś więcej w tej postaci.

doktor_strange4

Sytuację za to ratują dwie postacie, czyli nasz tytułowy doktorek i Przedwieczna. Benedict Cumberbatch nie kopiuje tutaj swojej roli z Sherlocka, choć pozornie mogłoby tak być –  hybryda inteligencji, złośliwości, pokory, odpowiedzialności i luzu. Brzmi znajomo? Ale jest to postać od początku do końca wiarygodna, a gdy posiądzie pelerynę, jest jeszcze bardziej cool niż możecie to sobie wyobrazić. Za to kompletną niespodzianką była dla mnie Tilda Swinton jako mentorka Przedwieczna, którą trudno mi było sobie wyobrazić w tego typu produkcji.

Z jednej strony „Doktor Strange” dobrze się zgrywa z Kinowym Uniwersum Marvela, a jednocześnie nie trzeba oglądać poprzednich części, by się w tym świecie odnaleźć. Nie tworzy niczego nowego, ale potrafi oszołomić i zafascynować. Jedno jest pewne: nasz mag jeszcze powróci.

7,5/10

Radosław Ostrowski

Podziemny front

Rok 1944. W Danii od dłuższego czasu działa ruch oporu, kierowany przez weteranów wojny zimowej. Członkami tej grupy są dwaj egzekutorzy: Bent Faurschou-Hviid ps. Płomień  oraz Jorgen Haagen Schmith ps. Cytryna, którzy zabijają duńskich kolaborantów. Swoje zadania otrzymują od swojego szefa – rady prawnego Winthera, wykonując je bez cienia wątpliwości. Do czasu, kiedy następnym celem ma być kochanka Płomienia, podejrzewana o zdradę.

podziemny_front1

Najbardziej znane ruchy oporu walczące podczas II wojny światowej z nazistami to polski i francuski. Ale Ole Christian Madsen postanowił opowiedzieć o mało znanym epizodzie ze swojego kraju. Płomień i Cytryna to postacie autentyczne, tak samo jak wydarzenia z ekranu (z pewnym ubarwieniem). Reżyser bawi się konwencjami gatunkowymi – od rasowego kina wojennego, po psychologiczny dramat i film szpiegowski i stawiając wydawałoby się ograne do bólu motywy. Miłość, zdrada, moralne dylematy dotyczące odpowiedzialności za swoje czyny – znamy to od dawna. Madsen jednak decyduje się na zmianę tonacji – zamiast sepijnych zdjęć, wybrana jest estetyka czarnego kryminału. Ciemne miejsca, gra światłocieniem, dymy z papierosa, elegancko ubrani kilerzy (obowiązkowy garnitur i/lub kapelusz do zestawu) bardziej przypominający gangsterów, ale to pewnie kwestia skojarzeń. Nie mogło zabraknąć też klasycznej femme fatale. Innymi słowy, wszystko jest na swoim miejscu i ogląda się to naprawdę dobrze.

podziemny_front2

Można zarzucić, że w scenach akcji czasami kamera przypomina współczesne kino akcji spod znaku Bourne’a (chaotyczne ujęcia i zmiana perspektywy), jednak daje się to obejrzeć. Dodatkowo można narzekać na długą ekspozycję oraz wątki obyczajowe z życia Cytryny (troszkę schematyczne), ale całość daje wiele do myślenia, strzelaniny są zrobione z pomysłem i finezją, zmuszając szare komórki do wysilenia się nad intrygą.

podziemny_front3

Za to wszystko jest wygrywane przez bardzo dobrze prowadzonych aktorów. Błyszczy zarówno Thure Linhardt jak i Mads Mikkelsen. Ten pierwszy przekonująco wypada w roli młodego, fanatycznego wojaka, drugi jest opanowanym i spokojnym facetem ze złamanym życiem osobistym. Obydwaj niejako są zmuszeni zweryfikować swoje motywacje oraz stosunek do swoich przełożonych i pokazują to bardzo przekonująco. Podobnie jest ze Stine Stenegade wcielająca się w femme fatale Kitty.

podziemny_front4

Niby klasyczne kino moralnego niepokoju wojennego, ale będące ciekawą i świeżą odskocznią wobec ogranych schematów. Takie rzeczy to tylko w Skandynawii.

7,5/10

Radosław Ostrowski

Wybawiciel

Dania kojarzy się przede wszystkim z Duńczykami, baśniami Andersena i gangiem Olsena. Kristian Levring chce, by Dania kojarzyła się także… z westernem. Dzisiaj opowieści o kowbojach nie są tak popularne jak kiedyś, ale nie znaczy to, że nie przestano ich kręcić.

wybawiciel1

Akcja toczy się w 1871 roku, kiedy po przerwanej wojnie z Prusami, Duńczycy zaczęli przybywać do USA, by znaleźć swój kawałek ziemi. Jednym z nich jest Jon, który po siedmiu latach sprowadza do kraju żonę i syna. Jednak podczas jazdy dyliżansem, współtowarzysze wyrzucają Jona z powozu, zabijają syna oraz gwałcą jego żonę. Na szczęście to ostatnia rzecz, jaka zrobili w tym życiu, gdyż Jon dopada i zabija sprawców. Na jego nieszczęście, jeden z napastników jest bratem terroryzującego okolicę, Delarue. To można rozstrzygnąć tylko w jeden sposób.

wybawiciel2

Już po tym opisie można stwierdzić, że to będzie klasyczny western, gdzie wiadomo kim są ci dobrzy, kim źli i jak całość się skończy. Z jednej strony zachwyca strona plastyczna (nocna jazda dyliżansem) oraz oświetlenie, z drugiej drażni przewidywalność i brak oryginalności. Napięcie czuć dopiero w finałowej konfrontacji, gdzie w ruch idą karabiny, rewolwery oraz noże. Intryga jest prosta, a stawka jest bardzo jasna od początku (chodzi o wykupienie ziemi, pod którą jest ropa) i początek zwyczajnie przynudza. Levring czerpie garściami z klasyki gatunku, dodając od siebie piach, krew i brud. Ale to już widziałem setki razy.

wybawiciel3

Poza zakończeniem wybija się dobre aktorstwo. Dla wielu to może być jedyna szansa zobaczenia Madsa Mikkelsena w kowbojskim wdzianku (on jest tym dobrym i gra go w typowy dla siebie, minimalistyczny sposób). Wspiera go wyrazisty Jeffrey Dean Morgan (brutalny i bezwzględny Delarue, czyli typowy szwarccharakter z wąsem oraz czarnym stroju) oraz nietypowo obsadzona Eva Green („księżniczka”, niemowa i szwagierka Delarue). I tylko dla tej trójki warto zobaczyć ten duński western.

6/10

Radosław Ostrowski

Michael Kohlhaas

XVI wiek. Michael Kohlhaas jest kupcem, który zajmuje się głównie sprzedawaniem koni. Podczas przejazdu do gubernatora, zostaje zmuszony przez młodego barona do zastawienia swoich koni, by móc przejechać. Po pewnym czasie odkrywa, że został oszukany, a baron oddaje mu osłabione szkapy. Kiedy próby dochodzenia sprawiedliwości przed sądem, kończy się porażką, a żona Kohlhaasa zostaje zamordowana podczas wniesienia skargi do księżniczki, kupiec bierze sprawy w swoje ręce i planuje sam wymierzyć sprawiedliwość.

kohlhaas1

Filmów o zemście powstało wiele i jeszcze wiele powstanie, co nie jest żadnym zaskoczeniem. Tym razem jednak zadania podjął się francuski reżyser Armand des Pallieres, bazując na powieści Heinricha von Kleista. Jeśli ktoś spodziewa się drugiego „Bravehearta” może się mocno rozczarować, gdyż nie jest to hollywoodzka produkcja. Jest to film bardzo kameralny, zrealizowany z jednej strony bardzo surowo, wręcz minimalistycznie (oszczędne dialogi, stonowana muzyka, bardzo zgaszone zdjęcia), z drugiej nie pozbawione jest to plastycznego wyrafinowania, ukrywającego brud, dwulicowość ludzi. Reżyser stawia tutaj ważkie pytania o sens zemsty i wymierzenia sądów na własną rękę (kluczowa w tej kwestii wydaje się rozmowa Kohlhaasa z pastorem), ale później przestaje ono mieć znaczenie. Akcja nie pędzi na złamanie karku, potyczki są pokazane albo gdzieś z oddali (zasadzka na barona) albo co drastyczniejsze sceny nie są dla nas widoczne (atak kupca ze sługami na siedzibę barona). I nawet na początku to działa, budując bardzo posępny klimat. Ale im dalej w las, tym pojawia się więcej gadaniny oraz moralnych rozterek mściciela. I wtedy zaczyna się robić coraz nudniej, aż do oczywistego finału.

kohlhaas2

Jednak jest jeden mocny atut, dzięki któremu ten film ogląda się naprawdę nieźle. Jest nim Mads Mikkelsen grający tytułową rolę i był to naprawdę trafiony wybór. Kohlhaas jest to ten typ ludzi, których można złamać, ale nie zabić. Wierny swoim zasadom, powściągliwość emocjonalna oraz wnikliwe spojrzenia są bardzo mocnymi atutami tej roli i do samego końca kibicujemy tej postaci. Ciekawe dlaczego?

kohlhaas3

Mam wrażenie, że „Michael Kohlhaas” miał potencjał na naprawdę świetne kino, ale pozostał on zaledwie przyzwoitą propozycją niewykorzystującą w całości swojego potencjału. Niemniej osoby szukające nieszablonowego kina, powinny być usatysfakcjonowane.

6,5/10

Radosław Ostrowski

Hannibal – seria 2

Jak dobrze pamiętamy lub nie – Will Graham został aresztowany i oskarżony o zbrodnie popełnione przez dr Lectera. Jego dawny szef Jack Crawford ma wątpliwości, by je rozwikłać decyduje się iść po pomoc do… dra Lectera, który zostaje nowym konsultantem. W tym samym czasie Graham podejmuje próbę udowodnienia swojej niewinności.

hannibal22

Pierwsza seria serialu Bryana Fullera podobała mi się, aczkolwiek było wiele niedoskonałości (proceduralny charakter, łopatologia, Lecter bohaterem drugoplanowym), nadrabiane przez świetne aktorstwo oraz fantastyczną robotę techniczną. Druga seria wydaje się lepsze. Owszem, w paru odcinkach jest zachowany charakter proceduralny, jednak najmocniejszym atutem pozostaje relacja między Grahamem i Lecterem. Przełomem i punktem zwrotnym serialu jest wypuszczę Grahama i jego powrót na terapię do Lectera – psychologiczna gra między antagonistami zawsze było esencją i najciekawszym wątkiem zarówno serialu jak i książek Thomasa Harrisa. I ciągle pojawiało się pytanie – kto kim manipuluje, kto kogo podpuszcza i ustawia pułapkę. Wtedy serial nabiera rumieńców, serwując po drodze kilka wolt (pojawienie się żywej agentki Miriam Lass – powszechnie uznanej za zaginioną czy zabicie dr Katz) i makabrycznych zagadek (zabicie kobiety i umieszczenie jej zwłok w… macicy martwej kobyły).

hannibal23

Nadal serial powala techniczną robotą – znakomicie montowane sceny (przyrządzanie posiłków przez Hannibala czy mroczne wizje Grahama z tajemniczym jeleniem), budujące bardzo mroczny, wręcz oniryczny klimat, jednocześnie uzupełniając wiedzę o terapii Grahama (tutaj dowiadujemy się, że doktorek celowo wzmacniał pogorszenie umysłu), a sceny zbrodni nabierają zaskakującego wymiaru estetycznego. Czuć w tym klimat Davida Lyncha, potęgowany przez dziwaczną muzykę, zaś finał okazuje się mocnym szokiem i niespodzianką. Więcej nie powiem, to musicie sami zobaczyć.

hannibal21

Jeśli chodzi o aktorstwo, to nadal jest to serial Madsa Mikkelsena, który kapitalnie gra Lectera – wyrachowany, opanowany manipulator, który czasem brudzi sobie ręce. Coraz bardziej przekonuje się, że to godny następca Anthony’ego Hopkinsa. Powściągliwość tylko potęguje poczucie niepewności wobec tego faceta. Hugh Dancy rozkręca się z odcinka na odcinek i okazuje się godnym przeciwnikiem Lectera, próbując nim tak sterować, by móc dokonać aresztowania go. Ale gdy na początku nikt mu nie wierzy, próbuje zabić Lectera zza krat. Pozostali aktorzy drugiego planu z poprzedniej serii (Laurence Fishburne, Carlone Dhavernas czy duet Scott Thompson/Aaron Abrams) trzymają solidny poziom, wzbogacając ten serial.

hannibal24

Pojawiają się jednak dwie nowe postacie, które grają kluczowe role. Jest to rodzeństwo Vergerów – dziedzice wielkiego właściciela zakładów mięsnych. Margot (atrakcyjna Katherine Isabelle) chce zabić swojego brata, do czego namawia ją dr Lecter, a kiedy to nic nie daje, potrzebuje pilnie faceta, z którym będzie mogła mieć dziecko, by pozbawić braciszka praw do majątku (ona ze względu na inną orientację, została tego pozbawiona). Z kolei on (balansujący na granicy groteski Michael Pitt) jest sadystą, bydlakiem mającym obsesję na punkcie świń żywiących się… ludźmi, a jego śmiech wywołuje zawsze pewne przerażenie. Oboje wnoszą wiele do serialu, choć padają ofiarami intryg Lectera i Grahama, za co płacą dość sporą cenę.

hannibal25

Druga seria potwierdza tylko, że Bryan Fuller i jego ekipa wiedzą po prostu co robią. Jest lepiej od poprzedniej serii i tylko „Detektyw” był w stanie dorównać w tym roku tej produkcji. A o czymś to świadczy.

9/10 + znak jakości

Radosław Ostrowski

Polowanie

Lucas jest nauczycielem pracującym w przedszkolu, gdzieś na duńskiej prowincji. Ma świetny kontakt z dziećmi, spotyka się z emigrantką Lydią, sam zaś jest rozwodnikiem. Jednak życie Lucasa zmienia się w piekło. A zaczęło się od tego, że pewna dziewczynka (Klara) ze skłonnościami do konfabulacji oskarżyła nauczyciela o molestowanie.

polowanie1

Thomas Vinterberg to obok Larsa von Triera najbardziej znany przedstawiciel Dogmy 95. Tym razem zrobił dramat, który jest pełen napięcia jak rasowy thriller (zabicie psa, rzucanie głazem w dom Lucasa). Jednak nie ma tutaj widowiskowości czy realizacji w amerykańskim stylu. Realistycznie pokazane, bez żadnego słodzenia, reżyser pokazuje jak łatwo można kogoś oskarżyć, w zasadzie nie sprawdzając i w żaden sposób nie weryfikując słów dziewczynki, bo przecież dzieci nie kłamią. Co oni, „Dra House’a” nie oglądali czy co? Prawda nie liczy się, zamiast niej rządzi strach, wrogość (scena w supermarkecie, gdzie Lucas zrobił zakupy dopiero po pobiciu jednego z pracowników), odrzucenie (poza jednym człowiekiem), szczucie. Zaś bohater nie ucieka, zostaje, jest bierny. Niby wszystko potem zostaje wyjaśnione i wybaczone, ale zakończenie rzuca cień wątpliwości. Surowe zdjęcia, ponura atmosfera, to najmocniejsze atuty tego filmu.

polowanie2

I jest jedna mocna karta – Mads Mikkelsen w roli głównej, który wypada po prostu znakomicie. To jeden z tych aktorów, który samym spojrzeniem potrafi wyrazić więcej niż słowami. Wierzymy mu (sprawa jest jasna od początku), wzbudza on nasza sympatię, jednak nie atakuje (chyba że musi) i nikt mu nie wierzy. Mocna, silna kreacja zapadająca w pamięć. Poza nim warto wyróżnić Thomasa Bo Larsen (Theo – przyjaciel Lucasa i ojciec Klary) oraz Annike Wenderkopf (Klara – sprawczyni całego zamieszania).

Skandynawowie kolejny raz udowadniają, że potrafią zrobić ciekawy i nieszablonowy film na tak oczywisty temat jak nagonka na człowieka. Mocne kino, absolutnie warte uwagi.

8/10

Radosław Ostrowski

Hannibal – seria 1

Will Graham jest wykładowcą FBI w Quantico, który zajmuje się tworzeniem profilu psychologicznego zabójców. Zostaje jednak poproszony przez agenta Jacka Crawforda, by pomógł rozwiązać sprawę seryjnego mordercy nazwanego Dzierzbą. Jednak sprawa okazuje się dla niego cięższa niż myślał. Dlatego Crawford prosi o pomoc dra Hannibala Lectera, który ma też zadbać o stan psychiczny Grahama. Obaj panowie tworzą dość interesujący duet.

Na ekranie było już wielu filmowych psychopatów, którzy stali się ikonami popkultury. Jednym z nich jest zdecydowanie Hannibal Lecter, bohater cyklu powieści Thomasa Harrisa. Powieści te były przenoszone na ekran (pierwsza „Czerwony smok” była przenoszona dwukrotnie – w 1986 r. przez Michaela Manna i w 2002 r. przez Bretta Ratnera), a do pory ta postać jednoznacznie łączy się z aparycją Anthony’ego Hopkinsa. Kiedy wydawało się, że już nic mnie zaskoczy, Bryan Fuller (twórca „Herosów”) postanowił nakręcić serial o Hannibalu Lecterze sprzed wydarzeń z „Czerwonego smoka”, jednocześnie uwspółcześniając akcję.

Pomysł dość karkołomny i ryzykowny, ale chyba się udało. Pozornie wydaje się, że mamy do czynienia z typowym proceduralem osadzonym w uniwersum Harrisa, co widać w scenach w laboratorium i kostnicy, gdzie badane są zwłoki (prawie jak w „CSI” czy „Kościach”, choć nie wchodzą aż tak dokładnie). I w zasadzie każdy odcinek to inna sprawa, ale wątek Dzierzby ma swoje perturbacje w następnych odcinkach (wątek córki zabójcy Abigail, która jest podejrzewana o współudział). Jednak nie ma tutaj ani nudy czy zmęczenia, zaś każdy odcinek powoli odkrywa przeszłość bohaterów. Dla nas chyba jednak najciekawsza jest możliwość zobaczenia Lectera na wolności. Można się trochę przyczepić, że za mało jest Hannibala w „Hannibalu”, jednak z drugiej strony w powieściach też ta postać pojawia się na drugim planie, choć jej obecność była odczuwalna przez cały czas (tak samo w filmach, może z wyjątkiem „Po drugiej stronie maski”, ale nie było to zbyt udane dzieło). Zresztą jest jeszcze kilka postaci łączących serial z uniwersum. Poza głównymi bohaterami jest Jack Crawford – szef oddziału behawioralnego FBI (tutaj jest czarnoskóry), dr Alana Bloom (w książce była facetem), Freddie Lounds – dziennikarka pisząca do bloga Tattler, gdzie opisuje makabryczne zbrodnie (w książce też była facetem) i dr Frederick Chilton – szef psychiatryka w Baltimore.

Największe wrażenie zrobiły jednak na mnie nie koniecznie same sceny zbrodni, ale momenty, gdy Graham „wchodzi” w skórę sprawcy – zastosowane spowolnienia, mocniejsza kolorystyka i nieprzyjemna muzyka w ich trakcie buduje lekko oniryczny klimat, który (trochę na siłę) się porównuje do „Miasteczka Twin Peaks”. Wtedy robi się naprawdę nieprzyjemnie. Krew, organy, morderstwa dzieci – to nie jest serial dla młodych widzów, dlatego jest pokazywany po 22, co trochę się odbija na oglądalności. Niemniej serial jest bardzo ciekawy, technicznie na bardzo wysokim poziomie, zaś finał jest dość mocny i przewrotny.

 

Teraz najważniejsza część tego serialu – bohaterowie. O tych pierwszoplanowych, powiem później, bo to temat na dłuższą chwilę. Więc zaczniemy od drugiego planu. Tutaj przede wszystkim dominują panie: Caroline Dhavernas jako empatyczna dr Bloom, którą poza przyjaźnią łączy coś wiecej z Grahamem i jako jedynej zależy na dobrym stanie Grahama, Lara Jean Chorostecki czyli Freddie Lounds – niby dziennikarka, której tak naprawdę zależy na rozgłosie, choć udaje pomoc, ale jest wnikliwa, inteligentna i nieustępliwa w docieraniu do informacji. Trzecią panią grającą dość istotną rolę jest Kacey Rohl. Abigail Hobbs, córka Dzierzby, wygląda pozornie na niewinną i przerażoną dziewczynkę, ale prawda o niej zaskakuje. Należy też wspomnieć o dawno nie widzianej Gillian Anderson, która tutaj wciela się w dr Du Maurier, psychiatrę i przyjaciółkę Lectera. Jednak poza paniami jest tu trzech panów – Aaron Abrams i Scott Thompson tworzą duet śledczych Zellera i Price’a, ale i tak najważniejszy jest ten trzeci. Mianowicie Laurence Fishbourne, który gra agenta Crawforda – inteligentnego śledczego, który czasami używa manipulacji i zastraszania, zaś skrywa pewną tajemnicę.

crawford

Najważniejsze postacie zostawiłem na deser. Wbrew pozorom głównym bohaterem nie jest Lecter, ale agent Will Graham. Wcielający się w tą rolę Hugh Dancy tworzy postać bardzo empatycznego i wnikliwego agenta, dla którego praca jest jedynym sensem życia. Jednak zaczyna to na nim mocno odbijać – zaczyna mieć zwidy, bezsenność, lunatykowanie, w końcu zaczyna „urywać mu się film” i tracić orientację. Mocna, bardzo intrygująca kreacja. No i w końcu Hannibal – nasz ukochany psychol. W interpretacji Madsa Mikkelsena jest bardzo opanowany, oszczędny w słowach i emocjach, za to bardzo dokładny, inteligentny i elegancki. Nawet gdy zabija nie traci zimnej krwi, zaś potraw przyrządzanych przez niego nie powstydziła by się żadna restauracja (gdyby tylko znali składniki). Bardzo mi się spodobała ta interpretacja, bo nie ma też tutaj naśladowania gestów i ruchów legendarnego Hopkinsa. Nie miałoby to żadnego sensu. Obaj panowie zagrali znakomicie, tworząc silną chemię między nimi.

bloom

Ale się rozpisałem, bo i jest o czym. Fuller stworzył bardzo interesujący i ambitny serial, do którego już zamówiono drugą serię. Mam nadzieję, że twórcy nas jeszcze czymś zaskoczą i utrzymają wysoki poziom tej serii.

8/10

Radosław Ostrowski